Premier Donald Tusk zapowiedział, że w 2024 roku na zdrowie będziemy wydawać 27 mld zł więcej niż w bieżącym. Jednak, jak wskazują eksperci, w projekcie budżetu, którym w czwartek zajmie się Sejm, dotacja budżetowa wzrasta jedynie o 1,1 mld zł. A co ze składkami?
Tusk zapowiedział po posiedzeniu rządu, na którym przyjęto projekt budżetu, że na wzrost finansowania złożą się składki zdrowotne oraz dotacja budżetowa. Ta jednak, jak podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wzrasta minimalnie: – W stosunku do wersji projektu budżetu państwa z końca września 2023 roku nakłady z budżetu na ochronę zdrowia wzrosną z 33,9 mld zł do 35,0 mld zł, tj. zostały zwiększone o 1,1 mld zł. Przekłada się to na zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia w stosunku do wcześniejszych planów o 0,03 pkt proc. PKB, tj. z 5,07 proc. do 5,10 proc., licząc nakłady w relacji do PKB z tego samego roku – wyjaśnia.
Wpływy ze składek zdrowotnych rosną dużo bardziej okazale – o ok. 16 mld zł. Problem w tym, że ten wzrost został już uwzględniony w wyliczeniach dotyczących nakładów na zdrowie w przyszłym roku. I nie jest niczym zaskakującym – wolumen składek rośnie w każdym kolejnym roku, co jest wynikiem rozwijającej się gospodarki i (w ostatnich latach może nawet przede wszystkim) wysokiej inflacji, która pociąga za sobą również wzrost wynagrodzeń. To, na co eksperci FPP zwracają uwagę już od pewnego czasu, przy okazji prezentacji kolejnych edycji „Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia”, to perspektywa kurczenia się możliwości naturalnego wzrostu składki, ze względu na wysycenie rynku pracy (minimalne bezrobocie, odpływ dużej części uchodźców z Ukrainy etc.).
Około 16 mld zł ze składek oraz nieco ponad miliard złotych większa dotacja budżetowa to jednak nie 27, a 17 mld zł. Gdzie brakujące dziesięć miliardów? W projekcie budżetu nie zapisano – co sugerowała część ekspertów – żadnych rozwiązań, które zmierzałyby do zniesienia skutków ubiegłorocznej nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, czyli przywrócenia finansowania zadań takich jak np. ratownictwo medyczne czy szczepienia ochronne do budżetu państwa. Nie będzie więc dotacji przedmiotowej z tego tytułu. Być może – ale to już sfera spekulacji – owe „27 mld zł” uwzględnia tegoroczne, spodziewane, niedowykonania planu finansowego Funduszu. Po pierwszych dwóch kwartałach przekraczały one 6 mld zł i nawet jeśli w drugim półroczu udało się nieco poprawić realizację planu, doświadczenia ostatnich lat pokazują, że system publiczny ma problem z wykonaniem zaplanowanego wolumenu świadczeń, a niedowykonania oscylują właśnie wokół 10 mld zł (nawet nieco przekraczając ten poziom). To oczywiście przy założeniu, że w 2024 roku plan finansowy udałoby się zrealizować w stu procentach.
Można zakładać, że posłowie – w trakcie pierwszego czytania projektu budżetu na 2024 rok, które zaplanowane jest na czwartek, a już na pewno podczas posiedzenia Komisji Zdrowia – będą szczegółowo odpytywać przedstawicieli rządu o zaplanowane na przyszły rok finansowanie ochrony zdrowia, również w kontekście planów koalicji rządzącej, dotyczących – na przykład – zniesienia limitów na świadczenia, w tym świadczenia szpitalne.
Dziś jeszcze nie wiadomo, kto – obok Izabeli Leszczyny – będzie reprezentować stronę rządową. W środę minister zdrowia poinformowała, że skierowała do premiera wszystkie wnioski o powołanie wiceministrów: wiadomo, że chce współpracować z Urszulą Demkow (Polska2050), Markiem Kosem (PSL) i Wojciechem Koniecznym (Lewica). Chce też nominacji dla Macieja Miłkowskiego, podsekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia w rządach PiS. W tym przypadku, choć kandydatura była uzgodniona – jak słyszeliśmy od wielu tygodni – na samym politycznym szczycie, pojawiły się wątpliwości. Związane przede wszystkim z pytaniem, czy pozostawienie na stanowisku przedstawiciela poprzedniej ekipy (nawet jeśli na tle innych wiceministrów PiS nie wykazywał przesadnego zaangażowania politycznego) nie będzie odebrane jako oznaka merytorycznej słabości i nieprzygotowania do przejęcia odpowiedzialności.
Wiadomo, że przynajmniej na razie nie będzie zmiany na stanowisku Prezesa NFZ, choć lista kandydatów na to stanowisko jest całkiem długa. Izabela Leszczyna w środę powiedziała dziennikarzom, że „nie informowała nikogo o planowanych zmianach na stanowisku prezesa NFZ”, co oznacza na pewno tylko tyle, że nie przekazała takiej informacji obecnemu prezesowi Filipowi Nowakowi i nie wystąpiła do Rady NFZ z żadnymi personalnymi wnioskami. Twardej deklaracji, że obecny prezes pozostanie na stanowisku, nie było.