Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Na listach ministrów do wymiany pojawia się również Izabela Leszczyna. Jednak patrząc z perspektywy premiera, nie ma powodów do takiej decyzji, bo szefowa resortu zdrowia wypełnia misję: nie zgłasza roszczeń o dużo większe pieniądze dla zdrowia i pilnuje, by był względny spokój.


Minister zdrowia Izabela Leszczyna. Fot. Piotr Tracz / Kancelaria Sejmu

  • Specyficzne rozumienie przepisów prawa przez szefową resortu zdrowia dało się odczuć już przy okazji wprowadzania pilotażu tzw. tabletki dzień po
  • Patrząc z perspektywy premiera, nie widać powodów do dymisji minister zdrowia
  • Ustaw o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia jest bombą pod obecnym systemem finansowym ochrony zdrowia, choćby dlatego, że wysokość płac minimalnych odnosi się do n-1, a minimalne nakłady na zdrowie do n-2

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Wytyczne w sprawie aborcji (ciąg dalszy). Lekarze mogą wnosić o drugą opinię przy zaświadczeniu o wskazaniach do terminacji ciąży oraz zwoływać konsylium – stwierdziła w minionym tygodniu minister zdrowia Izabela Leszczyna kilka dni po tym, jak publicznie stwierdziła, że takie decyzje będą uznawane za utrudnianie dostępu do świadczenia gwarantowanego, za co grożą kary (ze strony NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta).

Specyficzne rozumienie przepisów prawa przez szefową resortu zdrowia dało się odczuć już przy okazji wprowadzania pilotażu tzw. tabletki dzień po, więc trudno mówić o zaskoczeniu. Oczywiście, że lekarze mają prawo do drugiej opinii i zwoływania konsyliów w każdej sytuacji, gdy oceniają, że jest to istotne dla dobra pacjenta, i zawsze, gdy mają wątpliwości co do rozpoznania. Obwarowywanie tego prawa zaklęciami („odstępstwo od reguły”) oraz cały przekaz płynący z konferencji 30 sierpnia, konferencji z udziałem premiera, co znacząco podnosi rangę słów, jakie padły, jest po prostu próbą pisania prawa powielaczowego. – Pani minister pokazuje, jak rozumie przepisy – komentowała przez miniony tydzień część prawników i trudno ocenić, na ile było to proste wyjaśnienie, na ile zakamuflowana ironia.

Czy wyjaśnienia do wytycznych uspokoiły lekarzy (i szpitale)? Zobaczymy. Ważniejsze jest to, czy „uspokoiły” płatnika i RPP, bo to te instytucje będą (ewentualnie) wszczynać postępowania wyjaśniające w sprawach, w których lekarz (szpital) nie przeprowadzi terminacji ciąży na podstawie jednego zaświadczenia lekarskiego, czyli według reguły Izabeli Leszczyny. Jeśli te postępowania będą się kończyć karami finansowymi, od których podmioty lecznicze odwołają się do sądów (precedens już przecież jest), a po kilku latach zapadną wyroki potwierdzające, że nie było podstaw prawnych do nałożenia kar, kto poniesienie za to odpowiedzialność?

To nie znaczy, że nie należy dyscyplinować szpitali w sprawie dostępu do zabiegów aborcji wtedy, gdy są one zgodne z prawem. Tylko – jak wszystko w państwie prawa – przesłanka do dyscyplinowania również musi być zgodna z prawem. Przewlekłość postępowania, gra na czas, odmowa (bo i takie sytuacje się przecież zdarzały i zdarzają) – to sytuacje, z którymi kobiety się zderzały i płatnik, który przez wiele lat wykazywał na tym polu zwyczajną bezczynność, naprawdę ma przed sobą ogromną pracę.

Największy znak zapytania. Referendum w sprawie aborcji. Tygodnik „Polityka”, powołując się na przeciek z otoczenia premiera, poinformował w minionym tygodniu, że lider KO zaczyna się zastanawiać, czy nie przejąć inicjatywy w sprawie referendum aborcyjnego. Do tej pory Koalicja Obywatelska tę możliwość wykluczała, stojąc na stanowisku zbieżnym z Lewicą, że w sprawach dotyczących praw człowieka referendum się nie urządza.

Jednak o ile w Lewicy rzeczywiście dominuje pogląd, że aborcja jest prawem człowieka, o tyle w KO – gdyby tylko staranniej sprawdzić poglądy czołowych polityków tej formacji – odpowiedzi nie byłyby tak jednoznaczne, co nie oznacza wcale, że KO nie popiera liberalizacji przepisów antyaborcyjnych. Popiera, choć wychodząc z innych niż Lewica założeń. Które nie zamykają wcale drogi referendalnej. Żywy jest ciągle przykład Irlandii, która przecież stosunkowo niedawno, bo w 2018 roku, właśnie w referendum otworzyła drogę do liberalizacji niezwykle surowych przepisów antyaborcyjnych (w 2013 roku Irlandia dopuściła, na drodze ustawy przyjętej przez parlament, aborcję w sytuacji konieczności ratowania życia matki). Jedenaście lat wcześniej do urn w tej sprawie poszli Portugalczycy, z których większość również opowiedziała się za liberalizacją przepisów. Z oboma tradycyjnie katolickimi krajami niewątpliwie łączą nas wspólne doświadczenia. Żywy jest też przykład Szwajcarii, w której na początku XXI wieku w referendum konserwatywne, choć zróżnicowane wyznaniowo, społeczeństwo z jednej strony odrzuciło całkowity zakaz aborcji, z drugiej – dopuściło aborcję na żądanie do 12. tygodnia ciąży (choć warunkowo, kobieta musi udowodnić, że znajduje się w trudnej sytuacji).

Można się z tym nie zgadzać, ale referendum jest jakimś wyjściem – i jeśli Tusk rzeczywiście zmienia w tej sprawie zdanie, trudno się nawet dziwić (jeśli, bo reakcje kilku znaczących polityczek KO mogą wskazywać na duże zaskoczenie). Niewątpliwie, na co wskazują sondaże opinii publicznej wykonywane z myślą o zbliżającej się rocznicy wyborów 15 października, rząd potrzebuje nowego otwarcia, a rekonstrukcja dokonana przy okazji wyborów do PE już się „zużyła”. W kuluarach mówi się o kolejnych zmianach w rządzie, a w mediach spekulacje dotyczące zmian na stanowiskach ministerialnych obejmują również minister zdrowia Izabelę Leszczynę. Podobno „szef” nie jest zadowolony, choć patrząc obiektywnie, trudno zrozumieć, dlaczego miałby nie być. W ochronie zdrowia nie ma żadnych protestów, niespecjalnie głośno artykułowane jest ewentualne niezadowolenie, na razie nic się nie „zacina”, oczywiście przyjmując jako punkt odniesienia dotychczasowe realia systemu, a nie obietnice składane w trakcie kampanii. Minister robi dokładnie to, do czego została powołana, czyli nie zgłasza roszczeń finansowych pod adresem budżetu (na większą skalę, oczywiście). Patrząc z perspektywy premiera, nie widać powodów do dymisji.

Pytanie tylko, czy zmiany w rządzie to nie za mało dla wrzucenia wyższego biegu, niezbędnego choćby w trakcie kampanii prezydenckiej. Z tego punktu widzenia referendum aborcyjne mogłoby stanowić nowy impuls mobilizacyjny i przegrupować wyborców, dla których bardziej liczy się skuteczność niż ideowe zaklęcia. W kontekście dynamiki kampanii – politycznie bezcenne.

Największe wyzwanie. Finanse. Minister zdrowia pod koniec minionego tygodnia ujawniła, że do zamknięcia rozliczeń ze szpitalami brakuje jej 3 mld zł, których szuka i które musi przekazać do NFZ, żeby ten mógł uregulować rachunki za świadczenia nielimitowane i nadwykonania. Te drugie być może już w tym roku zostaną zapłacone tylko częściowo, bo może się okazać, że 3 mld zł po prostu nie ma, co stanowi niezwykły punkt wyjścia do dyskusji o obniżaniu składki zdrowotnej, jaką chcą toczyć politycy rządzącej koalicji. Nawet jeśli od najbliższego roku składka zdrowotna od przedsiębiorców ma być pomniejszona tylko o składkę od sprzedaży środków trwałych (i tę lukę uzupełni budżet państwa), widać jak na dłoni, że nie ma przestrzeni do takiej rozmowy, a politycy powinni łamać głowy, w jaki sposób przekonać społeczeństwo, że musimy płacić na zdrowie więcej, a nie mniej.

Jest to jednak marzenie z kategorii niespełnialnych, co należy skonstatować nie tyle ze smutkiem, co rezygnacją. I obserwować uważnie, co będzie się dziać (12 września) podczas posiedzenia połączonych komisji sejmowych, debatujących nad obywatelsko-ministerialnym projektem nowelizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia. – Ta ustawa nas krzywdzi, nie mamy za co leczyć – skarżyli się dyrektorzy szpitali powiatowych po spotkaniu w Ministerstwie Zdrowia, postulując zmiany w ustawie lub wręcz jej zamrożenie. – Leczą pacjentów lekarze i inni profesjonaliści medyczni, nie dyrektorzy szpitali – odbili piłeczkę przedstawiciele OZZL. Ustawa, nie ma wątpliwości, jest bombą pod obecnym systemem finansowym ochrony zdrowia, choćby dlatego, że wysokość płac minimalnych odnosi się do n-1, a minimalne nakłady na zdrowie do n-2. Dlatego podwyżki obciążają tak bardzo finanse Funduszu i konsumują, jak mówił wiceprezes NFZ Jakub Szulc, praktycznie cały wzrost przychodów ze składek.

Największy (niestety) brak zaskoczenia. Priorytety. – Chcemy z premierem porozmawiać z przedstawicielami szpitali powiatowych o sytuacji finansowej ich szpitali – o nadwykonaniach i wynagrodzeniach pracowników medycznych – zapowiedziała w piątek minister zdrowia na antenie publicznego radia. Niewątpliwie to dobra wiadomość, że premier będzie mógł się zapoznać z problemami ochrony zdrowia, choćby od strony zarządzających podmiotami leczniczymi.

Nie będzie to jednak pełna perspektywa i trudno nie zauważyć, że dwa miesiące temu do Kancelarii Premiera trafił apel podpisany przez kilkadziesiąt organizacji pacjentów (oraz organizację młodych lekarzy) w sprawach zbliżonych do tematów, jakie w tej chwili jawią się jako palące, tylko że w ujęciu dużo szerszym, systemowym wręcz. I trzeba przypomnieć, że Kancelaria Premiera ów apel odesłała do resortu zdrowia, odpowiedź zaś trudno uznać za satysfakcjonującą choćby w najmniejszym stopniu. Nie było wówczas mowy o spotkaniu z premierem, apel pacjentów – a więc również sami autorzy – został przekierowany na boczny tor.

08.09.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.