Wycena świadczeń powinna gwarantować oddziałom bezpieczeństwo ekonomiczne. Kardiologia nie jest jednak najbardziej zaniedbaną pod tym względem dziedziną, co oczywiście nie oznacza, że pewnych procedur nie można wycenić lepiej – mówi wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny.
28 lutego Polskie Towarzystwo Kardiologiczne będzie świętować 70. rocznicę powstania. Z tej okazji zorganizowano konferencję prasową połączoną z debatą na temat wyzwań i priorytetów polskiej kardiologii. Dyskusja nie dotyczyła jednak tyle medycyny, co pieniędzy, jakich potrzebują specjaliści, by skuteczniej pomagać pacjentom. A potrzeb, jak wskazywano, jest ogrom. Najważniejsze z nich PTK ujęło w prezentowanym już kilka miesięcy temu Dekalogu Polskiej Kardiologii 2023-2025 – to między innymi poszerzenie i budowa sieci kardiologicznej, urealnienie poziomu wycen, szybka refundacja technologii lekowych i nielekowych o udowodnionych korzyściach czy rozwój kardiologii dziecięcej.
Choroby układu krążenia, o czym przypominali przedstawiciele PTK, to główny zabójca Polaków, odpowiadający nawet za 48 proc. wszystkich zgonów. Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia, zwracała uwagę, że choć dekady temu udało się – dzięki gwałtownemu rozwojowi kardiologii inwazyjnej – zredukować śmiertelność z powodu zawałów serca, co było potężnym osiągnięciem, dalsze postępy są już o wiele mniej spektakularne. Senator, w 2015 roku pełnomocnik rządu PO-PSL ds. wprowadzenia Narodowego Programu Zdrowia, wskazywała przyczynę: słabość profilaktyki i prewencji zdrowia, której symbolem jest nikłe finansowanie nowej edycji NPZ. Apelowała o ewaluację i rewizję tego dokumentu, który powinien stać się fundamentem budowy zdrowego, a w każdym razie zdrowszego, społeczeństwa.
– Za mało stawiamy na profilaktykę i prewencję, w tym również na wszelkie czynniki ryzyka. Dobra prewencja powinna być kluczem i priorytetem również dla PTK. Nakłady finansowe na narodowe programy to są pieniądze przede wszystkim na leczenie, a nie prewencję. Budujmy prewencję. Liczę również, że pomiędzy poszczególnymi towarzystwami nastąpi prawdziwy dialog i interdyscyplinarne podejście do zarządzania ochroną zdrowia – apelowała.
Przedstawiciele PTK, prof. Robert Gil, prezes PTK, oraz prof. Marek Gierlotka, prezes-elekt, kładli nacisk na kwestie finansowe, bo bez pieniędzy nie da się ani przyspieszyć procesu refundacji nowych technologii lekowych i nielekowych, ani rozwinąć np. programów profilaktyki chorób infekcyjnych. Ani, przede wszystkim, poprawić wyceny świadczeń kardiologicznych. Czy jednak kardiologia może na to liczyć?
– Choroby układu krążenia są, ze względu na epidemiologię, priorytetowym wyzwaniem. Liczba zgonów pozostaje zatrważająco wysoka: zarówno w chorobie niedokrwiennej serca, udarach mózgu, jak i innych schorzeniach naczyniowych, choć wydawać by się mogło, że stworzyliśmy system opieki, na który składają się oddziały interwencyjne, oddziały i poradnie kardiologiczne. Ten system przynosi efekty, ale w pewnym momencie nastąpiło zatrzymanie progresu – mówił wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny.
Z dalszej wypowiedzi wiceministra Koniecznego wynikałoby, że choć nikt nie ma wątpliwości w resorcie zdrowia co do wysokiego priorytetu samej kardiologii, i przynajmniej na część postulatów środowiska resort na pewno spojrzy przychylnie (wprowadzanie finansowania nowych technologii), o tyle w obszarze wycen – kardiologia nie może liczyć raczej na szczególne traktowanie. – Nie jest to najbardziej zaniedbana dziedzina, jeśli chodzi o wyceny świadczeń – stwierdził wiceszef resortu zdrowia, nie wykluczając jednak korekt i pewnego „urealnienia”. Problem w tym, że – jak komentował prof. Robert Gil – to może nie wystarczyć. Prezes PTK zwrócił uwagę, że kardiolodzy walczą nie tylko o podniesienie wycen, ale też w ogóle o objęcie niektórych świadczeń finansowaniem. Koronnym przykładem jest bardzo drogie leczenie pacjentów we wstrząsie kardiogennym, za które szpitale w ogóle nie otrzymują pieniędzy i rozliczają wykonane procedury na innych ścieżkach. W ten sposób jednak nie da się wprowadzić systemu leczenia takich chorych, bez czego śmiertelność nadal będzie wysoka, a Polska będzie odstawać pod tym względem od reszty Europy – choć nie ulega żadnej wątpliwości, że nasze ośrodki kardiologiczne mają potencjał, by takich chorych ratować.
A jak finansowanie wygląda w praktyce? Maciej Karaszewski, zastępca dyrektora Departamentu Świadczeń Opieki Zdrowotnej NFZ, poinformował, że na świadczenia realizowane w obszarze diagnostyki i leczenia chorób układu krążenia Narodowy Fundusz Zdrowia wydał w zeszłym roku ok. 17 mld zł, kolejne 2,5 mld zł kosztowała refundacja leków, zaś ok. 200 mln zł wydano na leki w ramach programów lekowych. To oznacza, że leczenie pacjentów kardiologicznych kosztowało kilkanaście procent budżetu NFZ. Dużo to czy mało, biorąc pod uwagę skalę problemu? Eksperci wskazują, że niezależnie od odpowiedzi, wyzwaniem jest przesunięcie ciężaru na zapobieganie chorobom układu krążenia, choć wiceminister Konieczny podkreślał, że w perspektywie krótkoterminowej nie można myśleć o „zabraniu” finansowania podmiotom leczniczym i zainwestowaniu go w profilaktykę (takie postulaty w ogóle nie padają, zwłaszcza że na leczenie wydajemy miliardy, a nakłady na profilaktykę – ułamek tych kwot).
– Musimy się skupić na profilaktyce. Powinna ona być oparta nie tylko na kardiologach, ale przede wszystkim na POZ. W 2022 roku zmieniono program ChUK, co już przyniosło efekty, bo liczba przebadanych pacjentów wzrosła z kilkudziesięciu tysięcy do blisko miliona. Mówimy o kilkunastu milionach, które powinny skorzystać z takich badań – liczymy jednak na dalszy wzrost – mówił Karaszewski. Przedstawiciel płatnika dodał, że odpowiedzią na potrzeby w zakresie dostępności świadczeń kardiologicznych jest też na poziomie POZ opieka koordynowana. – Z 1,8 tysiąca specjalistów, którzy mają podpisane umowy, większość stanowią właśnie kardiolodzy – dodał.