Jesienią 2023 roku zmarło w Polsce około 4 tysiące osób więcej niż w analogicznym okresie ostatniego roku przed pandemią i blisko 2 tysiące więcej niż w 2022 roku. Na ile to efekt błędnych decyzji dotyczących sytuacji epidemicznej?
Minister zdrowia Izabela Leszczyna. Fot. Piotr Tracz / Kancelaria Sejmu
Największy znak zapytania. Co z tym kierownictwem? Izabela Leszczyna pierwsze dziesięć dni urzędowania spędziła w resorcie zdrowia sama, dziennikarzy informując jedynie o swojej nadziei, że premier podejmie pozytywną decyzję w sprawie złożonych przez nią wniosków personalnych. Oby, bo Ministerstwo Zdrowia – nawet jeśli szef rządu tego nie rozumie – wcale nie jest mniej newralgicznym obszarem niż sprawiedliwość, kultura czy edukacja, w których to resortach wiceministrowie zostali powołani bez zbędnej zwłoki. W przypadku Ministerstwa Zdrowia zachodzi jeszcze jedna okoliczność: dla Leszczyny ochrona zdrowia, z jej całą złożonością, jest nowym doświadczeniem. W takim przypadku nie wystarczy ani intuicja, ani chwalona jeszcze przed powołaniem rządu przez Donalda Tuska empatia. Przeciwnie, bez korygowania o czynnik doświadczenia i wiedzy (w tym wiedzy medycznej) tym łatwiej o błędy.
Powołanie wiceministrów i podział kompetencji w resorcie to zadanie nie na „już”, tylko na „przedwczoraj”, a każdy dzień zwłoki musi rodzić pytania – o co tak naprawdę chodzi? Która kandydatura budzi aż takie kontrowersje, że wstrzymuje wszystkie decyzje (premier nie musi przecież wniosków podpisywać hurtem, choć niewątpliwie byłoby to łatwiejsze, mógłby na przykład powołać wiceministrów uzgodnionych z koalicjantami i ewentualnie omówić inne personalne decyzje). Ministerstwo Zdrowia najdłużej czekało na decyzję, kto zostanie ministrem. Limit niepewności i zamieszania wokół ochrony zdrowia naprawdę jest bliski wyczerpania, co potwierdza, a na pewno może potwierdzać tezę, że zdrowie jest dla rządu Donalda Tuska balastem i problemem – nie zaś obszarem, z którym są wiązane są szczególne nadzieje.
Może warto ustawić budzik i systematycznie przypominać, jak duże są oczekiwania – i realne potrzeby – społeczeństwa? W przedświątecznym tygodniu media informowały o wynikach Globalnego Badania Nastrojów Społecznych IRIS (2023), w którym jeden z fragmentów dotyczył właśnie systemów opieki zdrowotnej. W Europie najwyżej swój system ocenili Hiszpanie (67 proc. ocen pozytywnych), najniżej – Bułgarzy i Polacy (79 proc. ocen negatywnych). 41 proc. Polaków uważa, że działanie systemu ochrony zdrowia się pogarsza, niemal tyle samo (38 proc.), że system jest w stanie kryzysu. Tylko pewnym „pocieszeniem” jest fakt, że w skali całego świata ocena systemów ochrony zdrowia jest raczej negatywna (średnio co czwarty respondent uważa, że system w jego kraju jest w stanie kryzysu a niemal co trzeci, że sytuacja ulega pogorszeniu). Wskaźniki dla Polski są jednak alarmujące – i tego budzika nie ma co wyciszać.
Największy brak zaskoczenia. Pieniądze na zdrowie. 1,1 mld zł więcej (w tym pół miliarda złotych na procedurę in vitro) – o tyle rząd Donalda Tuska planuje zwiększyć finansowanie ochrony zdrowia w stosunku do planów przedstawionych na 2024 rok przez rząd Mateusza Morawieckiego. Fakt, że nakłady zwiększą się w stosunku do bieżącego roku w sposób bardziej widoczny, wynika wyłącznie z rosnącej gospodarki i premii inflacyjnej (wyraźnie wyższy zaplanowany przychód ze składki zdrowotnej) oraz konieczności realizacji ustawy 7 proc. PKB na zdrowie (ale to już zaplanował poprzedni rząd, 8 mld zł dotacji podmiotowej z budżetu państwa do NFZ polecił latem uwzględnić w planie finansowym Funduszu ówczesny minister zdrowia Adam Niedzielski). W finansach na zdrowie można będzie mówić, niestety, zwłaszcza w stosunku do bieżącego roku, nie tylko o stagnacji, ale wręcz regresie.
Największe (mimo wszystko) zaskoczenie/porażka. Leczenie SMA. W ciągu ośmiu ostatnich lat niewiele było powodów do dumy w ochronie zdrowia, ale decyzje w sprawie leczenia rdzeniowego zaniku mięśni na tle ogólnej mizerii wyróżniały się na ogromny plus. Zwłaszcza te podjęte w 2018 roku, gdy „wszystko się zaczęło”, a rodziny i sami pacjenci otrzymali prawdziwy prezent bożonarodzeniowy, czyli decyzję o szeroko otwartym – dla dzieci i dorosłych – programie lekowym i refundacji nusinersenu. Gdy w 2022 roku Adam Niedzielski ogłaszał decyzję o finansowaniu z Funduszu Medycznego dwóch kolejnych leków, w tym terapii genowej, rzeczywiście nie obyło się bez kontrowersji, a brak empatii, z jaką decydenci podeszli do grupy rodziców dzieci, które zostały zdyskwalifikowane i straciły możliwość podania terapii genowej tylko dlatego, że rozpoczęły wcześniej leczenie nusinersenem – bo to o tej grupce mowa – mocno zaciążył na ogólnym, pozytywnym odbiorze.
Pozytywnego odbioru nie ma natomiast zapowiedź znalezienia 50 mln zł na „leczenie dzieci z SMA”. Donald Tusk ogłaszając ten drobny przecież wydatek z rezerwy ministra zdrowia chyba nie zdawał sobie sprawy, o czym mówi. A to i tak jest wariant optymistyczny. Widać to było bardzo dobrze w kolejnych dniach, gdy minister Izabela Leszczyna najpierw na środowej konferencji prasowej mówiła o konsultacjach z ekspertami w celu poszerzenia programu lekowego, a następnie w czwartek w Sejmie powiedziała to, co powinno zostać powiedziane od samego początku: od kilku lat pacjenci z SMA są w Polsce leczeni w sposób wzorcowy i jest to efekt decyzji rządu Zjednoczonej Prawicy, a możliwość ewentualnej korekty skutków decyzji z września 2022 roku mogą ocenić jedynie eksperci. Czy wybitne autorytety w dziedzinie neurologii podpiszą się pod podjętą z przyczyn politycznych decyzją o wydaniu kilkudziesięciu milionów złotych „na leczenie dzieci z SMA”?
Odrębną kwestią jest oczywiście zauważalna rozbieżność w stanowisku lekarzy, na którą zwróciła uwagę Izabela Leszczyna. Z jednej strony grono ekspertów podpisało się pod kryteriami programu lekowego i publicznie, w poprzedniej kadencji na posiedzeniu Komisji Zdrowia, broniło tych założeń, z drugiej – są lekarze, którzy kwalifikują dzieci do terapii genowej, kierując się zapisami ChPL. Nie jest to żadna nowość, nie od dziś wiadomo, że kryteria włączania do programów lekowych odbiegają od ChPL, mowa jednak o leku, którego rynkowa cena przekracza 2 mln dolarów.
Największy (mimo wszystko) sukces. A jednak prawo zostało złamane. Urząd Ochrony Danych Osobowych nałożył na Ministra Zdrowia administracyjną karę finansową – 100 tysięcy złotych. Kara dotyczy zdarzenia z 4 sierpnia, gdy minister Adam Niedzielski, będąc administratorem danych przetwarzanych w elektronicznym systemie, ujawnił, że lekarz Piotr Pisula wystawił sobie receptę na lek z grupy psychotropowych. UODO potwierdził też cały szereg naruszeń w procedurze przetwarzania danych, w tym udostępniania ich na popularnym komunikatorze internetowym. 100 tysięcy złotych to maksymalna kara, jaką UODO może nałożyć na podmiot publiczny. Zgodnie z przewidywaniami, zapłacić ją jednak ma nie Adam Niedzielski, a minister zdrowia. Kara ma być więc zapłacona z pieniędzy podatników, dlatego minister Izabela Leszczyna zamierza się odwołać do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a jeżeli odwołanie nie pomoże i resort karę będzie musiał zapłacić, zapowiada dochodzenie zwrotu od Niedzielskiego (regres jest jednak możliwy tylko do pewnej wysokości kwoty). Finanse są oczywiście ważne, a fakt, że za złamanie prawa przez Niedzielskiego mają zapłacić podatnicy, może oburzać (oburza), ale to są w sumie didaskalia. Kluczowe znaczenie ma sam fakt potwierdzenia przez UODO złamania przepisów, co każe postawić pytanie o postępowanie prokuratorskie w tej sprawie (niezależnie od tego, że złożenie pozwu cywilnego zapowiedział Piotr Pisula).
Największe wyzwanie. Sytuacja epidemiczna. Wiadomo, że mamy potężną liczbę zakażeń – świadczą o tym choćby dane o sprzedaży aptecznej testów, ostatnie mówią o około 400 tysiącach sztuk sprzedanych w ciągu tygodnia. COVID-19, w tej chwili również grypa i inne wirusy atakują z całą siłą i można się tylko spodziewać, że okres świąteczny nie przyniesie poprawy sytuacji, mówiąc najoględniej. Rośnie liczba pacjentów hospitalizowanych. Nie znamy liczby zgonów covidowych – Polska zaraportowała ich w ostatnich siedmiu dniach (źródło: Worldometers.info) 138 (poprzednie siedem dni – 113), ale to dane niepełne ze względu na brak testowania.
Są jednak inne dane – dotyczące liczby zgonów. I patrząc na informacje z urzędów stanu cywilnego, od przełomu października i listopada liczba zarejestrowanych zgonów w 2023 roku jest wyraźnie wyższa od analogicznych tygodni roku 2022.
- Tydzień 44: 8083 vs. 7675
- Tydzień 45: 7973 vs. 7669
- Tydzień 46: 7970 vs. 7860
- Tydzień 47: 8447 vs. 8106
- Tydzień 48: 8747 vs. 8163
- Tydzień 49: 8818 vs. 8661
W tygodniu 50. liczba zgonów w roku 2023 jest niższa od tej z roku poprzedniego, ale może to wynikać z opóźnień we wprowadzaniu danych. W ciągu sześciu tygodni w roku 2023 zmarło 50 038 osób, rok wcześniej – 48 134. Różnica nie jest bardzo widoczna. A gdyby porównać liczbę zgonów w analogicznych tygodniach w roku 2019, czyli 46 166? Różnica to blisko 3,9 tys. osób.
Lata pandemiczne z ich niebotyczną falą umieralności zaburzają statystykę zgonów nadmiarowych, które odnoszą się do średniej z kilku lat, ale eksperci nie mają wątpliwości, że zarówno porażka szczepień przeciw COVID-19 (oraz grypie, która cały czas umyka uwadze, choć niesłusznie), jak i niezabezpieczenie dostępności leków (stosowanych zarówno w leczeniu ambulatoryjnym jak i szpitalnym) znajdą swoje odbicie w statystykach zgonów.
Trudno się dziwić, że jedna z pierwszych personalnych decyzji, jaką podjęła nowa minister zdrowia, dotyczyła funkcji konsultanta krajowego w dziedzinie chorób zakaźnych. Odwołanie prof. Andrzeja Horbana po osiemnastu latach pełnienia funkcji konsultanta obyło się bez blasku fleszy, bo minister pożegnała osobę, której działania w okresie pandemii trudno uznać za pasmo sukcesów. Prof. Horban zostanie zapamiętany nie tylko jako autor licznych kontrowersyjnych wypowiedzi („wcale nie umiera tak dużo osób”, w kwietniu 2021 roku, gdy bywały tygodnie, w których Polska przodowała w Europie pod względem liczby zgonów nadmiarowych), ale też jako osoba, która raczej autoryzowała decyzje polityków, niż na nie wpływała. Przeciw takiemu rozumieniu roli doradców zaprotestowała – po tygodniach, jeśli nie miesiącach, wyczekiwania – ówczesna Rada Medyczna przy premierze, której członkowie – poza kilkoma wyjątkami, wśród których był również prof. Horban, podali się do dymisji. Wśród tych, którzy odeszli na znak protestu przeciw ignorowaniu głosu ekspertów przy podejmowaniu decyzji, był nowy konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych, prof. Miłosz Parczewski.