Maraton, nie sprint

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Nie wystarczy nałożyć na alkohol wyższe podatki, aby zmniejszyć dostępność. Bardzo ważne jest ograniczenie fizycznej dostępności – mówi dr Tadeusz Jędrzejczyk, specjalista w dziedzinie zdrowia publicznego, wiceprezydent Europejskiego Sojuszu na rzecz Zdrowia Publicznego (European Public Health Alliance, EPHA), były prezes NFZ.


Dr Tadeusz Jędrzejczyk. Fot. Włodzimierz Wasyluk

  • Rządzący wyczuwają, że społeczeństwo chce „krwi”, ostrej reakcji, konsekwencji. Mamy zatem teraz coraz częściej igrzyska
  • Trzeba ten moment dobrze wykorzystać, by uświadamiać – decydentom, opinii publicznej – że potrzeba konsekwentnych zmian długofalowych
  • Na szczęście, bez udziału polityki państwa, która była po prostu żadna, wydaje się, że szczyt konsumpcji alkoholu mamy za sobą
  • Polska stoi przed koniecznością podjęcia decyzji daleko idącej, czyli ustawowej standaryzacji opakowań i standaryzacji dostępności
  • Połączone rozwiązania mogą przynieść spadek konsumpcji alkoholu, a co za tym idzie, uchronić wiele osób przed chorobą alkoholową

Małgorzata Solecka: Przez dwie doby polski internet „płonął”. Poszło oczywiście o kolorowe tubki wypełnione alkoholem. Alkotubki, alkosaszetki spowodowały coś na kształt rebelii. Jak w musicalu „1989”: zróbmy dym, zróbmy szum, niech się Polska obudzi… I wydaje się, że się obudziliśmy wszyscy – od niszowych influencerów, przez gwiazdy popkultury, po najważniejszych polityków w państwie. Premier mówi: ten numer nie przejdzie. Tak jakby zdjęcie, na którym kolorowe alkotubki ułożono w kartonach producenta niewinnych produktów dla dzieci, zresztą zupełnie innej firmy, poraził nas, jako społeczeństwo.

Dr Tadeusz Jędrzejczyk: Wydaje się, że zadziałał zupełnie pierwotny instynkt. Chęć ochrony gatunku. Niektórzy podświadomie, inni zapewne dysponując wiedzą, wszyscy w jakiś sposób odczuliśmy – mówimy bardziej o emocjach i instynkcie niż racjonalnych przesłankach – że ktoś, w tym przypadku producent alkoholu czy jego specjaliści od sprzedaży i marketingu, patrzy w kierunku dzieci, młodych konsumentów.

Nie reagowaliśmy na „małpki”, ale saszetki czy tubki, przypominające musy i deserki dla dzieci, to „o jeden most za daleko”? Mam wrażenie, że producent przekroczył niewidzialną linię, chronioną przed podczerwień, i kaskadowo uruchomił reakcję. Najpierw komentarze w mediach społecznościowych, memy. Sprawę podchwyciły praktycznie wszystkie media. To działo się w poniedziałek, kiedy większość polityków jeszcze milczała. Wtorek należał już do nich. Donald Tusk, Mateusz Morawiecki, ministrowie, Główny Inspektor Sanitarny, Rzecznik Praw Dziecka. Długo by wymieniać.

To będzie zresztą politykom wytykane. Gdzie byliście przez wszystkie lata, gdy specjaliści alarmowali o zalewających nas „małpkach”, kolorowych wódkach, dominujących w polskich sklepach? Co zrobiliście? Trochę podnieśliście opłatę na najmniejsze opakowania, tyle.

Natomiast tu rzeczywiście producent przeszarżował, stąd szybka rezygnacja obrony z pomysłu i przejście w tryb redukcji szkód dla biznesu. Można się zastanawiać, czy gdyby dłużej sondował rynek, gdyby nie wystartował z tymi kolorami i smakami, czy jednak tych saszetek byśmy też społecznie nie zaakceptowali, według wzorca gotującej się na wolnym ogniu żaby.

Zareagowały też sklepy, wycofując albo same saszetki, albo w ogóle zrywając współpracę z ich producentem, który – nota bene – ma w portfolio również tubkowe produkty dla dzieci…

Nie podważam intencji, ale tu kluczowa wydaje się reakcja rządu. Zapowiedź kontroli sanepidu, chociażby. Proszę wierzyć, żadna firma nie chce, by sanepid ją szczegółowo kontrolował.

Ta fala oburzenia, zrozumiałego i słusznego, oczywiście w pewnym stopniu uruchomiła również pokusę populizmu. Rządzący wyczuwają, że społeczeństwo chce „krwi”, ostrej reakcji, konsekwencji. Mamy zatem teraz coraz częściej takie właśnie igrzyska. Trzeba ten moment dobrze wykorzystać, by uświadamiać – decydentom, opinii publicznej – że potrzeba konsekwentnych zmian długofalowych. Że to nie jest kwestia jednej akcji. Bo naprzeciw mniej lub bardziej bezbronnych konsumentów stoją firmy, często potężne koncerny, i nie ma mowy o równowadze sił i świadomych wyborach, gdy konsument zderza się z machiną marketingu. Coraz większych firm, dysponujących coraz większymi budżetami i coraz bardziej zaawansowanymi i precyzyjnymi narzędziami do realizacji celu, jakim pozostaje długotrwałe zwiększenie sprzedaży. Państwo musi wprowadzać takie rozwiązania, które ten brak równowagi choć trochę zmniejszą.

Minister zdrowia Izabela Leszczyna mówiła jakiś czas temu: „Małpki są źródłem wszelkiego zła”. Parafrazując, uznaliśmy teraz, że źródłem wszelkiego zła są alkotubki, zresztą z angielska zwane „monkey”. I chcemy, żeby rząd to zatrzymał. Ale to przecież problem, z którym państwo od lat sobie nie radziło…

Na szczęście, bez udziału polityki państwa, która była po prostu żadna, wydaje się, że szczyt konsumpcji alkoholu mamy za sobą. Z jednej strony to zasługa demografii, młodych ludzi nie przybywa dynamicznie, starzejemy się, seniorzy znacznie rzadziej niż młode pokolenia zaczynają ryzykowną konsumpcję alkoholu, jeśli wcześniej nie pili. To zresztą może tłumaczyć gwałtowne ruchy po stronie producentów, którzy szukają młodszego targetu. Z drugiej strony, alkohol chyba wychodzi z mody. Nie jest trendy. Co nie znaczy, że nie są modne używki – rośnie popularność wapowania, rośnie zainteresowanie substancjami odurzającymi innymi niż alkohol. No i samego alkoholu też nie można tracić z oczu jako zagrożenia, bo on jest wszechobecny, rzeczywiście. W połączeniu z agresywnym marketingiem jest groźny.

Kolorowe opakowania przyciągają uwagę. Atrakcyjne wzornictwo kusi. Jest szansa, żeby to zmienić?

Jeśli opinia publiczna zaakceptuje ten kierunek, oczywiście tak. Zapewne dziś, gdybyśmy na fali oburzenia alkotubkami, przeprowadzili sondaż i sprawdzili, czy Polacy godzą się na przykład na pewną standaryzację opakowań alkoholi, zapewne dałoby się zyskać spore poparcie. Mam taką intuicję, że pewne ograniczenia i normy Polacy są w stanie zaakceptować. Dzięki temu nieco osłabilibyśmy możliwość marketingowego wzmacniania konsumpcji. Ma to oczywiście dwie strony medalu – nie zapominajmy, że państwo czerpie duże korzyści w postaci podatków i przychodów z akcyzy. Jeśli chodzi o biznes, mówimy nie tylko o korporacjach, o producentach, ale i detalistach, którym sprzedaż alkoholu się po prostu opłaca. Broniących status quo jest sporo i mają sporą siłę przetargową.

Państwo jest w stanie poradzić sobie z tym problemem, gdy z jednej strony jest na szali zdrowie obywateli, zdrowie publiczne, z drugiej – ekonomiczna kategoria zysku?

Są przykłady innych państw, że można bardzo dużo na tym polu zdziałać. Oczywiście to nie jest postęp linearny, są ruchy do przodu, potem następuje krok czy pół kroku w tył. Wydaje się, że Polska stoi przed koniecznością podjęcia decyzji daleko idącej, czyli ustawowej (czy raczej opartej na dyrektywie UE) standaryzacji opakowań i standaryzacji dostępności. Jeśli chodzi o opakowania, możemy przecież zapisać, że alkohol może być sprzedawany wyłącznie w opakowaniach z czystego, to jest bezbarwnego szkła, z czarno-białymi naklejkami i w określonych objętościach. Promocja nie miałaby takiego oddziaływania na konsumpcję.

Ale aby to w pełni zadziałało, musi się zmienić też podejście do dostępności. Przypomnę, że w tej chwili gminy mają już możliwość regulowania tego obszaru, mogą decydować choćby o nocnej prohibicji – na razie nie ma dużego odzewu.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że przepisy dotyczące standaryzacji opakowań mogą się znaleźć w projekcie ustawy, która wprowadza zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. O tym projekcie rozmawialiśmy w połowie sierpnia, zgadzając się, że choć jest to krok w dobrym kierunku, to zdecydowanie niewystarczający. Od tamtego czasu minęło siedem tygodni, projekt utknął, a teraz ma szanse wrócić z hukiem. Można spodziewać się konsolidacji polityków, być może nawet ponad partyjnymi podziałami, w tej sprawie?

Rzeczywiście. Do projektu wpłynęło bardzo wiele uwag i można było odnieść wrażenie, że gdzieś jest wręcz blokowany. Gdyby tak się stało, że to, co się wydarzyło w ostatnich dniach, da impuls i odblokuje prace, równocześnie poszerzając zakres legislacji, byłby to naprawdę spory sukces i potwierdzenie ludowej mądrości, że czasami zło naprawdę obraca się w dobro. Bo połączone rozwiązania mogą przynieść spadek konsumpcji alkoholu, a co za tym idzie, uchronić wiele osób przed chorobą alkoholową. Gdyby uniknęło jej nawet 5-10 proc. potencjalnie narażonych, byłby to naprawdę duży sukces.

Musimy jednak przede wszystkim ugruntować tę wiedzę, przekonanie, że warto wprowadzać mechanizmy ochronne i regulować dostępność używek. Nie chodzi o to, by ich całkowicie zakazywać, ale wychodząc z założenia, że jednak odporność na marketing, na reklamę, jest w społeczeństwie różna i w sumie niewielu z nas jest na te mechanizmy zupełnie odpornych, rola państwa i przepisów prawa jest tutaj nieoceniona. Jesteśmy różni – i to jest cenne, ale też ta różnorodność oznacza, że jesteśmy w różnym stopniu odporni. I państwo ma wręcz obowiązek tę odporność uzupełniać różnym wachlarzem narzędzi.

Zastanawiam się, czy znów nie poprzestaniemy na zapowiedziach. Tyle ich było w ostatnich miesiącach. Wczesną wiosną mówiono o zakazie sprzedaży jednorazowych urządzeń do wapowania. Teraz dopiero pojawił się projekt ustawy, ograniczony zresztą do zakazu sprzedaży tych urządzeń nieletnim. Ministerstwo Finansów wycofało się z obłożenia ich wysoką akcyzą. Odczuwam duże rozczarowanie i zniecierpliwienie, gdy myślę o decyzjach rządu w kontekście zdrowia publicznego.

Zrozumiałe. Ale pewne nadzieje wiążę z faktem, że za chwilę będzie nasza prezydencja w UE. W wymiarze zdrowia akurat zdrowie publiczne ma być jednym z jej motywów przewodnich. Trzeba pamiętać, że problemy, o których rozmawiamy, nie są naszą specyfiką. Boryka się z nimi wiele krajów, choć zapewne w różnym stopniu – i same akcenty mogą być rozłożone inaczej. Ale może to, co się teraz dzieje, będzie motywacją, by na początku prezydencji zaprezentować nasze pozytywne rozwiązania. Żeby móc się pochwalić uchwalonymi ustawami, dać mocne świadectwo, że zmiany są możliwe.

Wrócę jeszcze do kwestii dostępności, która jest kluczowa. Nie wystarczy nałożyć na alkohol wyższe podatki, aby zmniejszyć dostępność. Bardzo ważne jest ograniczenie fizycznej dostępności. To można zrobić na wiele sposobów. Zmniejszając liczbę sklepów z koncesją na sprzedaż alkoholu. Wprowadzając ograniczenia w samych sklepach – w wielu krajach za alkohol można płacić tylko w jednej, wybranej kasie. To nie jest sprint, w którym jesteśmy świetni, tylko działania przypominające długi marsz albo maraton.

Tym razem jednak poszło szybko. Właśnie pojawiła się informacja, że producent alkotubek wycofuje produkt z rynku i przeprasza za zaistniałą sytuację.

Taka sytuacja stwarza pokusę odłożenia projektu na półkę, zwłaszcza, że kolejne afery i kryzysy już czają się za rogiem. W tym przypadku sądzę, że jednak do zmian dojdzie. Hamowanie procesu legislacyjnego, zwłaszcza jeśli zgodnie z zapowiedziami regulacja objęłaby także zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych, byłoby obarczone poważnym ryzykiem. Spektakularne wypadki spowodowane przez nietrzeźwych kierowców zdarzają się na tyle często, że któryś z nich mógłby wywołać kryzys i żądanie rozliczeń z tak prostych do spełnienia, w gruncie rzeczy, obietnic.

Rozmawiała Małgorzata Solecka

02.10.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.
  • Psychiatra – czym się zajmuje, kiedy szukać pomocy
    Psychiatra to lekarz, który zajmuje się badaniem, diagnostyką i leczeniem zaburzeń i chorób psychicznych. Objawy, które sugerują konieczność konsultacji z psychiatrą to m.in. zaburzenia nastroju, lęk, zaburzenia snu, uzależnienia, przewlekłe uczucie zmęczenia. Wizyta u psychiatry nie wymaga skierowania.