Cztery projekty ustaw liberalizujących przepisy aborcyjne w czwartek miały swoje pierwsze czytanie. O ile jeszcze stanowiska prezentowane przez poszczególne kluby parlamentarne odnosiły się, w mniejszym lub większym stopniu, do meritum problemu, w dalszej części tego punktu porządku obrad trudno było w ogóle mówić o jakiejkolwiek dyskusji.
Fot. sejm.gov.pl
- Rządząca koalicja pękła w mniejszym stopniu niż PiS, ale to pęknięcie jest zdecydowanie bardziej brzemienne w skutkach
- Nie jest wykluczone – choć też trudno zakładać, że ten scenariusz na pewno się zrealizuje – że do komisji nadzwyczajnej trafi jeden projekt, Trzeciej Drogi
- Może się również zdarzyć, że wszystkie projekty zostaną odrzucone w pierwszym czytaniu, co bynajmniej nie zakończy sprawy
W Sejmie omawiano dwa projekty Lewicy i projekt Koalicji Obywatelskiej, w największym skrócie: liberalizujące przepisy antyaborcyjne i stwarzające możliwość zgodnego z prawem przerwania ciąży do 12. tygodnia na podstawie decyzji kobiety, a powyżej – jak w tej chwili – gdy zachodzą określone prawem okoliczności (w tym również przesłanka dotycząca ciężkiego uszkodzenia płodu), oraz projekt Trzeciej Drogi, przywracający stan sprzed orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 roku.
Co wiemy po owych sześciu godzinach dyskusji na temat projektów? Po pierwsze, klub PiS – i to nie jest zaskoczenie – złożył wnioski o odrzucenie w pierwszym czytaniu trzech projektów ustaw (Lewicy i KO). W przypadku projektu Trzeciej Drogi, jak mówiła Józefa Szczurek-Żelazko, w klubie nie będzie obowiązywać dyscyplina, posłowie mają głosować zgodnie z własnym sumieniem. Czy rzeczywiście tak zagłosują, czy też PiS wykorzysta głosowanie, by wbić klin w już i tak naruszoną spójność rządzącej koalicji? Można się spodziewać, patrząc na wyniki głosowania nad ustawami o in vitro oraz nowelizacją Prawa farmaceutycznego (tabletka postkoitalna), że klub podzieli się na trzy nierówne części: większość zagłosuje przeciw skierowaniu projektu TD do komisji nadzwyczajnej, druga co do wielkości grupa wstrzyma się od głosu, mniejszość projekt poprze. Jeśli proporcje się odwrócą, będzie to ewidentny znak, że decydowało nie tyle sumienie posłów, co kalkulacja polityczna.
Po drugie, rządząca koalicja pękła w mniejszym stopniu niż PiS, ale to pęknięcie jest zdecydowanie bardziej brzemienne w skutkach (przynajmniej na dziś, przed głosowaniem). Gdy marszałek Szymon Hołownia (a także liderzy KO, w tym premier Donald Tusk) decydowali o przesunięciu debaty w sprawie aborcji na tydzień powyborczy, obowiązywała niepisana umowa, że cała koalicja zagłosuje za skierowaniem wszystkich projektów do komisji nadzwyczajnej. Ale już wtedy było wiadomo, że to jest nierealne: kilku posłów PSL (media szacują tę grupę na sześć, może siedem osób) deklaruje jawnie, że na pewno zagłosuje za odrzuceniem projektów Lewicy i Koalicji Obywatelskiej – ręka w rękę z klubami PiS i Konfederacji oraz posłami Kukiz’15. Czy pozostali zmobilizują się na tyle, by może wbrew swojemu komfortowi psychicznemu oddać głos „za”, czy też wstrzymają się od głosu, do czego są – jak wynika z kuluarowych informacji – usilnie namawiani nie tylko przez posłów PiS, ale też emisariuszy Kościoła?
W piątek przed południem w kuluarach pojawiła się nowa informacja: Władysław Kosiniak-Kamysz miał skierować do swoich posłów „stanowczą prośbę”, by żaden z ludowców nie zagłosował przeciw projektom aborcyjnym. – Nie padły żadne zapowiedzi konsekwencji, ale ten głos lidera ludowców pokazuje, że liderzy TD zdają sobie sprawę, że sytuacja jest graniczna – usłyszeliśmy od jednego z polityków, który przypomniał również, że klub PSL od początku wykluczał wprowadzanie dyscypliny w głosowaniach „światopoglądowych”. Teraz też nie ma mowy o dyscyplinie, ale odpowiedzialni za nią posłowie klubu mają przypominać kolegom, że to nie jest głosowanie nad ustawami, a nad tym, by projekty trafiły do komisji. Portal Gazeta.pl ustalił jednak, że nadal kilku posłów (czterech?) nie zamierza wysłuchać „stanowczej prośby”.
Po trzecie, gdyby zrealizował się czarny – z punktu widzenia koalicji rządzącej – scenariusz, w którym trzy projekty zostają odrzucone, jest więcej niż prawdopodobne, że posłowie Lewicy zagłosują za odrzuceniem projektu Trzeciej Drogi, a niewykluczone, że klub Koalicji Obywatelskiej się podzieli. Politycznie KO powinna głosować za skierowaniem do komisji, bo po wyborach parlamentarnych – gdy stało się jasne, że prostych i szybkich rozwiązań w sprawie aborcji nawet na poziomie parlamentu, z pominięciem roli prezydenta, nie ma – politycy tej partii złożyli deklarację, że będą głosować za każdym projektem, który zmienia obecny stan prawny, który choć trochę poprawi sytuację kobiet w tym zakresie. Problem polega na tym, że rząd stoi na stanowisku, że werdyktu TK praktycznie nie ma, że nie rodzi on skutków prawnych. Projekt TD to tylko potwierdza. Nie jest wykluczone więc – choć też trudno zakładać, że ten scenariusz na pewno się zrealizuje – że do komisji nadzwyczajnej trafi jeden projekt, Trzeciej Drogi. Konfederacja na pewno go nie poprze, ale jej posłowie mogą nie wziąć udziału w głosowaniu, ułatwiając osiągnięcie zwykłej większości. Tu wszystko zależy od tego, jak zagłosuje klub PiS.
Może się również zdarzyć, że wszystkie projekty zostaną odrzucone w pierwszym czytaniu, co bynajmniej nie zakończy sprawy. Posłanki Lewicy już zapowiedziały, że projekty będą składać do końca kadencji, również w Koalicji Obywatelskiej przeważają głosy, że liberalizacja aborcji, bez względu na wynik piątkowego głosowania, będzie jednym z głównym tematów, z jakimi partia Tuska będzie szła do kolejnych wyborów (2025).