Zgodnie z zaplanowanym kalendarzem, w poniedziałkowe popołudnie w Pałacu Prezydenckim odbyła się uroczystość zaprzysiężenia nowego rządu. Do 11 grudnia premier Mateusz Morawiecki ma czas na uzyskanie wotum zaufania w Sejmie.
Jeśli go nie uzyska, tego samego dnia Sejm – według zapowiedzi liderów koalicji demokratycznej – rozpocznie procedurę wyłonienia rządu z premierem wskazanym przez większość parlamentarną, czyli Donaldem Tuskiem.
Ewa Krajewski. Fot. Przemysław Keler / KPRP
Przez czternaście dni rządzić będzie jednak rząd, który chce odwoływać się do „koalicji polskich spraw”. Rząd w kształcie „eksperckim”, co oznacza jedynie tyle, że ministrowie w ogromnej większości są osobami szerzej nieznanymi. Są wyjątki, wśród nich – Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej. Choć sam mówił, że do nowego gabinetu nie wejdzie, wszedł. W kuluarach nie brakowało w poniedziałek komentarzy, że na wyraźne polecenie Jarosława Kaczyńskiego – prezesowi PiS miało się nie spodobać wyraźne dystansowanie się Błaszczaka (i innych kluczowych polityków Zjednoczonej Prawicy) od pomysłu powołania trzeciego rządu PiS. Kaczyński w wywiadzie, który ukazał się w poniedziałek, stwierdził nawet, że to był jego osobisty pomysł i on jest autorem koncepcji powołania rządu, który ma zakończyć wojnę polityczną, rozpętaną przez Platformę Obywatelską.
Co ciekawe, kilka dni temu Katarzyna Sójka, powołana z drugiego, a może nawet trzeciego szeregu parlamentarnego na stanowisko ministra zdrowia po kryzysie, wywołanym przez Adama Niedzielskiego i jego dymisji, deklarowała, że jeśli otrzyma propozycję wejścia do nowego rządu, podejmie się zadania. Sójka wcześniej beształa partie bloku demokratycznego, że nie są w stanie wskazać kandydata na ministra zdrowia, że uchylają się od realizowania obietnic, składanych w czasie kampanii. Jednak premier deklaracji Katarzyny Sójki nie „zauważył”, sięgając po inną kandydatkę spełniającą kryteria według których budował swój nowy rząd. – Kończę swoją misję w roli ministra, ale przestrzeń do naszej dalszej współpracy nadal będzie. Jako poseł będę realizować zadania w ochronie zdrowia, więc ufam, że nasze drogi się spotkają. Dziękuję wszystkim Państwu za te trzy miesiące wspólnej pracy. Stworzyliśmy dobry zespół. Udało nam się wiele zrealizować – przekazała Katarzyna Sójka podczas spotkania w Ministerstwie Zdrowia.
Ewa Krajewska ukończyła studia magisterskie z nauk farmaceutycznych, a także studia podyplomowe na Wydziale Zarządzania UW. W marcu 2020 roku pełniła funkcję zastępcy dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w MZ, a w lutym 2021 roku premier powołał ją na urząd Głównego Inspektora Farmaceutycznego.
Ewa Krajewska była imiennie wymieniona w raporcie Najwyższej Izby Kontroli dotyczącym nieprawidłowości, do jakich dochodziło w czasie pandemii w związku ze szczepieniami przeciw COVID-19. Pod koniec września, podczas prezentacji raportu przedstawiciel NIK wprost stwierdził, że ustalenia poczynione w GIF wskazują na "niezasadność" zajmowania stanowiska Głównego Inspektora Farmaceutycznego przez Ewę Krajewską.
Choć z mediów można dowiedzieć się, że nowi ministrowie zasiądą w rządzie, którego „nie będzie”, nie jest to do końca prawdą. Zakładając, że rząd po dwóch tygodniach (nie wiadomo, czy Morawiecki wykorzysta czas maksymalnie, ale trzeba przyjąć, że tak) nie uzyska wotum zaufania, trzeba jednocześnie pamiętać, że przez te dwa tygodnie ministrowie mają pełne prerogatywy do rządzenia i podejmowania decyzji. Jednym z ważniejszych zadań dla nowej minister zdrowia będzie zmierzenie się ze skutkami sezonu infekcyjnego i ewidentnych zaniedbań i błędów poprzedników, w tym potężnym opóźnieniem w rozpoczęciu szczepień przeciw COVID-19.
Po 11 grudnia z tym – i nie tylko – wyzwaniem będzie się mierzyć już nowe kierownictwo Ministerstwa Zdrowia, którym (wszystko na to wskazuje) pokieruje Izabela Leszczyna, posłanka Koalicji Obywatelskiej, była wiceminister finansów. Po wielu tygodniach koalicyjnych rozmów największemu ugrupowaniu parlamentarnej większości nie udało się znaleźć chętnego do przejęcia odpowiedzialności za wyjątkowo trudny obszar. W dość specyficzny sposób skomentowała to w poniedziałek na platformie X Józefa Szczurek-Żelazko, była wiceminister zdrowia w rządzie PiS. Oznaczając kilkoro lekarzy i organizacji lekarskich zasugerowała, że odpowiedzialność za niechęć polityków do resortu zdrowia obarcza tych, którzy prowadzili „nagonkę”. – No cóż,to efekt nagonki na każdego Ministra Zdrowia m.in. przez was. I teraz zdziwienie, że nikt nie chce tutaj pracować” – napisała posłanka PiS.