Jedną z „nitek” restrukturyzacji szpitali ma być konsolidacja placówek: Ministerstwo Zdrowia zapowiada zmiany legislacyjne, które nie tyle umożliwią, co ułatwią jednostkom samorządu terytorialnego wspólne prowadzenie podmiotów leczniczych.

Minister zdrowia Izabela Leszczyna. Fot. facebook.com/MZGOVPL
- Minister zdrowia powołała zespół do spraw zmian systemowych w ochronie zdrowia, którym pokieruje osobiście
- Stworzenie dużych jednostek ma swój sens, co więcej, ma sens przede wszystkim dla pacjentów, ponieważ osiągają w ten sposób maksymalną kompleksowość świadczeń – zaznaczyła Monika Domarecka
- Dodała, że łączenie takich jednostek trwa kilka miesięcy, a nawet kilka lat, ponieważ uczenie się nowej kultury i jakości pracy jest procesem, w który wdraża się zespół
- W ocenie ekspertki takich zmian, dokonywanych na szczeblu regionów i w porozumieniu pomiędzy organami założycielskimi, nie należy się bać
- Wiceprezes NFZ Marek Augustyn zapowiedział, że NFZ będzie wspierać szpitale w procesach konsolidacji
- Zaznaczył jednak, że narzucanie jednego, sztywnego przepisu, który miałby rozwiązać wszystkie problemy ochrony zdrowia, jest niemożliwe
W piątek Ministerstwo Zdrowia opublikowało zarządzenie ministra o powołaniu zespołu do spraw zmian systemowych w ochronie zdrowia, którym minister Izabela Leszczyna będzie kierować osobiście. W skład zespołu wchodzą:
- Krzysztof Bojarski (lekarz, poseł KO, dyrektor szpitala powiatowego w Łęcznej)
- Agnieszka Mastalerz-Migas (lekarz, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej)
- Piotr Nowicki (socjolog, menedżer ochrony zdrowia z doświadczeniem pracy w NFZ, obecnie dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu)
- Marcin Pakulski (lekarz, były prezes NFZ, ekspert ochrony zdrowia)
- Piotr Pobrotyn (lekarz, menadżer, odpowiedzialny za operację konsolidacji szpitali klinicznych we Wrocławiu, wymieniany jesienią 2023 roku w gronie kandydatów na stanowisko wiceministra zdrowia)
- Jakub Szulc (ekonomista, były wiceminister zdrowia w rządzie Donalda Tuska, były poseł, od lat związany z sektorem prywatnym, ekspert, w ostatnich tygodniach wymieniany jako kandydat na stanowisko prezesa NFZ)
- Krystian Wita (lekarz, Śląski Uniwersytet Medyczny)
O powołaniu zespołu minister zdrowia poinformowała w piątek rano w radiowej „Jedynce”. – Ustawę pisowską, która przewidywała likwidację szpitali powiatowych, zmieniliśmy na taką, która mówi o restrukturyzacji szpitali – stwierdziła. – Siadamy za chwilę do stołu z dyrektorami regionalnych NFZ-ów, z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia, z samorządowcami, dyrektorami szpitali i pokazujemy im know-how – mówimy, jak możesz zrestrukturyzować swój szpital, żeby twoi ludzie i lokalna społeczność dostała wszystko, czego potrzebuje, ale żeby twój szpital się nie zadłużał. Dzisiaj zaczyna pracę zespół, który powołałam specjalnie do monitorowania i wdrażania koncepcji, którą właściwie mamy już prawie gotową.
Jedną z „nitek” restrukturyzacji ma być, według wielokrotnie już powtarzanych zapowiedzi, konsolidacja placówek: ministerstwo zapowiada zmiany legislacyjne, które nie tyle umożliwią, co ułatwią jednostkom samorządu terytorialnego wspólne prowadzenie podmiotów leczniczych.
O konsolidacji szpitali mówiono również podczas zakończonego w czwartek Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Podczas poświęconej temu tematowi sesji zaprezentowano modelowy proces konsolidacji, jaki toczy się – od dekady – w Łodzi, gdzie z dwunastu lecznic powstały trzy duże szpitale kliniczne. – Konsolidacja jest rodzajem transformacji, którą przechodzi cały region. Nie da się jej przeprowadzić bez porozumienia pomiędzy organami założycielskimi – mówiła Monika Domarecka, dyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
Powstanie trzech jednostek z dwunastu nastąpiło w ciągu dekady, a złożył się na ten proces cały szereg fuzji. – Transformacje były dokonane pomiędzy organami założycielskimi, jak uczelnia, Urząd Marszałkowski, Urząd Miasta czy Ministerstwo Zdrowia, ponieważ takich zakupów bądź połączeń dokonywaliśmy, porozumiewając się pomiędzy organami założycielskimi – tłumaczyła dyrektor Domarecka, podkreślając, że tak naprawdę fundamentem procesu są rozmowy. – Tłumaczenie, po co to robimy – żeby był większy dostęp do świadczeń dla pacjentów, bezpieczna diagnostyka, bezpieczne leczenie oraz dobra organizacja i kultura pracy. Stworzenie dużych jednostek ma swój sens, co więcej, ma sens przede wszystkim dla pacjentów, ponieważ osiągają w ten sposób maksymalną kompleksowość świadczeń i zwiększamy wtedy dostępność tych świadczeń – wyliczała.
Te rozmowy toczyły się nie tylko z przedstawicielami organów założycielskich, choć od nich wszystko się zaczynało. – Zawsze przedstawialiśmy organowi założycielskiemu plan medyczny. Zapoznawaliśmy z nim też szefów klinik, oddziałów, poradni – wszystkich, którzy uczestniczyli w tym procesie, zachęcaliśmy do tego i oni widzieli w tym sens, że to da na przykład bezpieczeństwo pracy, zwiększy ich potencjał oraz siłę rynkową.
Rozmowa to jedno, ale istotna jest też w takim procesie ciągłość i konsekwencja. Bo, jak mówiła dyrektor Domarecka, przekształcenia były dokonywane wielokrotnie. – Łączenie takich jednostek nie jest jednorazowym procesem: zazwyczaj trwa kilka miesięcy, a nawet kilka lat, ponieważ uczenie się nowej kultury pracy, nowej jakości pracy, jest procesem, w który wdraża się nowy zespół – podkreślała. – Zawsze jest też tak, że jest szpital silniejszy i szpital słabszy, i zawsze ten szpital silniejszy ma rolę przywódczą i dokonuje dużych transformacji. To jest stworzenie bardzo mocnej jednostki na mapie danego województwa, która ma siłę w negocjacjach z Narodowym Funduszem Zdrowia, ponieważ wtedy duża część rynku medycznego znajduje się w jednym ręku; jednocześnie stwarza ogromne możliwości, warunki rozwoju i zwiększenia w danej jednostce możliwości świadczeń medycznych.
W ocenie ekspertki takich zmian, dokonywanych na szczeblu regionów, i w porozumieniu pomiędzy organami założycielskimi, nie należy się bać. – Każde województwo jest inne. Patrząc na mapę potrzeb zdrowotnych oraz na dane województwo, widzimy liczbę urodzeń, starzenie się społeczeństwa: czy bardziej potrzebujemy tutaj więcej oddziałów pediatrycznych, neonatologicznych czy ginekologicznych, czy też bardziej jednak pójść w stronę opieki długoterminowej. W związku z tym, przyłączając szpitale, jednocześnie dokonywaliśmy zmian: nie likwidowaliśmy łóżek, a przekształcaliśmy je, tworząc opiekę długoterminową z niektórych oddziałów zabiegowych, gdzie okazało się, że nie było takiego zapotrzebowania – dawała przykład.
Przekształcenia to jedno, konsolidacja – już w ramach jednostki-matki – drugie. – Łącząc dwa oddziały zabiegowe, tworzyliśmy jeden duży i łącząc bloki operacyjne tworzyliśmy jeden duży, czyli wykorzystywaliśmy momentalnie sprzęt oraz zasoby ludzkie, tak by nie musieć szukać na rynku lekarzy czy pielęgniarek, bo mieliśmy tych lekarzy i pielęgniarek dużo więcej po połączeniu – stwierdziła.
Choć o konsolidacji szpitali mówi się najczęściej w kontekście obniżania kosztów (nie tylko zarządu, zakupów etc., ale przede wszystkim kosztów pracy, które stanowią lwią część budżetu jednostek), w przypadku konsolidacji łódzkiej, jak mówiła, przedstawiając jej dotychczasowe rezultaty, prelegentka, równie istotne było podnoszenie jakości świadczeń, bezpieczeństwa i satysfakcji pacjenta. – Część konsolidacji, których dokonywaliśmy, była spowodowana kłopotami finansowymi innych szpitali. My tych szpitali nie likwidowaliśmy: my te szpitale przyłączaliśmy do nas. Bardzo często też budowaliśmy dla nich inne miejsce, by przenosić je ze złej infrastruktury, złych warunków lokalowych do nowych, lepszych, w jednym miejscu.
Uczestniczący w panelu wiceprezes NFZ Marek Augustyn zapowiedział, że NFZ będzie wspierać szpitale w procesach konsolidacji. – Zobowiążę i przypilnuję podległych mi dyrektorów wojewódzkich, żeby takie wsparcie nieśli. Mogę to zadeklarować na gremium i proszę mnie z tego rozliczyć – stwierdził. Konsolidacja, jak podkreślił, jest w interesie wszystkich, tak pacjentów jak i świadczeniodawców, ale również systemu i płatnika, bo poprawi efektywność wykorzystywania zasobów finansowych i kadrowych. – Przecież nie możemy ciągle mówić, że się nie da, podwyższać wycenę i nie mówić o szansach, które już mamy – stwierdził Augustyn. Jak jednak zaznaczył, „narzucanie jednego, sztywnego przepisu, który miałby rozwiązać wszystkie problemy ochrony zdrowia, jest niemożliwe”.