Razem pójść do przodu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Jest szansa, że zjazd i jego decyzje przecięły spekulacje i wątpliwości na temat mandatu do kierowania naszym samorządem – mówi dr Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.


Prezes NRL Łukasz Jankowski. Fot. arch. wł.

  • Samorząd wyszedł z Krajowego Zjazdu Lekarzy znacząco wzmocniony
  • Miałem poczucie, że Ministerstwo Zdrowia próbuje włączyć się do naszych wyborów
  • Rząd będzie próbował przerzucić odpowiedzialność za zapadanie się systemu na nas
  • Bez istotnych decyzji politycznych w tym systemie nie da się dłużej funkcjonować
  • Lekarz ma wybrać lek najlepszy dla pacjenta z tych, które są dopuszczone do refundacji, a nie taki, który narzuca mu kontroler NFZ
  • Niewątpliwie szykuje nam się ciekawa jesień pod kątem prac nad ustawą o zawodach lekarza i lekarza dentysty, której z nami nie konsultowano
  • Ktokolwiek by nie rządził, podejmuje decyzje i prowadzi narrację w taki sposób, że musimy mieć do rządzących pretensje

Małgorzata Solecka: XVII Krajowy Zjazd Lekarzy przeszedł do historii, a sytuacja w ochronie zdrowia, co wszyscy wiemy, jest wyjątkowo trudna. Nowa kadencja władz samorządu to będą nowe wyzwania czy wciąż te same? W jakim miejscu, względem systemu, w systemie, znajduje się w tej chwili samorząd lekarski?

Dr n. med. Łukasz Jankowski: Samorząd, to chciałbym zdecydowanie podkreślić, wyszedł z Krajowego Zjazdu Lekarzy znacząco wzmocniony. Wiele środowisk czy nawet instytucji, niepewnych wyniku wyborczego na naszym zjeździe, wolało na wszelki wypadek zachować dystans, czekając na rozstrzygnięcie, a pewne decyzje czy też zachowania można było też odczytać jako próbę zajęcia stanowiska. Dziś mandat Naczelnej Rady Lekarskiej i Prezesa NRL został potwierdzony i jest naprawdę mocny. To przekłada się bez wątpienia na przekonanie innych podmiotów, funkcjonujących w szeroko rozumianej ochronie zdrowia, tworzących ten ekosystem, że z samorządem lekarskim trzeba się liczyć. Czas wahań w tej sprawie czy wręcz podważania siły i znaczenia samorządu lekarskiego, jakie obserwowaliśmy bezpośrednio przed zjazdem, to już przeszłość. Teraz trzeba wziąć się do ciężkiej pracy, kontynuować objęty wcześniej kurs. Chcemy i zamierzamy walczyć o dobre zmiany dla lekarzy i dla pacjentów.

Czy wśród tych podmiotów, które widzą, że trzeba się liczyć z samorządem, jest też Ministerstwo Zdrowia? Nieobecność pani minister została zauważona i odnotowana.

Jak najbardziej. Pani minister Jolanta Sobierańska-Grenda zadzwoniła do mnie wkrótce po wyborze z gratulacjami…

Wkrótce, to znaczy? Wybór ogłoszono nad ranem, o godz. 4.40…

W piątek rano, przed rozpoczęciem drugiego dnia zjazdu. Oczywiście takie przyjacielskie gesty nie mają wpływu na sytuację lekarzy. Nawet nie oznaczają bezpośrednio naprawienia relacji na linii resort zdrowia – samorząd lekarski, ale przynajmniej dają nadzieję, że po tym wyjątkowo trudnym czasie, jakim były ostatnie miesiące, wzmocnienie mandatu samorządu lekarskiego, zakończenie wewnętrznych sporów, wzmacnia nas, jako stronę tych relacji. I powinno to być zauważone.

Pan mówi: „ostatnie miesiące”. Tymczasem to ostatnie tygodnie przyniosły prawdziwą kumulację zdarzeń, że pojawił się realny znak zapytania, czy współpraca samorządu lekarskiego ze stroną rządową – i odwrotnie – będzie w ogóle możliwa.

Miałem poczucie, że Ministerstwo Zdrowia próbuje włączyć się do naszych wyborów. Ale jednocześnie zauważam, że jesteśmy tylko jednym z wielu środowisk, które dziś już jawnie wyrażają niezadowolenie z wielu decyzji resortu. Mówiąc bardzo konkretnie i wprost, z postawy i decyzji wiceminister Katarzyny Kęckiej. Apelowaliśmy jeszcze przed zjazdem do premiera o odwołanie pani wiceminister, dziś odbieram sygnały, że również inne środowiska mają ogromne problemy z dialogiem z wiceminister, odpowiedzialną za dialog społeczny.

Jakie będą kluczowe wyzwania dla samorządu w najbliższych miesiącach, powiedzmy przez pół roku, jeśli chodzi o sytuację systemu ochrony zdrowia?

To będzie, jak wszystko wskazuje, dalsze zapadanie się systemu. Być może, raczej nawet na pewno, pierwsze decyzje o zamykaniu szpitali powiatowych, ograniczania działalności – z powodu złych wycen i coraz większych zatorów płatniczych po stronie NFZ. Będą rosnąć kolejki do świadczeń. Mówiłem o tym na zjeździe, powtórzę – rząd będzie próbował przerzucić odpowiedzialność za ten stan rzeczy na nas. Zwłaszcza w kontekście nadchodzących przyszłorocznych wyborów będzie potrzebny kozioł ofiarny. Lekarze, być może pielęgniarki, jako największe beneficjentki ustawy o wynagrodzeniach minimalnych…

…w części mediów już zresztą pojawiają się materiały o znakomitych zarobkach pielęgniarek. Choć więcej jest, oczywiście, o wynagrodzeniach lekarzy.

Nie mam złudzeń, kampanii prowadzonej przeciw naszemu środowisku nie zakończą informacje podane przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która 26 maja potwierdziła, na podstawie danych przekazanych przez niemal wszystkie podmioty szpitalne, że zarobki powyżej 100 tysięcy złotych dotyczą niespełna siedmiuset lekarzy w skali całego kraju. To 625 kontraktów i kilkadziesiąt umów o pracę. Ministerstwo nie zrezygnuje z jakiejś formy przerzucania odpowiedzialności za kryzys w systemie na lekarzy i ich zarobki. Będziemy się temu przeciwstawiać.

Spodziewam się też wzrostu napięć po stronie obywateli, pacjentów. Jest dla nas oczywiste, że bez istotnych decyzji politycznych w tym systemie nie da się dłużej funkcjonować i ten system też funkcjonować nie będzie. Coraz więcej napięć, coraz więcej gry „na lekarską bramkę”, prób strzelania nam goli. Będziemy bronić pacjentów, pozostając przy tym piłkarskim żargonie, będziemy bronić bramki…

Chętnych do zdobywania goli jest więcej, NFZ też przykłada nogę do piłki. Czymże innym są pisma do lekarzy z wyliczeniami, jak dużo kosztują leki, które wypisują pacjentom, uprawnionym do recept „S”.

Gdy pierwszy raz zobaczyłem te pisma, myślałem, że wysyła je jakaś firma, chcąc skierować uwagę lekarzy na konkretne leki. Może trochę przesadzam, ale tylko trochę. Mówiąc zupełnie serio, jeśli płatnik sądzi, że ex cathedra wskaże lekarzom, jakie leki mają przepisywać, a jakich przepisywać nie powinni, naraża się na zarzut wywierania wpływu na ordynację lekarską, a to wykracza poza poszukiwanie sposobów na zmniejszenie kosztów refundacji.

My się na to nie godzimy. Jesteśmy wolnym zawodem. Lekarz ma wybrać lek najlepszy dla pacjenta z tych, które są dopuszczone do refundacji, a nie taki, który narzuca mu kontroler NFZ. Chciałbym to uznać za nieporozumienie. Byłoby dobrze, gdyby NFZ przeprosił za te listy i wycofał się z takich działań. Swoją drogą, lekarzom rekomendujemy, by nie przejmowali się tymi pismami, nie mają one żadnej mocy prawnej. Są wyłącznie jakąś próbą, dosyć kuriozalną, szukania oszczędności w systemie.

Problem w tym, że koszt programu bezpłatnych leków wymknął się spod kontroli. MZ i NFZ muszą szukać sposobu na oszczędności. Była zapowiedź odchudzenia, zmniejszenia, wykazów bezpłatnych leków – newralgiczny jest oczywiście ten senioralny. Wiele wskazuje, że nie ma politycznej zgody na taką decyzję ze względu na spodziewany atak opozycji i zły odbiór społeczny. I chyba dlatego Fundusz próbuje obejść temat, szukając sposobu skłonienia lekarzy, by przepisywali pacjentom tańsze zamienniki, choć droższe leki nadal będą na liście. To nie politycy mają je pacjentom „zabrać”, tylko lekarze im ich nie przepisać.

Widzimy te próby „potanienia” systemu. Przedłużanie możliwości pracy lekarzy bez potwierdzonej znajomości języka. Zapowiedź likwidacji czy też skrócenia stażu podyplomowego. Istotne ograniczenie programu bezpłatnych leków, co rzeczywiście może być politycznym golem samobójczym dla rządu. Stawiamy pytanie o jakość.

Na jednej z ostatnich Komisji Zdrowia wiceminister Katarzyna Kęcka zapowiadała, że w najbliższym czasie światło dzienne ujrzą dwa projekty ustaw: najpierw o zawodzie pielęgniarki i położnej i ten projekt już został przedstawiony. Nikt nie mógł nie zauważyć wybuchu, jaki mu towarzyszył, oczywiście za sprawą propozycji likwidacji odrębnego kierunku studiów położniczych. Do końca maja, ale z zastrzeżeniem, że ta data może się nie utrzymać, miał zostać opublikowany projekt ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty.

Patrząc na założenia, o jakich resort zdrowia informował, nie spodziewamy się niczego dobrego. To nie będzie pozytywna zmiana, bo większość zapowiadanych rozwiązań dyktowana jest właśnie chęcią zmniejszenia kosztów czy zaspokojenia oczekiwań jakichś grup interesów. Niewątpliwie szykuje nam się ciekawa jesień pod kątem prac nad ustawą o zawodach lekarza i lekarza dentysty, naszą ustawą, której z nami nie konsultowano. Chyba że za konsultacje uznać możliwość wysłuchania, jaką wizję ma wiceminister zdrowia wraz z urzędnikami resortu, święcie przekonanymi do swojej wizji.

Nie jestem złośliwy, jestem realistą. Jeżeli resort przyjął taką strategię, musi się liczyć z reakcją. Jeżeli będzie forsowana ustawa wbrew stanowisku lekarzy, będziemy robić wszystko, żeby ją zablokować. Będziemy rozmawiać z posłami wszystkich klubów, podejmiemy starania o poprawienie jej w Senacie, a gdy będzie trzeba, zwrócimy się do pana prezydenta.

Naprawdę żałuję, ze zamiast rozmów, rzeczowych i otwartych, MZ ma takie podejście konfrontacyjne, siłowe. Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie, żeby w jakiejkolwiek kadencji resort zdrowia próbował aż tak ignorować głos naszego środowiska.

Naprawdę? A choćby spór o recepty za czasów ministra Adama Niedzielskiego? Konfrontacja, która ostatecznie zakończyła się dymisją i odejściem w niesławie?

Tak było, ale resort wtedy starał się przynajmniej zachowywać pozory. Wiceminister odpowiedzialny za dialog z nami rozmawiał, przedstawiał propozycje, próbował przekonywać. Były spotkania w ministerstwie, w tym również z ministrem. Były, co może kluczowe, przedstawiane pisemnie kolejne propozycje, co pozwalało nam się na bieżąco do nich odnosić. W tej chwili możemy tylko czekać na to, co resort położy na stole, bo przecież wiceminister Katarzyna Kęcka zapowiedziała wobec posłów projekt ustawy „do końca maja”. Będziemy więc reagować już na niego, nie dostaliśmy szansy na rozmowę na etapie prac roboczych nad projektem. Nie można zmieniać ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty bez udziału samych zainteresowanych, lekarzy i lekarzy dentystów.

Mówił o tym na tymże posiedzeniu poseł Bolesław Piecha, dopytując – akurat w kontekście planów skrócenia stażu podyplomowego – na ile resort zdrowia zapowiadane zmiany konsultuje z lekarzami. Przypominał, że według prawa, to samorząd lekarski czuwa i jest odpowiedzialny za jakość wykonywania zawodu, w tym również za wydawanie PWZ, więc oczywistym jest, że musi mieć wpływ na decyzje dotyczące kształcenia…

Samorząd pozostaje apolityczny, chcę z mocą to podkreślić. Ale nie możemy nie zauważać pewnej – smutnej dość – prawidłowości. Ktokolwiek by nie rządził, podejmuje decyzje i prowadzi narrację w taki sposób, że musimy mieć do rządzących pretensje. Musimy się z nimi konfrontować. Ci sami politycy, będąc w opozycji, biorą stronę lekarzy. Zmieniając strony, natychmiast zmieniają też nastawienie do nas. Pierwsi, jako opozycja, zaczynają nam sprzyjać, drudzy, ci przy władzy, biorą sobie lekarzy za cel, przybierając pozę jedynych obrońców interesu pacjentów. A lekarze po prostu chcieliby być traktowani podmiotowo. Rozmawiać z decydentami o zmianach systemowych, o dobrych rozwiązaniach. Nie chcemy być używani do politycznych przepychanek, przez żadną ze stron.

Czeka nas gorące lato i gorąca jesień w systemie, w obszarze legislacyjnym. A w samorządzie?

Praca, praca, praca. 12 czerwca ukonstytuuje się Naczelna Rada Lekarska, która wybierze swoje prezydium i komisje, bo to w nich toczy się większość merytorycznych prac. Podczas zjazdu zapowiadałem m.in., że będziemy chcieli przygotować założenia do nowej ustawy o izbach lekarskich. Powołamy też nową komisję do spraw cyfryzacji i e-zdrowia. Zmiany obejmą Centralny Ośrodek Badań, Innowacji i Kształcenia, będziemy rozwijać NIL-IN Sieć Lekarzy Innowatorów.

Dla mnie w najbliższych dniach najważniejsze będą spotkania w dwóch izbach lekarskich, których nie miałem możliwości odwiedzić w pierwszej kadencji. Jeszcze przed posiedzeniem NRL będę gościem izby lekarskiej w Katowicach i we Wrocławiu. Nie jest żadną tajemnicą, że te izby nie były przychylne tej wizji samorządu, którą prezentuję. Wspominałem po wyborze, że bardzo chciałbym odwiedzić izby, które w pierwszej kadencji nie wyraziły woli spotkania. Katowice i Wrocław zareagowały pozytywnie już na Krajowym Zjeździe Lekarzy, za co jestem wdzięczny. Będziemy rozmawiać, co jest kluczowe. Jestem przekonany, że gdy opadł już bitewny kurz po zjeździe, może się okazać, że więcej nas łączy niż dzieli.

Są plany spotkania we wszystkich izbach?

Chciałbym gościć we wszystkich i nie chodzi o kurtuazyjne gesty. W poprzedniej kadencji te spotkania bardzo dużo mi dały. Jeżeli chce się być liderem samorządu, trzeba wiedzieć, jak wygląda każda izba lekarska, jakie ma problemy, z jakimi wyzwaniami się mierzy, jak działa w terenie, z jakimi uczelniami współpracuje czy jak wyglądają staże lekarskie na jej terenie. Nawiązałem wiele relacji, które rzeczywiście pozwoliły mi przez te cztery lata prowadzić samorząd, mimo problemów, które wystąpiły. Głównym punktem takich odwiedzin, ich istotą, jest uczestnictwo w posiedzeniu okręgowej rady lekarskiej. To też możliwość dzielenia się dobrymi wzorcami, rozwiązaniami, przepływu pewnych praktyk między radami. Prezes lekarskiego samorządu może być, staje się, ambasadorem dobrych rozwiązań.

Czy przebieg zjazdu, wyniki wyborów do organów samorządu, pozwalają mieć nadzieję na konstruktywną współpracę wszystkich izb? Były widoczne problemy, techniczne i nie tylko.

Taką nadzieję mam i o takiej mówiłem po wyborze. Zjazd był bardzo dobrze zorganizowany przez Biuro Naczelnej Rady Lekarskiej i przeszedł bardzo sprawnie, mimo problemów z zakłócaniem sygnału pilotów do głosowania przez nieustaloną, na razie, osobę. Jest złożone zawiadomienie na policję.

Było oczywiście bardzo dużo emocji. Mam poczucie, że potrzebowaliśmy tego, by te emocje uzewnętrznić. By pewne nieprawdziwe zarzuty, które się pojawiały, skonfrontować z tym, jak naprawdę jest. W ostatnich miesiącach wyborom w samorządzie towarzyszyła kampania negatywna. Jest szansa, że zjazd i jego decyzje przecięły spekulacje i wątpliwości na temat mandatu do kierowania naszym samorządem.

Przyjąłem strategię pracy u podstaw, która przede wszystkim zakłada tworzenie rozwiązań. Usłyszałem na zjeździe wiele głosów wsparcia i zamierzam kontynuować to, co zacząłem.

Techniczne problemy z głosowaniem zakłóciły sprawny przebieg zjazdu, ale tak naprawdę cieniem na jego przebiegu położyła się przede wszystkim podjęta próba zerwania quorum i to praktycznie w ostatnich minutach obrad. Pojawił się wniosek o sprawdzenie quorum, do złożenia którego prawo ma każdy delegat, w każdym momencie obrad i w tej samej chwili grupa osób, niezadowolonych z wyniku wyborczego, zaczęła demonstracyjnie wychodzić z sali, bynajmniej nie spontanicznie.

Brak quorum przed końcem zjazdu nie byłby precedensem. O ile cztery lata temu udało się je utrzymać, w 2018 roku quorum zabrakło jeszcze podczas przyjmowania uchwał.

Nie jest problemem sam brak quorum, choć delegaci zostali wybrani w swoich izbach po to, by na zjeździe pracować, a nie po to, by sabotować jego przebieg. Na sali było quorum i podjęto próbę jego zerwania, na oczach wszystkich, również naszych gości. Oceniam to jako brak szacunku dla istoty samorządności.

Podczas zjazdu mówiono sporo o odbudowie jedności samorządu, padły słowa o potrzebie zasypywania rowów. Pan zresztą też mówił o współpracy.

Samorząd lekarski, o tym również mówiłem, jest narzędziem, nie celem samym w sobie. Działacze samorządowi, działacze izb lekarskich, tworzą pewne środowisko, ale podmiotem są lekarze i lekarze dentyści – i to ich dobro jest i powinno być celem organów samorządu lekarskiego.

Jeżeli w naszym środowisku lekarskim są podziały, to te podziały i rowy między nami trzeba zasypywać. Natomiast jeśli chodzi o działaczy, o tych, którzy w samorządzie sprawują poszczególne funkcje, obejmują stanowiska – na pewno trzeba robić wszystko, żeby utrzymać jedność. Po to, żeby to nasze narzędzie, czyli ten wąsko rozumiany samorząd, samorząd operacyjny, działał sprawnie, a nie zajmował się sobą. Te organizacje, te instytucje, które zajmują się swoimi wewnętrznymi problemami, nie rozwijają się, nie rosną w siłę. Degenerują się i upadają.

Mówię o wyciągniętej ręce i deklaruję, z dobrą wolą, gotowość do współpracy. Nie chodzi jednak o dobre samopoczucie tych, którzy się zgadzają czy nie zgadzają z moją wizją, ale o jak największą skuteczność dla dobra całego środowiska lekarskiego. Wszystkich oponentów – podkreślam, wszystkich – jeśli tylko zechcą działać razem, zapraszam. Możemy podać sobie ręce, wybaczyć. Razem pójść do przodu, zostawiając kampanię, wybory, za sobą.

Rozmawiała Małgorzata Solecka

29.05.2026
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.
  • Psychiatra – czym się zajmuje, kiedy szukać pomocy
    Psychiatra to lekarz, który zajmuje się badaniem, diagnostyką i leczeniem zaburzeń i chorób psychicznych. Objawy, które sugerują konieczność konsultacji z psychiatrą to m.in. zaburzenia nastroju, lęk, zaburzenia snu, uzależnienia, przewlekłe uczucie zmęczenia. Wizyta u psychiatry nie wymaga skierowania.