Mamy świadomość, że atmosfera przed naszymi negocjacjami kontraktowymi nie jest i nie będzie najlepsza, jeżeli chodzi o mówienie o pieniądzach. Zwłaszcza zaś o dodatkowych pieniądzach – zaznacza prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie Jacek Krajewski.
Prezes FPZ Jacek Krajewski. Fot. mat. pras.
- Wypracowaliśmy nowe zasady, zgodnie z którymi kwota, jaką placówki otrzymują za koordynację, będzie zależeć od efektywności
- Błąd został popełniony kilkanaście lat temu, gdy zabroniono nam kupować i posiadać szczepionki
- Program „Moje Zdrowie” ruszył w maju, ale rozpędzać się zaczął po wakacjach i w tej chwili są to już setki tysięcy osób
- Problemem jest to, że stosunkowo dużo pacjentów wypełnia ankietę i wykonuje badania, ale zapomina o wizycie podsumowującej
- Musimy mieć zabezpieczone środki na płace i na to, żeby aktywnie poszukiwać pracowników. Obecna, stała od kilku lat, stawka kapitacyjna na to nie pozwala
Małgorzata Solecka: Kilka tygodni nowego roku już za nami, czy można przewidzieć, jaki będzie ten 2026 rok dla podstawowej opieki zdrowotnej, oprócz tego, że zapewne niełatwy?
Jacek Krajewski: Niełatwy to na pewno. Więcej będziemy wiedzieć w marcu, gdy przyjdzie czas na negocjacje nowych kontraktów, bo lekarze z FPZ mają, przynajmniej w dużej części, podpisane kontrakty właśnie do 1 kwietnia.
Ale pewne ustalenia już zapadły, niedawno NFZ ogłaszał porozumienie w sprawie finansowania opieki koordynowanej.
Zgadza się, ale raczej w jednym z fragmentów opieki. Jak pamiętamy, w ubiegłym roku Fundusz, w ramach – jak się można domyślać – prób poszukiwania oszczędności w trudnej sytuacji finansowej, próbował przeprowadzić zmiany w zakresie finansowania ryczałtu za samą koordynację, ryczałtu, z którego podmioty opłacały wynagrodzenie koordynatorów. My wtedy protestowaliśmy, sprawa została odłożona, teraz wypracowaliśmy nowe zasady, które przede wszystkim oznaczają, że kwota, jaką placówki otrzymują za koordynację, będzie zależeć od efektywności, czyli od tego, jaki procent pacjentów będzie objęty opieką koordynowaną. Zgodziliśmy się, że trzeba promować tych, którzy opiekę koordynowaną rzeczywiście realizują z dużym zaangażowaniem, a nie tych, którzy po prostu podpisali umowę na koordynację, ale jej – z różnych powodów – nie wykonują.
Od razu podkreślę – z różnych powodów. To nie musi być i najczęściej nie jest kwestia braku chęci czy złej woli, ale braków kadrowych, obciążenia pracą, czasami warunków lokalowych. Zdecydowanie jednak trzeba promować tych, którzy różne trudności przezwyciężają. Ci, którzy mają słabsze wyniki, mogą również sięgnąć po większe środki, jeśli poprawią swoją efektywność. Ale jeśli placówka podpisze kontrakt, a po trzech miesiącach nie będzie prowadzić opieki koordynowanej – takich przypadków nie było wiele, ale się zdarzały – straci środki na koordynację. Doszliśmy w tej sprawie do zgody z NFZ i się pod tym podpisujemy – ale to tylko wycinek tematu, jakim są nakłady na POZ czy nawet na opiekę koordynowaną. Zasadnicze rozmowy w sprawie umów są przed nami.
Czego będą dotyczyć?
Wyzwań, z jakimi się mierzymy. Te są niezmienne, choć niektóre się pogłębiają. Niedobory kadrowe, starzejąca się kadra, dostępność specjalistów i badań specjalistycznych dla naszych pacjentów. Niezależnie od tego, co się mówi, podstawowa opieka zdrowotna ma ogrom zadań: do opieki nad pacjentami od populacji pediatrycznej po przewlekle chorych seniorów, szczepienia, pacjentów infekcyjnych, dochodzą zadania z zakresu opieki koordynowanej i w tej chwili bardzo dynamicznie rozwijający się program „Moje Zdrowie”, w ramach którego przy wizycie podsumowującej, której zasadniczą częścią jest ustalanie indywidualnego planu zdrowia, pacjentom trzeba poświęcić zdecydowanie więcej czasu niż rutynowo. Teraz jeszcze jesteśmy w środku sezonu infekcyjnego i pracy jest ogrom.
Zadań przybywa, oczywiście idą za nimi również środki, ale na tę podstawową działalność POZ pieniądze są w zasadzie takie same, bo stawka kapitacyjna od lat się nie zmienia, ewentualne korekty to wskaźniki np. za wielochorobowość. Przy tym poziomie nakładów coraz trudniej jest znaleźć pracowników, którzy mogliby przejąć dodatkowe obowiązki, wesprzeć zespół.
Mamy przy tym świadomość, jak trudne to będą rozmowy. Sytuacja NFZ jest o tyle lepsza, że mamy już nowy rok, nowy plan finansowy. Ale mamy świadomość niezapłaconych świadczeń za poprzedni rok, nie tylko wobec szpitali, ale też AOS czy również POZ. Mamy świadomość, że na początku roku może będzie można trochę odetchnąć, ale pieniędzy na pewno nie wystarczy na cały rok, podobnie jak to było w 2025 roku.
Spodziewacie się propozycji oszczędności?
One już się pojawiają, przecież nikt tego nie ukrywa. Jest propozycja, by przenieść podwyżkę płacy minimalnej na styczeń i wprowadzić dalej idące zmiany. Mamy świadomość, że atmosfera przed naszymi negocjacjami kontraktowymi nie jest i nie będzie najlepsza, jeżeli chodzi o mówienie o pieniądzach, zwłaszcza zaś o dodatkowych pieniądzach. Nastawiamy się na dosyć trudne rozmowy.
Zanim przejdziemy do pieniędzy, zatrzymajmy się może przy tych dodatkowych zadaniach. Od kilku miesięcy wdrażane są zmiany w AOS, które miały przynieść przesunięcie części pacjentów kontynuujących leczenie u specjalistów do POZ. Czy obserwujecie już skutki tej zmiany, wzrost liczby pacjentów?
Powiem najprościej: to cały czas są nasi pacjenci. Ci, którzy odwiedzali specjalistów, równolegle – w różnych sytuacjach – odwiedzali też swoich lekarzy POZ. Trudno uchwycić efekt zmian w AOS, na pewno nie jest tak, że mamy jakąś wielką falę nowych pacjentów, bo – jak mówię – oni cały czas się u nas pojawiali. Może uda się jakoś zmierzyć, czy przychodzą częściej – na razie nie widać jakiegoś spektakularnego wzrostu liczby tych pacjentów. Bo wzrost w ostatnich miesiącach, jaki widzimy gołym okiem, jest związany z sezonem infekcyjnym, i on jest zdecydowanie wyraźny.
Wspomniał Pan też o szczepieniach. W kwestii szczepień dzieci niewiele się zmienia, ale jeśli chodzi o dorosłych, bardzo mocno widać trend wzmacniania kanału szczepień w aptekach. To jest chyba spore odciążenie dla POZ? Jednocześnie jednak wielu ekspertów, również przedstawicieli Porozumienia Zielonogórskiego, mówi o straconych szansach na szczepienie wielu osób, które zgłaszają się z różnymi sprawami do POZ…
… i mogłyby zostać zaszczepione, gdybyśmy mogli mieć szczepionki, na przykład przy okazji realizowania programu „Moje Zdrowie”. Przede wszystkim jednak ułatwienia dostępu do szczepień są szalenie pożądane, tylko z nich powinien wynikać widoczny wzrost liczby zaszczepionych. Czy on jest już widoczny? No, nie. Szczepi się mniej więcej tyle samo osób, co zawsze – mówię tu o grypie. Lawinowego wzrostu nie ma, nawet jeśli jakiś jest. Być może trzeba poczekać kilka lat, bo umówmy się – zbyt wielu punktów aptecznych, prowadzących szczepienia, też na razie nie ma.
W mojej ocenie błąd został popełniony kilkanaście lat temu, gdy zabroniono nam kupować i posiadać szczepionki. Gdybyśmy mogli oferować pacjentom pełną usługę szczepienia, a nie tylko kwalifikację i wystawienie recepty, sytuacja byłaby zupełnie inna. Ułatwienie w dostępności oceniam oczywiście pozytywnie, ale ono nie jest kompletne. Dla mnie pozytywnym efektem tego procesu będzie znaczące zwiększenie populacji zaszczepionych, nie zaś odciążenie poradni POZ od obowiązku, który jest wpisany w naszą misję i który i tak przecież realizujemy przede wszystkim przed sezonem infekcyjnym. Moim zdaniem, jeżeli jest tak, że celem rzeczywiście jest podniesienie wyszczepialności, należałoby przywrócić w POZ możliwość posiadania szczepionek i podawania ich po kwalifikacji w gabinecie lekarskim. Część osób zaszczepi się w aptekach, część w POZ – pacjent powinien móc się zaszczepić tam, gdzie jest to dla niego najdogodniejsze.
W ostatnich tygodniach pojawiły się stwierdzenia, że już zaszczepiło się przeciw grypie więcej osób niż w całym poprzednim sezonie. Problem polega na tym, że to „już” jest chyba na wyrost, bo sugeruje, że liczba będzie rosnąć, a tymczasem z poprzednich lat wiadomo, że Polacy szczepią się raczej do początków grudnia. W kolejnych miesiącach robią to sporadycznie.
Pokutuje takie pojęcie w społeczeństwie, że przeciw grypie można się szczepić jesienią. Można się szczepić przez cały czas, jeśli tylko są dostępne szczepionki na dany sezon. Można w styczniu, lutym, marcu, choć oczywiście przy szczepieniu w trakcie sezonu infekcyjnego, którego szczyt przypada u nas od stycznia do marca, rośnie prawdopodobieństwo, że szczepienie nas nie ochroni, bo odporność nabywamy po ok. dwóch tygodniach, a w tym czasie – bezpośrednio po szczepieniu czy kilka dni po – możemy zetknąć się z osobą, która aktywnie zaraża. Dlatego zdecydowanie lepiej zaszczepić się wcześniej.
Zatrzymajmy się przy „Moim Zdrowiu”.
Program ruszył w maju, ale – zresztą tak jak rozmawialiśmy kilka miesięcy temu – rozpędzać się zaczął po wakacjach i w tej chwili są to już setki tysięcy osób. Zainteresowanie zresztą nie słabnie, co nawet jest dla nas zaskoczeniem. Widać, że jeśli pacjenci otrzymają odpowiedniej jakości indywidualny plan zdrowotny, wychodzą zadowoleni z wizyty, przekazują informacje dalej i taka „szeptanka” przyciąga kolejnych chętnych. W mediach przecież wcale tak dużo o programie się nie mówi, a nowe osoby ciągle się zgłaszają. Jedynym problemem jest to, że stosunkowo dużo pacjentów co prawda wypełnia ankietę i wykonuje badania, ale zapomina o wizycie podsumowującej…
… bez której poradnia POZ nie może rozliczyć pacjenta.
Dokładnie. Za badania płacimy, nie uzyskujemy refundacji z NFZ. Oczywiście, staramy się tych pacjentów ściągnąć, przypominamy telefonicznie. Ale ryzyko związane z tym, że pacjent na wizytę końcową się nie zgłosi, jest. Są ryzyka, są też ograniczenia – przede wszystkim kadrowe. Wizyta podsumowująca nie trwa kwadrans. To jest przynajmniej pół godziny, jeśli ma ona mieć sens, jeśli lekarz ma nie tylko spojrzeć na wyniki, ale je z pacjentem przeanalizować, wyjaśnić zależności, wytłumaczyć, na co trzeba zwrócić uwagę, sensownie ustalić plan zdrowotny. Nasze doświadczenia pokazują, że pacjenci wykazują bardzo duże zainteresowanie, chcą rozmawiać, wykorzystują szansę, bo przecież zwykle przy innych okazjach nie mają możliwości takiej spokojnej rozmowy z lekarzem, gdy wiedzą, że w poczekalni jest tłum. Jeśli jeszcze przychodzi na taką wizytę pacjent z różnymi schorzeniami, ta rozmowa siłą rzeczy jest dłuższa, dłuższa jest lista zaleceń. To samo dotyczy ewentualnych ryzyk zdrowotnych w rodzinie. Do tego dochodzi oczywiście rozmowa o profilaktyce, choćby o szczepieniach.
Taki był zresztą plan na ten program w zapowiedziach Ministerstwa Zdrowia.
I można powiedzieć, że się realizuje. Niezależnie od tego, że z pewnością mógłby to być program w sensie merytorycznym bardziej dopracowany, to z pewnością jako mechanizm pozwalający na uchwycenie kontaktu czy nawet budowania relacji między pacjentem a jego poradnią czy lekarzem POZ, sprawdza się.
Czy możliwe są jakieś próby szukania oszczędności w obrębie programu?
Wszystko zależy oczywiście od sytuacji finansowej, ale z tego co wiem, jest przeciwnie. W programie „Moje Zdrowie” decydenci upatrują raczej szansy na skuteczne zapobieganie rozwojowi chorób, wpisują go w strategię odwracania piramidy świadczeń. Więc wycofanie się z programu czy jego ograniczanie byłoby błędem. Żadnych takich sygnałów nie odbieramy.
Wycofanie się rzeczywiście nie wchodzi w rachubę, zresztą na wszystkich konferencjach program przywoływany jest jako duży sukces. Myślałam raczej o oszczędnościach przez obcięcie stawek lub dołożenie obowiązków w ramach obecnego finansowania.
Może takie pomysły są, ale na razie nic o nich nie wiemy. Może w trakcie rozmów na temat kontraktów coś usłyszymy, ale patrząc racjonalnie, nie sądzę. Program funkcjonuje dopiero od ośmiu miesięcy, od mniej więcej pół roku, można powiedzieć, pełnowymiarowo. Na jakieś głębsze korekty jest zdecydowanie za wcześnie.
Oczywiście pojawiają się głosy, że stawki są za wysokie. Jednak nie biorą one pod uwagę, że duża część pacjentów, którzy zgłaszają się do programu jako osoby zdrowe – tak o sobie myślą – już po pierwszym pakiecie badań okazuje się poważnie obciążona zdrowotnie, wychodzą: cukrzyca, choroby tarczycy, bardzo powszechnie nadciśnienie tętnicze. Oni już wchodzą do naszej praktyki na stałe, zlecamy dodatkowe badania, powtarzamy te badania, pojawiają się wizyty kontrolne, na których sprawdzamy, czy udaje się pacjenta ustabilizować. Osób, które zgłaszają się do programu i dostają IPZ oraz wskazanie, że mają się zgłosić za pięć lat czy nawet za trzy, jest stosunkowo niewiele. W większości stan zdrowia musi być już monitorowany.
Można powiedzieć, że przecież dla nich jest opieka koordynowana, która też jest osobno wyceniona…
… można byłoby, ale nie można. Bo pamiętajmy, że na opiekę koordynowaną są limity. I wspominałem już, że nadwykonania, jako problem płatnika, dotyczą też rozliczeń z POZ. I to właśnie w obszarze opieki koordynowanej. Różne oddziały różnie sobie z tym radzą. Mamy obietnice w poszczególnych regionach, że wszystko zostanie zapłacone, ale kiedy – do końca nie wiemy. Może do końca pierwszego kwartału? Czekamy.
Spodziewam się, że tego również będą dotyczyć rozmowy na temat nowych kontraktów. A czego jeszcze? Jakie będą główne postulaty FPZ?
O szczegółach przed negocjacjami trudno mówić. Na pewno będziemy chcieli rozmawiać o sytuacji kadrowej. O tym, że musimy mieć zabezpieczone środki na płace i na to, żeby aktywnie poszukiwać pracowników. Obecna, stała o kilku lat stawka kapitacyjna na to nie pozwala. Ograniczenia kadrowe powodują, że poradniom POZ bardzo trudno jest sięgać po dodatkowe strumienie finansowania, związane z dodatkowymi zadaniami – bo zwyczajnie nie ma kto ich wykonywać.
Od zawsze słyszeliśmy, że pracownicy szpitali, na przykład pielęgniarki, choć nie tylko, przechodzą do POZ, dlatego że można lepiej zarobić albo że są lepsze warunki pracy. Część przechodziła do nas w ogóle, część ograniczała zatrudnienie w szpitalu. W tej chwili to już się skończyło. Odwrotnie – żeby utrzymać obecny, niewystarczający poziom zatrudnienia, poradnie POZ muszą się bardzo starać. O pozyskiwaniu nowych pracowników trudno myśleć. Nie mamy wątpliwości, że jeśli zapadnie decyzja i rzeczywiście podwyżki wynagrodzeń minimalnych zostaną przesunięte i ograniczone, pracownicy i tak do nas się zgłoszą z oczekiwaniami co do swoich wynagrodzeń. O tym również podczas negocjacji będziemy rozmawiać.
Rozmawiała Małgorzata Solecka