Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej chwili trwa wyczekiwanie, pytanie tylko – na co? Zdecydowanie przydałoby się, by strona rządowa wyszła z jakąś konstruktywną propozycją – najlepiej trwałego, nie doraźnego – zażegnania kryzysu. Trwającego kryzysu.
Ministra zdrowia Izabela Leszczyna przemawia podczas trzeciego dnia 19. posiedzenia Sejmu, 11 października 2024 roku. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
- PiS rzuca pomysł powołania komisji śledczej, która zbadałaby, kto i co stoi za fatalną sytuacją finansową ochrony zdrowia
- Temat finansów ochrony zdrowia daleko wykracza, tak naprawdę, poza sferę ewentualnych rozliczeń i szukania winnych
- Czy Tusk uczci rocznicę wyborów „małą rekonstrukcją”? Wśród resortów, które miałby jej ulec, wskazywany jest resort zdrowia
- Zmiana ministra zdrowia w obecnej sytuacji wcale nie wydaje się priorytetem. Kolejny szef resortu i tak będzie miał związane ręce, jeśli premier nie zmieni swojego nastawienia do ochrony zdrowia
- Jesteśmy w szczycie fali zakażeń SARS-CoV-2, są pewne symptomy, że zaczyna ona opadać – poinformował dr Paweł Grzesiowski
- Wyjątkowo gorzko wybrzmiała opinia prof. Roberta Flisiaka o zignorowaniu przez resort rekomendacji doradców w zakresie COVID-19
- Instytucje publiczne nie mają wpływu na narrację środowisk antyszczepionkowych w mediach społecznościowych, mają – a w każdym razie mogą mieć – na to, jaki przekaz płynie z mediów głównego nurtu
Największe wyzwanie. Pieniądze na zdrowie. . I może to jest słuszna idea, bo w końcu kilka decyzji z lat 2018-2023 mogłoby zostać zbadanych „do spodu”. Wyjaśniłaby się, na przykład, rola ówczesnego ministra rozwoju i finansów i wicepremiera w umieszczeniu w ustawie 6 proc. PKB na zdrowie reguły n-2... Albo, być może, komisja śledcza zdołałaby ustalić czarno na białym, w jaki sposób i na podstawie jakich danych strona rządowa szacowała koszty nowelizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w pierwszych miesiącach 2022 roku i jak w AOTMiT przygotowano wyceny, których skutki dla budżetów dużej części szpitali były porównywalne do wybuchu granatu. Może znalazłby się czas na ustalenie roli poszczególnych członków kierownictwa Ministerstwa Zdrowia w przeprowadzeniu nowelizacji tej ustawy, a także nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty z końca 2022 roku? Może byłyby jakieś wnioski do prokuratury, albo – w przypadku konstytucyjnych członków Rady Ministrów – pojawiłaby się możliwość postawienia ich przed Trybunałem Stanu? Mówi się, że niektórych życzeń lepiej nie wypowiadać na głos, bo spełniają się w zupełnie nieoczekiwany sposób.
Ale temat finansów ochrony zdrowia daleko wykracza, tak naprawdę, poza sferę ewentualnych rozliczeń i szukania winnych. Choć część prominentnych polityków koalicji rządzącej zdaje się nie widzieć problemu (ba, ciągle nie brakuje tych, którzy wierzą w optymistyczny przekaz „pieniędzy jest dużo, mamy skokowy wzrost nakładów”), problem narasta z każdym tygodniem – i wszystko wskazuje, że zmiana kartki w kalendarzu na 1 stycznia 2025 roku absolutnie nie wystarczy, bo w nowym roku negatywne zjawiska tylko się nasilą (czytaj, powiększy się luka między kosztami a przychodami, co przełoży się na narastające problemy z dostępem do świadczeń, do opieki zdrowotnej). Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej chwili trwa wyczekiwanie, pytanie tylko – na co? Zdecydowanie przydałoby się, by strona rządowa wyszła z jakąś konstruktywną propozycją – najlepiej trwałego, nie doraźnego – zażegnania kryzysu. Trwającego kryzysu.
Największy znak zapytania. Rekonstrukcja rządu. Czy Donald Tusk uczci rocznicę wyborów 15 października „małą rekonstrukcją”? Wśród resortów, które miałyby jej ulec, wskazywany jest resort zdrowia. Choć, gdyby wierzyć we wszystkie doniesienia medialne z ostatnich dni na temat rzekomej listy kandydatów do objęcia fotela ministra, można byłoby się zastanawiać, czy w tym przypadku bardziej precyzyjnym określeniem nie byłaby jednak dekonstrukcja...
Zmiana ministra zdrowia w obecnej sytuacji wcale nie wydaje się priorytetem. Kolejny szef resortu i tak będzie miał związane ręce, jeśli premier nie zmieni swojego nastawienia do ochrony zdrowia (szanse, że zmieni, są realnie patrząc niewielkie). Co nie znaczy, że zmiany na szczytach systemu są niepotrzebne. – NFZ potrzebuje ok. 3 mld zł z budżetu państwa, by zapłacić za kolejny kwartał nadwykonań. Fundusz tych pieniędzy nie ma. Plan finansowy był źle przygotowany – mówiła na początku minionego tygodnia minister Izabela Leszczyna. Trudno się nie zgodzić, trzeba jednak zadać kolejne pytanie: – Kto ów źle przygotowany plan przygotowywał? Kto go firmował własnym podpisem (nawet jeśli się nie cieszył)?
Warte odnotowania. COVID-19. – Jesteśmy w szczycie fali zakażeń SARS-CoV-2, są pewne symptomy, że zaczyna ona opadać – mówił w piątek, podczas kolejnego webinaru poświęconego bieżącej sytuacji epidemiologicznej dr Paweł Grzesiowski, który kontynuuje tradycję „piątków covidowych” już piąty rok, również po tym, jak objął stanowisko Głównego Inspektora Sanitarnego.
Dr Grzesiowski przyznał, że ze szczepieniem przeciw COVID-19 nie ma co zwlekać, problem polega na tym, że w tej chwili Polacy mają – w dużej mierze jednak teoretyczny, ze względów logistycznych i finansowych – dostęp jedynie do szczepionek komercyjnych, pełnopłatnych. Dawka zaktualizowanej szczepionki firmy Pfizer w aptekach kosztuje 400 zł, w dodatku szczepionki ma na stanie bardzo mało punktów. Według zapowiedzi Ministerstwa Zdrowia we wtorek powinna się w Polsce pojawić pierwsza transza zakupionych w przetargu szczepionek Moderny – ale kiedy będą dostępne w punktach szczepień i dla kogo? Deklaracje, jakie przez rok składało ministerstwo, były sprzeczne – z jednej strony zapewniano, że zaszczepić się będzie mógł każdy chętny, z drugiej – że przynajmniej na początku priorytetowy dostęp będą mieć wybrane grupy. Z kolei z aptek płyną sygnały o problemach z podpisywaniem umów z NFZ na realizację szczepień.
Wyjątkowo gorzko wybrzmiała opinia prof. Roberta Flisiaka, specjalisty w dziedzinie chorób zakaźnych, który od stycznia przewodniczy ministerialnemu zespołowi ekspertów, o zignorowaniu przez resort rekomendacji doradców w zakresie COVID-19. Lekarz ocenił, że szanse na start kampanii bezpłatnych szczepień do końca bieżącego miesiąca są niewielkie. Wskazał też, że ciągle nie rozwiązano problemu z dostępnością w Polsce leku, który zapobiega ciężkiemu przebiegowi COVID-19, jeśli zostanie zastosowany odpowiednio wcześnie, i tylko pozornie rozwiązano problem leku stosowanego już na etapie leczenia szpitalnego. Prezes NFZ podpisał co prawda zarządzenie i szpitale będą mogły rozliczać zakup leku, ale tylko dla ściśle określonych grup pacjentów i – co kluczowe – najpierw będą musiały ten lek ze środków własnych zakupić. W obecnej sytuacji, jak podkreślał prof. Flisiak, dla części szpitali może to być z przyczyn finansowych niewykonalne.
Można się oczywiście pocieszać, że w Polsce ministrowie ignorują porady ekspertów, ale i tak nie mamy najgorzej. Słowacja ma w rządzie prawdziwego antyszczepionkowca, i to na stanowisku pełnomocnika rządu ds. dochodzenia w sprawie pandemii. Polityk kwestionuje samą pandemię COVID-19 i chce zakazu stosowania szczepionek mRNA. Prawdopodobnie to, a nie planowane przez rząd cięcia w wydatkach na zdrowie, jest prawdziwym powodem podania się do dymisji minister zdrowia. Czyli – zawsze może być gorzej. Na każdym polu.
Sukces. Wyrok. Kara roku ograniczenia wolności w postaci wykonywania prac społecznych w wymiarze 30 godzin miesięcznie i nawiązka w wysokości 20 tys. zł na rzecz lekarza – taki wyrok zapadł w Sądzie Okręgowym w Poznaniu. Justyna Socha, liderka środowiska antyszczepionkowców, została skazana (wyrok nie jest prawomocny) za wpis, zamieszczony w mediach społecznościowych w 2019 roku. Socha napisała wówczas o „cichej eutanazji” w szpitalach, sugerując, że lekarze „zmierzają bezpośrednio do spowodowania śmierci pacjenta”, by zwalniać łóżka dla kolejnych pacjentów. Ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował o złożeniu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa, ale zawiadomienie złożył też lekarz z Poznania Michał Szuszkiewicz. Wyrok poznańskiego sądu zapadł w tej drugiej sprawie, co między innymi dowodzi, że po pierwsze zawsze jest sens walczyć w takich sprawach, po drugie – że obywatele mogą być skuteczniejsi niż państwo.
Porażka. Odpowiedzialność za słowo. „Tragedia we Wrocławiu. Nie żyje kobieta, która się szczepiła” – strona główna portalu Onet.pl. „Śmierć dziewczynki w wyniku szczepienia? – prokuratura prowadzi śledztwo” – Radio Wrocław. „Wrocław. Nastolatka zmarła kilka godzin po szczepieniu – nowe fakty” – tuwroclaw.com. „Młoda kobieta zmarła kilka dni po przyjęciu szczepionki. Jest śledztwo” – znów Onet.
W minionym tygodniu media ustaliły okoliczności zdarzenia, po którym wydano decyzję o wstrzymaniu szczepień konkretną serią szczepionki przeciw WZW B. Jak tłumaczył GIS, decyzję podjęto „mimo braku jednoznacznych przesłanek wystąpienia niepożądanego odczynu poszczepiennego”. Analizując tytuły prasowe, można postawić zasadnicze pytanie: gdzie są granice walki o kliki, generujące ruch na stronie? Czy jeden z najpoważniejszych portali informacyjnych, czyli Onet, musi formułować zdanie, wiążące wprost fakt „szczepienia się” z zagrożeniem zgonem? Nieco później medyczny serwis Onetu opublikował zresztą rozmowę z ekspertem, podważającym tezę, jakoby to szczepienie było przyczyną zgonu nastolatki, ale siła nośna informacji publikowanych na pierwszej stronie i wrażenie, jakie robią krótkie nagłówki, są nieporównywalnie większe niż nawet najbardziej wartościowe wyjaśnienia, do których wcale nie jest łatwo dotrzeć.
Sam rzut oka na kilka (wybranych) tytułów pokazuje zresztą, z jak dużą skalą dezinformacji – i siania paniki – mieliśmy do czynienia. Rozbieżność dotyczy nawet kluczowej kwestii („dziewczynka”, „nastolatka”, „młoda kobieta”, „kobieta” – wbrew pozorom nie są to synonimy, zwłaszcza w tym kontekście), a także podstawowej okoliczności – zgon nastąpił po kilku dniach, nie kilku godzinach od momentu szczepienia. Za nieścisłości i manipulacje nikt mediów nie rozgrzesza, ale...
W sytuacjach kryzysowych – do takich zaliczyć trzeba również podejrzenie wystąpienia ciężkiego, najcięższego z NOP-ów (podejrzenie, nie fakt) – kluczową rolę odgrywa komunikacja. Instytucje publiczne nie mają wpływu na narrację środowisk antyszczepionkowych w mediach społecznościowych, mają – a w każdym razie mogą mieć – na to, jaki przekaz płynie z mediów głównego nurtu. Pod warunkiem, że z tych możliwości korzystają zawczasu, prowadząc spójną, logiczną i – last but not least – wyprzedzającą, a w każdym razie niespóźnioną komunikację. Mówi się o tym już od lat. Szkoda, że bez widocznych efektów.