W 2016 roku udział wydatków na refundację w kosztach NFZ wynosił 16,4%. W 2023 roku spadł do 13,5%. Gdy jednak porównać wydatki na leki do całkowitych wydatków publicznych na zdrowie, odsetek wynosi 14,1% vs. 11,9% w ubiegłym roku, a w tym roku będzie to zaledwie 11,9%. Dlaczego tak się dzieje i dlaczego tak daleko odeszliśmy od zapisanej w ustawie refundacyjnej granicy 17%?
Łukasz Kozłowski. Fot. Piotr Waniorek / zelaznastudio.pl dla FPP
Kilka dni temu, podczas kongresu Patient Empowerment, na którym podnoszono m.in. problemy dotyczące dostępu pacjentów do innowacyjnych terapii, wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski, który do końca maja (według informacji potwierdzonych przez resort zdrowia) odpowiada za politykę lekową, powiedział podczas jednej z dyskusji, że kierunek decyzji, jakie będą zapadać w sprawie obejmowania finansowaniem kolejnych terapii lekowych, zależy od ostatecznego kształtu rekomendacji AOTMiT dotyczących wzrostu wycen świadczeń, koniecznych do realizacji podwyżek od 1 lipca 2024 roku. Wiadomo, że na stole są trzy warianty, przy czym najdroższy ma kosztować ok. 15 mld zł w skali roku. Można się domyślać, choć wiceszef resortu zdrowia kropki nad i nie postawił, że jeśli kontrakty dla świadczeniodawców wzrosną w wersji maksymalnej (choć i tak, prawdopodobnie, niewystarczającej do pokrycia wszystkich kosztów ustawy podwyżkowej), pieniędzy na bardziej odważne poszerzanie dostępu do terapii innowacyjnych po prostu zabraknie.
Oczywiście, w ustawie refundacyjnej nie ma gwarancji wydawania 17 proc. budżetu przeznaczonego na finansowanie świadczeń zdrowotnych na leki. To granica maksymalnych wydatków na ten cel, choć eksperci zajmujący się polityką lekową ubolewali przez lata (i ubolewają nadal, a realia pokazują, że powinni to robić znacznie bardziej donośnie), że nie ma określonego minimalnego progu wydatków na ten cel. Jak wynika z danych przedstawionych we wtorek przez Federację Przedsiębiorców Polskich, w ostatnich latach dwukrotnie – w 2021 i 2023 roku – odsetek wydatków na leki względem kosztów NFZ na świadczenia spadł bowiem poniżej 14 proc. (odpowiednio 13,1 i 13,5 proc.). W bieżącym roku, według planu, ma wynieść 14,1 proc. – czy uda się utrzymać ten poziom, nie jest jednak przesądzone. To z jednej strony może przełożyć się na decyzje refundacyjne, z drugiej – sprawia, że Polska zajmuje drugie w UE miejsce pod względem poziomu finansowania leków ze środków własnych pacjentów (porywamy je w dwóch trzecich).
Informacje dotyczące malejących wydatków na refundację znalazły się w najnowszej edycji Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia, przygotowanego z uwzględnieniem najnowszych danych zawartych w Wieloletnim Planie Finansów Państwa 2024-2027. Nie ma wątpliwości, że w tym roku uda się bez problemu osiągnąć zakładany w ustawie poziom 6,2 proc. PKB na zdrowie, jeśli oczywiście będzie to PKB sprzed dwóch lat. Ba, w stosunku do poprzedniej edycji Monitora powiało optymizmem, bo realne wydatki na zdrowie, liczone względem PKB wzrosną (prognozowany był niewielki spadek). Skąd te dobre wieści? Po pierwsze, jak tłumaczył dr Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP, z WPFP wynika, że wzrost PKB w bieżącym roku będzie nieco niższy, niż pierwotnie zakładano (podobnie w kolejnych latach). Po drugie, wydatki na zdrowie, w stosunku do planowanych jeszcze na początku roku, mają być wyższe o ok. 9 mld zł. Po trzecie, ze wstępnego sprawozdania finansowego wynika, że wykonanie planu w 2023 roku było niższe od zakładanego (na poziomie ok. 96 proc.), co również przekłada się na to, że w tabelce i na wykresie rok 2024 prezentuje się bardziej optymistycznie niż jeszcze na początku roku. Przekładając ten optymizm na liczby: w 2023 roku realny odsetek PKB wydawany na zdrowie oscylował wokół 5,3 proc., w tym roku jest szansa na 5,42 proc. Jednak metodyka ustawowa pokazuje problem: w 2023 roku przekroczyliśmy 7 proc. (oczywiście było to PKB z 2021 roku), w tym roku osiągniemy, prawdopodobnie, 6,5 proc. (czyli zaliczymy spadek, choć wobec minimalnego pułapu 6,2 proc. będzie ciągle wyraźna nadwyżka).
Eksperci FPP nieustannie apelują do rządu o uporządkowanie kwestii harmonogramu dochodzenia do 7 proc. PKB i mają trzy główne postulaty: usunięcie z ustawy metody n-2, weryfikację i urealnienie celów ustawowych oraz wydłużenie ścieżki wzrostu nakładów do 2030 roku (co roku miałyby one rosnąć w podobnym jak teraz, realnym tempie 0,25 proc.) do osiągnięcia granicy 7 proc. PKB.
Jest to tym bardziej ważne, że równolegle ze wzrostem finansowania (niezbyt dynamicznym) rosną w sposób stały koszty – i to nawet jeśli weźmie się pod uwagę wyłącznie aspekt kosztów pracy. Ustawa o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia narzuca świadczeniodawcom coroczne podnoszenie wynagrodzeń a wskaźnik waloryzacji jeszcze w tym i w przyszłym roku ma być dwucyfrowy. Tymczasem środki, jak wynika z wyliczeń FPP, przekazywane przez NFZ na pokrycie kosztów podwyżek, nie są wystarczające. Najgorsza sytuacja była oczywiście w pierwszym roku po nowelizacji ustawy, gdy wskaźnik waloryzacji wyniósł ponad 21 proc., tymczasem wartość środków, jakie realnie trafiły do świadczeniodawców pozwalałaby na podniesienie płac o nieco ponad 6 proc. – luka wpędziła dużą część szpitali w gigantyczne problemy. W kolejnym roku wynosiła ona niespełna punkt procentowy, w tym roku jest szacowana na ok. 1,5 punktu procentowego, co pokrywa się z obawami, formułowanymi przez wielu dyrektorów, którzy co prawda wykluczają taki „armagedon”, z jakim zmagali się w 2022 roku, jednak spodziewają się perturbacji większych, niż miały miejsce rok wcześniej.
– Porównując tę wartość z PKB prognozowanym na 2024 r. (3691,5 mld zł), przekłada się to na wydatki na poziomie 5,42 proc. PKB – ocenia dr Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP. To realny odsetek, bo jeśli zastosować metodę ustawową, osiągnięcie minimalnych nakładów jest niezagrożone, bo odsetek wobec PKB z 2022 roku wyniesie 6,5 proc. PKB. Widać wyraźnie, że „nożyce” między odsetkiem realnym a ustawowym są rozwarte bardzo szeroko – w tej chwili jest to więcej niż jeden punkt procentowy. Wzrost 19,4 mld zł robi wrażenie, zwłaszcza że inflacja już wyraźnie wyhamowała, jednak trzeba pamiętać, że lwią część tej kwoty pochłonie wzrost wynagrodzeń. Koszty operacji AOTMiT szacuje na 12-15 mld zł, pracodawcy uważają, że należałoby raczej przyjąć, że w skali roku będzie to kwota 18 mld zł, a tylko w tym roku świadczeniodawcy będą musieli wyłożyć na ten cel ponad 10 mld zł. Nie bez znaczenia jest też fakt pomniejszenia kwoty nakładów za 2023 rok o blisko 6 mld zł – bo taka była skala „niedowykonań”, niezrealizowanych wydatków na świadczenia.