Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Nowy rząd będzie musiał z marszu naprawić błędy i zaniechania poprzedników m.in. w obszarze szczepień przeciw COVID-19. Rozważyć, na przykład, możliwość odkupienia od innych krajów dawek szczepionki, która przynajmniej na razie jest dobrem deficytowym, luksusowym wręcz.


Fot. Adobe Stock

  • Przez złe decyzje Ministerstwa Zdrowia jesteśmy skazani na dostawy od jednego producenta, to samo w sobie stwarza zagrożenie dla dostępności szczepionek
  • Prawo i Sprawiedliwość, które ponosi pełną odpowiedzialność za decyzje podejmowane w trakcie pandemii, wygrało nawet wybory, zaś duża część osób, które personalnie te decyzje podejmowali, weszła do parlamentu
  • Nazwisko Izabeli Leszczyny jako szefowej Ministerstwa Zdrowia nie jest zaskoczeniem, wskazywano ją już od miesiąca

Największa porażka. Szczepienia przeciwko COVID-19. Nie dzieje się w tym obszarze nic, czego nie przewidywaliśmy w ostatnich kilku tygodniach.

Brak punktów szczepień? Tak.

Brak szczepionek? Tak.

Problemy z rejestracją, większe dla osób wykluczonych cyfrowo? Tak.

Koncentracja szczepień w wielkich miastach? Tak.

Chaos i brak informacji? Tak.

„Studium kryzysu” to nie lista błędów, którą można wziąć i realizować punkt po punkcie, ale w ostatnich dniach można było odnieść wrażenie, że jednak tak.

Generalnie, jest bardzo źle. Do Polski trafiło od końca listopada ok. 400 tysięcy dawek. Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że zakontraktowanych jest więcej, ale zasadnicze pytanie brzmi, czy (a raczej kiedy) producent zdoła je dostarczyć? Na to również zwracaliśmy uwagę – przez złe decyzje Ministerstwa Zdrowia jesteśmy skazani na dostawy od jednego producenta, to samo w sobie stwarza zagrożenie dla dostępności szczepionek.

Ilu Polaków zdążyło się zaszczepić w ciągu kilku dni? Nie wiadomo. Gdyby ktoś chciał czerpać wiedzę z rządowej strony szczepimysie.gov.pl która jeszcze stosunkowo niedawno była wiarygodnym źródłem informacji na temat tego, jak się nie szczepimy, nie powinien. Znajdzie tam bowiem nie tylko fejkową, nieaktualną mapę punktów szczepień, ale też nieprawdziwe dane dotyczące dziennej liczby dawek (gdy 6 grudnia dostępne punkty szczepień pękały w szwach, raportując wykonanie kilkudziesięciu (i więcej) szczepień, według rządowej strony – zapewne jej utrzymanie kosztuje „kilka groszy” – tych szczepień w skali kraju wykonano około pięćdziesięciu (!). Podobnie w czwartek i piątek. Nie ma co też patrzeć na dane o wolnych terminach – jak zostały one zaktualizowane około 4 grudnia, gdy ruszyła rejestracja na nowe szczepienia, tak wisiały smętnie przez kilka kolejnych dni.

Wiele osób zaniepokoiła rozbieżność między liczbą dawek, jaka w pierwszej transzy trafiła do Polski (nieco ponad 200 tysięcy) a liczbą szczepień wykonanych, zarejestrowanych terminów oraz wolnych slotów – różnica sięgała niemal 100 tysięcy. Powstało dość istotne pytanie – gdzie rozpłynęło się około 100 tysięcy szczepionek? Brak informacji rodzi dezinformację oraz sprzyja teoriom spiskowym – nawet tej oczywistej prawdy decydenci nie przyswoili w ostatnich czterech latach. Punkty szczepień mogą zamawiać w RARS szczepionki bez udostępniania terminów w systemie, czyli bez otwierania slotów, dostępnych z zewnątrz. Duża część poradni POZ a także niektóre apteki zamawiają dawki dla osób, które zapisały się „na zeszyt”. A poradnie POZ przy szpitalach – a takich przecież nie brakuje – zamawiają (a przynajmniej chciały zamówić) większe ilości dawek z myślą o pracownikach szpitali, którzy wcześniej mogli się szczepić w szpitalnych punktach szczepień, ale teraz nie mogą, bo decyzją resortu zdrowia zostały one pozbawione możliwości szczepienia nowym preparatem. Czy to jedyne wyjaśnienie? Czy ministerstwo nie „zachomikowało” jakiejś puli dawek dla wybranej grupy pacjentów? Nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że w samym systemie rejestracji oraz w przekazie publicznym zaszyto dezinformację – jako domyślne wskazywane są szczepionki mRNA przeciw wariantom Omikrona z poprzedniego sezonu, a więc nieoptymalne. Twierdzenie, że pacjenci mogą wybrać, w sytuacji gdy jedynego aktualnego preparatu po prostu nie ma (lub znika, gdy tylko się pojawi) jest poważnym nadużyciem.

Dr Paweł Grzesiowski, ekspert samorządu lekarskiego ds. zagrożeń epidemicznych obecną sytuację nazwał „narodowym polowaniem na szczepienia”, zastanawiając się publicznie co z tymi, którzy polować nie mają sił – tak się składa, że są to osoby, które szczepionki potrzebowałyby najbardziej. I podobnie jak w poprzednich turach szczepień, o nich państwo dba najmniej, czego najlepszym dowodem jest fakt, że niemal co trzeci senior z najstarszej grupy wiekowej (80+) nie został zaszczepiony przeciw COVID-19 wcale. Premiowani są sprawnie posługujący się narzędziami cyfrowymi, mobilni (bo dawkę można „złowić” kilkadziesiąt kilometrów od miejsca zamieszkania), mający szeroką sieć kontaktów. Narodowy Program Szczepień wyewoluował w Narodowe Polowanie na Szczepienia bo od samego początku miał w sobie mocny element darwinizmu.

Największy znak zapytania. Podejście do rozliczenia pandemii. – Wciąż żyję w dwóch równoległych światach. W jednym normalnie wstaję do pracy. Drugi to świat mrocznych pytań. Dlaczego rząd pozwolił umrzeć moim rodzicom? Dlaczego im nie zależało? Chcę, żeby ich tu przywlekli, choćby krzyczeli i kopali. I żeby ponieśli karę – mówiła jedna z protestujących bliskich ofiar pandemii COVID-19, gdy w ostatnią środę przed specjalną komisją covidową zeznawał były premier Wielkiej Brytanii, Borys Johnson. Brytyjczycy chcą rozliczeń, domagają się wyjaśnień, czy z powodu COVID-19 rzeczywiście musiało umrzeć ponad 230 tysięcy osób. Wskaźnik zgonów covidowych w tym kraju, w przeliczeniu na milion mieszkańców wynosi blisko 3,4 tysiąca. W przypadku Polski jest to nieco ponad 3,1 tysiąca – ale ważne zastrzeżenie: przy niemal 7,5-krotnie mniej intensywnym testowaniu, co każe sądzić, że w rzeczywistości zgonów z powodu COVID-19 w Polsce, w przeliczeniu na wielkość populacji (blisko dwa razy mniejsza) było nad Wisłą więcej.

Porównywalnej społecznej reakcji jednak nie widać – Prawo i Sprawiedliwość, które ponosi pełną odpowiedzialność za decyzje podejmowane w trakcie pandemii, wygrało nawet wybory, zaś duża część osób, które personalnie te decyzje podejmowali, weszła do parlamentu (nie weszli ci, którzy z innych przyczyn nie startowali, jak byli ministrowie zdrowia Łukasz Szumowski i Adam Niedzielski).

– Przepalono setki milionów złotych – mówił w minionym tygodniu w mediach przewodniczący Komisji Zdrowia Bartosz Arłukowicz, zapowiadając powstanie komisji śledczej ds. pandemii COVID-19, której jednym z głównych – jak wynikałoby z wypowiedzi posła – zadań było rozliczenie kontrowersyjnych zakupów maseczek i respiratorów, dokonywanych przez Ministerstwo Zdrowia w pierwszych miesiącach pandemii. Arłukowicz mówił wprawdzie o „złych decyzjach” dwóch byłych ministrów, mówił też o „niechlubnym rekordzie w nadmiarowych zgonach”, ale w wypowiedzi byłego szefa resortu zdrowia próżno szukać zapowiedzi skoncentrowania się przez potencjalną komisję śledczą na wyjaśnieniu mechanizmów, które doprowadziły do trzech potężnych fal zgonów. Albo inaczej, bo być może to w ogóle nie może i nie powinno być zadanie dla sejmowej komisji śledczej: próżno szukać zapowiedzi powołania takiego ciała, które zajmie się wyjaśnieniem najważniejszych wątków procesu decyzyjnego okresu pandemii.

Ograniczenie pytań do prawidłowości wydawania środków publicznych w czasie pandemii byłoby fatalnym sygnałem. „Dlaczego im nie zależało?” – pytanie, które wybrzmiewa na ulicach Londynu pod adresem byłego rządu brytyjskiego, jest aktualne również w Warszawie i również tu domaga się odpowiedzi. Zwłaszcza, że Wielka Brytania – w przeciwieństwie do Polski – zderzyła się boleśnie z zagrożeniem pandemicznym wiosną 2020 roku, gdy rząd zwlekał z pierwszym lockdownem, a cały świat dopiero uczył się, czym jest SARS-CoV-2. Od momentu szerokiego udostępnienia szczepień (wiosna 2021 roku) śmiertelność udało się bardzo mocno zredukować, gdy w Polsce jesienią 2021 roku nadal zgonów było bardzo dużo.

Największe wyzwanie. Przejęcie obowiązków. Nazwisko Izabeli Leszczyny jako szefowej Ministerstwa Zdrowia nie jest zaskoczeniem, wskazywano ją już od miesiąca. Donald Tusk postawił na osobę spoza systemu ochrony zdrowia, biegłą w finansach publicznych oraz o stosunkowo silnej pozycji politycznej, przynajmniej w ramach Koalicji Obywatelskiej. Jak pisaliśmy w piątek, Tusk stwierdził wręcz: – Nie ma zasady, żeby ministrem zdrowia był lekarz. MZ to jest przede wszystkim zarządzanie gigantycznym budżetem. Chcemy mieć lekarzy w szpitalach, a do zarządzania od strony finansowej potrzebujemy ludzi, którzy mają niemal kompetencje ministra finansów.

Rzeczywiście. W swoich poprzednich rządach lider Koalicji Obywatelskiej powierzył stanowisko ministra zdrowia dwojgu lekarzom (Ewa Kopacz, Bartosz Arłukowicz) i nikt, a już na pewno system ochrony zdrowia, dobrze na tym nie wyszedł. Czy radykalne „przestawienie wajchy” przyniesie pożądany skutek i czy nie byłoby lepszym rozwiązaniem dokonywanie nieco bardziej wyważonych manewrów – zobaczymy. Na razie w komentarzach dominują wyrazy uznania i podziwu dla odwagi nowej minister, która będzie musiała się zmierzyć z wyzwaniami w dwóch (czasowych) płaszczyznach – symultanicznie, bo żadnej z nich nie sposób opóźnić. Konieczne są naprawcze działania doraźne, interwencyjne (nie tylko w obszarze pandemii) i natychmiast trzeba zacząć prace nad zmianami systemowymi. Wbrew propagandzie sukcesu ostatnich lat sprawy w systemie ochrony zdrowia bynajmniej nie podążają bowiem w dobrym kierunku. Sprawę komplikuje fakt, że w ostatnich miesiącach swojego urzędowania Adam Niedzielski podjął mnóstwo kontrowersyjnych decyzji, które domagają się weryfikacji, a jego następczyni oraz „dwutygodniowa” minister zdrowia od decyzji stroniły. Ochrona zdrowia jest w przewlekłym dryfie, który w ostatnich miesiącach zyskał całkiem nowy wymiar.

10.12.2023
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.