Sytuacja finansowa szpitali samorządowych jest trudna i może być jeszcze trudniejsza – szpitale czekają na propozycje nowych wycen świadczeń, a część z nich prowadzi „w ciemno” rozmowy z pracownikami na temat podwyżek, wynikających z ustawy o wynagrodzeniu minimalnym pracowników medycznych.
Grzegorz Kubalski. Fot. gov.pl
We wtorek parlamentarny zespół ds. szpitali samorządowych analizował między innymi sytuację finansową tych placówek i perspektywy jej zmiany.
Rafał Główczyński, wicedyrektor Departamentu Nadzoru i Kontroli Ministerstwa Zdrowia wyliczał, że na koniec trzeciego kwartału 2023 roku zadłużenie ogółem szpitali samorządowych wynosiło 14 mld 637 mln zł, w tym zobowiązania wymagalne 1 mld 834 mln zł. Analiza dotyczy 351 szpitali prowadzonych w formie SP ZOZ.
Podział na szczeble samorządu wygląda następująco:
- 5 szpitali prowadzonych przez gminę – ogółem 39 mln zł, wymagalne 9 mln zł
- 25 szpitali prowadzonych przez miasta na prawach powiatu – ogółem 1 mld 884 mln zł, wymagalne 316 mln zł
- 181 szpitali prowadzonych przez powiaty – ogółem 5 mld 335 mln zł, wymagalne 500 mln zł
- 140 szpitali prowadzonych przez samorząd województwa – ogółem 7 mld 380 mln zł, wymagalne 1 mld 8 mln zł
– Szpitale samorządowe, o których tutaj rozmawiamy, stanowią 84 proc. wszystkich placówek w formie SP ZOZ. Czyli te 84 proc generuje wspomniane 14 mld 637 mln zł zadłużenia – tłumaczył Główczyński. Dla porównania, zadłużenie ogółem wszystkich SP ZOZ na koniec trzeciego kwartału 2023 roku wyniosło, według danych opublikowanych na stronie resortu zdrowia, ponad 21 mld zł, zaś zadłużenie wymagalne – ok. 2,4 mld zł.
Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich zwracał uwagę, że nie tyle niepokojący jest sam poziom zobowiązań, co wzrost rok do roku zobowiązań wymagalnych. – Z naszych szacunków wynika, że w 190 szpitalach powiatowych zobowiązania wymagalne wzrosły o 17 proc. i jest to dynamika wyższa niż zobowiązań ogółem, które wzrosły o 11 proc. – przyznał Kubalski, wskazując, że dynamika niektórych zobowiązań jest szokująco wysoka, bo dla płatności wobec ZUS wynosi w tej chwili 59 proc., a wobec PFRON – 151 proc. Szybciej szpitale starają się regulować zaległości wobec dostawców sprzętu i leków.
– Obawiamy się, że będziemy mieli do czynienia z jeszcze pogorszą sytuacją, choćby z tytułu np. ustawy o minimalnym wynagrodzeniu pracowników w sektorze ochrony zdrowia, która uruchomi kolejną falą podwyżek, a szpitale nie wiedzą, w jaki sposób nastąpi waloryzacja podwyżek, co powoduje, że negocjacje z pracownikami odbywają się w ciemno. Bez odpowiedniej waloryzacji za rok możemy mieć do czynienia ze wzrostem ogólnego poziomu zobowiązań, w tym wymagalnych – mówił przedstawiciel ZPP, podkreślając, że co prawda ustawa o wynagrodzeniu minimalnym określa stawki, jakie szpital musi zapłacić, ale oczekiwania grup pracowników w wielu podmiotach wykraczają, niekiedy znacząco, poza poziom ustawowy. Dotyczy to również, może nawet przede wszystkim, lekarzy. – W przypadku lekarzy stawki bywają niekiedy abstrakcyjne, i my te abstrakcyjne stawki płacimy, bo to jedyna droga do utrzymania działalności oddziałów i szpitala – mówił, przypominając, że szpitale samorządowe z ulgą przyjęłyby decyzję o określeniu nie tylko minimalnych, ale również maksymalnych stawek w ustawie o wynagrodzeniach.
O tym, że szpitale (nie tylko samorządowe, ale problem dotyczy przede wszystkich szpitali powiatowych, w których budżetach ogromną rolę odgrywa ryczałt a nie świadczenia kontraktowane osobno, w dodatku lepiej wyceniane) mogą w tym roku mieć nieco większe problemy z realizacją operacji podwyżkowej, pisaliśmy we wtorek przy okazji prezentacji najnowszej edycji Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia. Według ekspertów Federacji Przedsiębiorców Polskich, nawet zakładając, że cały wzrost nakładów na zdrowie zostanie przeznaczony na realizację podwyżek, pieniędzy do placówek może trafić nieco mniej, niż wyniosą koszty wzrostu płac. Różnica nie będzie tak ogromna, jak dwa lata temu, kiedy wiele szpitali stanęło wręcz nad finansową przepaścią, ale większa niż rok temu – i, w ocenie dr. Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomisty FPP, może być dla części szpitali odczuwalna.