NFZ musi zracjonalizować swoją gospodarkę finansową i Ministerstwo Zdrowia już nad tym pracuje – dowiedzieli się pod koniec ubiegłego tygodnia członkowie Rady Narodowego Funduszu Zdrowia. Na liście działań, jakie bierze pod uwagę resort, jest m.in. wyhamowanie tempa wzrostu wynagrodzeń w ochronie zdrowia. W najbliższych miesiącach nie ma mowy o pełnym regulowaniu nadwykonań.
Prezes NFZ Filip Nowak. Fot. NFZ
Ubiegły tydzień obfitował w informacje na temat fatalnego stanu finansów NFZ. Padły nawet słowa o „bankructwie” (Janusz Cieszyński, były wiceminister zdrowia), choć wiadomo, że Fundusz upaść faktycznie nie może, z pewnością czekają go trudne chwile. Tak naprawdę jednak nie sam Fundusz, tylko z jednej strony system, z drugiej (przede wszystkim) pacjentów. Pod koniec tygodnia odbyło się posiedzenie Rady NFZ, której członkowie usłyszeli od prezesa Filipa Nowaka szczegółowe informacje, w tym na temat rzeczywistych braków w kasie płatnika i konsekwencji tego stanu rzeczy.
Prezes przypomniał, że zarówno Centrala, jak i dyrektorzy oddziałów mogą podejmować decyzje w obrębie środków ujętych w planach finansowych. Obecne możliwości finansowe NFZ, określone w przyjętym przez MF planie finansowym, uwzględniające środki pochodzące ze sprzedaży obligacji, pozwolą na pełne pokrycie nadwykonań z pierwszego kwartału oraz częściowe pokrycie nadwykonań za drugi kwartał.
Problem w tym, że zwłaszcza w największych województwach (m.in. Mazowsze, Śląsk, Małopolska) skala nadwykonań przekracza w znaczący sposób będące do dyspozycji zasoby. Dlatego można (trzeba) zapomnieć o tym, by w tej chwili (i w najbliższej przyszłości) Fundusz płacił za wszystkie nadwykonania w zakresach nielimitowanych 100 proc. obowiązującej stawki. Nie będzie w tej sprawie jednak jednego rozwiązania. Decyzje będą zapadać na poziomie oddziałów wojewódzkich – może się więc okazać, że za nadwykonania w zakresach nielimitowanych (samo w sobie jest to określenie budzące wiele wątpliwości) w województwie X Fundusz zapłaci np. 60 proc. pierwotnej wyceny, a w innym – 40 proc. To wynik zarówno działania niekorzystnego dla największych i najzamożniejszych województw algorytmu podziału składki, jak i dużej koncentracji świadczeniodawców w tych samych regionach. Może to mieć olbrzymie znaczenie dla dostępu pacjentów do świadczeń wysokospecjalistycznych.
Z informacji przekazanych członkom Rady NFZ wynika również, że wartość nadwykonań za trzeci kwartał jest szacowana na ok. 5 mld zł. Świadczeniodawcy będą mogli liczyć na pieniądze tylko pod warunkiem przekazania Funduszowi dodatkowych dotacji budżetowych, ale tak naprawdę ostatnie nadwykonania, które zostaną sfinansowane w tym roku, obejmują drugi kwartał – bo ewentualne dotacje pojawią się na rachunkach płatnika pod koniec roku, co oznacza, że zapłata nadejdzie w pierwszym kwartale przyszłego roku.
Prezes NFZ przekazał również informację, że Ministerstwo Zdrowia jest świadome sytuacji i widzi potrzebę zracjonalizowania gospodarki finansowej systemu ochrony zdrowia. Ma to nastąpić przez wyhamowanie dynamiki wzrostu wynagrodzeń kadr medycznych, zmiany w organizacji i finansowaniu AOS oraz dzięki restrukturyzacji lecznictwa szpitalnego przez koncentrację świadczeń – chodzi o zmniejszenie wydatków na niewykorzystywane efektywnie zasoby. Dwa ostatnie punkty są wpisane w odwracanie piramidy świadczeń, jednak punkt dotyczący wynagrodzeń jest pewną nowością. Jeszcze w wakacje, podczas spotkania z dyrektorami szpitali samorządowych i samorządowcami minister zdrowia Izabela Leszczyna w praktyce wykluczyła możliwość radykalnych decyzji dotyczących ustawy o wynagrodzeniach minimalnych. Być może wyjaśnieniem zagadki jest poczynione na posiedzeniu Rady NFZ zastrzeżenie, że wdrożenie wszystkich rozwiązań racjonalizujących gospodarkę finansową będzie rozłożone w czasie.
Kryzys natomiast, wszystko na to wskazuje, skumuluje się teraz, bo – jak powiedziano – w najbliższych kilkunastu miesiącach należy się spodziewać ograniczenia w dostępie do świadczeń. Głównym powodem będzie brak możliwości ich sfinansowania – nawet jeśli ministerstwo nie zdecyduje się na oficjalne przywrócenie limitowania części świadczeń, płatności degresywne zdecydowanie zniechęcą świadczeniodawców do udzielania większej liczby świadczeń (choćby dlatego, że ich wyceny często ciągle nie pokrywają kosztów, więc większa liczba świadczeń, za które Fundusz miałby zapłacić np. mniejszą część stawki, tylko pogłębi straty szpitala).