Co z pieniędzmi w 2025 roku?

Małgorzata Solecka
Kurier MP

W czwartek w Sejmie mocno wybrzmiała tematyka finansów ochrony zdrowia – najpierw „pytanie bieżące”, potem – dyskusja nad informacją Ministerstwa Zdrowia w sprawie trudnej sytuacji finansowej systemu, następnie temat był podnoszony w trakcie pierwszego czytania projektu ustawy budżetowej na 2025 rok.

19. posiedzenie Sejmu X kadencji. Fot. Sejm

  • Wiceminister Marek Kos wyraził nadzieję, że świadczenia nielimitowane wykonane w trzecim kwartale zostaną w tym roku opłacone
  • Tylko w latach 2022-2023 NFZ płacił za wszystkie nadwykonania. To wiązało się jednak ze spożytkowaniem w całości funduszu zapasowego
  • W Sejmie wybrzmiały wszystkie możliwe oskarżenia, łącznie z tym, że doprowadzanie szpitali do zapaści finansowej jest (być może) wstępem do komercjalizacji i prywatyzacji szpitali
  • Jednym z głównych zarzutów pod adresem rządu były plany zamykania porodówek – tu wspólnym głosem mówiły PiS, Konfederacja, a także niektórzy posłowie Lewicy
  • Wielokrotnie wracała kwestia niezrealizowanych obietnic wyborczych: zniesienia limitów na lecznictwo szpitalne oraz radykalnego skrócenia czasu oczekiwania na konsultacje lekarskie
  • Posłowie koalicji rządzącej nie pozostawali dłużni: przypominali chybione reformy rządów PiS, błędy popełnione przy wprowadzaniu sieci szpitali
  • Co z przyszłym rokiem? Bo przecież ta historia się powtórzy. To nie jest kwestia wyłącznie uratowania się tu i teraz, to jest systemowy problem – mówił Adrian Zandberg
  • Na opiekę zdrowotną w 2025 r. przeznaczymy 221,7 mld zł. To o 30 mld zł więcej niż w roku obecnym – poinformował minister finansów /li>

Wiceminister zdrowia Marek Kos, udzielając informacji o bieżącej sytuacji przyznał, że jest ona trudna, ale podkreślał, że tak naprawdę – przynajmniej jeśli chodzi o regulowane zobowiązań za świadczenia nielimitowane – wszystko jest pod kontrolą. NFZ płaci, choć są to płatności odroczone w czasie – ze względu na konieczność analiz przedstawionych przez dyrektorów wyliczeń, choć też znalezienia środków na pokrycie faktur. Kos po raz kolejny w ostatnich dniach wyraził nadzieję, że również świadczenia nielimitowane wykonane w trzecim kwartale zostaną w tym roku opłacone. W jego ocenie dyrektorzy nie powinni czuć się też zaskoczeni podejściem do nadwykonań świadczeń nielimitowanych, bo brak zapłaty za nie to powrót do sytuacji sprzed 2022 roku. – Tylko w latach 2022-2023 NFZ płacił za wszystkie nadwykonania – przypomniał Kos. To wiązało się jednak ze spożytkowaniem w całości funduszu zapasowego, który w tej chwili jest już praktycznie wyzerowany, więc pieniędzy na zapłatę za nadwykonania po prostu nie ma. – Dyrektorzy podjęli ryzyko – ocenił Kos.

W opinii wiceministra trudno zrozumieć również fakt, że opozycja jest zaskoczona, a nawet oburzona sytuacją finansową NFZ, bo ona została opisana już w planie finansowym na ten rok, który został przygotowany i przyjęty jeszcze w Sejmie poprzedniej kadencji.

Jak przebiegała dyskusja nad informacją rządu? Zaskoczeń nie było. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości, którzy się o nią zwrócili, licytowali się w oskarżeniach pod adresem rządzących. We wstępnym wystąpieniu Czesława Hoca pojawiły się wszystkie możliwe oskarżenia, łącznie z tym, że doprowadzanie szpitali do zapaści finansowej jest (być może) wstępem do komercjalizacji i prywatyzacji szpitali.

– Pacjenci przestają być leczeni, odmawiane są im przyjęcia, nie ma dla nich terminów. NFZ ociera się o bankructwo, a wy tego nie widzicie i udajecie, że jest okej. Nie podejmujecie działań – wykrzykiwała z mównicy była minister zdrowia Katarzyna Sójka. – Brakuje kroplówek. Nie ma leków. Nie ma programów lekowych. Nie płacicie POZ za opiekę koordynowaną. Leczenie SMA jest zagrożone. KPO nie działa. Piszą o tym nawet sprzyjające wam media, a minister Leszczyna – jak struś z głową w piasku przy tych wszystkich problemach.

Nie zabrakło nawiązań do wypowiedzi polityków Koalicji Obywatelskiej z głębokiej przeszłości, w tym byłego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, który publicznie stwierdził, że Polska ma blisko tysiąc szpitali, powinna zaś mieć 130. Nie podano, oczywiście, kontekstu tej wypowiedzi, czyli odniesienia się do Danii, gdzie w ramach zmian systemowych przeprowadzono redukcję liczby szpitali w podobnej skali (Dania była krótko przed pandemią, w latach 2018-2019, punktem odniesienia wielu analiz eksperckich inspirowanych przez ówczesne Ministerstwo Zdrowia).

Jednym z głównych zarzutów pod adresem rządu były plany zamykania porodówek – tu wspólnym głosem mówiły PiS, Konfederacja, a także niektórzy posłowie Lewicy (dzień wcześniej posłanki Lewicy demonstrowały w Sejmie swój sprzeciw wobec domniemanych planów MZ dotyczących małych oddziałów ginekologiczno-położniczych, planów, które w dużej części można uznać za niebyłe, bo ministerstwo już kilka razy zapowiadało dołożenie do kryterium liczby porodów – pochodzącego sprzed dobrych kilku lat i ogłoszonego w czasie rządu PiS – również kryterium geograficznego). Posłowie opozycji grzmieli o zagrożonym KPO – „zapominając”, że jednym z kamieni milowych, wpisanych do niego była (i jest) reforma szpitali, polegająca na ich konsolidacji, a nawet częściowej likwidacji. Reforma, jak podkreślała Elżbieta Gelert (KO), która utknęła na etapie uzgodnień i tak naprawdę nigdy nie wyszła poza plany MZ, więc jej wpisanie do KPO jako kamienia milowego było co najmniej przedwczesne.

Wielokrotnie wracała kwestia niezrealizowanych obietnic wyborczych: zniesienia limitów na lecznictwo szpitalne, likwidacji czy radykalnego skrócenia czasu oczekiwania na konsultacje lekarskie czy bonu stomatologicznego – zwłaszcza w kontekście zapowiedzi lekarzy dentystów, że w ogóle przestaną wkrótce przyjmować pacjentów „na NFZ” w związku m.in. z brakiem zapłaty za nadwykonania i ciągle zbyt niskimi wycenami.

Posłowie koalicji rządzącej nie pozostawali dłużni: przypominali chybione reformy rządów PiS, błędy popełnione przy wprowadzaniu sieci szpitali. Wyliczali, że średni czas oczekiwania na konsultację lekarską przez dwie kadencje rządów Zjednoczonej Prawicy zwiększył się z nieco ponad 70 do przeszło 120 dni. Wskazywali, że w trakcie ośmiu lat o 69 spadła liczba porodówek. Wreszcie – jeden po drugim przywoływali przeniesienie finansowania wielomiliardowego pakietu świadczeń zdrowotnych z budżetu ministra zdrowia do NFZ. – Co to za problem? Pracujecie nad budżetem na 2025 rok, przenieście te wydatki z powrotem do budżetu państwa – ripostowała jedna z posłanek PiS. Nie zabrakło też, ze strony posłów wspierających rząd, „ratunkowych” pytań do rządu: o wynik finansowy NFZ za 2023 rok (strata 16 mld zł), sposób finansowania nadwykonań w czasie całych dwóch kadencji rządów PiS (bez ograniczeń płacono tylko w latach 2022-2023), poziom zobowiązań szpitali na koniec 2023 roku. Pojawiały się też podziękowania – za program in vitro czy Narodowy Plan dla Chorób Rzadkich.

W całej dyskusji w sposób szczególnie mocny wybrzmiał głos Adriana Zandberga (Lewica, Razem). – To, że NFZ ma już w tym momencie naprawdę poważne problemy z płynnością, jest chyba oczywiste dla wszystkich na tej sali. Jest też jasne, że w tym roku zabraknie pieniędzy, że te plany, które miały być zrealizowane, zrealizowane nie będą – mówił poseł. Zwracając się do reprezentującego MZ wiceministra Marka Kosa, stwierdził: – Rozumiem, że będzie pan tu teraz mówić o tym, jak to teraz na szybko zalepić, choć mówiąc szczerze, szacunki minister Leszczyny mówiące o tym, ile to będzie kosztować, budzą we mnie pewne niedowierzanie i myślę sobie, że dobrze opisuje je fraza: tani kupiec.

Zandberg, bodaj jako jedyny, nie koncentrował się ani na przeszłości, ani nawet na „tu i teraz”. – Co z przyszłym rokiem? Bo przecież ta historia się powtórzy. Według planu finansowego, który jest na przyszły rok, według planów, które są zapisane w budżecie, tam jest zapisana podobna, tylko jeszcze na większą skalę katastrofa. Moje pytanie do ministerstwa jest takie: co chcecie zrobić w przyszłym roku? To nie jest kwestia tylko i wyłącznie uratowania się tu i teraz przed jakimś technicznym problemem, to jest systemowy kłopot polegający na tym, że od lat mamy niedofinansowaną publiczną ochronę zdrowia i niestety w planie budżetu przygotowanym przez Ministerstwo Finansów to jest powrót do starych PiS-owskich błędów – ocenił.

O tym, jak będzie wyglądać kolejny rok, debatowano podczas pierwszego czytania projektu ustawy budżetowej, który przedstawił rząd. Minister finansów Andrzej Domański akcentował wydatki na obronność i rozwój, ale nie zapomniał też o ochronie zdrowia. – Dziś przed nami nie tylko wyzwania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa i rozwoju gospodarczego, ale także, a może przede wszystkim, poprawą jakości życia obywateli. Na opiekę zdrowotną w 2025 roku przeznaczymy 221,7 mld zł. To o 30 mld zł więcej niż w roku obecnym – tłumaczył. – W budżecie zabezpieczono 4 mld zł na realizację zobowiązania, polegającego na obniżeniu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. W pierwszym kroku skierowaliśmy do prac projekt likwidacji składki zdrowotnej od sprzedaży aktywów trwałych – powiedział Domański, sygnalizując, że na tym pierwszym kroku proces obniżania obciążeń składkowych przedsiębiorców może się nie skończyć.

Nic jednak nie wskazuje na to, by w koalicji rządzącej temat składki zdrowotnej został już dopracowany: w trakcie dyskusji posłowie Lewicy jednoznacznie zapowiadali, że na żadne rozwiązania uszczuplające przychody z tytułu składki zdrowotnej się nie zgodzą.

11.10.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.