Buforem bezpieczeństwa finansowego szpitala są pacjenci. Jeśli chcą się w nim leczyć, szpital korzysta finansowo. Pod warunkiem, że NFZ płaci. Bo jeśli pacjenci chętnie leczą się w placówce, ale Fundusz płacić nie chce, szpital jest w gorszej sytuacji niż placówka, w której ludzie leczyć się nie chcą – to jeden z wniosków, jakie wybrzmiały podczas konferencji „Hospital and Healthcare Managment”, która odbyła się w środę w Warszawie.
Fot. Adobe Stock
„Wynik finansowy, wynik leczniczy – priorytety szpitali” – dyrektorzy placówek różnych poziomów próbowali odpowiedzieć na zasadnicze pytania: czy dylemat „leczyć czy liczyć”, który miała rozstrzygnąć (na korzyść „leczyć”) reforma wprowadzająca sieć szpitali, nadal trapi szpitale i czy zapowiedź nowej reformy ma szansę ten stan rzeczy zmienić.
Diagnoza była bezwzględna: zapowiadana „reforma szpitalnictwa” nie jest w istocie żadną reformą systemu ochrony zdrowia, ani nawet reformą jego szpitalnego segmentu, ale propozycją zmian na poziomie szpitali powiatowych, w których – jak mówił Mariusz Trojanowski, dyrektor szpitala powiatowego w Aleksandrowie Kujawskim – panują „bieda z nędzą”. – Mamy system ochrony zdrowia dwóch prędkości. Między poziomem powiatowym a tym, do jakiego mają dostęp pacjenci w największych miastach, istnieje przepaść – przyznał, podkreślając, że do wyrównania jakości i dostępu do świadczeń, co często jest przez polityków deklarowane, jest „bardzo daleka droga”. W jego ocenie ministerstwo skupia uwagę na szpitalach powiatowych, bo tam najbardziej widać niedobory finansowe, ale swoich propozycji dla placówek tego poziomu nie poprzedziło sporządzeniem diagnozy. – Nie było żadnej analizy, dlaczego sytuacja w szpitalach powiatowych jest trudniejsza niż w innych. Oceniam, że gdyby w tej chwili zapłacono za wszystkie wykonane świadczenia, 90 proc. szpitali nie miałoby żadnych problemów finansowych. To na systemie, który nie jest w stanie zapłacić za pracę, spoczywa pełna odpowiedzialność za nasze problemy – przekonywał.
Trojanowski przypomniał, że system ochrony zdrowia stosuje unikalne rozwiązanie, w którym to klient czy kontrahent decyduje, za jaką cenę kupi określone dobro. – Wyceny, jakie przygotowuje AOTMiT, tylko w niewielkim stopniu opierają się na danych, jakie przekazujemy do Agencji. Podstawową przesłanką do ich sporządzania jest wielkość budżetu, jakim dysponuje minister zdrowia czy NFZ – stwierdził, apelując o zaprzestanie rozważań odnoszących się do kategorii ekonomicznych, takich jak wynik finansowy, zysk czy strata.
W jego ocenie z projektowanej „reformy” nic nie wyjdzie. Przede wszystkim dlatego, że ministerstwo ceduje odpowiedzialność na samorządy, a z punktu widzenia samorządów powiatowych szpitale – wiadomo o tym nie od dziś – to nie tylko podmioty lecznicze, ale potężni, często najwięksi w powiecie, pracodawcy. – Mały szpital zatrudnia około pięćset osób, duży – nawet tysiąc – przypomniał Mariusz Trojanowski, dodając, że również sam horyzont czasowy – dziesięć lat – przesądza o porażce. – Nikt tego nie będzie realizował w ciągu dekady. Świat za dziesięć lat będzie wyglądać już zupełnie inaczej.
Podobnie sytuację ocenił Mariusz Paszko, prezes Zamojskiego Szpitala Niepublicznego, który zwrócił uwagę, że żaden samorząd nie podejmie decyzji o ograniczeniach w swoim podmiocie po to, by jakiś zakres świadczeń mógł się rozwijać w szpitalu należącym do innego samorządu. – Oddolne reformy nie pomogą, to organizator systemu powinien podjąć decyzje, które mają wymiar polityczny – mówił. W tej chwili dyrektorzy, rozliczani przez starostów zarówno za wynik, jak i utrzymanie ciągłości działalności szpitala, robią wszystko, by utrzymać oddziały i ich decyzje dotyczące podkupywania kadry, zwłaszcza lekarzy, nie mają pokrycia w przychodach.
Nie jest to jednak, z punktu widzenia samorządu – jak mówili eksperci – działanie nieracjonalne. Od początku reformy samorządowej w 1998 roku wiadomo było, że szpital jest „powiatotwórczy” (choć z czasem starostowie zaczęli mówić, że jest raczej „powiatogubny”, w kontekście obciążeń finansowych) w tym sensie, że istnienie szpitala przesądzało o możliwości utworzenia powiatu. – Szpitale są związane z władzą powiatową – wskazywali.
Ministerstwo Zdrowia przedstawia zasadę dobrowolności i zmian wprowadzanych oddolnie, na zasadzie „dogadywania się” poszczególnych samorządów, jako wielki plus swojej propozycji. Jednak wątpliwości mają nie tylko eksperci z mniejszych miejscowości. Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektor potężnego Szpitala Bielańskiego w Warszawie, wprost stwierdziła, że punktem wyjścia do zmian powinno być przedstawienie dopracowanej mapy potrzeb zdrowotnych oraz nałożenie na tę mapę struktury podmiotów leczniczych. To, jak mówiła, zadanie dla Ministerstwa Zdrowia, które w tej chwili próbuje odepchnąć od siebie odpowiedzialność, przekazując ją na poziom samorządów. Tam zaś sytuacja się nie zmienia – każdy samorząd (powiatowy) chce mieć szpital. – Powiedzmy sobie wprost, szpitali w Polsce jest za dużo. Może nie trzeba likwidować, ale na pewno część z nich trzeba przeprofilować, dzieląc choćby na zabiegowe i niezabiegowe. Żadnej ekipie nie starcza jednak na to odwagi – mówiła.
Podczas panelu wielokrotnie wracał przykład szpitala w Żywcu, który walczy z NFZ od dłuższego czasu o zapłatę za nadwykonania. Prof. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, podkreślał, że w tym szpitalu „były nadwykonania, a więc z pewnością byli też pacjenci”, zaś sam szpital – jedyny w Polsce zbudowany w formule PPP – należy do jednego z większych powiatów i praktycznie, ze względu na położenie, pozbawiony jest perspektywy konsolidacji.
– Buforem bezpieczeństwa finansowego szpitala są pacjenci. Jeśli chcą się w nim leczyć, szpital korzysta finansowo. Pod warunkiem, że NFZ płaci. Bo jeśli pacjenci chętnie leczą się w placówce, ale Fundusz płacić nie chce, szpital jest w gorszej sytuacji niż placówka, w której ludzie leczyć się nie chcą – stwierdziła Irena Kierzkowska, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie.