Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Zamówienie kolejnej transzy szczepionek i wycofanie decyzji o likwidacji infolinii 989, pod którą można się zarejestrować na szczepienie przeciw COVID-19 nie wystarczą, by wyprowadzić proces na prostą.


Izabela Leszczyna na spotkaniu w NIL. Fot. MZ

  • Świadczeniodawcy, którzy prowadzą szczepienia, skarżą się nie tylko na niskie stawki, ale przede wszystkim na biurokratyczne komplikacje z rozliczeniem wykonanych szczepień
  • Szpitale muszą finansować leki same, w ramach stawki, jaką NFZ płaci za leczenie pacjentów z COVID-19, przy czym koszt leków w wielu przypadkach jest wyższy, niż otrzymywane od płatnika pieniądze
  • Obszar polityki lekowej, którym zarządzał Miłkowski, to prawdziwe pole minowe, po którym trzeba się poruszać z największą ostrożnością
  • Decyzja prezydenta, choć trudno oczekiwać zmasowanej krytyki ze strony PiS, musi budzić w tym obozie sprzeciw pomieszany ze zdumieniem

Największe wyzwanie. Szczepienia przeciw COVID-19. Do piątku 15 grudnia nową szczepionkę przeciw COVID-19 przyjęło, jak mówił podczas cotygodniowego webinarium poświęconego sytuacji epidemicznej dr Paweł Grzesiowski, powołując się na dane Centrum e-Zdrowia, ponad 150 tysięcy osób. W sobotę dotarł do Polski kolejny transport dawek – ponad 180 tysięcy, a ministra zdrowia Izabela Leszczyna poinformowała o zamówieniu kolejnej transzy 200 tysięcy dawek.

Ministerstwo Zdrowia wycofało decyzję o likwidacji infolinii 989, na której można rejestrować się na szczepienie. Miała działać tylko do 15 grudnia, co komplikowało rejestrację osobom nie korzystającym biegle z narzędzi cyfrowych, działa nadal. To dobra wiadomość, ale niewystarczająca. Eksperci zwracają uwagę, że zarówno POZ, jak i apteki w sezonie infekcyjnym mają tak dużo pracy, że brak motywatora finansowego (stawka za szczepienie p. COVID-19 została obniżona o 50 proc., a poradnie POZ za szczepienie pacjentów z listy aktywnej w ogóle nie otrzymują dodatkowych środków) co najmniej nie zachęca do podejmowania dodatkowego zadania. Miarą klęski jest fakt, że umowy na szczepienia do połowy grudnia podpisała jedna piąta aptek, które prowadziły szczepienia w dwóch poprzednich latach.

Problemem jest też brak informacji. Popyt co prawda znacząco przewyższa podaż szczepionek, ale przesądza o tym ciągle mikra liczba dawek, więc duża kampania na rzecz szczepień nie ma większego sensu. Jednak trudno nie zauważyć, że Ministerstwo Zdrowia powinno (musi) tak skorygować założenia, by ochronę przeciw nowym wariantom mieli szansę otrzymać ci, którzy jej najbardziej potrzebują. Wymagałoby to większego zaangażowania i aktywności poradni POZ, ale za takie działania trzeba byłoby – zapewne – dodatkowo zapłacić, podobnie jak za przywrócenie szczepień w punktach populacyjnych.

Tymczasem rzeczywistość „skrzeczy”. Świadczeniodawcy, którzy prowadzą szczepienia, skarżą się nie tylko na niskie stawki (to nie było zaskoczenie, o tym ile Fundusz zapłaci, wiadomo było już w październiku), ale przede wszystkim na biurokratyczne komplikacje z rozliczeniem wykonanych szczepień. System jest tak nieprzyjazny, że raporty trzeba nieustannie poprawiać. To (również) nie zachęca. – NFZ to instytucja antyszczepionkowa w obecnym wydaniu – skomentował na platformie X dr Grzesiowski, nawołując do upubliczniania informacji na temat absurdów biurokratycznych, jakie mnoży Fundusz w obszarze szczepień w obecnej sytuacji.

Największy znak zapytania. Sytuacja epidemiczna. Od połowy listopada Polacy kupili w aptekach ponad 900 tysięcy testów. Testujemy się na potęgę, ale poza oficjalnym obiegiem, i część osób z pozytywnymi wynikami wcale nie uważa za konieczne stosować się do zasady „zostań w domu”. Odsetek pozytywnych wyników testów wykonywanych w poradniach POZ już dawno przekroczył 50 proc., w niektórych zbliżył się – według relacji samych lekarzy – do 70 proc.

Problemem jest leczenie pacjentów, którzy trafiają do szpitali. Podczas piątkowego posiedzenia Naczelnej Rady Lekarskiej, w którym wzięła udział Izabela Leszczyna, lekarze zwracali uwagę, że w tej chwili szpitale muszą finansować leki same, w ramach stawki, jaką NFZ płaci za leczenie pacjentów z COVID-19, przy czym koszt leków w wielu przypadkach jest wyższy, niż otrzymywane od płatnika pieniądze. W poprzednich latach szpitale otrzymywały leki bezpłatnie z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.

System raportowania przypadków i przede wszystkim zgonów nie jest zbyt przejrzysty, ale – na co zwraca uwagę wielu ekspertów – widać wyraźnie, że sytuacja staje się coraz trudniejsza. Ostatni „meldunek” mówi o 40 zgonach. Nawet przyjmując wyjaśnienie, że uwzględniono w nim zgony, które nie zostały ujęte wcześniej, trudno nie zauważyć, że Polska odpowiada za około 10 proc. raportowanych w tej chwili w świecie zgonów z powodu COVID-19. Na to się oczywiście składa wiele czynników, przede wszystkim to, że nie tylko my mamy problem z jakością danych. Jednak niepokojących sygnałów jest na tyle dużo, że oddziały NFZ zobowiązały w ostatnich dniach szpitale do raportowania sytuacji i przekazywania informacji dotyczącej liczby hospitalizowanych pacjentów z potwierdzonym COVID-19. Przestaje więc obowiązywać „doktryna Niedzielskiego”, że COVID-19 to choroba jak każda inna. Szkoda, że dopiero teraz, gdy mleko – czyli wirus – szeroko się rozlało.

Zapowiedź powołania zespołu, który będzie monitorował sytuację i dawał rekomendacje do podejmowania decyzji przez resort zdrowia, jest na pewno obiecująca, ale dopóki nie poznamy składu tego zespołu, trudno powiedzieć coś więcej.

Największy brak zaskoczenia. Maciej Miłkowski. Jeśli premier Donald Tusk podpisze wniosek, Maciej Miłkowski obejmie stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia w rządzie Koalicji 15 Października, mimo że pełnił tę funkcję przez trzy lata w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Czy to dowód, że zdrowie nie ma barw politycznych, jak zwykło się mówić na różnego rodzaju konferencjach poświęconych ochronie zdrowia?

Nie. To jedynie dowód zdrowego rozsądku. Obszar polityki lekowej, którym zarządzał Miłkowski, to prawdziwe pole minowe, po którym trzeba się poruszać z największą ostrożnością (niektórzy mówią, że na pole minowe lepiej nie wchodzić, ale ktoś rozbrajać miny musi). Akurat na tym polu ostatnie lata (bynajmniej nie osiem, raczej dwa, trzy) były czasem rzeczywiście pozytywnych zmian, stojących wręcz w opozycji do tego, co równolegle działo się w całej ochronie zdrowia. Choć – by dodać nieco dziegciu do beczki miodu – i w obszarze leków nie wszystko szło jak z płatka, by wskazać choćby na szczepienia (przeciw COVID-19, przeciw grypie i przeciw HPV). Szczepienia pozostają w obszarze polityki lekowej i za nie również odpowiedzialny był Maciej Miłkowski, choć trzeba uwzględnić „drobny” fakt, że wiceminister zawsze jest związany decyzjami, które zapadają na wyższym szczeblu. Można się spodziewać, że po korekcie kursu również te błędy zostaną wyeliminowane.

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Podpis pod in vitro. Tego, że Andrzej Duda podpisze ustawę umożliwiającą finansowanie metody in vitro, można się było spodziewać – wypowiedzi jego współpracowników już od samego początku prac nad projektem obywatelskim (w tej kadencji) były w tej sprawie jednoznaczne. To, co mimo wszystko stanowi zaskoczenie, to szybkość decyzji (tydzień po otrzymaniu ustawy z parlamentu) i zupełne pominięcie milczeniem apelu, jaki do prezydenta w tej sprawie wystosował abp Stanisław Gądecki. Przewodniczący Episkopatu Polski wzywał głowę państwa do zawetowania ustawy lub skierowania jej do Trybunału Konstytucyjnego, przywołując długą listę powodów, dla których Duda nie powinien składać podpisu.

Ignorując głos hierarchy – trudno inaczej nazwać złożenie podpisu praktycznie na następny dzień po upublicznieniu apelu – Andrzej Duda musiał się liczyć z reakcją środowisk religijnych i konserwatywnych, i rzeczywiście, już pod jego adresem sformułowano kilka ostrych zarzutów o zerwaniu jedności z Kościołem i odejściu od dziedzictwa Jana Pawła II. Ordo Iuris porównuje prezydenta do Heroda, a Radio Maryja grzmi o zwycięstwie cywilizacji śmierci.

Podpis Andrzeja Dudy może być sygnałem, że wbrew wcześniejszym, powyborczym spekulacjom nie liczy się on z możliwością objęcia schedy po Jarosławie Kaczyńskim po zakończeniu, w 2025 roku, drugiej kadencji – warto przypomnieć, że większość posłów i senatorów Prawa i Sprawiedliwości opowiedziała się jednak przeciw tej ustawie, a argumenty, jakie przestawiali, były tożsame z zarzutami formułowanymi przez Kościół. Decyzja prezydenta, choć trudno oczekiwać zmasowanej krytyki ze strony PiS, musi budzić w tym obozie sprzeciw pomieszany ze zdumieniem.

18.12.2023
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.