W 2024 roku Federacja Przedsiębiorców Polskich przewiduje prawdziwe tąpnięcie publicznych wydatków na zdrowie, jako odsetka PKB. Realny poziom wydatków na zdrowie w 2023 roku wyniesie, według obecnych szacunków, 5,5 proc. PKB, a w przyszłym – 5,07 proc.
Fot. Adobe Stock
- Trzeba się spodziewać ograniczenia dostępności świadczeń zdrowotnych, bo przychody podmiotów leczniczych wyraźnie spadną, zaś koszty – wzrosną
- W 2023 r. MZ i NFZ „poszły na całość”, planując wydanie praktycznie całego funduszu zapasowego
- W ciągu pięciu lat (2017–2022) udział płac w kosztach działalności szpitali wzrósł z 64,3 proc. do 69,8 proc.
- Wydatki związane z umowami cywilnoprawnymi podpisywanymi z pracownikami medycznymi wzrosły o blisko 90 proc.
- Czy w kontekście najnowszej analizy stanu finansów ochrony zdrowia realne jest spełnienie zapowiedzi dotyczącej zniesienia limitów na świadczenia?
W poniedziałek FPP przedstawiła ostatnią w tym roku edycję kwartalnego monitora – w tej publikacji eksperci przedstawiają wykonanie i prognozy finansowania ochrony zdrowia na podstawie dostępnych informacji i wskaźników makroekonomicznych. Genezą ukazującego się od dwóch lat „Monitora” jest bowiem brak pełnych, oficjalnych informacji na temat finansów publicznego systemu ochrony zdrowia.
Kluczowa informacja: w 2024 roku, bazując na dostępnych w tej chwili informacjach, FPP przewiduje prawdziwe tąpnięcie publicznych wydatków na zdrowie, jako odsetka PKB. W 2023 roku, stosując ustawową metodę N-2, teoretycznie doszliśmy do „końca historii”, bo wydatki publiczne przekroczą nakreśloną w ustawie perspektywę 7 proc. i wyniosą ok. 7,2 proc. – oczywiście PKB sprzed dwóch lat, czyli z roku 2021. Ale już w 2024 roku budżet państwa i plan finansowy przewidują plan minimum, czyli – ciągle przy zachowaniu metody N-2 – 6,2 proc. PKB. To realnie spadek o kilkanaście procent. To oczywiście ustawowa metodyka. Realny poziom wydatków na zdrowie w 2023 roku wyniesie, według obecnych szacunków, 5,5 proc. PKB, a w przyszłym – 5,07 proc.
Jakie mogą być skutki tak znaczącego, skokowego, spadku finansowania? Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, podkreślił, że trzeba się spodziewać ograniczenia dostępności świadczeń zdrowotnych, bo przychody podmiotów leczniczych wyraźnie spadną (realnie, ale być może, w związku z koniecznością finansowania innych świadczeń, również nominalnie), zaś koszty – wzrosną.
Powód tego tąpnięcia? W 2023 roku Ministerstwo Zdrowia i NFZ „poszły na całość”, planując wydanie praktycznie całego funduszu zapasowego: w planie finansowym uwzględniano potężną stratę, nie starając się jej w żaden sposób wyrównywać, gdy pojawiały się środki z dodatkowego spływu składki. Być może plan finansowy nie zostanie w całości wykonany po stronie wydatków – ale i tak środków w funduszu zapasowym będzie zbyt mało, by było do czego, na większą skalę, sięgać. Jednym z efektów jest zaplanowanie wzrostu nakładów na zdrowie w 2024 roku na poziomie 6,1 mld zł, podczas gdy wiadomo, że minimalne koszty realizacji ustawy o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia sięgną 10,6 mld zł (oczywiście w dotychczasowej formule, nie uwzględniającej w żadnym stopniu np. projektu złożonego przez pielęgniarki).
Łukasz Kozłowski podczas prezentacji „Monitora” podkreślał, że w ciągu pięciu lat – od 2017 do 2022 roku – udział płac w kosztach działalności szpitali wzrósł z 64,3 proc. do 69,8 proc., a z 100,4 mld zł wzrostu nakładów publicznych na zdrowie od 2018 roku, 69,4 mld zł pochłania wzrost wynagrodzeń. Niepokojąca jest też dynamika wzrostu wydatków na koszty pracy: o ile wynagrodzenia (etaty) zanotowały w ostatnich latach wzrost o blisko 50 proc., wydatki związane z umowami cywilnoprawnymi podpisywanymi z pracownikami medycznymi – wzrosły o blisko 90 proc.
W scenariuszu bazowym, w którym nie zmienia się system finansowania ochrony zdrowia ani nie rośnie w sposób znaczący zaangażowanie budżetu państwa w finansowanie zdrowia, koszty ustawy gwarantującej podwyżki pracownikom ochrony zdrowia w sposób trwały będą wyższe niż wzrost nakładów na zdrowie – co, jak można się domyślić, wpędzi podmioty lecznicze w coraz większe problemy finansowe lub wręcz na części z nich wymusi albo ograniczenie działalności, albo jej przeprofilowanie. Jeśli założyć, że w ustawie 7 proc. PKB na zdrowie co prawda nie zostaną wprowadzone zmiany, ale będzie ona wykonywana w sposób rzetelny, w latach 2025-2027 nadwyżka nakładów nad kosztami podwyżek będzie już dość znacząca, natomiast w najbardziej optymistycznym scenariuszu, w którym w 2027 roku będziemy realnie na zdrowie wydawać 7 proc. PKB (przy czym nie ma obecnie żadnych przesłanek, by taki scenariusz zakładać) dodatkowe wydatki na zdrowie wyniosłyby ponad 130 mld zł, a koszty podwyżek „tylko” 46 mld zł.
Zapytaliśmy, czy w kontekście najnowszej analizy stanu finansów ochrony zdrowia realne jest spełnienie zapowiedzi, obietnicy, obecnej koalicji rządowej dotyczącej zniesienia limitów na świadczenia (w tym przede wszystkim świadczenia szpitalne). Kozłowski przypomniał, że koszt tego rozwiązania szacowany jest na minimum 25 mld zł. – W obecnym planie finansowym NFZ takich pieniędzy oczywiście nie ma – powiedział, podkreślając, że warunkiem uwolnienia limitów jest, w jego ocenie, jedynie przekazanie dotacji z budżetu państwa na ten cel.