Co poprzedni rząd zabrał, obecny... nie zamierza oddać?

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Izabela Leszczyna nieźle sobie radzi w mediach, między innymi dlatego, że nie boi się śmiałych stwierdzeń. Fakt, że nie są one – niekiedy – precyzyjne, umyka i prowadzącym rozmowy dziennikarzom, i dużej części odbiorców.


Fot. Adobe Stock

  • Minister przypomina o regule n-2, odnoszącej wydatki na zdrowie do PKB sprzed dwóch lat i słusznie diagnozuje to jako problem – ale znów, nie zamierza z tym niczego zrobić
  • W ostatnim tygodniu nie brakowało medialnych spekulacji, że temat składki zdrowotnej jest jednym z tych obszarów, w których napięcia w koalicji rządzącej są największe
  • Duża część uwag, które pod koniec sierpnia spłynęły do projektu zmian w ustawie wprowadzającej reformę szpitalnictwa, odnosi się do braku gwarancji pojawienia się dodatkowych pieniędzy
  • Minister zdrowia przyznaje, że w tym roku brakuje jej do zamknięcia rozliczeń ze szpitalami ok. 3 mld zł. W kuluarowych dyskusjach mówi się raczej o kwocie minimum dwa razy wyższej
  • Leszczyna chce rozmawiać z dyrektorami szpitali i premierem m.in. na temat tego, jak ustawa o wynagrodzeniach minimalnych wpływa na finanse podmiotów leczniczych, i tłumaczy, dlaczego wpływa źle
  • Jeśli nie będzie przyspieszenia wzrostu nakładów, jedynym wyjściem wydaje się spowolnienie lub zatrzymanie wzrostu wynagrodzeń

– Mogę śmiało powiedzieć, że PiS okradło ubezpieczonych na 13 mld zł – mówi minister zdrowia Izabela Leszczyna. Od obecnego rządu należałoby jednak oczekiwać nie tyle śmiałych stwierdzeń, co odważnych decyzji. W tym przypadku przywrócenia owych „ukradzionych” miliardów złotych ubezpieczonym. Pacjentom.

O co chodzi ze skokiem PiS na 13 mld zł? Oczywiście o nowelizację przepisów dokonaną pod koniec 2022 roku, która przeniosła finansowanie m.in. ratownictwa, programów bezpłatnych leków, szczepień i leczenia osób nieubezpieczonych z budżetu państwa do Narodowego Funduszu Zdrowia. Przeniesienie nastąpiło „bezkosztowo” i oznaczało likwidację dotacji przedmiotowych, które wcześniej budżet przekazywał płatnikowi. Jeśli minister zdrowia kwalifikuje to jako „kradzież”, warto przypomnieć, że decyzja zapadała nie tylko za wiedzą, ale zgodą ówczesnego prezesa NFZ Filipa Nowaka. Ówczesnego i obecnego.

Jeśli poprzedni rząd „okradł”, obecny – naprawiając szkodę – powinien zwrócić. Już kilka tygodni po zmianie rządu eksperci Federacji Przedsiębiorców Polskich w rekomendacjach dotyczących naprawy systemu finansowania ochrony zdrowia wskazywali na konieczność odwrócenia nieszczęsnej nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty (to w niej rząd Mateusza Morawieckiego zaszył przepisy zabierające Funduszowi miliardy złotych). Bez echa. Co poprzedni rząd zabrał, obecny – najwyraźniej nie zamierza oddać (choć zapewne się z tego nie cieszy).

Nie ma wątpliwości, że dyskusje na temat finansów ochrony zdrowia nabiorą rumieńców – i to już w najbliższych dniach. W środę zaczyna się pierwsze po wakacyjnej przerwie posiedzenie Sejmu. Nie ma jeszcze gotowego projektu ustawy w sprawie obniżenia składki dla przedsiębiorców (w części dotyczącej wycofania składki od sprzedaży środków trwałych, na inne zmiany nie ma ani zgody w koalicji, ani pieniędzy).

Minister zdrowia mówi publicznie, że nie jest zadowolona z budżetu na zdrowie i że chciałaby więcej, ale natychmiast zmiękcza to przekazem, że nie zna ministra zdrowia, który byłby zadowolony z tego, co ma do dyspozycji. Minister przypomina o regule n-2, odnoszącej wydatki na zdrowie do PKB sprzed dwóch lat i słusznie diagnozuje to jako problem – ale znów, nie zamierza z tym niczego zrobić (np. domagać się od rządu wykreślenia reguły, co urealniłoby odsetek wydatków i ułatwiłoby debatę na temat jego zwiększenia). Mówi też twardo, że nie widzi szans na obniżanie składki zdrowotnej, poza likwidacją absurdu, czyli oskładkowania sprzedaży środków trwałych.

– Od kilku miesięcy powtarzam, że tymi środkami, które mam, jeśli wprowadzimy pewne zmiany organizacyjne i legislacyjne, jesteśmy w stanie dobrze zarządzić i nie musimy podnosić składki zdrowotnej, ale nie widzę szansy na obniżenie tej składki, choćby z tytułu ustawy nakładowej. To, co obiecywaliśmy w kampanii, że nie powinno być składki od sprzedaży środków trwałych, absolutnie tak – stwierdziła na antenie Polsatu Izabela Leszczyna. – Jestem od tego, żeby ulżyć pacjentom i będę to robiła. Będę broniła tej składki.

Broniła przede wszystkim przed zakusami Trzeciej Drogi, zwłaszcza Polski 2050, która nie zamierza wycofywać się z forsowania rozwiązań dalej idących niż likwidacja składki od sprzedaży środków trwałych. W ostatnim tygodniu nie brakowało medialnych spekulacji, że temat składki zdrowotnej – obok aborcji czy kredytu 0 procent – jest jednym z tych obszarów, w których napięcia w koalicji rządzącej są największe.

Ale w wypowiedzi mamy też obietnicę, że jeśli powiedzie się reforma, obecne nakłady będą wystarczające („nie musimy podnosić składki”). Tak się składa, że duża część uwag, jakie pod koniec sierpnia spłynęły do projektu zmian w ustawie o świadczeniach zdrowotnych, która to ustawa ma wprowadzić reformę szpitalnictwa, odnosi się – jednoznacznie krytycznie – do braku gwarancji pojawienia się dodatkowych pieniędzy, choćby na znaczące podniesienie wycen. – Nie da się naprawić systemu ochrony zdrowia bez nakładów finansowych (w tym zmiany wyceny świadczeń). Z rozczarowaniem przyjmujemy fakt, że na wdrożenie ustawy przewidziano 0 zł – zauważa na przykład Związek Powiatów Polskich.

Ponieważ jednak na razie nie ma wprowadzonych „pewnych zmian organizacyjnych i legislacyjnych” (zupełnie odrębną kwestią pozostaje to, czy spełnią one pokładane w nich nadzieje, nie brakuje głosów, że tak się nie stanie), minister zdrowia przyznaje, że w tym roku brakuje jej, do zamknięcia rozliczeń ze szpitalami, ok. 3 mld zł. Skąd takie wyliczenia? Problem niezapłaconych nadwykonań i świadczeń nielimitowanych dotyczy rozliczeń za drugi kwartał, a sądząc na podstawie zjawiska z pierwszego kwartału, można liczyć po 1,5-2 mld zł za każde trzy miesiące roku. W kuluarowych dyskusjach zarówno urzędnicy, eksperci, jak i dyrektorzy szpitali – ich zdanie powinno być kluczowe, bo ciągle liczą, czy podpisane „w ciemno” aneksy pokryją całość wzrostu kosztów w drugim półroczu, a raczej liczą, ile braknie – mówią raczej o kwocie minimum dwa razy wyższej – do zamknięcia rozliczeń miałoby brakować nawet 7 mld zł.

To oczywiście bez ruszenia ustawy o wynagrodzeniach minimalnych. Minister zdrowia podczas lipcowego spotkania z dyrektorami szpitali zapewniła, że jej resort nawet nie myśli o zmianach w tym akcie prawnym, bo ona nie zabierze niczego, co dało Prawo i Sprawiedliwość. Dziś ton wypowiedzi jest nieco inny – Izabela Leszczyna chce rozmawiać z dyrektorami szpitali i premierem między innymi na temat tego, jak ustawa o wynagrodzeniach minimalnych wpływa na finanse podmiotów leczniczych, i tłumaczy, dlaczego wpływa źle (płace rosną szybciej niż nakłady). Nie wiadomo, czy oczywiste rozwiązanie problemu, jakim byłoby zwiększenie tempa wzrostu nakładów na zdrowie, przyjdzie do głowy decydentom (trzeba się obawiać, że nie, skoro bulwersująca wypowiedź posła KO o „przejadaniu” pieniędzy przez lekarzy nie spotkała się z adekwatną reakcją liderów tego ugrupowania). Jeśli nie będzie przyspieszenia wzrostu nakładów, jedynym wyjściem wydaje się spowolnienie lub zatrzymanie wzrostu wynagrodzeń. Tertium non datur, zwłaszcza jeśli KPO zakłada, że szpitale przestaną działać na stracie i się zadłużać.

Rąbka tajemnicy, jeśli chodzi o plany wobec ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, uchyli być może posiedzenie połączonych komisji sejmowych, które mają podjąć decyzję dotyczącą losów obywatelskiego (w tej chwili już mocno nie-obywatelskiego, po przyjęciu poprawek strony rządowej na etapie prac podkomisji) projektu nowelizacji tejże ustawy. Posiedzenie zaplanowano na czwartek rano. W planie posiedzenia Sejmu nie ma w tej chwili przewidzianego drugiego czytania projektu.

09.09.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.