Mamy problem. Wszyscy. Tym problemem jest brak jakichkolwiek limitów. Bynajmniej nie wynagrodzeń, ale czasu pracy lekarzy – mówi dr Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Prezes NRL Łukasz Jankowski. Fot. arch. wł.
- Klasa polityczna próbuje zrzucać odpowiedzialność za własne zaniedbania na lekarzy
- Mamy do czynienia bardziej z kryzysem politycznym w ramach konkretnego ugrupowania
- Problemem jest brak jakichkolwiek limitów. Bynajmniej nie wynagrodzeń, ale czasu pracy lekarzy
- Pomysł, by wprowadzić rejestr umów na PESEL, jest pomysłem złym, szkodliwym
- Mam nadzieję, że premier rzeczywiście jest zainteresowany współpracą z samorządem lekarzy
- Środowisko lekarskie, uchodzące za podzielone, niezwykle jednomyślnie mówi projektowi: Nie!
- Nie ma realnej potrzeby, by lekarz pracował na trzech etatach
- W 2032 r. zawód lekarza w Polsce się wysyci, nie będzie nam już ich brakować
Małgorzata Solecka: Mamy pełnowymiarowy kryzys wokół zarobków lekarzy?
Dr n. med. Łukasz Jankowski: Mamy na pewno kryzys polityczny, kryzys wizerunkowy rządu czy też Koalicji Obywatelskiej. Ale abstrahując od konkretnej partii politycznej – po raz kolejny mamy do czynienia ze scenariuszem, w którym klasa polityczna próbuje zrzucać odpowiedzialność za własne zaniedbania na lekarzy. Tak interpretuję nagłe wzmożenie i procedowanie w trybie pilnym rozwiązań, o których mówiło się miesiącami…
… czyli projekt, który pozwoli Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji na zbieranie danych o umowach pracowników podmiotów leczniczych, nie tylko lekarzy, na PESEL czy też PWZ – w przypadku profesjonalistów medycznych. Premier Donald Tusk uzasadniając nagłą zmianę porządku obrad wtorkowej Rady Ministrów mówił, że chce to przeprowadzić wspólnie z samorządem, dla dobra samych lekarzy, żeby nie było wątpliwości wokół ich zarobków.
Zobaczyliśmy dane dotyczące zarobków radnego Koalicji Obywatelskiej, który jest również lekarzem i tam pojawiła się ta kwota niemal dwóch milionów złotych, o której mówi premier. Bulwersująca, bo mówimy o lekarzu bez specjalizacji. To tylko potwierdza, że mamy do czynienia jednak bardziej z kryzysem politycznym w ramach konkretnego ugrupowania. I działania, jakie podejmuje premier, rząd, traktuję jako próbę odwrócenia uwagi od problemu, w którym wysokie zarobki w publicznym systemie czy zajmowane przez osobę bez specjalizacji wysokie stanowisko zarządcze mogą być pokłosiem pozycji politycznej takiej osoby. Taki zarzut pod adresem Koalicji Obywatelskiej się pojawia i trudno go bagatelizować.
Z drugiej strony sprawa radnego Kacprzyka pokazała, że mamy problem. Wszyscy. Tym problemem jest brak jakichkolwiek limitów. Bynajmniej nie wynagrodzeń, ale czasu pracy lekarzy. Bo dowiadujemy się, że bazując na dokumentacji, mógł dyżurować 96 godzin z rzędu, że praktycznie – gdyby zliczyć wszystkie aktywności – nie powinien spać.
Nie byłoby tego problemu, gdyby wcześniej decydenci podeszli poważnie do naszych propozycji i w sposób partnerski rozmawiali o realnych sposobach ograniczania czasu pracy lekarzy, co jest – a raczej powinno być – częścią strategii dbania o jakość usług medycznych i bezpieczeństwa pacjenta. Dziś ten temat musi wrócić. Będziemy chcieli rozmawiać o tym z rządem. Sprawa radnego, którą się zajmujemy, jest naprawdę wielowątkowa. I jednym z wątków jest bezpieczeństwo pacjentów, którymi się zajmował.
„Musimy wspólnie z samorządem lekarzy ten problem rozwiązać. To jest w interesie samych lekarzy, żeby nie było podejrzliwości dotyczącej tego, jak wyglądają ich zarobki, czy są uzasadnione i jak są wypłacane”. Przywołuję wypowiedź premiera nie bez powodu.
Odczytuję te słowa jako sygnał, że rząd nie chce iść na pełnoskalowe zwarcie z lekarzami. Że chce rzeczywiście przekierować uwagę opinii publicznej na nasze zarobki, ale nie chce konfrontacji.
To dobrze, ale tak czy inaczej my się na proponowane przez rząd rozwiązania w tym kształcie nie zgodzimy. Pomysł, by wprowadzić rejestr umów na PESEL, jest pomysłem złym, szkodliwym, o czym mówiliśmy wielokrotnie. I chciałbym się mylić, ale w tej chwili rząd będzie próbował wykorzystać sytuację, by to rozwiązanie stało się ciałem. Docierają do mnie sygnały od lekarzy zaniepokojonych tym, co się dzieje. Widzą w tym nagonkę na lekarzy i zastanawiają się, jaki będzie kolejne posunięcie, obliczone na to, że politykom uda się odsunąć od siebie odpowiedzialność za całą tę aferę.
A może należy na te słowa spojrzeć jak na zaproszenie do rozmów? Premier mówi: „musimy wspólnie z samorządem lekarzy”. Może to jest czas na poważną rozmowę z szefem rządu? Na stole jest choćby mocno przez lekarzy krytykowany projekt nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty?
Na stole czy też na biurku u premiera jest cały czas nasz wniosek dotyczący zmian w składzie kierownictwa Ministerstwa Zdrowia. Ale tak, zwróciliśmy się do premiera z prośbą o spotkanie i rozmowę. Mam nadzieję, że premier rzeczywiście jest zainteresowany współpracą z samorządem lekarzy i lekarzy dentystów i potwierdzi to zainteresowanie po otrzymaniu formalnego listu.
Poruszyłby Pan w trakcie takiego spotkania kwestię nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty? Projekt wygenerował już tyle sporów, tyle krytyki, że nawet trudno wskazać, co budzi najwięcej zastrzeżeń.
W mojej ocenie projekt musiał być od początku tematem zastępczym i chodziło o to, by skoncentrować uwagę naszego środowiska na sprawach dla zawodu lekarza absolutnie kluczowych w czasie, gdy system ochrony zdrowia przeżywa najtrudniejszy od dekad kryzys. Mówiąc bardziej wprost, kiedy następuje implozja po implozji.
Teraz jednak mamy inny temat, który będzie koncentrować uwagę opinii publicznej i odwracać ją od naprawdę potężnych wstrząsów systemowych, więc liczę na to, że projekt, który nadaje się wyłącznie do tego, by nad nim nie pracować, już przestanie kogokolwiek interesować. Tu Ministerstwo Zdrowia osiągnęło sukces: środowisko lekarskie, uchodzące za podzielone, niezwykle jednomyślnie mówi projektowi: Nie!
Ten temat, który skoncentruje uwagę opinii publicznej, to sprawa Dawida Kacprzyka i szerzej – zarobków lekarzy. Wydaje się, że samorządowi będzie niezwykle trudno pozyskać sojuszników w walce o zablokowanie tego rozwiązania.
Liczymy się z tym.
Na pewno pewnym rozwiązaniem byłoby realne ograniczenie czasu pracy lekarzy. Temat nienowy, Porozumienie Rezydentów – w czasach, gdy był Pan jednym z jego liderów, siedem, osiem lat temu – wychodziło z taką inicjatywą. Pamiętam akcję i hasło „jeden lekarz, jeden etat”. Nie cieszyła się ona – mówimy o latach 2017-2018 – wielkim zainteresowaniem lekarzy.
Tak, ale czasy się zmieniają i dużo już się zmieniło. Do zawodu wchodzi coraz więcej lekarzy, nie ma już tak wielkiej potrzeby przysłowiowego łatania dziur w grafikach. Nie ma realnej potrzeby, by lekarz pracował na trzech etatach. Trzeba przygotować rozwiązania, które pozwolą nam ucywilizować czas pracy lekarzy w bardzo nieodległej perspektywie. W 2032 roku zawód lekarza w Polsce się wysyci, nie będzie nam już ich brakować. Trzeba podejmować decyzje, które zapewnią lekarzom godne zarobki osiągane w czasie bezpiecznym dla pacjentów.
A nie jest tak, że na straży tego bezpieczeństwa pacjentów w kontekście czasu pracy lekarza powinien stać jednak samorząd lekarski? Czyli – sami lekarze? Przecież to, że ktoś wypełnia grafik na 330 godzin w miesiącu, nie jest tajemnicą.
W tej konkretnej sprawie, z tego co wiem, żadnych sygnałów nie dostawaliśmy jako izba. Natomiast zdarzają się zawiadomienia kierowane do rzeczników odpowiedzialności zawodowej w sprawach lekarzy, którzy pracują kilka dni bez przerwy. I w takich sprawach zapadają również orzeczenia.
Rozmawiała Małgorzata Solecka