Autorzy raportu, o którym informują wszystkie media, podkreślają, że odpowiedź jest złożona, ale kluczowe znaczenie miały decyzje podejmowane w latach 2021-2023. Chodzi przede wszystkim o kształt nowelizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach, a także – o przeniesienie finansowania zadań z budżetu państwa do NFZ w końcówce 2022 roku. Obie decyzje zwiększyły radykalnie koszty stałe, które co roku w większym stopniu mają obciążać finanse płatnika.
Fot. Adobe Stock
Raport przygotowany przez Federację Przedsiębiorców Polskich, Instytut Finansów Publicznych oraz NIZP PZH-PIB, oparty na danych makroekonomicznych oraz danych NFZ dotyczących struktury świadczeń, przedstawiony oficjalnie we wtorek, pokazuje gigantyczny problem, przed jakim staje nie tylko system ochrony zdrowia, ale finanse publiczne. – Polska lada moment może być objęta procedurą nadmiernego deficytu. W tym roku deficyt finansów publicznych jest szacowany na ok. 5,4 proc. PKB. Jeśli Komisja Europejska podejmie decyzję, że musimy deficyt zmniejszyć, dostaniemy kilka lat na jego redukcję do 3 proc. Tymczasem z naszego raportu wynika, że NFZ będzie generować w 2027 roku lukę w wysokości 1,5 proc. PKB, co znacząco utrudni konsolidację finansów publicznych – tłumaczył Sławomir Dudek, ekonomista z Instytutu Finansów Publicznych.
Eksperci podkreślali, że do 2021 roku system pozostawał w stanie względnej równowagi. Uchwalenie ustawy 6 proc. PKB na zdrowie, znowelizowanej potem do 7 proc. PKB, przez kilka lat nie pociągało za sobą konieczności uruchamiania dotacji z budżetu państwa. Dlaczego tak się działo? Najpierw, jak tłumaczył Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP, dynamicznie zwiększała się baza składkowa – poprawa sytuacji gospodarczej przekładała się na znacząco wyższy wzrost płac, ale przede wszystkim – wzrost puli płacących składki (większa liczba miejsc pracy, spadek bezrobocia). Potem przyszła pandemia, gdzie za dużą część świadczeń płacił budżet państwa (przez fundusz covidowy), a NFZ kumulował środki na funduszu zapasowym (w sumie w 2022 roku miał do dyspozycji ponad 22 mld zł). Wtedy jednak zapadły dwie, niemające pokrycia w przychodach, decyzje. Z jednej strony jesienią 2021 roku wynegocjowano, a potem uchwalono nowelizację ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, znacząco podwyższając współczynniki wynagrodzeń, z drugiej – pod koniec 2022 roku, po tym jak Polski Ład przyniósł NFZ dodatkowe 7 mld zł przychodów (składki przedsiębiorców), w nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty zawarto przepis zdejmujący z budżetu państwa obowiązek finansowania świadczeń zdrowotnych (m.in. ratownictwo medyczne, szczepienia obowiązkowe, bezpłatne leki, procedury wysokospecjalistyczne).
Po raz pierwszy pełne skutki obu decyzji, jak podkreślał Bernard Waśko, dyrektor NIZP PZH-PIB, były wiceprezes NFZ, Fundusz odczuł w 2023 roku, kiedy musiał znaleźć ok 7 mld zł na świadczenia wcześniej finansowane z budżetu i kiedy – przede wszystkim – znowelizowana ustawa o wynagrodzeniach minimalnych działała już cały rok (w 2022 roku było to „zaledwie” pół roku, zaś wcześniej skutki ustawy były dla świadczeniodawców, a więc finansów systemu, mało dotkliwe). – Koszty wzrostu wynagrodzeń to 15 mld zł, koszty finansowania świadczeń „budżetowych” 7 mld zł – wyliczał dr Waśko. Te pieniądze znaleziono w funduszu zapasowym NFZ, czyszcząc go praktycznie do zera (pisaliśmy o tym od 2023 roku wielokrotnie, ostrzegając przed możliwymi, a wręcz pewnymi, negatywnymi konsekwencjami). W rezultacie w 2023 roku (przez „przypadek”, roku wyborczym) pieniędzy w systemie było pod dostatkiem i wręcz – stosując metodę ustawową – przekroczyliśmy odsetek wydatków na zdrowie założony na 2027 rok, czyli 7 proc. Zwracaliśmy wówczas uwagę, że nikt się nie chwali tym osiągnięciem, informacja była wręcz „chowana”. Powód był banalnie prosty – wiedza, że w kolejnych latach nie będzie już możliwości skorzystania z funduszu zapasowego, więc nie będzie pieniędzy na utrzymanie finansowania kosztów na poziomie z 2023 roku (czyli zwiększenia wycen świadczeń, zapłaty 100 proc. za świadczenia nielimitowane, częściowej przynajmniej zapłaty za nadwykonania świadczeń limitowanych, w tym objętych ryczałtem, licznych pozytywnych decyzji dotyczących refundacji nowych technologii lekowych i nowych świadczeń etc.).
– W stanowisku Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia z listopada 2021 r. rząd, pracodawcy i związki zawodowe zgodziły się, że połowa wzrostu nakładów na ochronę zdrowia powinna trafić na poprawę wynagrodzeń, a reszta na zwiększenie dostępności świadczeń i nowe technologie. Kilka lat później jesteśmy w sytuacji, w której pacjenci nie odczuwają poprawy w dostępie do opieki zdrowotnej pomimo kierowania dodatkowych środków do systemu – dodaje Wojciech Wiśniewski, członek Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia z ramienia Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Autorzy raportu „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce – perspektywa 2025-2027” wskazują siedem rekomendacji, których zastosowanie może zmniejszyć presję kosztową na system i nieco zwiększyć jego przychody (pięć z tych rekomendacji, o czym już informowaliśmy, dotyczy kwestii kadrowych i płacowych, w tym poważnych zmian w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych i zasadach dotyczących umów cywilnoprawnych).
Dość nieoczekiwanie wnioski płynące z raportu skomentował podczas wtorkowej konferencji prasowej Maciej Miłkowski, były wiceminister zdrowia (a wcześniej – wiceprezes NFZ). Miłkowski ocenił, że gdyby zrealizowano postulat zgłaszany przez opozycję, która w poprzednich kadencjach krytykowała metodę n-2 zawartą w ustawie, i zapewniono realny odsetek wydatków na zdrowie na poziomie europejskim, do którego zmierzamy, nie byłoby luki w finansach Funduszu nawet przy obecnym kształcie przepisów dotyczących wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia. Nie zgodził się też z twierdzeniem, że częściowo za wyrwę odpowiada nowelizacja ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. – Ustawa nie zabrania ministrowi zdrowia przekazywania pieniędzy do NFZ, które mogą pokrywać koszty świadczeń – stwierdził Miłkowski, który – jako wiceminister w poprzedniej kadencji – prowadził tę nowelizację przez parlament.