Studium kryzysu

Małgorzata Solecka

Przyczyną zapaści systemu ochrony zdrowia są „uszczelniacze”, których znajdziemy we wszystkich opcjach politycznych. Ochrona zdrowia potrzebuje potężnego transferu finansowego. Czy rząd posłucha eksperta, któremu minister zdrowia powierzyła ważne zadanie? Na razie nic na to nie wskazuje...


Izabela Leszczyna. Fot. twitter.com/MZ_GOV_PL

  • 2 lutego ruszył zewnętrzy audyt w Ministerstwie Zdrowia
  • MZ wręcz alergicznie reaguje na wszelkie sugestie, że rząd powinien doprowadzić do zmiany ustawy 7 proc. PKB na zdrowie, usuwając z niej regułę n-2
  • Projekt nowelizacji ustawy o podwyższania minimalnego wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia, złożony przez środowisko pielęgniarek ruszy z miejsca

Największe wyzwanie. Audyt w Ministerstwie Zdrowia. W piątek, 2 lutego, ruszył zewnętrzy audyt w Ministerstwie Zdrowia. To jedna z lepszych wiadomości, jakie napłynęły w obszarze ochrony zdrowia – nie tylko w skali ostatniego tygodnia, ale wręcz ostatnich miesięcy. Tak jak zwracaliśmy uwagę – nie raz – w „Studium kryzysu”, bez takiej kontroli trudno byłoby uchwycić nieprawidłowości. Dowodów sam resort zdrowia dostarcza nieustannie. Przykład? Pierwszy z brzegu to trwające od sierpnia postępowanie wyjaśniające okoliczności, w jakich doszło do ujawnienia przez ministra zdrowia Adama Niedzielskiego informacji wrażliwych na temat pacjenta (lekarza). Gdyby trwało ono kilka tygodni, można byłoby to zrozumieć, zwłaszcza że trwał sezon urlopowy, choć – na zdrowy rozum – nie powinno to zająć urzędnikom więcej niż kilka dni (stan faktyczny naprawdę nie był trudny do ustalenia). Postępowanie wyjaśniające się jednak jeszcze nie skończyło – a przynajmniej ministerstwo nie przekazało żadnej informacji na ten temat. Można domniemywać, że ta sprawa była jednym z elementów, jakie wpłynęły na decyzję o dymisji Pawła Kikosickiego, szefa Centrum e-Zdrowie, który właśnie pożegnał się ze stanowiskiem. Wiadomo, że odwołany dyrektor był w nią bezpośrednio zaangażowany, choć oficjalnie tego nie potwierdzono. Wyjaśnienie okoliczności spoczywa już w tej chwili w rękach prokuratury, która – jak informowaliśmy w tym tygodniu – od połowy stycznia prowadzi ona postępowanie.

Ale nie tylko ślimaczące się dochodzenie wewnętrzne w sprawie „afery wpisowej” rzuca dość jednoznaczne światło na możliwości resortu: ostatnie posiedzenie Komisji Zdrowia, poświęcone Funduszowi Medycznemu i niewiele mówiąca informacja, przygotowana siłami resortu pokazały skalę inercji instytucji, która musi – w tej chwili – dokonać swego rodzaju rozliczenia (choć nie chodzi tu bynajmniej o rozliczanie winnych, na pewno nie na poziomie zwykłych urzędników) z ostatnimi ośmioma latami.

Minister zdrowia chce sprawdzić – co zrozumiałe – gospodarkę finansową resortu. Z jednej strony można się spodziewać (dalszych) informacji o wypłacanych nagrodach – takich, jakie spływają już z innych ministerstw. Nie chodzi tylko o ich wysokość, ale też częstotliwość wypłacania, ustalenie, czy byli pracownicy wyróżniający się kwotami uzyskiwanych nagród i – może przede wszystkim – okolicznościami, w jakich zapadały decyzje o wypłacie. Z drugiej, i to również może przynieść wiele interesujących impulsów do dyskusji, pod lupę będą wzięte wydatki Ministerstwa Zdrowia na promocję działań ministerstwa (w tym na reklamy programów zdrowotnych), wsparcie organizacji pozarządowych (z których część Adam Niedzielski zaprosił do Rady Organizacji Pacjentów przy Ministrze Zdrowia). Na osobny – prawdopodobnie – audyt zasługuje, chyba, Narodowy Program Zdrowia z jego licznymi projektami, finansowanymi z pieniędzy publicznych.

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Upór w sprawie n-2. Skoro już o pieniądzach publicznych mowa. Minister Izabela Leszczyna wręcz alergicznie reaguje na wszelkie sugestie, że rząd Donalda Tuska powinien doprowadzić do zmiany ustawy 7 proc. PKB na zdrowie, usuwając z niej regułę n-2. Jest to o tyle dziwne, że w ostatnich latach politycy KO obiecywali taki krok (choć im bliżej wyborów, tym rzadziej). Potrzebę decyzji widzą eksperci, zwracający uwagę, jak destrukcyjny wpływ na stabilizację finansów ochrony zdrowia może mieć utrzymywanie tego zapisu. Ale gdy w trakcie dyskusji na Zamku Królewskim w Warszawie prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski podniósł kwestię wyczyszczenia ustawy z wprowadzającej w błąd metodologii, usłyszał, że Leszczyna na pewno nie zapisze się w historii jako ten minister, za którego urzędowania nakłady publiczne na zdrowie spadły.

Wniosek jest prosty: wiadomo, że nie będą rosnąć. Bo gdyby Izabela Leszczyna wiedziała, że jest planowana choćby powolna ścieżka wzrostu, nie musiałaby się obawiać (i na pewno nie artykułowałaby tej obawy tak głośno, że nie da rady nawet utrzymać obecnego poziomu 5,1-5,2 proc. PKB, bo uparcie mówi o spadku „o jeden czy dwa punkty procentowe”).

Nie można tracić wiary, że kwestia nakładów jest jeszcze otwarta, bo inne sygnały wskazują, że Izabela Leszczyna jednak dość szybko się uczy. Do lamusa, wszystko na to wskazuje, przechodzi obietnica uwolnienia limitów na świadczenia szpitalne (obietnica, a według niektórych ekspertów raczej groźba), a minister Leszczyna dużo mówi o konieczności odwracania piramidy świadczeń, co jest postulatem o tyleż słusznym, co – przynajmniej na razie – nierealizowalnym. Być może ta sytuacja ulegnie zmianie, oby jak najszybciej. Jednak, na co zwracaliśmy uwagę w tym tygodniu – będzie to trudne bez dodatkowego finansowania. Być może minister zdrowia i część jej doradców i współpracowników pokłada wręcz jakieś nadzieje na sfinansowanie takiej operacji w oszczędnościach wynikających z „uszczelniania systemu”, ale w tej kwestii powinien wybrzmieć mocny głos prof. Roberta Flisiaka, który – już podczas innej dyskusji panelowej w trakcie konferencji „Priorytety w Ochronie Zdrowia 2024” mówił tak: – Budżet na zdrowie jest skandalicznie niski. Chwalimy się, że w tym roku wydamy 192 miliardy złotych, a powinniśmy wydawać 300 miliardów, żeby osiągnąć średni europejski poziom. Na prewencję, profilaktykę, wydajemy 20 procent tego, co wydaje się w Europie. (…) Kto za to odpowiada? „Uszczelniacze” z różnych opcji politycznych. To im zawdzięczamy to, w jakim położeniu jest system ochrony zdrowia. „Uszczelniacze” są przyczyną zguby systemu.

Największy brak zaskoczenia. Projekt obywatelski. Projekt nowelizacji ustawy o podwyższania minimalnego wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia, złożony przez środowisko pielęgniarek ruszy z miejsca. Konkretnie – w nadchodzącym tygodniu odbędzie się wspólne posiedzenie Komisji Finansów Publicznych oraz Komisji Zdrowia. Wszystko wskazuje, że posiedzenie nie będzie jednak dla posłów zbyt angażujące czasowo, bo ma na nim zapaść decyzja o powołaniu podkomisji, która przygotuje dla obu komisji sprawozdanie. Być może na jej czele stanie wiceprzewodnicząca Komisji Zdrowia Elżbieta Gelert (Koalicja Obywatelska). Ile potrwają prace podkomisji, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że niedługo ruszają prace AOTMiT nad przygotowaniem wycen w związku z koniecznością podniesienia wynagrodzeń od 1 lipca.

Największy znak zapytania. Pielęgniarka czy technologia? – Lekarz bardziej potrzebuje pielęgniarki czy nowej technologii? – zastanawiał się podczas panelu otwierającego „Priorytety” wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Marek Gzik (profesor tytularny nauk inżynieryjno-technicznych, specjalista w zakresie nowoczesnych technologii do zastosowań w medycynie, sporcie i obronności). Wypowiedź – wygłoszona „z sali”, przemknęła w zasadzie bez echa, choć rzuca pewne światło na to, jak postrzegane są – przez osoby postronne, choć wpływowe – relacje w systemie ochrony zdrowia. Jak bardzo mocno wbudowane jest lekarzocentryczne (niczego lekarzom nie odmawiając, przeciwnie) spojrzenie na system i jego potrzeby. Bo przecież to nie o potrzeby lekarzy rzecz się rozbija. Pacjenci potrzebują lekarzy, pielęgniarek, ratowników, fizjoterapeutów, dietetyków, psychologów etc.. Każda z tych grup zawodowych potrzebuje innych: lekarz bez pielęgniarki, fizjoterapeuty, dietetyka, psychologa wobec potrzeb pacjenta staje się – często, zbyt często – bezradny. System i poszczególne jego elektrony potrzebują, to oczywiste, nowoczesnych technologii. Alternatywa: pracownik czy technologia jest z gruntu fałszywa, co zresztą pokazują raporty OECD. W państwach skandynawskich w sektorze ochrony zdrowia i wsparcia społecznego pracuje już co piąty zatrudniony (w Norwegii ponad 21 proc., w Szwecji i Danii blisko 20 proc.). W Polsce – trzy razy mniej (6,5 proc.). Z pewnością krajom skandynawskim nie można odmówić nadążania za nowoczesnymi technologiami. Które – przynajmniej w zdrowiu – mają wspierać pacjenta oraz wspierać, nie zastępować, pracownika.

04.02.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.