Studium kryzysu

Małgorzata Solecka

Zarówno powołanie zespołu ds. zmian systemowych, jak i przygotowany projekt zmian w statucie ministerstwa, który przewiduje powołanie nowych departamentów i stanowisk, mogą świadczyć, że minister zdrowia przygotowuje coś w rodzaju „nowego otwarcia”.


Zespół ds. zmian systemowych. Fot. twitter.com/MZ_GOV_PL

  • Po tygodniach, wręcz miesiącach ciszy wokół zmian systemowych, resort zdrowia zdaje się przystępować do ofensywy
  • MZ, odnosząc się na platformie X do naszej rozmowy z prezesem NRL, nie szczędziło deklaracji, że po tygodniach „zamrożenia” spotkań jest otwarte i chce wrócić do rozmów
  • ORL w Gorzowie Wielkopolskim wystąpiła do ministra sprawiedliwości o objęcie nadzorem postępowania w sprawie lekarza, któremu prokuratura postawiła zarzut zabójstwa pacjenta
  • Próba „przepchnięcia” dyskusji na temat granicy wieku z pola „przepisy prawa” na „kwestia sumienia” to ryzykowne posunięcie, niebezpiecznie bliskie dyskusjom o klauzuli sumienia

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Ofensywa minister zdrowia. Po tygodniach, wręcz miesiącach ciszy wokół zmian systemowych, co już od dłuższego czasu mocno nie tylko niepokoiło, ale wręcz frustrowało środowiska związane z ochroną zdrowia – co m.in. wyraził w rozmowie opublikowanej w minionym tygodniu prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski – resort zdrowia zdaje się przystępować do ofensywy. Pierwszy sygnał to powołanie zespołu ministerialnego, którego zadaniem ma być wspieranie minister Izabeli Leszczyny (która zresztą tym zespołem kieruje osobiście) w wyznaczaniu kierunków zmian. Skład zespołu wskazuje, że ma on charakter mocno autorski. Warto też zauważyć, że nie jest to pierwszy zespół, w którym nie ma (lub prawie wcale nie ma) urzędników MZ i NFZ, są natomiast osoby, które minister z pewnością darzy dużym zaufaniem.

W skład zespołu wchodzą zarówno praktykujący zawód lekarze (w tym konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej), jak i lekarze-menedżerowie, są też ekonomiści. Wspólny mianownik (oprócz osobistego zaufania) to niewątpliwie wyraziste poglądy na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia i osiągnięcia we wdrażaniu zmian. Powołanie i skład zespołu wzbudziły, sądząc po komentarzach, umiarkowany optymizm, co wydaje się i tak całkiem dobrym rezultatem, zważywszy na kontekst – czyli ugruntowane przekonanie, oparte na doświadczeniu, że ochrona zdrowia nie jest na liście absolutnych priorytetów w tej kadencji. Ci, którym pamięć nie szwankuje, przypominają, że wkrótce po wyborach 2015 roku, z dużo mniejszym poślizgiem czasowym, ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł również powołał zespół ds. zmian systemowych (pluralistyczny, złożony z ekspertów) i osobiście nim kierował. Po kilku miesiącach zespół i jego rekomendacje przeszły jednak do historii, zaś zmiany, jakie wprowadziła ekipa ministra Radziwiłła, do tej pory systemowi i podmiotom leczniczym odbijają się czkawką. Jak będzie tym razem? Po owocach ich poznacie – a na owoce zespołu minister Leszczyny trzeba jeszcze „trochę” poczekać.

Ale zespół ds. zmian systemowych to jeden z elementów. Kolejnym jest opublikowany na stronach RCL projekt zarządzenia prezesa Rady Ministrów w sprawie zmian w statucie Ministerstwa Zdrowia, który przynosi informacje o powołaniu nowych komórek, czyli departamentów (i nie tylko). Będzie więc Departament Opieki Koordynowanej i Departament Równości w Zdrowiu (zostaną wydzielone z Departamentu Innowacji i Departamentu Lecznictwa oraz z Departamentu Zdrowia Publicznego), a także Departamentu Edukacji i Promocji Zdrowia (wydzielony zostanie z Biura Komunikacji). Będzie „Wieloosobowe Stanowisko Inspektora Ochrony Danych” (wydzielone z Departamentu Innowacji), a także, last but not least, powstanie Samodzielne Stanowisko Głównego Ekonomisty Ochrony Zdrowia. Wreszcie, ale to zmiana kosmetyczna, Departament Innowacji zostanie przemianowany na Departament e-Zdrowia.

Co oznaczają te zmiany? Odpowiedź poznamy, gdy minister powoła szefów nowych departamentów, a następnie dokona kolejnego podziału zadań w kierownictwie resortu zdrowia. Można się spodziewać, że Izabela Leszczyna chce „wstrząsnąć” strukturą resortu również po to, by wzmocnić jeszcze swoją pozycję, tak w wymiarze organizacyjnym, jak i personalnym.

Największe wyzwanie. Dialog. – Nie musimy się przyjaźnić z prezesem Jankowskim, by wspólnie zmieniać system – mówiła w minionym tygodniu minister zdrowia. Po miodowych tygodniach z początku urzędowania rzeczywiście nie pozostał praktycznie ślad, ostatnie tygodnie to serial wzajemnych, artykułowanych mniej lub bardziej otwarcie, pretensji. Minister zdrowia nie szczędziła krytyki samorządowi lekarskiemu za stanowisko w sprawie antykoncepcji awaryjnej, samorząd lekarski wytykał ministrze nadmierne skupienie na tym temacie i zostawienie odłogiem innych, kluczowych kwestii – choćby zmian systemowych, ale również problemu kształcenia przed dyplomowego. Również w rozmowie, jaka ukazała się na portalu mp.pl.

Być może jest szansa na przełom, bo Ministerstwo Zdrowia, odnosząc się na platformie X do naszej rozmowy z prezesem Łukaszem Jankowskim, w której zapewniał o ciągłej gotowości do dialogu, również nie szczędziło deklaracji, że po tygodniach „zamrożenia” spotkań, czego przyczyną miała być praca nad ocaleniem miliardów złotych dla ochrony zdrowia z KPO, jest otwarte i chce wrócić do rozmów. Jedną z pierwszych okazji może być Nadzwyczajny XVI Krajowy Zjazd Lekarzy, który w tym tygodniu odbędzie się w Łodzi.

Największy znak zapytania. Sprawa gorzowska/no fault. Okręgowa Rada Lekarska w Gorzowie Wielkopolskim wystąpiła do ministra sprawiedliwości o objęcie nadzorem postępowania w sprawie lekarza, któremu prokuratura postawiła zarzut zabójstwa pacjenta. Sprawa od kilku tygodni przewija się w mediach i choć ciągle nie są znane wszystkie istotne szczegóły, samorząd lekarski postanowił interweniować na najwyższym szczeblu. Lekarz z zarzutami to pochodzący z Ukrainy rezydent anestezjologii i intensywnej terapii, Andrij K. 9 stycznia został skierowany do sali wybudzeń na bloku operacyjnym. „Miał stamtąd przewieźć 86-letniego pacjenta w skrajnie ciężkim stanie na intensywną terapię. Stwierdził jednak, że pacjent już nie żyje, i zdecydował o odłączeniu aparatury. W szpitalu powołano zespół do zbadania sprawy, który stwierdził, że dr K. nie popełnił błędu medycznego. Nim jednak zespół opracował swój raport, inny rezydent z oddziału intensywnej terapii doniósł o sprawie prokuraturze, a ta przed miesiącem postawiła lekarzowi zarzut zabójstwa. Od kilku tygodni Ukrainiec przebywa w areszcie, a prokuratura nie udziela żadnych informacji o jego sprawie” – relacjonuje sobotnia „Gazeta Wyborcza”, informując o liście, jaki do Adama Bodnara skierowała ORL. – Kwalifikacja ewentualnego błędu medycznego jako zabójstwa to dezynwoltura prawna – piszą lekarze.

Trudno przypuszczać, by temat ten nie pojawił się również podczas łódzkiego zjazdu lekarzy, zwłaszcza że łączą się w nim dwa (co najmniej) wątki. Z jednej strony – samorząd lekarski zyskuje pretekst do jeszcze głośniejszego dopominania się o klauzulę wyższego dobra. Przypadek Andrija K. jest skrajny, ale dobrze obrazuje sytuację, w jakiej znajdują się (a w każdym razie mogą się znaleźć) lekarze przy obecnym stanie prawnym. Z drugiej – trudno abstrahować od kontekstu, czyli roli innego lekarza (również, jak wiadomo skądinąd, rezydenta). Z przepisów obowiązującej ustawy o jakości w opiece zdrowotnej zniknęły wprawdzie, jeszcze przed uchwaleniem, rozwiązania, które sprawiały, że ustawa ta była nazywana „ustawą o donosicielstwie”, można się zastanawiać, jakie konsekwencje dla systemu ochrony zdrowia, lekarzy, ale też pacjentów miałoby ich zafunkcjonowanie, o które ręka w rękę zabiegali przecież rok temu ministrowie zdrowia i sprawiedliwości.

Największy brak zaskoczenia. Pigułka „dzień po”. Wdrażanie programu pilotażowego idzie bardzo dobrze – oceniła w piątek 10 maja minister zdrowia, informując, że do pilotażu przystąpiło w ciągu kilku pierwszych dni około dwustu aptek (w kraju działa ich ok. 12 tysięcy). Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia przekazał z kolei informację, że zaczęto już podpisywać pierwsze umowy (nota bene, gdyby porównać tempo, w jakim Fundusz uporał się z formalnościami w obecnym programie do tego, w jakim podpisywał umowy z aptekami na prowadzenie szczepień przeciw grypie i COVID-19 jesienią ubiegłego roku, można byłoby wysnuć interesujące, choć chyba niezbyt optymistyczne wnioski na temat priorytetów w obszarze zdrowia publicznego). I Filip Nowak, i Izabela Leszczyna jednym głosem uspokajali farmaceutów, że nie muszą obawiać się kar, jeśli zdecydują się nie wystawiać recept niepełnoletnim osobom bez zgody i wiedzy rodzica.

Mamy więc pierwszy program, w którym są sprecyzowane warunki, w tym przede wszystkim granica wieku (ukończone 15 lat) i podmioty, uczestniczące w tym programie, mogą same decydować o tym, czy wykonają „czynność”, czy też – nie.

Ale to nie wszystko. Gdyby literalnie traktować wypowiedzi minister zdrowia, można wysnuć wniosek, że farmaceuci będą mogli nie wystawiać recept i nie wydawać pigułki osobom niepełnoletnim, ale i tak usługę… rozliczyć. – Jeśli farmaceuta wejdzie w pilotaż i będzie sprzedawał tabletki „dzień po” tylko osobom powyżej 18. roku życia, a nieletnim uzna po wywiadzie, że nie, nie będziemy stosować żadnych kar – cytuje Leszczynę „Rynek Zdrowia”. Tymczasem rozporządzenie przewiduje, że rozliczeniu podlega również sam wywiad, nawet jeśli – z różnych względów – nie zostanie zwieńczony wystawieniem recepty i jej realizacją.

Na tym jednak nie koniec budzących zdziwienie treści. Minister zdrowia w piątek apelowała do farmaceutów, by pomogli polskim kobietom, które przez osiem lat były pozbawione dostępu do antykoncepcji awaryjnej. Rzeczywiście, dostęp ten był utrudniony, co do tego nie ma wątpliwości – ale „pozbawienie” i „utrudnienie” to jednak dwie różne kategorie. Co więcej, od początku 2020 roku, gdy w życie weszły e-recepty, droga kobiet do antykoncepcji awaryjnej mocno się skróciła, choć oczywiście wiązało się to z dodatkowym wydatkiem (to właśnie od ogłoszeń o wystawianiu recept na antykoncepcję awaryjną rozpoczęła się historia receptomatów, warto o tym pamiętać).

Minister wspomniała też, że nie można zamykać dostępu do programu dla wszystkich kobiet dlatego, że są kontrowersje wokół grupy, która stanowi ok. 2 proc. (takie były proporcje sprzedaży pigułki w poprzednich latach, osoby niepełnoletnie stanowiły właśnie tak niewielki odsetek). To niewątpliwie racjonalne podejście, tylko trudno nie zauważyć, że minister mogła (powinna?) dojść do takiego wniosku jeszcze na etapie procedowania nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne. Bo w tej chwili stan faktyczny jest taki, że osoby poniżej 18. roku życia dostęp do antykoncepcji awaryjnej mają zagwarantowany… na papierze.

Największe zdziwienie jednak budzi, a w każdym razie powinno budzić, stwierdzenie Izabeli Leszczyny: – Nikomu nie będziemy łamać sumień.

Próba „przepchnięcia” dyskusji na temat granicy wieku z pola „przepisy prawa” na „kwestia sumienia” to ryzykowne posunięcie, niebezpiecznie bliskie dyskusjom o klauzuli sumienia, na którą – jak wiadomo – farmaceutom powoływać się nie wolno. Farmaceuci nie będą wystawiać recept na antykoncepcję awaryjną niepełnoletnim kobietom nie dlatego, że nie pozwala im na to sumienie, tylko dlatego, że nie pozwalają im na to przepisy. A Ministerstwo Zdrowia i NFZ, deklarując brak sankcji za niewypełnianie warunków programu, milcząco potwierdzają, że to farmaceuci (prawnicy, lekarze, wszystkie zawody medyczne, które w tej sprawie zabrały głos), mają rację.

12.05.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.