– Nie zastanawiajmy się, czy szklanka jest do połowy pusta czy pełna. Trzeba dostrzec, że nasza szklanka jest przede wszystkim dwa razy mniejsza – mówi Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Fot. Małgorzata Solecka
We wtorek o problemach finansowania ochrony zdrowia rozmawiano podczas Kongresu Rzecznicy Zdrowia (9-10 kwietnia, Warszawa). Wojciech Wiśniewski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich, przywołując dane GUS, podkreślił, że Polska osiągnęła „sukces”: przez wiele lat plasując się na trzecim, czwartym miejscu od końca w UE pod względem odsetka PKB wydawanego na zdrowie, w tej chwili przesunęliśmy się na miejsce ostatnie.
Z analiz FPP, które zaprezentował dr Łukasz Kozłowski, główny ekonomista organizacji, wynika że w tym roku pozytywnego przełomu nie można się spodziewać. Wszystko wskazuje, że tylko o milimetry przekroczymy minimalny, wymagany ustawą nakładową, poziom (6,2 proc. PKB, oczywiście wg reguły n-2, założenia budżetowe i zawarte w planie finansowym NFZ pokazują, że osiągniemy 6,24 proc. PKB), zaś realnie odsetek wydatków będzie oscylować wokół 5,1 proc. PKB. Niepokojąco przedstawiają się zwłaszcza dane dotyczące nominalnego wzrostu wydatków, który wyniesie ok. 6 mld zł, podczas gdy tylko wartość wzrostu wynagrodzeń, wynikającego z ustawy o wynagrodzeniach minimalnych pracowników ochrony zdrowia, przekracza znacząco 12 mld zł. – Nie ma już w systemie prostych rezerw, które zostały skonsumowane niemal w całości w ubiegłym roku – przypomniał Kozłowski. Kilkanaście miliardów złotych „zaoszczędzonych” w latach 2020-2022, gdy udzielano znacząco mniej świadczeń i szpitale wykazywały niedowykonania, pokryła m.in. koszty nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, która przesunęła listę zadań do finansowania z budżetu państwa do NFZ.
Jeśli nie zmienimy systemu finansowania ochrony zdrowia, nie podejmiemy decyzji np. dotyczących bardziej solidarnego poboru składki zdrowotnej (ostatnie propozycje wychodzące z kręgów rządowych idą dokładnie w odwrotnym kierunku), budżet państwa będzie musiał wykładać każdego roku kolejne miliardy złotych (w perspektywie do 2027 roku będzie to minimum ponad 54 mld zł) bez których nie da się osiągnąć zapisanych w ustawie 7 proc. PKB na zdrowie celów. Przy czym, gdybyśmy chcieli rzeczywiście osiągnąć 7 proc. w 2027 roku, luka byłaby o ponad 30 mld zł większa.
Dodatkowym problemem w latach 2025-2026 będą, wiele wskazuje, środki z KPO. One co prawda w ogóle nie powinny być brane pod uwagę, gdy zliczamy bieżące wydatki na zdrowie, bo są z definicji środkami inwestycyjnymi, jednak interpretacja Ministerstwa Zdrowia jest taka, że jako środki budżetowe mogą być uwzględniane w katalogu wydatków doliczanych do puli. I nie byłby to duży kłopot, bo mowa o kilkunastu miliardach złotych, gdyby pieniądze te trafiły do Polski trzy lata temu a na ich wydanie było ponad pięć lat. W naszym przypadku będą to jednak prawdopodobnie dwa lata – mowa więc o dobrych 7-8 mld zł, których budżet państwa nie będzie musiał szukać – bo doliczy do puli miliardy z KPO. – Pieniędzy na wydatki bieżące, na świadczenia, być może będzie o tyle właśnie mniej – tłumaczył Łukasz Kozłowski.
Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, zwrócił uwagę, że w 2019 roku warszawska izba lekarska prowadziła kampanię „Polska to chory kraj”, w którą wpisuje się również problem finansowania ochrony zdrowia. – W spocie, który przygotowaliśmy, aktorzy wcielający się w prezesa Jarosława Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska grają w swoją grę, zupełnie abstrahując od problemów trapiących system. Z ubolewaniem stwierdzam, że spot nic a nic nie stracił na aktualności, mimo upływu tylu już lat – komentował. W jego ocenie również dyskusje, gdzie podziewają się pieniądze, których w systemie przez ostatnich lat przybyło tak wiele, są drogą donikąd. – Dywagujemy, czy szklanka jest do połowy pusta, czy do połowy pełna, a może trzeba po prostu zauważyć, że jest przede wszystkim dwa razy za małą w stosunku do potrzeb – stwierdził. Bo Polska wydaje na zdrowie tylko nieco więcej niż połowa średniej unijnej. Jankowski przypomniał też, że nie tylko spot kampanii warszawskiego samorządu, ale również postulaty Porozumienia Rezydentów z 2017 roku pozostają aktualne: – Przypomnę, walczyliśmy o realne 6,8 proc. PKB na zdrowie, od razu. Patrząc na dane, jesteśmy lata świetlne od realizacji tego postulatu, skoro wydajemy w praktyce 5 proc. PKB.
Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych zwrócił uwagę, że państwo, nakładając na pracodawców obowiązki wynikające z ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, nie zapewniło – od samego początku – właściwego poziomu finansowania. – Do tej pory nie poznaliśmy osławionego algorytmu podziału środków z 2022 roku – przypomniał. A to właśnie ten rok był krytyczny dla bardzo wielu szpitali, w tym szpitali powiatowych. Były takie, którym system na realizację ustawy podwyżkowej wyliczył zero złotych, nie brakowało takich, których przychody zmieniły się, ale zaledwie o kilka procent. Efekt? O ile w 2021 roku ok. 70 proc. szpitali powiatowych było w stanie zbilansować swoją działalność, w 2022 roku 80 proc. się już nie bilansowało. – W tej chwili możemy mówić o 35 proc. placówek, które są w stanie wyjść na zero – mówił Malinowski, przypominając, że jakiś czas temu powiaty przedstawiły projekt zmian w przepisach, zgodnie z którym zmiana wycen świadczeń miała być dokonywana w sposób transparentny, na podstawie publikowanych wskaźników makroekonomicznych i danych GUS. – W tej chwili znów o zmianie wycen nie wiemy nic – przyznał, ubolewając, że politycy nie dostrzegają problemu, jakim jest fakt, że w szpitalach 75-80 proc. (lub nawet więcej) budżetu pochłaniają wynagrodzenia, a na pozostałe koszty szpitalom zostaje niewiele. W ocenie Malinowskiego, tylko w 2024 roku szpitalom może zabraknąć nawet ponad 30 mld zł na pokrycie kosztów działalności, nie tylko płacowych.
– Leczenie to usługi, a w usługach największą część kosztów stanowi praca – polemizował Łukasz Jankowski. Prezes lekarskiego samorządu zwrócił uwagę, że ustawa o minimalnym wynagrodzeniu nie była właściwie konsultowana z przedstawicielami kluczowych zawodów medycznych, co skutkuje m.in. walką pielęgniarek o nowelizację przepisów. – Wracamy do zasobów, do nakładów. Nie zagwarantowano wystarczających środków, by zapewnić godne rozwiązanie problemów płacowych od samego początku – podsumował.