Komisje Zdrowia oraz Finansów Publicznych zajmą się obywatelskim projektem ustawy o minimalnych wynagrodzeniach pracowników ochrony zdrowia, który złożyło środowisko pielęgniarek i położnych. Kiedy? Na pewno po ukonstytuowaniu się rządu Donalda Tuska. Pośpiechu raczej nie będzie.
Fot. Aleksander Zieliński / Kancelaria Sejmu
Podobnie jak w przypadku obywatelskiego projektu ustawy „Tak dla in vitro”, to już drugie podejście do procedowania projektu – obydwa miały pierwsze czytanie w Sejmie poprzedniej kadencji, obydwa zostały skierowane do dalszych prac i na etapie komisji zamrożone. Ponieważ w przypadku projektów obywatelskich nie działa zasada dyskontynuacji, prace ruszyły od początku.
Projekt nowelizacji ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego w podmiotach leczniczych, pod którym podpisało się ponad 120 tys. osób, złożyła szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok. Celem projektu jest powiązanie wynagrodzenia pracowników objętych ustawą z faktycznie posiadanymi kwalifikacjami, jako podstawą ustalania współczynników pracy.
Proponowana w nowelizacji zmiana dotyczy też podwyższenia współczynnika pracy dla czterech z dziesięciu grup zawodowych. Poprawka ma na celu zmniejszenie dysproporcji pomiędzy gwarantowanymi najniższymi wynagrodzeniami zasadniczymi pracowników należących do grupy stażystów, lekarzy i lekarzy dentystów bez specjalizacji oraz grupy pozostałych zawodów medycznych związanych bezpośrednio z udzielaniem świadczeń zdrowotnych. Współczynniki miałyby się zmienić:
- w grupie 3 z 1,19 na 1,25
- w grupie 4 z 0,95 na 1,09
- w grupie 5 z 1,02 na 1,19
- w grupie 6 z 0,94 na 1,09.
Pierwsze czytanie projektu ustawy odbyło się praktycznie przy pustej sali, a media i posłowie odnotowali nieobecność minister zdrowia Ewy Krajewskiej. – To najlepszy dowód, że ten rząd Mateusza Morawieckiego jest papierowy, sztuczny – padało z mównicy. Jakby na przekór, premier osobiście podszedł do śledzących dyskusję z miejsc dla publiczności pielęgniarek. Te wytknęły z kolei, że przez wiele miesięcy, od jesieni 2021 roku, gdy w okolicach Kancelarii Premiera stało Białe Miasteczko 2.0, premier nie znalazł czasu na rozmowy, choć nie raz był o nie proszony.
– Sytuacja pielęgniarek i położnych się nie zmieniła, podobnie jak nie zmieniła się świadomość społeczna dotycząca realiów wykonywania tych zawodów. My, pielęgniarki i położne, towarzyszymy pacjentom od narodzin aż do śmierci. Pacjentem może być każdy z nas – mówiła Krystyna Ptok w imieniu wnioskodawców. – Nasza praca to nie tylko pobieranie krwi, robienie zastrzyków – bez nas nie zostaniecie państwo zoperowani, bo to my przygotowujemy blok do zabiegów, podajemy narzędzia do operacji, asystujemy do operacji. Nie jest to łatwa praca. Niech sobie państwo wyobrażą, jak trudno jest pobrać krew urodzonemu przedwcześnie dziecku, które waży zaledwie 500 gram – tłumaczyła. Przypominała, że pielęgniarki są z pacjentami do samego końca, a ponad dwieście z nich straciło życie w czasie pandemii z powodu zakażenia wirusem.
Przewodnicząca OZZPiP przyznała, że w tej chwili kształcimy coraz więcej pielęgniarek, ale podkreśliła też, że tylko 60 proc. z nich podejmuje pracę w sektorze publicznym, najmniej chętnie – w szpitalach. Pozostali nowi absolwenci, wchodzący do zawodu, wybierają albo sektor prywatny, albo emigrację. – Przeciętna pielęgniarka żyje krócej niż przeciętna Polka, między innymi dlatego młodzi tak rzadko decydują się na tę pracę. To trudna i wyczerpująca praca. Chcemy, by była uczciwie wynagradzana. Doświadczona i wykształcona pielęgniarka to warunek bezpieczeństwa pacjenta. Mimo obietnic kolejnych rządów i ministrów nie mamy precyzyjnie określonych kompetencji związanych z poziomem wykształcenia i doświadczenia. Dziś kompetencje określa pracodawca, który często sam walczy o przetrwanie. Czy miejsce pielęgniarek jest na salach rozpraw, czy przy łóżkach pacjentów? – pytała retorycznie Ptok.
W imieniu klubu PiS głos zabrała Katarzyna Sójka, była minister zdrowia w poprzednim rządzie Morawieckiego. Przypomniała, że ustawa o minimalnym wynagrodzeniu została wypracowana na drodze negocjacji w ramach Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, a dzięki przyjęciu jej nowelizacji pracownicy systemu opieki zdrowotnej mogą liczyć na wzrost wynagrodzenia każdego roku w skali „bezprecedensowej”. – Ustawa była wielokrotnie stawiana jako wzór do naśladowania. Jest to regulacja obowiązująca już od sześciu lat i zawierająca systemową propozycję regulacji kwestii wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Projekt obywatelski z pewnością warto skonsultować z ekspertami od prawa pracy, ale przede wszystkim należy wrócić do konsultacji w ramach Zespołu Trójstronnego. Proponowane zmiany zostały bowiem opracowane przez związek zawodowy reprezentujący jedynie jeden z zawodów medycznych, choć to kluczowe środowisko. Projekt nie był jednak konsultowany z innymi zawodami medycznymi, których wynagrodzenia reguluje – podkreśliła.
Na ten sam problem zwróciła uwagę Elżbieta Gelert (KO), która dużo bardziej krytycznie niż Sójka odniosła się do samej ustawy, przyznając, że obecny stan prawny rodzi wątpliwości. – Należałoby także nałożyć na NFZ obowiązek corocznego ustalania współczynników korygujących dla świadczeń medycznych, aby pokrywały one koszty podwyżek. Pracodawcy muszą mieć z czego realizować podwyżki – wskazała posłanka, która wprost pytała, dlaczego w projekcie zmieniono współczynniki tylko dla czterech grup, pozostawiając większość bez zmian.
Podczas dyskusji pojawił się również wątek personelu niemedycznego – zdaniem Marceliny Zawiszy również ta grupa zawodowa powinna być objęta nowelizacją ustawy. Niewykluczone zresztą, że tak będzie – posłowie bloku demokratycznego jeszcze w kampanii wyborczej mówili, że ustawa o wynagrodzeniach minimalnych wymaga szybkiej, ale też znaczącej poprawy, a projekt obywatelski dotyczy stosunkowo wąskiej grupy problemów.
Być może dlatego, komentując przebieg środowych obrad i decyzji Sejmu, przedstawicielki środowiska pielęgniarskiego z jednej strony wyrażały zadowolenie z powodu szybkiego „odmrożenia” ich projektu, z drugiej – spore obawy, że w tej chwili prace nie zostaną zamrożone, ale wyraźnie spowolnią w oczekiwaniu nie tylko na nowy rząd, ale przede wszystkim na zapowiadaną, kompleksową nowelizację ustawy o wynagrodzeniach.