Czy pokażemy Europie i światu, że Polak potrafi? Czy z odsetkiem PKB wydawanym na zdrowie niższym o ok. 40 proc. od średniej UE zbudujemy racjonalny, efektywny i przyjazny pacjentowi system opieki zdrowotnej? Z wypowiedzi minister zdrowia wynika, że taki jest właśnie plan.
Izabela Leszczyna. Fot. twitter.com/MZ_GOV_PL
Największy brak zaskoczenia. E-papierosy. Czy rządowi uda się przed wakacjami wprowadzić zakaz sprzedaży jednorazowych e-papierosów? O jak najszybsze regulacje w tej sprawie apelują eksperci, a cała sprawa – jeśli popatrzeć na dane dotyczące sprzedaży i tempa, w jakim „jednorazówki” rozpleniły się w naszym (i nie tylko, trzeba przyznać) kraju – mogłaby być jednym wielkim aktem oskarżenia o bezczynność instytucji państwa polskiego w obszarze zdrowia publicznego w ostatnich latach. Nie wystarczy, chciałoby się powiedzieć, odmieniać przez przypadki „zdrowie publiczne”, „walka z nikotynizmem”, „zapobieganie uzależnieniom wśród dzieci i młodzieży” – przychodzi moment, gdy rzeczywistość mówi: Sprawdzam.
W tej chwili tak naprawdę już krzyczy, nie mówi. Parlamentarzyści, którzy w piątek w ramach zespołu ds. uzależnień dyskutowali o problemie, zapoznali się m.in. z raportem „Rynek jednorazowych e-papierosów w Polsce” Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych. – Obserwujemy masowy napływ tanich, jednorazowych, smakowych e-papierosów do Polski. Ich rzeczywista sprzedaż może być nawet kilkukrotnie wyższa niż podaje Ministerstwo Zdrowia. Według szacunków Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych (IPAG) w 2023 r. wyniosła blisko 100 mln sztuk. Wzrost sprzedaży jest wykładniczy i przekracza 200 proc. r/r (w 2022 r. sprzedaż wyniosła 32,3 mln sztuk). Atrakcyjna cena (poniżej 30 zł), duży wybór smaków (ok. 770 wariantów) oraz szeroka, pozbawiona kontroli dostępność sprawiają, że po tzw. „jednorazówki” sięgają również dzieci. Z tego powodu coraz więcej europejskich państw już pracuje nad zakazem ich sprzedaży – czytamy w raporcie. Dane MZ, do których odwołuje się raport, za rok 2022 mówią o niespełna 15 mln sztuk „jednorazówek”, ale eksperci (nie tylko autorzy raportu) wątpią w tę liczbę, uznając ją za niedoszacowaną.
Nie zaskakuje to, że gigantyczny wręcz problem – kto wątpi w skalę, powinien odbyć spacer, w godzinach wczesnopopołudniowych, wokół szkół ponadpodstawowych lub nawet podstawowych – zaskakuje instytucje państwa i pojawia się w agendzie deus ex machina. Lista dowodów, jak bardzo obszar zdrowia publicznego był w Polsce lekceważony w ciągu ostatnich lat, jest bardzo długa, ale ten wydaje się jednym z najpoważniejszych.
Największe wyzwanie. Onkologia. – Nie wyrzucimy ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej do kosza, bo jest potrzebna i jest częścią Krajowego Planu Odbudowy – tłumaczy minister zdrowia Izabela Leszczyna fakt przygotowania projektu nowelizacji ustawy (już we wtorek pierwsze czytanie na posiedzeniu Komisji Zdrowia, na razie nie ma jednak informacji w sprawie kolejnych etapów prac na najbliższym posiedzeniu, nie można jednak wykluczyć takiego scenariusza). Opóźnienie o rok wprowadzenia KSO nie jest niespodzianką i duża część środowiska eksperckiego oraz organizacji pacjentów przyjęła decyzję rządu ze zrozumieniem, a nawet – ulgą. Nie można jednak nie zauważyć drugiej strony: tych, którzy nie kryją rozczarowania, a nawet obaw.
Nie ma też wątpliwości, że rząd Donalda Tuska będzie łajany przez poprzedników za „niedasizm”. I tłumaczenia (prawdziwe i racjonalne), że nie można wprowadzać potężnych zmian w sytuacji, gdy systemowo nie wszystko jest zapięte na ostatni guzik (bardzo duży eufemizm, minister ma absolutną rację, punktując to, co nie zostało zrobione) do politycznych przeciwników na pewno nie trafią. Aby nie oddawać pola w obszarze onkologii – newralgicznym i bez wątpienia strategicznym, jeśli chodzi o obszar ochrony zdrowia (również w kontekście europejskim) – ministerstwo będzie musiało szybko „coś” onkologii zaproponować. Coś, co nie zastąpi sieci, ale może wypełnić luki w systemie opieki nad pacjentami onkologicznymi – nie tylko w okresie przejściowym, ale również docelowo. Rozwiązania są proste i od lat obecne w agendzie dyskusji o problemach polskiej onkologii. Po pierwsze, unity narządowe. Po drugie, badania genetyczne. W tym ustawa o badaniach genetycznych, która znacząco wykracza poza samą onkologię, ale nie ma żadnych wątpliwości, że dla pacjentów onkologicznych, dla ośrodków prowadzących ich leczenie oraz dla systemu ochrony zdrowia uporządkowanie obszaru badań genetycznych (a także wypracowanie modelu ich finansowania) ma znaczenie pierwszorzędne.
Największy znak zapytania. Dualizm. Koalicja trzech bloków wyborczych, z których każdy jest układanką różnych partii, to nie jest polityczna „kaszka z mleczkiem”. Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził – znany mem z nosaczem bywa najtrafniejszym komentarzem.
Jaką politykę będzie prowadzić Ministerstwo Zdrowia? Dokąd zmierzać będzie (zmierza?) system pod kierownictwem Izabeli Leszczyny? Pod koniec grudnia minister zdrowia obiecała posłom Komisji Zdrowia, że „po Nowym Roku”, gdy skompletuje kierownictwo, przedstawi na posiedzeniu swój program. Jest już zdecydowanie „po Nowym Roku”, ale takie posiedzenie się nie odbyło i przynajmniej w najbliższym czasie się nie odbędzie. Podobno, ale to być może jedynie złe ludzkie języki, minister już była nie raz i nie dwa pytana przez prezydium KZ, czy jest gotowa. Najwyraźniej nie jest.
Tematów do rozmowy na pewno by nie zabrakło. Może byłby czas na zadanie pytania o pewien dualizm, który wyziera (eufemizm) z niektórych wypowiedzi członków ścisłego kierownictwa resortu. Bo jak nazwać sytuację, w której jednego dnia Izabela Leszczyna deklaruje publicznie, że jest „wielką fanką” bonu dentystycznego dla dzieci i młodzieży (bonu, który rodzice mogliby realizować również w prywatnych gabinetach stomatologicznych), co miałoby być elementem projektu opieki stomatologicznej nad dziećmi i młodzieżą (jeden ze stu konkretów KO), a kilka dni później sekretarz stanu Wojciech Konieczny przywołuje sytuację w stomatologii jako przykład rozwiązań, na które on sam (i Lewica) zgodzić się nie mogą. Na antenie radiowej Jedynki Konieczny stwierdził w minionym tygodniu: – Jeżeli mówimy o prywatyzacji w ochronie zdrowia, to trzeba się zastanowić, co przez nią rozumiemy. Wiadomo, że mamy w Polsce sprywatyzowaną stomatologię i pacjenci płacą sami za takie usługi. Można więc powiedzieć, że w tym obszarze mamy totalną prywatyzację. W Czechach ponad 90 proc. zabiegów stomatologicznych odbywa się w ramach kasy chorych.
Minister Leszczyna w innym wywiadzie skarży się, że goni stracony (przez poprzedników) czas. W ochronie zdrowia problemy do rozwiązania na cito zawsze przypominały wypiętrzającą się falę tsunami. I choć przejęcie sterów akurat w zdrowiu może być rzeczywiście trudniejsze niż zwykle, a nawet – trudniejsze niż w wielu innych resortach (ze względu na wydłużony o kilka miesięcy czas faktycznej rezygnacji z rządzenia w tym obszarze), nieubłaganie zbliża się moment, w którym to „gonienie straconego czasu” przestanie być jakimkolwiek wyjaśnieniem czy tym bardziej usprawiedliwieniem dla prowadzonej polityki.
Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Pomysł na system. Już nie likwidacja limitów na świadczenia szpitalne (konkret z kampanii), ale – odwrócenie piramidy świadczeń i asystent lekarza mają poprawić położenie szpitali oraz skrócić kolejki do świadczeń. Pomóc ma centralna rejestracja na porady specjalistyczne oraz kampania edukacyjna, która uświadomi pacjentom, jak ważne jest niemarnowanie terminów – wynika z lektury obszernego wywiadu, jakiego minister zdrowia udzieliła „Gazecie Wyborczej”. To w nim powtórzyła, że w tej chwili zajmuje się „gonieniem straconego czasu” zwłaszcza w obszarze KPO, gdzie sprawy leżą odłogiem i zagrożona jest wypłata środków europejskich, ale jak tylko ugasi najpilniejsze pożary w tym zakresie, czyli zapewne w marcu, zaprosi do rozmowy przedstawicieli samorządów terytorialnych, bo chce z nimi partnersko rozmawiać o zmianie profilu szpitali, przekształceniach oddziałów w oddziały dzienne i innych krokach, które mają pomóc w porządkowaniu systemu.
Wydaje się, że rozmowa – zakładając, że do niej dojdzie – będzie się musiała przesunąć bliżej maja, a na pewno na czas po wyborach samorządowych, bo naprawdę niezwykle trudno jest wyobrazić sobie „przedstawicieli samorządów” (głównie powiatowych), na kilka tygodni przed wyborami samorządowymi słuchających (spokojnie), że w ich powiatach szpital jest zbędny, a w każdym razie – zbędny w dotychczasowej formule. Nawet jeśli ci samorządowcy doskonale zdają sobie sprawę, że tak jest. Co więcej, nawet wtedy, gdy przekaz z Ministerstwa Zdrowia przyjęliby z westchnieniem ulgi.
To ignorowanie kalendarza politycznego może zaskakiwać, ale chyba jeszcze bardziej – cisza wokół pieniędzy. Owszem, Izabela Leszczyna mówi o problemach szpitali z niewykonaniem ryczałtu, o niegospodarności Agencji Badań Medycznych (nota bene w tym kontekście padają stwierdzenia o zbyt wysokiej dotacji budżetowej i zbyt dużym odpisie z NFZ, nie ma natomiast cienia zapowiedzi likwidacji odpisu na rzecz większej dotacji, co KO postulowała, gdy rząd PiS tworzył ABM), mówi o fasadowości Funduszu Medycznego, o politycznym rozdawnictwie pieniędzy na inwestycje – ale ani pytania, ani tym bardziej odpowiedzi na kluczowy temat poziomu finansowania po prostu brak. Tak, jakby oczywistym było, że przeznaczając na ochronę zdrowia odsetek PKB o ponad jedną trzecią mniejszy niż np. Czechy, można zbudować porównywalnie racjonalny i efektywny system. Brawurowe założenie.