Liczba lekarzy nie jest jedynym czynnikiem warunkującym dobre działanie systemu – wskazała wiceminister zdrowia Urszula Demkow podczas posiedzenia Komisji Zdrowia, która zajęła się kwestią uruchomionych w ostatnich latach kierunków lekarskich.
Fot. Adobe Stock / daizuoxin
- Uprawnienia do prowadzenia studiów na kierunku lekarskim posiada aktualnie 39 uczelni wyższych, z czego 29 to uczelnie publiczne, a dziesięć – prywatne
- 11 uczelni prowadzi kierunek lekarski bez pozytywnych opinii PKA, 3 kolejne znajdują się obecnie w procesie weryfikacji i otrzymały negatywną opinię PKA i negatywną opinię ministra zdrowia
- Wiceminister Urszula Demkow wskazała, że podstawą do działania jest odpowiedź na pytanie, czy w Polsce faktycznie mamy za mało lekarzy
- Zwróciła też uwagę, że nie tylko obniżono kryteria dla uczelni, ale uczelnie znacząco zredukowały kryteria stawiane kandydatom
- Posłowie PiS bronili decyzji podejmowanych w ostatnich latach. Domagali się informacji o wynikach LEK, a także wskazywali na braki kadrowe, zwłaszcza w szpitalach położonych daleko od największych ośrodków akademickich
- Część z tych uczelni jest w stanie sprostać wymaganiom, natomiast są również miejsca, gdzie bez wątpienia sytuacja jest głęboko patologiczna – stwierdził prof. Marcin Gruchała
- Prof. Janusz Uriasz, przewodniczący PKA, podkreślał, że „uruchamiając kierunki bez pozytywnej oceny PKA, podważono niezależność komisji”
- Resorty nauki i zdrowia mają nadzieję, że audyt kierunków lekarskich, które działają bez akredytacji PKA, zostanie zakończony w maju
W środę Komisja Zdrowia zajęła się tematem kierunków lekarskich uruchomionych w latach 2015–2023, ze szczególnym uwzględnieniem dwóch ostatnich lat, gdy podstawą decyzji resortu nauki były wielokrotnie liberalizowane przepisy ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym (w tym okresie pozwolenia otrzymało aż 17 szkół wyższych, zmiany pozwoliły na wydawanie takich zgód również uczelniom, które nie posiadają doświadczenia w prowadzeniu studiów na jakimkolwiek kierunku medycznym, nie posiadają kategorii naukowych w dyscyplinach nauki medyczne, nauki o zdrowiu, pod warunkiem, że należą do grona tzw. uczelni badawczych).
Wiceminister zdrowia Urszula Demkow przypomniała, że uprawnienia do prowadzenia studiów na kierunku lekarskim posiada aktualnie 39 uczelni wyższych, z czego 29 to uczelnie publiczne, a dziesięć – prywatne. Siedem uczelni ma status szkół wyższych zawodowych, a 32 to uczelnie akademickie. – Jedenaście uczelni prowadzi kierunek lekarski bez pozytywnych opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Trzy kolejne uczelnie znajdują się obecnie w procesie weryfikacji i otrzymały negatywną opinię PKA i negatywną opinię ministra zdrowia. Złożyły wnioski do ministra zdrowia o ponowne rozpatrzenie sprawy – usłyszeli posłowie.
Demkow podkreślała, że podstawą do działania jest odpowiedź na pytanie, czy w Polsce faktycznie mamy za mało lekarzy. Wyliczała, że na 100 tys. mieszkańców przypada 3,6 lekarza, przy średniej unijnej 3,7. Wskazywała, że w Japonii – gdzie wskaźnik ten wynosi 2,6 – system działa sprawnie, a w Grecji, przy wskaźniku ponad 6, system działa słabo. – Liczba lekarzy nie jest więc jedynym czynnikiem warunkującym dobre działanie systemu – tłumaczyła, przywołując przykłady innych krajów – Kanady, Belgii czy Izraela, gdzie niższy wskaźnik lekarzy w przeliczeniu na populację nie przekłada się na jakość systemu, bo w każdym z tych państw ochrona zdrowia działa bardzo dobrze.
Zwróciła uwagę, że nie liczba jest problemem, a rozmieszczenie lekarzy, rodzaj specjalizacji w danym regionie oraz pogłębiająca się luka pokoleniowa. Zaś podstawowym zarzutem, stawianym nowym kierunkom, jest jakość kształcenia. Demkow zwróciła też uwagę, że nie tylko obniżono kryteria dla uczelni, ale uczelnie znacząco zredukowały kryteria stawiane kandydatom. – Mimo to 447 miejsc w ostatnim naborze nie zostało obsadzonych – wskazała, zadając retoryczne pytanie, czy rzeczywiście nie poszliśmy w otwieraniu kierunków lekarskich za daleko.
– Będę oczekiwał jak najszybszego pełnego audytu tych uczelni, bo kształcimy tam dzisiaj studentów, którzy nie są temu winni i nie mogą być ofiarami tej sytuacji. Ci ludzie żyją nadzieją, że te studia skończą. W mojej ocenie musicie rozpocząć od gruntownego audytu, na jakiej podstawie przebiegał proces decyzyjny, czy były tutaj wpływy polityczne. Musicie sprawdzić krzyżowe zatrudnienie kadry dydaktycznej – czy ci ludzie, którzy dzisiaj pracują jednocześnie w Warszawie, w Poznaniu, Wrocławiu i w Cieszynie, czy oni się tam w ogóle pojawiają, czy studenci są nauczani zgodnie ze standardami – zwracał się do obecnych na posiedzeniu przedstawicieli rządu przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia Bartosz Arłukowicz, podkreślając, że sprawa jest bardzo pilna i być może do takich prac powinno się zaangażować specjalnie powołaną komisję, w skład której mogliby wejść np. przedstawiciele Porozumienia Rezydentów OZZL.
Walka, jaką o jakość kształcenia toczyli w ostatnich latach lekarze – zarówno związkowcy, jak i samorząd lekarski – została zresztą wielokrotnie podczas posiedzenia Komisji Zdrowia dostrzeżona, a posłowie rządzącej koalicji powoływali się na przygotowywane przez lekarzy analizy i wnioski z nich płynące.
Głos zabrał też przewodniczący PR OZZL Sebastian Goncerz, tłumacząc powody, dla których jego organizacja systematycznie tropiła i punktowała otwierane w latach 2022–2023 kierunki. – Obniżanie jakości nauczania, a z tym się spotykamy, odbije się na bezpieczeństwie pacjenta – podkreślał. Negatywny wpływ na bezpieczeństwo pacjenta i stabilność systemu ma również to, jak zwracała uwagę prezes Naczelnej Rady Diagnostów Laboratoryjnych Monika Pintal-Ślimak, że masowe uruchamianie kierunków lekarskich już wyraźnie zmniejszyło zainteresowanie innymi zawodami medycznymi. – Przy obniżonych kryteriach naboru na studia lekarskie mamy odpływ studentów.
– Naprawdę musimy porozmawiać na temat tego, ilu lekarzy potrzebujemy, ale też jakie kompetencje należy przenieść na inne zawody medyczne po to, żeby odciążyć lekarzy, żeby mogli realnie leczyć – zwróciła uwagę Marcelina Zawisza (Lewica). – Komisja Europejska również idzie w tym kierunku. Pacjent musi być otoczony wianuszkiem specjalistów, i to nie tylko lekarskich, ale też innych zawodów medycznych: diagnostów, farmaceutów, fizjoterapeutów, pielęgniarek, którzy są fantastycznie wykształceni. Trzeba dać im dodatkowe narzędzia do tego, żeby mogli wykonywać pracę, którą teraz bezsensownie wykonują lekarze.
Zabierający głos w dyskusji posłowie PiS bronili, co nie może zaskakiwać, decyzji podejmowanych w ostatnich latach. Domagali się informacji o wynikach LEK (wskazujących, że absolwenci „nowych” uczelni wcale nie zdają państwowego egzaminu gorzej niż ci, którzy kończą renomowane uniwersytety), a także wskazywali na braki kadrowe, zwłaszcza w szpitalach położonych daleko od największych ośrodków akademickich.
– Sytuacja na nowych kierunkach lekarskich jest zróżnicowana. Jestem przekonany, że część z tych uczelni jest w stanie sprostać wymaganiom, natomiast są również miejsca, gdzie bez wątpienia sytuacja jest głęboko patologiczna – stwierdził prof. Marcin Gruchała, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych. – Jako uczelnie zrzeszone w KRAUM, zwracamy się zarówno do Ministerstwa Zdrowia, jak i przede wszystkim do Ministerstwa Nauki o jak najszybszą weryfikację i wystąpienie ministra nauki o kontrolę Polskiej Komisji Akredytacyjnej na nowych kierunkach – stwierdził, ponawiając złożoną już wcześniej deklarację, że uczelnie zrzeszone w KRAUM są gotowe przyjąć studentów zamykanych kierunków lekarskich. Według danych MZ na uczelniach z negatywną oceną studiuje ok. siedmiuset studentów.
Jak będzie wyglądała weryfikacja uczelni, które rozpoczęły kształcenie mimo negatywnych opinii PKA, tłumaczyła wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Maria Mrówczyńska. – Prace zostały już podjęte w styczniu, wystąpiliśmy do wszystkich uczelni, które taką negatywną opinię otrzymały, żeby ustosunkowały się do zarzutów. 14 lutego minister nauki wystąpił do przewodniczącego PKA z wnioskiem o przeprowadzenie oceny programowej na tych wszystkich kierunkach, które zostały uruchomione w roku 2022/23, czyli PKA będzie przeprowadzała ocenę na wniosek ministra. Oprócz tego, jeżeli kształcenie trwa już dłużej niż rok, na kierunkach lekarskich będzie przeprowadzona ocena po pierwszym i trzecim roku, oraz po całym cyklu kształcenia. Jesteśmy cały czas w porozumieniu z PKA i mamy nadzieję, że taka ocena zostanie zakończona w maju. Do tego czasu nie będziemy podejmowali rozmów z Ministerstwem Zdrowia o ustalenie limitu miejsc. Będziemy wnioskowali o to, aby nie uruchamiać limitów na tych uczelniach, dla których ocena będzie negatywna – podkreśliła.
Prof. Janusz Uriasz, przewodniczący Polskiej Komisji Akredytacyjnej, podkreślał, że „uruchamiając kierunki bez pozytywnej oceny PKA, podważono niezależność komisji”. Zwracał uwagę, że konsekwencją może być podważenie dyplomów polskich uczelni na poziomie międzynarodowym. Już kilka miesięcy temu przed takim scenariuszem przestrzegała m.in. dr Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego. Odpowiadając na pytania przewodniczącego Komisji Zdrowia, który wyliczył uczelnie, które mimo negatywnej opinii PKA otrzymały pozytywną ocenę Ministerstwa Zdrowia, prof. Janusz Uriasz wskazał, że główne zarzuty, stawiane przez PKA ubiegającym się o zgodę na uruchomienie kierunków lekarskich uczelniom dotyczyły braku doświadczenia w prowadzeniu kierunków medycznych, istotnych braków w infrastrukturze, uchybień dotyczących kadry, programów nauczania i kryteriów naboru.