Nie ma idealnych systemów ochrony zdrowia i w zasadzie wszystkie państwa zmagają się z problemem nierówności w dostępie do świadczeń zdrowotnych. Nie powinniśmy jednak tego faktu traktować jako wymówki czy alibi – mówili uczestnicy kongresu Patient Empowerment, który rozpoczął się we wtorek w Warszawie.
VIII Kongres Patient Empowerment. Fot. ZUS
- Nierówności w dostępie do świadczeń, wynikające choćby z geografii czy zasobności ekonomicznej pacjentów, są bardziej dotkliwe w krajach, w których finansowanie ochrony zdrowia nie jest wystarczające
- Jeśli zdrowie jest najwyższą wartością, to dlaczego nie ma to odzwierciedlenia w odsetku PKB, jaki na nie wydajemy?
- Ochrona zdrowia jako sektor generuje potężną, nawet w Polsce, przy niskich nakładach, część PKB
- 98 proc. Polaków mówi, że zdrowie jest najważniejsze, ale przeczą temu statystyki zgłaszalności na badania profilaktyczne oraz dane dotyczące poziomu zaszczepienia czy liczbę odmów szczepień
- W 2023 r. zostało wydane 27 mld zł na zasiłki chorobowe. Przeciętne zwolnienie lekarskie trwało 11 dni, co daje w sumie 276 mln dni zasiłkowych
- W ciągu ostatnich 30 lat przeciętne trwanie życia wydłużyło się o 7-8 lat. Ubyło rencistów, wzrosła natomiast liczba emerytów
Kongres, który odbywa się w Warszawie w dniach 14-15 maja, rozpoczął się od sesji poświęconej zdrowiu jako wartości społecznej. Jej uczestnicy szybko jednak doszli do wniosku, że w przypadku zdrowia najlepiej mówić o wartości uniwersalnej, w dodatku – najwyższej, choć oczywiście na zdrowie można patrzeć z różnych perspektyw: indywidualnej, społecznej czy choćby ekonomicznej.
Jeśli patrzymy na zdrowie z perspektywy społecznej, większą rolę niż Ministerstwo Zdrowia mają do odegrania inne resorty, choćby edukacji czy rodziny i polityki społecznej. Gdy jednak przechodzimy na perspektywę indywidualną, pacjenta, który zmaga się z problemem zdrowotnym, nasza rola rośnie. Choćby dlatego, że musimy niwelować nierówności w dostępie do świadczeń zdrowotnych – stwierdził wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny.
Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec zwracał przy tym uwagę, że w teorii Polacy doskonale rozumieją, że zdrowie jest ważne. – Kilka lat temu w badaniach przeprowadzanych przez CBOS ponad 98 proc. wskazało, że zdrowie jest dla nich bardzo ważne lub ważne. Zdrowie, jako priorytet, na którym powinna się skupiać debata publiczna, przed ostatnimi wyborami wymieniło 95 proc. badanych – przypominał, dodając jednak, że te deklaracje nie przekładają się na praktykę. Wielu z nas zaniedbuje np. nie tylko badania profilaktyczne, ale zwleka z badaniami nawet wtedy, gdy pojawiają się już niepokojące sygnały. – Myślę, że bardzo ważne działania w tym obszarze ze strony państwa powinny być skoncentrowane na kwestii edukacji i oczywiście zastanowieniu się, co jeszcze można zrobić, żeby tę ideę, którą wyrażamy w badaniach, że zdrowie jest najważniejsze, przełożyć na praktykę – mówił Chmielowiec, dziękując ministrom, którzy podjęli decyzję, że przedmiot edukacja zdrowotna wejdzie do szkół.
Wojciech Konieczny przyznał, że nie ma idealnych systemów ochrony zdrowia i w zasadzie wszystkie państwa zmagają się z problemem nierówności w dostępie do świadczeń zdrowotnych. Przestrzegał jednak, że nie powinniśmy tego faktu traktować jako wymówki czy alibi i twierdzić, że system, jaki w naszym kraju funkcjonuje, wymaga tylko korekt a nie zasadniczych zmian. – Nam bardzo dużo brakuje. Można powiedzieć, że tutaj mamy bardzo dużo do zrobienia, mamy do zrobienia zarówno, jeśli chodzi o infrastrukturę, jak i sposób finansowania, jak i ogólne podejście do całości systemu – stwierdził. Wiceszef resortu zdrowia podkreślił przy tym, że nierówności w dostępie do świadczeń, wynikające choćby z geografii czy zasobności ekonomicznej pacjentów, są bardziej dotkliwe w krajach, w których finansowanie ochrony zdrowia nie jest wystarczające.
W Polsce – nie jest. Mówił o tym m.in. Jakub Szulc, ekspert ochrony zdrowia, powołany kilka dni temu przez minister Izabelę Leszczynę do zespołu, który ma się zajmować zmianami systemowymi. – Jeśli zdrowie jest najwyższą wartością, to dlaczego nie ma to odzwierciedlenia w odsetku PKB, jaki na nie wydajemy? – pytał, zwracając uwagę, że rozziew między deklaracjami a praktyką nie jest tylko domeną obywateli, ale też wszystkich, którzy mają wpływ na decyzje dotyczące choćby podziału pieniędzy publicznych. – Z jednej strony 98 proc. Polaków mówi, że zdrowie jest najważniejsze, ale spójrzmy na statystyki zgłaszalności na badania profilaktyczne albo na dane dotyczące poziomu zaszczepienia czy liczbę odmów szczepień – wskazywał. – Ale jeśli chodzi o nakłady, cały czas jesteśmy w ogonie krajów wysokorozwiniętych. Średnia dla OECD jeśli chodzi o nakłady łączne to 9 proc., w Polsce – ok. 6,5 proc. Jeśli chodzi o wydatki publiczne, w zasadzie nie przekraczamy 5 proc. – wyliczał ekonomista i były wiceminister zdrowia. – Jak to się ma do twierdzenia, że zdrowie jest najważniejsze? Jednocześnie Szulc przyznał, że choć nakłady na zdrowie są bardzo ważnym problemem, rację mają ci, którzy twierdzą, że „pieniądze to nie wszystko”. – Ważna jest też organizacja. Tylko że kiedy zaledwie zaczyna się jakaś dyskusja dotycząca zmian systemowych, natychmiast wokół niej kumulują się takie emocje, że kończy się po prostu „nawalanką” – zdiagnozował.
Szulc zwrócił też uwagę, że ochrona zdrowia jako sektor generuje potężną, nawet w Polsce, przy niskich nakładach, część PKB. – Według szacunków jest to ok. 10 proc., jeśli weźmie się pod uwagę wszystkie branże powiązane z usługami zdrowotnymi – oszacował. Niepoliczalne (a raczej nie policzone, bo jak mówił Szulc, zarzuciliśmy próby takich analiz) są koszty pośrednie, jakie generują bieżące oszczędności, do jakich dochodzi w systemie (o ile za oszczędności można uznać np. brak decyzji refundacyjnych czy limitowanie świadczeń zdrowotnych). – Jak to się przekłada na prezenteizm, absencje chorobowe, efektywność pracy, ile budżet traci w podatkach? – zastanawiał się ekspert.
Częściowo odpowiedzi udzielił Zbigniew Derdziuk, od niedawna prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który poinformował, że w 2023 r. zostało wydane 27 mld zł na zasiłki chorobowe, z czego ponad 10 mld zł stanowiły wydatki pracodawców. W ubiegłym roku przeciętne zwolnienie lekarskie trwało 11 dni, co daje w sumie 276 mln dni zasiłkowych. – To ogromny ubytek ludzi na rynku pracy – ocenił. Prezes ZUS podkreślał, że w ciągu ostatnich 30 lat przeciętne trwanie życia wydłużyło się o 7-8 lat. Ubyło rencistów, wzrosła natomiast liczba emerytów. – Patrzę na te szacunki optymistycznie – stwierdził. – Marzę o tym, żeby te wszystkie dane dotyczące absenteizmu, prezenteizmu, zachorowań, skutków ekonomicznych i społecznych poszczególnych schorzeń były przesłanką do kreowania programów profilaktycznych, bo my de facto zajmujemy się już skutkami stanu zdrowia, a nie przyczynami – przyznał.