Podpisana rekomendacja 15 mld zł to maksymalny wariant, przedstawiony minister zdrowia przez AOTMiT – mówi nam Waldemar Malinowski, wybrany właśnie na kolejną kadencję prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Najniższa, uwzględniająca same etaty, czyli podwyżki wprost wynikające z ustawy, którą Agencja przedstawiła MZ, miała opiewać na 8 mld zł.

Fot. pixabay.com
W opublikowanym w czwartek tekście pisaliśmy, że maksymalny wariant wynosił 22 mld zł – o takiej kwocie mówiono od tygodni i, choć była ona zaskakująco, jak na możliwości finansowe systemu, okazała, nie wydawała się całkiem nieprawdopodobna. Zwłaszcza w kontekście oczekiwań szpitali, które na podstawie ubiegłorocznych doświadczeń – gdy koszty operacji waloryzacyjnej wyliczono na ponad 15 mld zł (taka była też przyjęta rekomendacja i takie środki przekazał podmiotom NFZ), biorąc pod uwagę, że części świadczeniodawców wyższe wyceny nie pozwoliły sfinansować kosztów – oszacowały, że nawet 18 mld zł może okazać się niewystarczające. Publicznie padały deklaracje, że 20 mld zł byłoby kwotą, która pozwoli podnieść taryfy w internie, chirurgii i w izbach przyjęć, czyli długofalowo uspokoić sytuację finansową szpitali.
Również logika i matematyka, przy założeniu wyłącznie wzrostu kwoty bazowej w latach 2023-2024 (6346,15 zł vs. 7155,48 zł, czyli ok. 13 proc.), wskazywałaby, że nawet uwzględniając wyraźnie mniejszą niż w poprzednich latach inflację, NFZ powinien przekazać szpitalom wyraźnie więcej środków niż rok temu – kwotowo należne podwyżki będą wyższe niż rok temu. Biorąc pod lupę tylko lekarzy specjalistów – rok temu ich minimalne wynagrodzenie wzrosło o ok. 990 zł, w tym roku wzrasta o ponad 1170 zł. Tymczasem rekomendowana kwota jest praktycznie taka sama.
Pytany, czy szpitalom wystarczy pieniędzy na zrealizowanie podwyżek, prezes Malinowski stwierdził, że po prostu tego nie wie. Szpitale, którym dziś upływa termin wydania zarządzeń (tam, gdzie nie zostały podpisane porozumienia), też tego nie wiedzą. Wiadomo, że pieniądze nie zostaną przekazane „w jednym kawałku”, tylko przy uwzględnieniu kilku mechanizmów. Wzrosną wyceny w ryczałcie i również w świadczeniach ambulatoryjnych, mają wzrosnąć w większym stopniu niektóre świadczenia w chirurgii i internie, czyli obszarach, które szpitale wskazywały w ostatnich latach jako wyraźnie deficytowe. Dopiero gdy NFZ rozpisze konkretne mechanizmy, szpitale będą mogły wyliczyć – przynajmniej ramowo – o ile wzrosną ich przychody. Placówki powiatowe, co podkreślił prezes Waldemar Malinowski, obawiają się powtórki scenariusza, w którym najwięcej zyskają szpitale wykonujące najlepiej wyceniane procedury, zaś placówki podstawowe – takie jak szpitale powiatowe – które w poprzednich latach mierzyły się z największymi problemami, po raz kolejny zostaną z wycenami wyraźnie za peletonem.
Wiadomo natomiast, że 15 mld zł ma wystarczyć nie tylko na pokrycie podwyżek wynikających z ustawy, ale wszystkich innych kosztów – w tym ewentualnych podwyżek wyższych niż wynikające z ustawy o wynagrodzeniach minimalnych czy zwiększenia wartości umów cywilnoprawnych. W tym, co dla szpitali równie ważne, również umów z dostawcami usług niemedycznych, ze względu na wchodzącą w życie kolejną podwyżką płacy minimalnej. Dobra wiadomość jest taka, że w przeciwieństwie do podwyżki, która weszła w życie 1 stycznia, ta lipcowa nie jest okazała (ok. 60 zł).
Warianty rekomendacji zostały, wszystko na to wskazuje, dostosowane do realiów finansowych Funduszu, te zaś są mocno ograniczone ze względu na praktyczne wyczerpanie funduszu zapasowego, co być może wykluczyło planowanie jakichkolwiek wyższych zobowiązań finansowych po stronie NFZ, który – jak się nieoficjalnie dowiadujemy – oszacował swoje aktualne możliwości przekazania dodatkowych środków szpitalom do końca tego roku na maksymalnie 7,5 mld zł. To może z kolei oznaczać, że problemy z finansowaniem świadczeń nielimitowanych, które odnotowano w pierwszym kwartale, będą się tylko nasilać.