Finansowa czkawka

Małgorzata Solecka

Szpitale alarmują, że nie otrzymują pieniędzy za świadczenia nielimitowane. Nie we wszystkich oddziałach NFZ występują trudności z przekazywaniem środków – również dlatego, że skala świadczeń ponadlimitowych nie jest identyczna w całej Polsce. Sprawę nagłośnił wywiad, jakiego minister finansów udzielił w środę Polsat News, ale tak naprawdę nie ma mowy o żadnym zaskoczeniu.


Andrzej Domański. Fot. MF

  • MZ uspokaja, że świadczenia nielimitowane „nie są zagrożone”
  • Wiadomo było, że wydrenowanie w ubiegłym roku funduszu zapasowego NFZ nie pozostanie bez konsekwencji
  • Operacja podwyżkowa od dwóch lat była realizowana „na kredyt”, ale rolowanie kredytu nie może trwać w nieskończoność
  • Obecna sytuacja jest prostą konsekwencją decyzji, jaką rząd Mateusza Morawieckiego podjął w 2022 roku
  • Szpitale doskonale wiedzą, że na biurku minister zdrowia leżą trzy warianty rekomendacji AOTMiT w sprawie wycen
  • Odbija się czkawką decyzja o utrzymywaniu narracji o fikcyjnym wzroście nakładów na zdrowie

Polsat News zapytał ministra Andrzeja Domańskiego o podnoszone przez część szpitali opóźnienia i inne problemy (na przykład tylko częściowe regulowanie rachunków) z płatnościami dla szpitali za świadczenia wykonane ponad limit. Czy są pieniądze i czy – jeśli by ich brakowało – pacjenci, którzy mają gwarantowane prawo do świadczeń nielimitowanych (onkologia, diagnostyka obrazowa, leczenie dzieci), mogą się czuć bezpiecznie.

Szef resortu finansów uspokajał, stwierdzając, że świadczenia nielimitowane „nie są zagrożone”. – To oczywiście obszar minister zdrowia Izabeli Leszczyny, ale przekazujemy dodatkowo obligacje skarbowe, które będą finansowały m.in. świadczenia nielimitowane – tłumaczył Domański, dodając, że będzie rozmawiał z szefową resortu zdrowia na temat sytuacji finansowej. Podkreślał jednocześnie, że nakłady na ochronę zdrowia rosną i będą rosły. – W przyszłym roku będą to kolejne miliardy złotych – zapowiadał.

Zaledwie w poniedziałek pisaliśmy jednak chociażby o planach objęcia wydatków na zdrowie stabilizującą regułą finansową, która (w dużym skrócie i uproszczeniu) oznacza wyhamowanie tempa wzrostu wydatków publicznych w tym obszarze – nie będzie mogło być ono większe niż tempo wzrostu PKB. Tymczasem wiadomo, że odsetek PKB przeznaczany w Polsce na zdrowie jest dramatycznie niski i zdecydowanie nie odpowiada kosztom, jakie ponosi system ochrony zdrowia.

Czy Narodowy Fundusz Zdrowia jest bankrutem (takie komentarze już się pojawiły w mediach społecznościowych) i co w zasadzie się dzieje?

Nic zaskakującego. O tym, że sytuacja w finansach płatnika jest napięta i będzie się komplikować, w ostatnich miesiącach informowaliśmy regularnie, przywołując m.in. kolejne edycje Monitorowania Finansowego Ochrony Zdrowia, publikowanego przez Federację Przedsiębiorców Polskich – wynikało z nich, że wydrenowanie w ubiegłym roku funduszu zapasowego NFZ nie pozostanie bez konsekwencji, zwłaszcza w kontekście konieczności realizacji gwarantowanej ustawą operacji waloryzacji płac minimalnych. Operacja podwyżkowa od dwóch lat była realizowana „na kredyt”, ale rolowanie kredytu nie może trwać w nieskończoność.

„Nieco ponad pół roku temu politycy obecnej władzy zarzucali nam, że nie dbamy o obywateli, że źle wydatkujemy publiczne środki. Tymczasem co dzieje się dziś? NFZ zabrakło pieniędzy na zapłatę za świadczenia nielimitowane, w tym onkologię, leczenie dzieci czy badania obrazowe. Minister finansów w rządzie Donalda Tuska, Andrzej Domański, zapytany, co zrobi w związku z tym, że oddziały wojewódzkie biją na alarm i informują, że nie zapłacą w tym kwartale za wszystkie świadczenia nielimitowane, unika odpowiedzi. Zrzuca odpowiedzialność na minister zdrowia, Izabelę Leszczynę. Zapewnia, że środki na ochronę zdrowia będą rosły... w następnym roku. Ciekawe co na to chorzy na raka, którzy potrzebują pomocy dziś, nie za rok!” – skomentował na platformie X były premier Mateusz Morawiecki.

Zgodnie z zasadą „uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Choć finanse ochrony zdrowia od lat są w nieustającym kryzysie, obecna sytuacja jest prostą konsekwencją decyzji, jaką rząd Mateusza Morawieckiego podjął w 2022 roku, wprowadzając do nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty przepisy, przerzucające na NFZ ponad 10 mld zł kosztów świadczeń, wcześniej finansowanych przez budżet państwa – „wrzutka” cofnęła w ten sposób, z naddatkiem, korzyści, jakie Funduszowi (a raczej – systemowi ochrony zdrowia, pacjentom) przyniosły zmiany w składce zdrowotnej płaconej przez przedsiębiorców. Fundusz zyskał ok. 7 mld zł, ale stracił – ponad 10 mld zł. W wyborczym, 2023 roku, konsekwencji owego „skoku na kasę” politycy nie pozwolili odczuć, zapisując w planie finansowym NFZ rozwiązanie praktycznie całego funduszu zapasowego: wyciągnięto niemal wszystkie pieniądze ze „skarbca”, by wystarczyło między innymi, a może przede wszystkim, na operację podwyższenia wynagrodzeń.

Taki jest też kontekst obecnego wzmożenia wokół finansów systemu. Z jednej strony – coraz trudniej przeciągać kusą kołdrę i regulować zobowiązania, z drugiej – szpitale doskonale wiedzą, że na biurku minister zdrowia leżą trzy warianty rekomendacji AOTMiT w sprawie wycen – i walczą bez pardonu o to, by Izabela Leszczyna ani przez moment nie brała pod uwagę wariantu innego niż maksymalny, którego koszt w skali roku szacowany jest na ok. 22 mld zł.

Czy odpowiedzialność za napięcia ponosi poprzedni rząd? Nie ma co do tego wątpliwości – finanse ochrony zdrowia były przedmiotem kreatywnej księgowości i pretekstem do uprawiania topornej propagandy sukcesu. Ale obecnie rządzący też nie powinni się uchylać od rachunku sumienia.

Po pierwsze, już pojawiają się pytania: czy aby na pewno wszystkie świadczenia, wykonane przez szpitale ponad limit, za które w tej chwili placówki oczekują zapłaty, musiały być wykonane w szpitalach? Jednak trudno nie przypomnieć w tym kontekście, że w trakcie kampanii wyborczej politycy KO nie stronili od wypowiedzi wręcz zachęcających do przekraczania limitów, mówiąc choćby o tym, że szpitale mogłyby udzielać o 30-40 proc. więcej świadczeń, gdyby miały pewność, że zostaną one zapłacone i obiecując – w tym kontekście – zdjęcie limitów na świadczenia szpitalne. To był oczywisty – i niezwykle kosztowny – błąd.

Przede wszystkim jednak odbija się czkawką decyzja o utrzymywaniu narracji o fikcyjnym wzroście nakładów na zdrowie (użył jej zresztą w rozmowie z Polsat News również minister finansów). Wbrew rekomendacjom ekspertów, wbrew apelowi prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, minister zdrowia nie wzięła nawet pod uwagę możliwości nowelizacji ustawy 7 proc. PKB na zdrowie i usunięcia z niej reguły n-2, przy jednoczesnej korekcie ścieżki dojścia do tytułowych 7 proc. PKB. Utrzymywanie fikcji, bo realne nakłady na zdrowie są o ok. punkt procentowy niższe od „ustawowych”, jest jedną z przyczyn destabilizacji finansów. Obecny rząd nie zamierzał też przyspieszać wzrostu wydatków publicznych na zdrowie w stopniu, jaki byłby odczuwalny dla systemu.

Pod koniec kwietnia informowaliśmy o możliwych (spodziewanych, planowanych i przygotowywanych) zmianach personalnych na szczytach NFZ. Ze stanowiska prezesa Funduszu miałby odejść Filip Nowak, a mocnym kandydatem na stanowisko był (i jest nadal) Jakub Szulc, były wiceminister zdrowia w ekipie Ewy Kopacz, poseł Platformy Obywatelskiej. „Zmiany, jak można usłyszeć, nastąpią jednak nie wcześniej niż pod koniec czerwca, gdy dopięta zostanie kolejna operacja podwyżek wynikających z ustawy o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia” – pisaliśmy.

Ta prognoza pozostaje aktualna, a ostatnia burza wokół finansów Funduszu ją tylko wzmacnia. Z jednej strony wiadomo, że operację podwyżkową trzeba dokończyć – i byłoby bez sensu zmieniać kierownictwo, wiedząc, że nie obędzie się bez trudnych słów (właśnie padają) i być może trudnych decyzji (na które szpitale oczekują). Z drugiej – choć obecny prezes NFZ robi wszystko, by podkreślać swoją wyłącznie wykonawczą rolę przy ministrze zdrowia (niezależnie od tego, kto nim jest), nie ma wątpliwości, że gdy zapadały – pod koniec 2022 roku – fatalne dla finansów Funduszu i systemu ochrony zdrowia decyzje, nie tylko nie protestował, ale nie nawet nie wyraził wątpliwości co do ich słuszności. Przeciwnie, z całą mocą twierdził, że Fundusz udźwignie koszt świadczeń, których finansowanie „oddał” minister zdrowia – zarówno pod względem organizacyjnym, jak i finansowym.

W zupełnie innym duchu wypowiada się publicznie Szulc, którego w maju Izabela Leszczyna powołała do zespołu eksperckiego zajmującego się zmianami systemowymi. – Jeśli chodzi o nakłady, cały czas jesteśmy w ogonie krajów wysokorozwiniętych. Średnia dla OECD, jeśli chodzi o nakłady łączne, to 9 proc., w Polsce – ok. 6,5 proc. Jeśli chodzi o wydatki publiczne, w zasadzie nie przekraczamy 5 proc. – mówił podczas jednej z majowych debat poświęconych ochronie zdrowia, opatrując potężnym znakiem zapytania szczerość twierdzenia, pod którym politycy podpisują się nader chętnie, że „zdrowie jest najważniejsze”. Czy te wypowiedzi zwiększają, czy zmniejszają szanse na objęcie jednego z kluczowych stanowisk w systemie ochrony zdrowia – to już osobny temat.

06.06.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.