Sejmowa komisja nadzwyczajna do rozpatrzenia projektów ustaw o przerywaniu ciąży zajęła się we wtorek pierwszym projektem zmian przepisów – nowelizacją Kodeksu karnego, czyli propozycją Lewicy, by zdepenalizować i zdekryminalizować nie tyle aborcję, co pomoc w jej dokonaniu. Dyskusję zdominowały głosy ekspertów.
Projekt Lewicy przewiduje zniesienie kary więzienia za przeprowadzenie lub pomoc w aborcji – dotyczy więc również (choć nie przede wszystkim, jak wielokrotnie podkreślano podczas obrad) lekarzy.
Zaproponowane zmiany dotyczą brzmienia art. 152 kodeksu karnego. Mówi on, że „kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech”. Przewiduje też taką samą karę za pomoc ciężarnej w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub za nakłanianie jej do aborcji. W przypadku przerwania ciąży, gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem ciężarnej, kara więzienia wynosi od sześciu miesięcy do ośmiu lat.
Projekt Lewicy zakłada częściową dekryminalizację i depenalizację przerywania ciąży za zgodą ciężarnej przez rozszerzenie tego artykułu.
„Nie popełnia przestępstwa, kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę, jeżeli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni” oraz nie podlega karze, „kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę, jeżeli badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. Ten drugi passus przywracałby, de facto, prawną dopuszczalność przesłanki eugenicznej, którą za niekonstytucyjną w październiku 2020 roku uznał Trybunał Konstytucyjny (TK). Z tym jest jednak spory problem: zabierające w dyskusji głos ekspertki stały na stanowisku, że w systemie prawnym to orzeczenie prawne TK nie istnieje (przeciwnego zdania był przedstawiciel Biura Legislacyjnego Sejmu), choć przyznawały jednocześnie, że paradoksalnie – działa, bo lekarze i podmioty lecznicze w praktyce się do niego odwołują, o czym świadczy radykalny, sięgający 90%, spadek liczby zabiegów przerywania ciąży wykonywanych w szpitalach.
Przedstawiając projekt Anna Maria Żukowska powiedziała, że obecne przepisy zakładające karę więzienia za przeprowadzenie aborcji z woli kobiety lub pomoc w niej są bardzo surowe i nie przystają do współczesnych realiów. Podkreśliła, że sprawiają również, że kobieta potrzebująca pomocy zostaje sama. Zmiany, jak mówiła, mają zapewnić poczucie bezpieczeństwa lekarzom, by nie wahali się działać, zamiast zastanawiać się, czy nie narażą się tym samym na odpowiedzialność prawną. Dlatego Lewica, w drodze autopoprawki, podniosła granicę, w której przerwanie ciąży nie jest przestępstwem do 24. tygodnia ciąży – co zresztą wzbudziło poważne wątpliwości niektórych ekspertów.
Mec. Sabrina Mana-Walasek, stała doradczyni komisji stwierdziła, że proponowane zmiany nie naruszają przepisów konstytucji i pozostają w zgodzie z założeniami aksjologicznymi prawa karnego. Prawniczka odniosła się do wskazywanych w dyskusjach dotyczących przepisów aborcyjnych zapisów konstytucji, czyli art. 30 mówiącego o nienaruszalnej godności człowieka oraz art. 38 dotyczącego prawnej ochrony życia. – Nie możemy bagatelizować tych przepisów. Ale nie jesteśmy w stanie, ani prawdopodobnie nikt nie jest w stanie rozstrzygnąć, kiedy zaczyna się życie, a kiedy zaczyna się ochrona prawna życia – powiedziała. Według prawniczki ani art. 30., ani 38. nie chroni życia od poczęcia. – Ale taka ochrona istnieje w polskich przepisach, tylko że w ustawie o planowaniu rodziny – wyjaśniła.
– Za przynajmniej częściową dekryminalizacją przemawia również to, że zwiększy to bezpieczeństwo kobiet w ciąży, zwłaszcza w sytuacji zagrożenia życia, umożliwi ciężarnej korzystanie z podstawowych praw człowieka, zminimalizuje stygmatyzację osób przerywających ciążę i wykluczy też karanie za działanie zgodne z etyką, czyli dla dobra ciężarnej, w trosce o jej dobrostan – zaznaczyła.
Specjalistka prawa karnego, dr Ewa Plebanek z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie podkreślała, że autorzy projektu „trafnie zdefiniowali problemy społeczne związane z tematem aborcji”. Zwróciła uwagę, że przepisy kryminalizujące przeprowadzenie i pomoc w aborcji z woli kobiety napisane w latach 90. ubiegłego wieku nie uwzględniają zmian, jakie zaszły od tego czasu, m.in. w metodach aborcji. Gdy powstawały przepisy, nie była dostępna aborcja farmakologiczna, a to właśnie pomoc w uzyskaniu takich środków jest najczęściej powodem stawiania zarzutów. Trzy dekady temu tworzono przepisy z myślą o lekarzach oraz innych osobach, pokątnie dokonujących aborcji, tymczasem do sądów trafiają sprawy przeciw osobom bliskim dla kobiet, mimo że przerwanie własnej ciąży nie jest przestępstwem. Przestępstwem jest natomiast, jak wielokrotnie mówiono podczas dyskusji, przekazanie czy sprzedaż tabletki poronnej kobiecie, niezależnie od tego, czy ona ten środek przyjmie, czy też nie.
Ekspertka wskazywała też, że odwołując się do konstytucji należy wyważyć, w sposób racjonalny, kwestie ochrony praw kobiety, w tym jej godności – oraz ochrony płodu. – Wycofanie się z prawa karnego w kontekście aborcji nie oznacza, że państwo afirmuje zabijanie dzieci nienarodzonych. To znaczy, że państwo rezygnuje z narzucania jednostce pewnych określonych wyborów życiowych w sytuacjach trudnych – stwierdziła. Dodała też, że rozsądne państwo nie oczekuje od obywateli postaw perfekcjonistycznych moralnie, a każdy człowiek ma prawo do stawiania własnej ochrony przed dobrem innych osób, nawet najbliższych. I nawet jeśli fakt, że matka już urodzonemu dziecku nie chce oddać narządu do przeszczepienia, może budzić negatywne oceny czy przynajmniej zdziwienie, nikomu nie przychodzi do głowy, by jej decyzję penalizować.
Konstytucjonalistka z Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Anna Śledzińska-Simon powiedziała, że w ustawie zasadniczej jej autorzy celowo nie zawarli przepisów dotyczących przerywania ciąży. – Konstytucja w sprawie aborcji i ochrony życia poczętego milczy. W przypadku ochrony życia poczętego to milczenie konstytucji ma charakter przemyślany i intencjonalny – przekonywała. – Strategię niewpisywania ochrony życia społecznego w konstytucję można nazwać decyzją o tym, żeby nie decydować. W związku z tym, to do ustawodawcy należy wybór środków, ale też celów, w jakim zakresie ta ochrona życia poczętego ma mieć realizację.
Eksperci rekomendowali posłom, by – ze względu na fakt, że Polska jest niemal ostatnim krajem Unii Europejskiej, który mierzy się z tematem liberalizacji przepisów aborcyjnych – prześledzili, jak zmieniało się prawo w innych krajach. Przede wszystkim – stopniowo, nie radykalnie. Niektóre kraje (Francja), w których przepisy zaczęły się zmieniać już w połowie lat 70. ubiegłego wieku, dotarły daleko – aż do wpisania prawa do aborcji do konstytucji. Inne (Niemcy) zatrzymały się w pół drogi (aborcja w Niemczech nie jest zgodna z prawem, ale jest w pierwszym trymestrze niekaralna również „na żądanie”, przy czym kobieta musi skorzystać z porady psychologa).
Bardzo mocno w tym etapie dyskusji wybrzmiała też kwestia procedur. Nie tylko restrykcyjne prawo, ale przede wszystkim brak procedur powodują, że zwłaszcza kobiety potrzebujące zabiegu przerwania ciąży jeszcze przed wyrokiem TK miały problemy z uzyskaniem pomocy medycznej w tym zakresie. Przywoływano wyroki europejskich trybunałów, nakładających na Polskę kary finansowe za nieprzestrzeganie istniejącego prawa, za dopuszczenie, by placówki medyczne i lekarze „odbijali” kobiety zgłaszające się np. w stanie zagrożenia zdrowia do innych świadczeniodawców, mnożąc – choćby – wymagane zaświadczenia czy dodatkowe opinie medyczne.
Do komisji trafiło też kilka opinii, których autorzy wskazywali, że projekt Lewicy w dużym stopniu uchyla konstytucyjną ochronę życia. Referując te głosy przedstawiciel Biura Legislacyjnego Sejmu odniósł się również do opinii, prezentowanych przez wcześniej wypowiadające się ekspertki, co do nieważności czy też nieistnienia w systemie prawnym orzeczenia TK z października 2020 roku. W jego ocenie orzeczenie jak najbardziej obowiązuje, co więcej – nie da się tego zmienić ewentualną ustawą „naprawczą”, nad którą pracuje Sejm.
Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu, który pomaga kobietom w aborcjach, powiedziała posłom, że aktywistki ADT popełniają przestępstwo pomocy w aborcji codziennie. – Robimy to, bo państwo zostawiło kobiety na lodzie – podkreśliła, pokazując posłom blister z tabletkami poronnymi. – Jeżeli chcemy tworzyć odpowiedzialne polityki zdrowotne, należy tak zreformować to prawo, by coś, co jest rekomendowane i przebadane nie było zakazane i karane.
Wypowiedzi posłów stanowiły niewielką część ponad trzygodzinnego posiedzenia komisji. Agnieszka Górska (PiS) postulowała natychmiastowe odrzucenie proponowanej nowelizacji. – Aborcja jest zbrodnią, której żadna ustawa nie może uznać za dopuszczalną. Nie możemy wprowadzać przepisów łagodzących karanie osób, które dokonują zbrodnie aborcji i tak naprawdę wprowadzać przepisów, które chcą wprowadzać aborcję na życzenie – stwierdziła.
Katarzyna Sójka, jej klubowa koleżanka, podkreślała, że podstawową różnicą między osobami opowiadającymi się za aborcją a tymi, którzy są przeciwko, jest pojmowanie definicji życia. – Dla nas płód to jest życie od pierwszego dnia, od początku. I ja, jako lekarz, mogę to potwierdzić – podkreśliła. Dodała, że jeśli przychodzi do niej kobieta w ciąży, musi myśleć o kobiecie, która jest w ciąży oraz o płodzie. Posłanka zaatakowała też koalicję rządzącą za tryb prac nad projektami, bo w jej ocenie powinien być przedstawiony jeden, a nie cztery. – Państwo powinniście mieć ten swój projekt, który chcecie przedstawić. Rozmawiamy o aborcji od dawna – mówiła, oskarżając „niektóre grupy polityczne” o budowanie polityki, w sposób haniebny, na zgonach kobiet.
Kolejne posiedzenie komisji zaplanowano na 25 czerwca.