Polityka, prowadzona przez wiceministra zdrowia Macieja Miłkowskiego, przyniosła rezultaty w postaci poprawy dostępności innowacyjnych terapii, co po raz trzeci zaprezentował w środę Związek Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.
Konferencja poświęcona dostępności leków innowacyjnych, 15 maja 2024 r. Fot. Twitter/Infarma_PL
- Zaprezentowany w środę raport Access GAP dotyczy czterech krajów Grupy Wyszehradzkiej
- W pierwszej edycji, opublikowanej w 2022 roku, ogólny wskaźnik Access GAP dla Polski wyniósł 42 pkt. i był najgorszy ze wszystkich krajów Grupy Wyszehradzkiej
- W ciągu kolejnych edycji uległ poprawie – w 2023 r. był o 11 pkt. lepszy niż w 2023 r., a obecnie jest wyższy o kolejne 5 pkt.
- Rok do roku Polska poprawiła swój wynik w onkologii (z 61 do 67 pkt.), w chorobach rzadkich (z 57 do 64 pkt.) i w chorobach przewlekłych (41 do 43 pkt.)
- Sytuacja w leczeniu cukrzycy teraz, w porównaniu z tym, co mieliśmy jeszcze kilka lat wcześniej, jest nieporównywalnie lepsza – stwierdził prof. Leszek Czupryniak
- Prof. Barbara Radecka, mówiąc o refundacjach w raku piersi, wskazywała, że wśród leków wprowadzanych na rynek są produkty „złote i pozłacane”
- Jednym z priorytetów dla następcy wiceministra Miłkowskiego będą zmiany w niektórych programach lekowych, idące w tym kierunku, by przed rozpoczęciem leczenia zasadniczego pacjenci otrzymali wszystkie rekomendowane szczepienia
Wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski złożył dymisję, która czeka na podpis premiera i stanie się faktem najprawdopodobniej pod koniec maja. O tym, jak duże zmiany nastąpiły w polityce lekowej w czasach, gdy odpowiadał za nią Maciej Miłkowski, najlepiej świadczy fakt, że choć nie brakuje pytań, kto może go zastąpić, duża część ekspertów nie chce spekulować i w kuluarowych rozmowach przyznaje, że najlepiej byłoby, gdyby Miłkowski raz jeszcze wycofał swoją dymisję – o jego rychłym odejściu z resortu mówiło się już kilka razy, pierwszy raz bardzo krótko po tym, jak w 2019 roku został wiceszefem resortu zdrowia.
Zaprezentowany w środę raport Access GAP dotyczy czterech krajów Grupy Wyszehradzkiej (za kilka tygodni poznamy raport przygotowywany na szczeblu ogólnoeuropejskim) – jak tłumaczą autorzy, porównywanie się z krajami o zbliżonym poziomie rozwoju ekonomicznego i uwarunkowaniach społecznych ma więcej sensu niż z krajami „starej UE”, choć oczywiście ten drugi punkt odniesienia również nie jest pozbawiony znaczenia i sensu.
Co mówią liczby? W pierwszej edycji, opublikowanej w 2022 roku (dane za 2021 rok), ogólny wskaźnik Access GAP dla Polski wyniósł 42 pkt. i był najgorszy ze wszystkich krajów Grupy Wyszehradzkiej. W ciągu kolejnych edycji uległ poprawie – w 2023 r. był o 11 pkt. lepszy niż w 2023 r., a obecnie jest wyższy o kolejne 5 pkt. Osiągając 58 pkt., o włos wyprzedziliśmy Węgry (56 pkt., ale warto zauważyć, że to właśnie Węgry najbardziej poprawiły swoją punktację w ciągu roku, bijąc nasz ubiegłoroczny progres o punkt), z kolei ze Słowacją przegrywamy „tylko” o 3 pkt. Liderem, podobnie jak w poprzednich edycjach, pozostają Czechy – 69 pkt.
Rok do roku Polska poprawiła swój wynik w onkologii (z 61 do 67 pkt.), w chorobach rzadkich (z 57 do 64 pkt.) i w chorobach przewlekłych (41 do 43 pkt.) – tu widać najmniejszy progres i podczas prezentacji raportu autorzy podkreślali, że nadchodzi czas, by ta kwestia była tematem debaty publicznej – czy choroby populacyjne, a raczej pacjenci na nie cierpiący, nie powinni być w większym stopniu beneficjentem „dobrej zmiany” w dostępie do innowacyjnych terapii.
Jako przykład podano cukrzycę, jednak prof. Leszek Czupryniak protestował. – Sytuacja w leczeniu cukrzycy teraz, w porównaniu z tym, co mieliśmy jeszcze kilka lat wcześniej, jest nieporównywalnie lepsza. Jestem zadowolony, a diabetolodzy nocami układają sonety i peany pod adresem ministra Miłkowskiego – żartował, przypominając, że w ostatnich trzech latach spełnione zostały niemal wszystkie postulaty pacjentów i lekarzy, łącznie z refundacją systemów monitorowania glikemii. Jak wszyscy eksperci, biorący udział w dyskusji, przyznawał, że nigdy nie jest tak, że wszystko może być zrefundowane dla wszystkich, ale też wskazywał, jak duży postęp się dokonał. – Nie tak dawno jeszcze myślenie decydentów o cukrzycy typu 2 było takie, że jest to powikłanie otyłości, a otyłości człowiek jest sam winny, bo za dużo je. Więc refundacja leków mu się w zasadzie nie należy – relacjonował ton dyskusji sprzed dziesięciu, kilkunastu lat. – Pamiętam porady, że cukrzycę typu 2 należy leczyć zaleceniem picia wody – przypomniał. W ostatnich kilku latach nastąpiła radykalna zmiana. – Podejmowano decyzje refundacyjne dotyczące wąskiej grupy pacjentów, by po obserwacji, trwającej np. rok, zdecydować o poszerzeniu, jeśli były obiecujące efekty – mówił.
Prof. Barbara Radecka, mówiąc o refundacjach w raku piersi (to jedna z chorób, w których w analizowanym okresie nastąpiły największe zmiany na plus), wskazywała, że wśród leków wprowadzanych na rynek są produkty „złote i pozłacane”. Nie wszystkie, jak mówiła, są warte tego, by wydawać na nie duże (bo innowacyjne leki są bardzo drogie) publiczne pieniądze. – Są też leki, które są „złote” tylko dla bardzo wąskich grup pacjentów, bo w ich przypadku przynoszą rzeczywistą korzyść. Rozszerzanie refundacji na większe grupy takich efektów już nie daje – tłumaczyła.
Pytany, czy swoją – wszystko na to wskazuje, że dobiegającą końca na tym etapie – misję w Ministerstwie Zdrowia postrzega raczej w kategoriach sukcesu (bo tak dużo udało się zmienić) czy niedosytu (bo Polska ma ciągle bardzo dużo do zrobienia w obszarze dostępu do innowacyjnych terapii), Maciej Miłkowski ocenił, że bliższe jest mu myślenie o sukcesie, zwłaszcza, że w obszarze ochrony zdrowia nie można mieć 100 proc. zaspokojonych potrzeb. – Nie da się absolutnie każdego pacjenta prowadzić zgodnie z wytycznymi, choćby dlatego, że mamy ograniczone zasoby. Nie tylko finansowe, ale też kadrowe. Ograniczenie zasobów dotyczy nie tylko systemu, Ministerstwa Zdrowia czy NFZ, ale też samych firm farmaceutycznych, czego przykładem jest kwestia opóźnień w składaniu wniosków – wskazywał. Wkrótce zresztą po prezentacji raportu Ministerstwo Zdrowia opublikowało komunikat, w którym wprost stwierdzono, że za opóźnienia w dostępie do innowacyjnych terapii odpowiadają przede wszystkim firmy farmaceutyczne, które nie składają wniosków refundacyjnych.
Miłkowski powiedział, że gdy obejmował stanowisko w Ministerstwie Zdrowia, znalazł ściągę – listę spraw, którą przygotował dla niego poprzedni wiceminister odpowiedzialny za obszar leków, czyli Marcin Czech. Przyznał, że takiej ściągi dla swojego następcy jeszcze nie przygotował, ale wśród kwestii, którymi z pewnością będzie się musiał on (lub ona) zająć, wskazał m.in. refundację „starych” leków innowacyjnych, takich, które są na rynku już od blisko dekady, a ciągle nie doczekały się refundacji – ze względu na brak wniosków. Jednym z priorytetów, nad którym już zresztą rozpoczęto prace, będą zmiany w niektórych programach lekowych, idące w tym kierunku, by przed rozpoczęciem leczenia zasadniczego pacjenci otrzymali wszystkie rekomendowane szczepienia – to również odpowiedź na postulaty lekarzy, zarówno tych, którzy wnioskowali wprost o szczepienia (np. w programach leczenia chorób autoimmunologicznych, jak i tych, którzy wskazują, że w niektórych schorzeniach konieczne byłoby również zagwarantowanie leczenia wspomagającego, bo chorzy są bardziej narażeni na infekcje). Szczepienia byłyby finansowane w ramach programu lekowego, jako część procedur niezbędnych do otrzymania świadczenia gwarantowanego.