Dla młodych ważna jest nie tylko równowaga między pracą a życiem prywatnym, ale również to, w jakich warunkach wykonują swoją pracę, a kwestia bezpieczeństwa – organizacyjnego, prawnego – wysuwa się na pierwszy plan.
Fot. Adobe Stock
- Rozpoczynający swoją karierę zawodową pracownicy medyczni, w przeciwieństwie do wcześniejszych pokoleń, nie stawiają pracy na piedestale
- Młodzi lekarze już z czasów studiów pamiętają ostrzeżenia, jak leczyć i jak nie leczyć, by zmniejszyć prawdopodobieństwo problemów z prokuratorem i sądem
- Uczestnicy dyskusji próbowali odpowiedzieć na pytanie, dlaczego młodzi lekarze (ale również pielęgniarki) unikają wiązania swojej kariery zawodowej z pracą w szpitalu
- Jeśli rezydent pracuje 200 godzin w miesiącu – 160 godzin to etat, 40 obowiązkowe dyżury – 100 godzin trawi na biurokracji
- Odejść ze szpitali byłoby może mniej, gdyby pracownikom zapewniano wsparcie psychologiczne
To, że wchodzące na rynek pracy pokolenie lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników medycznych inaczej patrzy na samą pracę, obowiązki i prawa (nie tylko zresztą wchodzące, bo do grupy „młodych” zaliczają się też ci, którzy studia ukończyli nawet dekadę temu i są specjalistami lub za chwilę nimi będą), nie jest zaskakujące. O odmienności „zetek” powiedziano już bardzo wiele – również na konferencjach poświęconych ochronie zdrowia i jej problemom. Temat został jednak podjęty ponownie podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych, bo nie ulega wątpliwości, że spojrzenie młodych pracowników medycznych na system waży coraz więcej. A w każdym razie – powinno.
Lekarze i lekarki, pielęgniarki i pielęgniarze, rozpoczynający swoją karierę zawodową przede wszystkim nie stawiają pracy na piedestale – w przeciwieństwie do wcześniejszych pokoleń. Praca jest ważna, nawet bardzo, ale życie nie składa się tylko z pracy i nawet – nie przede wszystkim. Work life balance przestało być modnym sloganem coachingowym, to po prostu zasada, której młodzi się trzymają.
– Traktujemy pracę jak część dnia, która ma określone ramy czasowe – mówiła Maria Kłosińska z Naczelnej Izby Lekarskiej, reprezentująca również zespół Matek Lekarek w warszawskiej OIL. Według niej, dla młodych lekarzy to jest po prostu oczywistość, natomiast nie jest oczywistością – oczywistością do zaakceptowania – to, że będąc w pracy, muszą rozwiązywać problemy, na których powstanie nie mają żadnego wpływu. – Jesteśmy żywą tarczą systemu, i to do nas swoje pretensje kierują pacjenci – podkreślała.
– Młodzi medycy na pewno nie chcą żyć pracą poza godzinami pracy – wtórował Gilbert Kolbe, wicedyrektor ds. pielęgniarstwa Jutro Medical sp. z o.o. – Mają swoje życie, po prostu. Tymczasem przez dekady ochrona zdrowia stała na innym podejściu: pracujemy do utraty tchu. Podejście młodych pracowników jest zupełnie nowe – wyjaśniał. Niechęć do brania dodatkowych dyżurów czy nadgodzin jest wśród młodych powszechna, a zarządzający placówkami medycznymi nie mają nawet jak używać finansowej „marchewki” – kuszenia wyższymi stawkami. – Pieniądze są oczywiście ważne, ale dla młodych ludzi nie są ważniejsze niż czas wolny i możliwość samorealizacji poza pracą – zaznaczył Kolbe.
Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący PR OZZL, podkreślał, że dla młodych nie tylko równowaga między pracą a życiem prywatnym jest ważna, ale również to, w jakich warunkach wykonują swoją pracę, a kwestia bezpieczeństwa – organizacyjnego, prawnego – wysuwa się na pierwszy plan. Młodzi lekarze, jak mówił, już z czasów studiów pamiętają ostrzeżenia, jak leczyć i jak nie leczyć, by zmniejszyć prawdopodobieństwo problemów z prokuratorem i sądem. – Rozwija się medycyna defensywna – zaznaczył. Dobro pacjenta, leczenie zgodne z EBM staje się wtórne wobec celu, jakim jest uniknięcie zarzutów prokuratorskich czy też nawet postępowania prokuratorskiego (bo większość postępowań zarzutami się nie kończy).
Przedstawiciele młodego pokolenia jednym głosem przyznawali, że starsi koledzy mieli i mają inne podejście do pracy, do czasu pracy, również do zarobków – te bowiem w ostatnich latach w ochronie zdrowia, również (a może przede wszystkim) dzięki protestom pracowników medycznych, wyraźnie się poprawiły. A co na to przedstawiciel nieco starszych lekarzy? Prof. Michał Zembala, kardiochirurg, który – jak właśnie ogłoszono – pokieruje oddziałem kardiochirurgii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie, przypomniał, że ścisłe przestrzeganie zasady work life balance to cecha wspólna „zetek” całego świata, nie tylko w Polsce. – My nie mieliśmy takich oczekiwań, bo nasza rzeczywistość była zupełnie inna – przyznał, przywołując również swoje wspomnienia z dzieciństwa i młodości, związane z ojcem, prof. Marianem Zembalą. – To są różne światy. Niekończące się dyżury, niekończące się telefony z pracy. Dom stanowił może 20 proc. życia, i żeby to było to 20 proc.! Czy to dobrze? Nie. Balans jest potrzebny – mówił. Jednak, jak podkreślał doświadczony lekarz, to „wariactwo”, jak widzą to młodzi lekarze, nie wynikało przecież z wyboru, tylko takie były warunki.
Uczestnicy dyskusji próbowali odpowiedzieć na pytanie, dlaczego młodzi lekarze (ale również pielęgniarki) unikają wiązania swojej kariery zawodowej z pracą w szpitalu. – W rankingu popularności specjalizacji w ostatnim naborze zwyciężyły dermatologia i radiologia, specjalizacje nieszpitalne. Przy czym wyborem radiologii jestem zdziwiony, bo można zakładać, że będzie to pierwsza specjalizacja, w której AI wyeliminuje pracę lekarzy z procesu diagnostyki obrazowej – komentował prof. Zembala.
Ale, jak mówiła Maria Kłosińska, unikanie szpitali jest wyborem racjonalnym, choćby przez rozbuchaną biurokrację: – Kiedyś lekarz, przyjmując na oddział trzydziestu pacjentów, w sumie wypełniał dwie strony A4 dokumentacji. Dziś przyjęcie jednego pacjenta wymaga wypełnienia wielu stron. Połowę czasu pracy lekarz marnuje na procedury biurokratyczne. Jeśli rezydent pracuje 200 godzin w miesiącu – 160 godzin to etat, 40 obowiązkowe dyżury – 100 godzin trawi na biurokracji – mówiła. Starsi lekarze, którzy krytykują wybory młodych, nie doświadczyli również, jak tłumaczyła, co to znaczy praca z oddechem prokuratora na plecach. W tej chwili lekarze pracują pod presją i trudno się dziwić, że tej presji chcą uniknąć lub ją przynajmniej zmniejszyć.
– Od szpitali odpycha konieczność pracy dyżurowej i to, że praca tam jest po prostu ciężka – mówił bez ogródek Gilbert Kolbe. Dlatego pielęgniarki szukają pracy w poradniach czynnych od 8.00 do 18.00, przy badaniach klinicznych lub w prywatnych gabinetach. Odejść ze szpitali byłoby może mniej, gdyby pracownikom zapewniano wsparcie psychologiczne. – Kiedyś ono funkcjonowało, ale zniknęło, bo pracodawcy nie widzieli zainteresowania. Ale czasy się zmieniły, w tej chwili korzystanie z takich form pomocy jest absolutnie normalne – przypomniał.
Last but not least – warunki pracy. – Młodzi lekarze słyszą, że są szpitale, w których rezydenci zostają sami na dyżurach, pod opieką mając stu czy nawet więcej pacjentów. I oni nie chcą znaleźć się w takiej sytuacji – mówił Krajewski. – Nie wybierają „szpitalnej” specjalizacji, bo chcą uniknąć sytuacji, w której będą narażeni na pracę w takich warunkach, zwiększających ryzyko odpowiedzialności karnej – wskazał. Młodych lekarzy wcale nie uspokajają informacje, że tylko niewielki odsetek postępowań prokuratorskich kończy się zarzutami, jeszcze mniejszy – sformułowaniem aktu oskarżenia, a ostatecznie sądy w większości nie znajdują podstaw do skazania lekarza. Same postępowania, trwające często wiele lat, są potężnym obciążeniem.