OZZL chce, żeby specjaliści zatrudnieni na umowę o pracę zarabiali trzy średnie krajowe, co w tej chwili przekłada się na ok. 15 tys. zł netto, jeśli oczywiście wziąć pod uwagę ubiegłoroczną wartość. To pensja za pracę etatową w wymiarze 160 godzin miesięcznie.
Przewodnicząca OZZL Grażyna Cebula-Kubat. Fot. Twitter / NaczelnaL
Związkowcy deklarują, że są gotowi do rozmów z minister zdrowia Izabelą Leszczyną i liczą, że dojdzie do nich w kwietniu. Przywołują przy tym niedawną wypowiedź minister Leszczyny, która stwierdziła w jednym z wywiadów: – Trzy średnie krajowe od dziś, jeśli lekarze będą pracować na umowy o pracę.
To nie jest zupełna nowość. W identyczny sposób na postulaty lekarzy reagował były minister zdrowia w rządzie PiS Łukasz Szumowski, podkreślając, że warunkiem podjęcia takiej decyzji byłoby obligatoryjne przejście przez wszystkich lekarzy pracujących w publicznym systemie na umowy o pracę, zobowiązujące ich do niepodejmowania pracy w innych podmiotach – zarówno publicznych, jak i prywatnych. Mówiono wówczas (lata 2018-2019) o rozwiązaniu na kształt układu zbiorowego, który objąłby wszystkich lekarzy pracujących w publicznym sektorze. Ci, którzy nie byliby zainteresowani tą formułą, musieliby przejść do sektora prywatnego. Pojawił się również na przestrzeni tych lat pomysł, by pracy w sektorze publicznym nie można było łączyć z pracą w sektorze prywatnym.
Przedstawiciele OZZL podkreślali w środę, podczas konferencji prasowej poświęconej prezentacji propozycji płacowej, że takie rozwiązanie nie budziłoby oporu „większości lekarzy”.
Problem polega na tym, że OZZL stawia postulat znany od lat, który – trudno oprzeć się wrażeniu – w trakcie pandemii zupełnie się zdezaktualizował. Oczekiwania płacowe lekarzy wzrosły skokowo. Niedawno zresztą w partnerstwie z OZZL zaprezentowano te oczekiwania i uzyskiwane przez lekarzy stawki: wynika z tego jednoznacznie, że średnie stawki oferowane lekarzom i przez nich przyjmowane oscylowały w 2023 roku wokół 200 zł (na nieco więcej mogli średnio liczyć specjaliści, przy czym lekarze z niektórymi specjalizacjami mogli uzyskać stawki zdecydowanie wyższe) – dlaczego mieliby się oni godzić na stawkę godzinową ok. 95 zł?
Jest jeszcze drugi czynnik, również związany z pandemią – migracja wewnętrzna lekarzy. Od 2021 roku, o czym alarmowały jeszcze poprzednie władze OZZL, widoczny jest stały trend w odchodzeniu lekarzy ze szpitali do opieki ambulatoryjnej oraz z sektora publicznego do prywatnego (część lekarzy, ograniczając czas pracy w szpitalach pozostaje w sektorze publicznym). Jeśli nałożyć na to niechęć młodych lekarzy – mówiono o niej podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych – do specjalizowania się w dziedzinach medycyny szpitalnej, jest oczywiste, że ograniczenie pracy lekarzy do jednego miejsca pracy (taki jest, również, sens modelu zatrudnienia i wynagradzania, proponowany przez OZZL), będzie mieć ewentualne szanse powodzenia – przy założeniu, że lekarze jako środowisko będą tym zainteresowani – gdy zniknie duża część oddziałów (szpitali?), które muszą zapewniać obsadę dyżurową. Tymczasem OZZL twierdzi, że decyzja o trzech średnich krajowych miałaby zapobiec zamykaniu oddziałów, bo zatrzymałaby lekarzy w publicznym systemie.
Zdaniem przewodniczącego Porozumienia Rezydentów OZZL Sebastiana Goncerza obecne warunki pracy w publicznym sektorze ochrony zdrowia nie zachęcają młodych lekarzy do wiązania z nim przyszłości zawodowej. Po stażu i specjalizacji, które lekarze odbywają w publicznych placówkach, niewielu decyduje się w nich pozostać i wybierają prywatnych pracodawców. Co mogłoby skłonić młodych do pracy w publicznym sektorze? Przede wszystkim zmiana warunków pracy, lepsza organizacja, eliminacja absurdów i biurokracji i lepsze, bardziej efektywne wykorzystanie kompetencji lekarza. – Jeśli warunki pracy będą lepsze, to nie będziemy potrzebować lekarzy-maratończyków, którzy utrzymują system, wyrabiając trzysta godzin miesięcznie – mówił, odnosząc się do opisywanych przez związek zawodowy przypadków lekarzy na kontraktach, którzy w ciągu miesiąca przepracowują taką liczbę godzin.
Jednocześnie przedstawiciele OZZL podkreślali, że wbrew obiegowym opiniom takich lekarzy nie ma wielu. Można się z tym zgodzić, ale warto przypomnieć, że jesienią 2022 roku w Naczelnej Izbie Lekarskiej zaprezentowano wyniki badań dotyczące modelu, w jakim obecnie pracują lekarze. Tylko 40 proc. lekarzy – najczęściej właścicieli praktyk lekarskich w małych miejscowościach – zadeklarowało pracę w jednym miejscu. Co piąty lekarz pracuje w trzech miejscach, co dziesiąty – w czterech lub więcej. 70 proc. lekarzy pracuje więcej niż 40 godzin tygodniowo. Ponad 20 proc. badanych zadeklarowało, że spędza w pracy ponad 60 godzin tygodniowo (czyli ponad 240 godzin miesięcznie).