Obejmując funkcję prezesa NRL, wiedziałem, że samorząd jest mocno podzielony. Podejmowałem próby bycia ponad tymi podziałami. Ale muszę przyznać, że to nie wyszło. Mam nadzieję, że gdy opadną emocje, będziemy mogli normalnie usiąść do stołu i zająć się rzeczami najważniejszymi dla wszystkich – mówi prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski.
Prezes NRL Łukasz Jankowski. Fot. arch. wł.
- Jeszcze niedawno alarmowaliśmy, że decydenci wprowadzają tematy zastępcze do publicznych dyskusji o sytuacji systemu. Dziś sami robimy to samo
- Decyzja o zmianie logo była podyktowana względami wyłącznie praktycznymi, stare logo wciąż jest w użyciu jak choćby na sztandarze Izby
- W samorządzie lekarskim są grupy, którym dziś na rękę jest uwydatnianie podziałów, które istniały długo przed zjazdem wyborczym z 2022 r.
- Wierzę w dialog, nawet w taki dzień jak dziś, gdy przychodzi informacja z okręgowej izby, żebym się nie fatygował
- Nie zgadzam się na toczenie walki z użyciem pomówień, plotek, półprawd, wykradzionych screenów prywatnych rozmów czy anonimów
- Radca generalny nie był zatrudniony na umowę o pracę, była to funkcja pomocnicza, a wisienką na torcie jest fakt, że sprawa nie jest aktualna
- Jeśli osiem z 24 izb podejmie ważne uchwały, NRL zwoła nadzwyczajny zjazd lekarzy w ciągu trzech miesięcy
- Zjazd, jeśli do niego dojdzie, będzie podejmować decyzje pozornie w „sprawie Jankowskiego”, ale tak naprawdę – o tym, czym jest samorząd
- Wiem, że wiele osób ma obawy, że tryb głosowania elektronicznego może zmienić układ sił w samorządzie, są też tacy, którzy zwyczajnie martwią się o przebieg wyborów w nowym trybie
- Nie zapominajmy, że są izby, w których frekwencja wyborcza oscylowała w ostatnich wyborach wokół 20 proc. To aż woła o zmianę
- Myślę, że dziś zacząłbym kadencję inaczej. Skierowałbym się nie do tych izb, które mnie poparły, ale do tych, które nie były mi przychylne. To od nich zacząłbym moje tournée po kraju
Małgorzata Solecka: Sejm uchwalił właśnie pierwszą ustawę obniżającą składkę zdrowotną dla przedsiębiorców. 18 listopada dowiedzieliśmy się, ile Polska wydaje ze środków publicznych na zdrowie – nie więcej niż 4,8 proc. PKB. Powinniśmy porozmawiać właśnie o tym, ale muszę zapytać o coś innego. Konkretnie o logo NIL.
Łukasz Jankowski: No tak. Mamy do czynienia z sytuacją kryzysu w samorządzie lekarskim. W mojej ocenie te wszystkie sprawy wewnętrzne powinny zajmować tylko działaczy samorządu, powinniśmy to rozstrzygać we własnym gronie. Dziś samorząd, również na zewnątrz, zajmuje się niestety sobą, co oczywiście nas w sposób znaczący osłabia. Przez dwa i pół roku staraliśmy się – jako Naczelna Rada Lekarska, jako Prezydium NRL – wzmacniać głos środowiska lekarskiego, wzmacniać nasz wpływ na rzeczywistość ochrony zdrowia, wzmacniać pozycję lekarza. Działania niektórych działaczy idą w przeciwnym kierunku. Kwestionując mandat prezesa w połowie kadencji, osłabiają de facto pozycję środowiska lekarskiego.
Mam również wrażenie, że choć jeszcze niedawno alarmowaliśmy, że decydenci wprowadzają tematy zastępcze do publicznych dyskusji o sytuacji systemu, dziś sami robimy to samo.
Nie odpowiedział Pan jednak, co z tym logo. Jednym z argumentów przemawiających za tym, że nie ma Pan – zdaniem niektórych okręgowych rad lekarskich – dalszego mandatu do sprawowania funkcji prezesa, jest nadmierna ingerencja w logo.
Zmiana logo jest faktem, ale faktem jest również to, że stare jest nadal wykorzystywane. Sam zresztą noszę w klapie znaczek ze starym logo. Gdy czytam argumenty kolegów zawarte w uchwałach okręgowych rad lekarskich, domagających się mojego odwołania, myślę, że tak naprawdę nie o logo chodzi. Być może Czytelnikom, z których nie wszyscy są przecież lekarzami, czy osobom postronnym sprawa logo wyda się błaha, ale staram się rozumieć tych, którzy z samorządem lekarskim są związani od już ponad trzech dekad i dla których dotychczasowe logo jest, a w każdym razie może być symbolem identyfikującym ich dotychczasową publiczną, samorządową, aktywność. Decyzja Naczelnej Rady Lekarskiej, bo przecież decyzję podejmowaliśmy kolegialnie, mogła być przez nich interpretowana jako próba odcięcia się od ich dorobku. Nic takiego nie miało miejsca, decyzja o zmianie logo była podyktowana względami wyłącznie praktycznymi, stare logo wciąż jest w użyciu jak choćby na sztandarze Izby. Słyszę jednak głos tych osób i staram się zrozumieć powód ich negatywnych emocji.
Należy jednak zadać pytanie, co zrobić, byśmy nie zapominali, po co jesteśmy. Że mamy działać na rzecz lekarzy, angażować się w poprawianie systemu, tak by był przyjazny i dla lekarzy, i dla pacjentów. Że mamy zajmować się sprawami istotnymi. Samorząd – mówiłem to od początku, gdy zaangażowałem się w działalność izb lekarskich – jest narzędziem.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że tego narzędzia też nie wszyscy używają w sposób właściwy. Można nawet rzec, że niektórzy koledzy, próbując zaatakować kowala, nie zawahają się przed spaleniem całej kuźni.
Zaczęłam rozmowę od pytania o logo, nie dlatego, że nie jest ono ważne. Odpowiadając, wskazał Pan na inną perspektywę, jaką przyjmują w tej sprawie Pana krytycy, oponenci. Czytając uchwały okręgowych rad lekarskich, domagających się odwołania Pana z funkcji, widziałam bardzo mocno wybijające się wątki braku dialogu, dzielenia izb na „lepsze” i „gorsze”. Tak naprawdę od zjazdu wyborczego, od maja 2022 roku, daje się zauważyć bardzo głęboki podział nie tyle środowiska, co samorządu lekarskiego. O tym, również, są te uchwały.
W samorządzie lekarskim są grupy, którym dziś na rękę jest uwydatnianie podziałów, które istniały długo przed zjazdem wyborczym z 2022 roku. Efektem tych podziałów był np. fakt, że w poprzedniej kadencji, bardzo duża izba, izba w Gdańsku, miała w Naczelnej Radzie tylko jednego przedstawiciela, czyli swojego prezesa. Wtedy nikt nie mówił jednak o braku reprezentatywności NRL. Dziś nie ma dużej izby, która miałaby tak ograniczoną reprezentację w Naczelnej Radzie Lekarskiej, a takie głosy się cały czas pojawiają.
Obejmując funkcję prezesa NRL, wiedziałem, że samorząd jest mocno podzielony. Podejmowałem próby bycia ponad tymi podziałami. To przyznają również moi adwersarze. Taką próbą były wyjazdy do okręgowych izb lekarskich i rozmowy prowadzone na miejscu. Takimi próbami były kampanie społeczne, do których wciągałem wszystkich prezesów zrzeszonych w Konwencie Prezesów Okręgowych Rad Lekarskich. Takimi próbami były wspólne działania, próby tworzenia wspólnoty, np. przy okazji świąt. Ale muszę przyznać, że to nie wyszło. Z drugiej strony trudno rozmawiać, kiedy ktoś rozmawiać nie chce.
Mam zresztą tego zupełnie świeże przykłady. Już wcześniej były ustalone moje wizyty w Toruniu – 12 grudnia, w Krakowie – 18 grudnia. Jednak tamtejsze ORL nie poczekały na spotkanie, by porozmawiać o swoich wątpliwościach, wyjaśnić, tylko podjęły uchwały. 28 listopada miałem być w Zielonej Górze – i właśnie wczoraj dowiedziałem się, że ORL nie jest zainteresowana rozmową, wysłuchaniem argumentów. 6 grudnia miałem być w Gorzowie, żeby rozmawiać z członkami rady. Dziś dostałem informację, że wczoraj zwołano już nadzwyczajne posiedzenie i przegłosowano stosowne uchwały. Trudno rozmawiać, prowadzić dialog, jeśli nie ma woli z drugiej strony. Ubolewam nad tym.
Może trzeba było wcześniej jechać do Zielonej Góry i rozmawiać z tamtejszymi działaczami? Bo rzeczywiście do tanga trzeba dwojga i do dialogu też, ale zawsze od tej strony, która sprawuje władzę, wymaga się więcej, niż od tych, którzy są w opozycji. Również w kwestii wyciągania ręki, szukania porozumienia.
Wierzę w dialog, nawet w taki dzień jak dziś, gdy przychodzi informacja z okręgowej izby, żebym się nie fatygował. Zamierzam nadal odwiedzać okręgowe izby lekarskie i rozmawiać tam, gdzie – jak mówiłem nie raz – bije serce samorządu lekarskiego.
Zdaję sobie sprawę, że – tak jak pani mówi – od tych, którzy sprawują władzę, oczekuje się więcej. Wiem, że jestem adresatem oczekiwań. Ale pytanie, czy te oczekiwania są prawdziwe? Do Prezesa ORL w Poznaniu, jednej z tych, które zarzucają mi dzielenie izb na „lepsze” i „gorsze”, dwa razy, już dużo wcześniej, zwracałem się z pytaniem, czy jest możliwe zaproszenie mnie na posiedzenie. I nie dostałem żadnej odpowiedzi. Zdarzały się, w przypadku innych izb, odpowiedzi takie, żebym sam wybrał termin i przyjechał, co zresztą robiłem. Byłem w Katowicach, gdzie rozmowa toczyła się w – mam wrażenie – bardzo dobrej atmosferze.
Teraz jednak operujemy, w ogromnej mierze, w sferze emocji. Nie ukrywam, że część z nich powodują metody, po które sięgają moi adwersarze. Tak jak wspomniałem w liście, skierowanym w tym tygodniu do wszystkich członków samorządu, jestem otwarty na dyskusję, na krytykę. Nie zgadzam się jednak na toczenie walki z użyciem pomówień, plotek, półprawd, wykradzionych screenów prywatnych rozmów czy anonimów. Apelowałbym o poniechanie tego typu działań, niegodnych naszego zawodu.
Muszę przyznać, że pokonanie podziałów się nie udało. Mam swój pogląd na temat tego, czy druga strona chciała takiego scenariusza, zasypania podziału czy wzniesienia się ponad nim i szukania tego, co łączy. Mogę wskazać konkretne przykłady, że takiej woli nie było. Ale to nie znaczy, że nie wierzę, że mogłaby się pojawić. Mam wręcz nadzieję, że gdy opadną emocje wywołane trwającym kryzysem, będziemy mogli normalnie usiąść do stołu i zająć się rzeczami najważniejszymi dla wszystkich.
Oponenci mają listę bardzo konkretnych zarzutów, w których nie widać – przynajmniej na pierwszy rzut oka – emocji, są natomiast twierdzenia o przekraczaniu uprawnień. Przykładem jest, choćby, stworzenie stanowiska Radcy Prezesa NRL.
Takie stanowisko funkcjonowało w OIL w Warszawie, gdy byłem prezesem Okręgowej Rady Lekarskiej. Nie jest to fanaberia, ale realne wsparcie prezesa izby w bieżących kontaktach z petentami czy stronami. Warto pamiętać, że duża część osób, które adresują do izby lekarskiej swoje pisma, zwracając się z podaniami, to nie są tylko lekarze, członkowie samorządu. Chodzi o setki pism, na które trzeba bez opóźnień reagować, odpisywać.
Każdy prezes izby lekarskiej ma swobodę w kształtowaniu polityki kadrowej. Radca generalny nie był zatrudniony na umowę o pracę, była to funkcja pomocnicza, a wisienką na torcie jest fakt, że sprawa nie jest aktualna. Po tym, jak wiele miesięcy temu zastrzeżenia zgłosiła Komisja Rewizyjna, podnosząc, że istnieją wątpliwości, czy Prezes może cedować swoje uprawnienia do reprezentowania Izby na inne osoby, sam zainteresowany zrezygnował ze stanowiska.
Może dziwić fakt, że żadna z izb, podnoszących zarzut dotyczący radcy generalnego, nie zgłasza analogicznego zarzutu dotyczącego np. pełnomocnika ds. informatyzacji, który również otrzymał od Prezydium NRL bardzo szerokie uprawnienia. Nie potrafię wyjaśnić, jaka idea przyświeca formułowanym zarzutom, poza chyba starą prawdą „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Albo przesądził fakt, że radca generalny odpisywał na część pism trafiających do NIL z izb okręgowych. Być może część działaczy miała poczucie deprecjacji, załatwienia sprawy na niższym szczeblu. Czyli znów wracamy do emocji.
Czego można się teraz spodziewać?
Jeśli osiem z 24 izb podejmie ważne uchwały, Naczelna Rada Lekarska zwoła nadzwyczajny zjazd lekarzy w ciągu trzech miesięcy, czyli między styczniem a marcem. Zjazd, jeśli do niego dojdzie, będzie podejmować decyzje pozornie w „sprawie Jankowskiego”, ale tak naprawdę – o tym, czym jest samorząd. I po co jest samorząd. Czy zmiany, jakie wprowadzamy, które zdaniem działaczy z wieloletnim, sięgającym trzech dekad doświadczeniem w pracy samorządowej są rewolucją zagrażającą samorządności, czy przeciwnie, tę samorządność wzmacniają. To będzie też Zjazd o odpowiedzialności, również w wymiarze finansowym. Organizacja zjazdu nadzwyczajnego kosztuje ok. 680 tys. zł. Pół roku temu, w maju, odbył się taki zjazd. Jakie jest uzasadnienie do zwoływania kolejnego w tym momencie? Zgodnie z regulaminem zjazd odwoławczy to wyłącznie wystąpienie przedstawiciela wnioskodawców i uzasadnienie wniosku o odwołanie, wystąpienie Prezesa NRL i głosowanie. Trzeba zadać pytanie, kto weźmie odpowiedzialność za wydatkowanie w tym momencie tak ogromnych środków.
Ale będzie to też zjazd o metodach. Nie ma i nie będzie mojej zgody na to, żeby wyciągać screeny prywatnych wiadomości sprzed lat, żeby wysyłać anonimy. Bo i takie rzeczy w ostatnich miesiącach się zdarzały, jak anonimowe zawiadomienia słane do różnych instytucji.
Jakich instytucji?
Ministerstwo Zdrowia, CMKP, urząd wojewódzki.
Jesteśmy lekarzami i powinniśmy rozmawiać na poziomie odpowiadającym godności naszego zawodu. Tak się, w mojej ocenie, w tej chwili nie dzieje.
Wspomniał Pan o majowym zjeździe. Czy pojawiały się wtedy jakieś sygnały, że może zostać sformułowany wniosek o odwołanie Pana ze stanowiska?
Krążyły strzępki zdań w kuluarach, zresztą – o planach odwołania Jankowskiego słyszę od ponad dwóch lat. O tym, że jest grupa działaczy, która planuje takie wnioski złożyć. Dużo bardziej wymowne były jednak – i widoczne gołym okiem – próby zerwania zjazdu. Składanie setek poprawek do procedowanych dokumentów, po to, by zniechęcić delegatów, doprowadzić do braku quorum…
… po co, skoro wtedy nie można i tak podejmować decyzji?
Nie o decyzje personalne chodziło. Niemożność podjęcia przez delegatów uchwał w sprawie zmian w regulaminie wyborów czy Kodeksu Etyki Lekarskiej byłaby porażką, mocną porażką, władz samorządu.
Również dlatego uważam, trzymając się porównania z kowalem i kuźnią, że to, co w tej chwili obserwujemy, czy raczej – w czym uczestniczymy, to nie jest nic nowego. Ale też nie jest to dyskusja o mnie, tylko o grupach interesów w samorządzie. Nie odmawiam nikomu, żadnemu działaczowi samorządu lekarskiego, prawa do własnej percepcji zmian, jakie przeprowadzamy od maja 2022 roku. Każdy, kto angażował się od wielu lat w życie samorządu lekarskiego, może uważać, że są one zbyt radykalne, zbyt szybkie. Może nawet – uderzające w ich samorządową wrażliwość czy identyfikację. Z tymi działaczami chciałbym rozmawiać i wyjaśnić wątpliwości. Wciąż chciałbym być prezesem wszystkich lekarzy. To moja ambicja i będę ją realizował.
Jakie zmiany mogą być oceniane jako zbyt szybkie czy radykalne?
Nowy Kodeks Etyki Lekarskiej. Nowy regulamin wyborów do izb lekarskich, wprowadzający wybory elektroniczne. Wiem, że wiele osób, wieloletnich działaczy samorządu, ma obawy, że ten tryb może zmienić układ sił w samorządzie, są też tacy, którzy zwyczajnie martwią się o przebieg wyborów w nowym trybie. Jednak uważałem i uważam, i w tej opinii nie jestem odosobniony – jak pokazał przebieg majowego zjazdu – że wprowadzenie elektronicznego trybu wyborów jest konieczne. W poprzedniej kadencji włodarze samorządu nie podejmowali takich decyzji ani działań. Dziś jesteśmy już na końcu wprowadzenia programu obsługi wyborów i mam nadzieję, że to znacząco poprawi frekwencję z korzyścią dla samorządu. To wzmocni prezesa NRL, którego mandat będzie mocniejszy, bo będzie mógł powiedzieć, że został wybrany przez wszystkich lekarzy, którzy chcieli wziąć udział w wyborach, a nie tylko tych, którzy opanowali – dzięki doświadczeniu – dość skomplikowaną procedurę. Nie zapominajmy, że są izby, w których frekwencja wyborcza oscylowała w ostatnich wyborach wokół 20 proc. To aż woła o zmianę.
I jestem gotowy tłumaczyć wszystkim działaczom, że to przyniesie korzyść również im. Że ostatecznie naprawdę lepiej jest reprezentować ogół lekarzy, niż walczyć o to, by na poszczególnych etapach znalazło się quorum.
W tym tygodniu skierował Pan do lekarzy i lekarzy dentystów list, w którym nie tyle odnosi się Pan do zarzutów, co przedstawia swój punkt widzenia na ostatnie 2,5 roku działalności samorządu. Znalazła się tam lista dwudziestu sukcesów. Proszę wskazać trzy.
Zacząłbym od tego, że w Naczelnej Izbie Lekarskiej pracuje w tej chwili na rzecz samorządu, a więc na rzecz wszystkich jego członków, wspaniała drużyna. Że obiecywałem swoje zaangażowanie, ale również, że będziemy chcieli również zaangażować w samorząd wszystkich chętnych do pracy na rzecz środowiska. To się udało.
Kolejnym sukcesem jest nowy Kodeks Etyki Lekarskiej. Na początku kadencji mówiłem, że samorząd jest jednością. Niesamowita praca, jaką wykonała Komisja Etyki Lekarskiej NRL w ciągu dwóch lat przekłada się na to, że występując w gremiach europejskich czy na Światowym Kongresie Zdrowia możemy chwalić się, że mamy jeden z najnowocześniejszych, najbardziej przystających do współczesnych realiów i wyzwań kodeksów etyki.
I jeśli muszę się ograniczyć, powiem zbiorczo o tym, że samorząd zaczął skutecznie stawać po stronie konkretnych, postawionych w trudnej sytuacji, lekarzy. Doprowadziliśmy do końca sprawę lekarzy, ściganych przez NFZ za tzw. nienależną refundację preparatu mlekozastępczego. Ci lekarze piszą, że NFZ wycofuje pozwy, że dziękują za zaangażowanie i pomoc. Stanęliśmy murem za zaatakowanym latem 2023 roku przez ówczesnego ministra zdrowia lekarzem. To wtedy, a także przez dwa miesiące poprzedzające ten atak, który ostatecznie doprowadził do dymisji ministra, gdy konsekwentnie sprzeciwialiśmy się bezprawnym limitom na recepty, ograniczającym nasze możliwości wykonywania zawodu czułem, że narzędzie, jakim jest samorząd, wykorzystujemy optymalnie.
Nie mogę nie zapytać o zaniedbanie. Czy jest coś, o czym myśląc, bije się Pan w pierś i przyznaje: mogłem to zrobić lepiej?
Jest. To, zdecydowanie, podział izb, o którym już rozmawialiśmy. Mógłbym szukać usprawiedliwień: początek kadencji, czułem się atakowany, nie miałem doświadczenia. Myślę, że w sposób nieświadomy mogłem być odbierany jako ten, który mimo przyjacielskich gestów jednak utrwala zastany podział, a nie próbuje go niwelować. Myślę, że dziś zacząłbym kadencję inaczej. Skierowałbym się nie do tych izb, które mnie poparły, ale do tych, które nie były mi przychylne. To od nich zacząłbym moje tournée po kraju. Ale też chciałbym podkreślić, że postawiłem sobie ambitny cel odwiedzenia wszystkich 24 okręgowych izb. Byłem, do tej pory, w 19. W niektórych więcej niż raz, na zaproszenie przy okazji różnych inicjatyw samorządowych. Gdy jestem zapraszany, staram się zawsze być, choć niekiedy jest to trudne, czasem wręcz niemożliwe.
To, na czym w tej chwili się koncentrujemy, wewnętrzne konflikty, tak naprawdę przykrywa to, co rzeczywiście w samorządzie się dzieje. Rozpoczęliśmy przygotowania do polskiej prezydencji w UE. Mamy za sobą, na świeżo, spotkanie z prezesem niemieckiej izby lekarskiej dr. Klausem Reinhardtem, który przyjechał do Warszawy na nasze zaproszenie. Rozmawiamy, jak pomóc lekarzom na wspólnym rynku pracy, o tym, co możemy zrobić, jeżeli chodzi o imigrację, również lekarzy, sytuację wojny, o wspólnych działaniach w nowoczesnych technologiach.
Ale przecież i na krajowym gruncie dzieje się bardzo wiele. Samorząd lekarski doprowadził do zmian w ustawie o CMKP i mamy realną szansę na uzyskanie wpływu na jakość kształcenia podyplomowego. Skutecznie zareagowaliśmy na polityczną narrację o lekarzach zarabiających setki tysięcy złotych miesięcznie.
W mojej ocenie działania moich oponentów w tym konkretnym momencie trudno postrzegać inaczej jak próbę podcięcia skrzydeł. Nie prezesowi, a całemu samorządowi. Trudno to zaakceptować czy biernie się temu przyglądać. Niezmiennie jednak mam nadzieję, że nasza kolejna rozmowa będzie dotyczyć już spraw ważnych dla ogółu lekarzy, a nie rozpalających emocje wewnętrznych konfliktów działaczy samorządu.
Rozmawiała Małgorzata Solecka