Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Szkoda, że premier Donald Tusk nie wiąże zdrowia z fundamentalną w obecnych czasach kwestią bezpieczeństwa naszego kraju – to ubolewanie dało się słyszeć i w dyskusjach ekspertów, i w kuluarach sopockiego EFNI.


Premier Donald Tusk na Europejskim Forum Nowych Idei, Sopot 16 października 2024 r. Fot. KPRM

  • Lewica chce zwiększenia przyszłorocznej dotacji budżetowej do NFZ o 21 mld zł
  • Ostatnio szczególnie dramatycznie wyglądała kwestia programów lekowych
  • Trudno przypuszczać, by w kolejnych tygodniach nie wybuchały następne pożary
  • Rząd stosuje metodę kroplówki i raczej nie ma szans, by odpowiedział pozytywnie na apel dotyczący autopoprawki do projektu przyszłorocznego budżetu
  • Napięta sytuacja finansowa to jeden z powodów, dla których coraz częściej i coraz głośniej podnoszony jest temat wynagrodzeń w ochronie zdrowia
  • Nieoficjalnie wiadomo, że Ministerstwo Zdrowia chciałoby podjąć rozmowy na temat ograniczenia wysokości kontraktów lekarskich
  • MZ – poza korektą przepisów dotyczących karty e-DILO – nie zamierza nowelizować ustawy, z którą to nowelizacją eksperci wiązali ogromne nadzieje
  • Wbrew nadziejom ekspertów nie ma raczej szans na mocny pakiet antyalkoholowy
  • Kondycja zdrowotna starzejącego się społeczeństwa to jeden z najważniejszych czynników ryzyka dla polskiej gospodarki

Największe wyzwanie. Pieniądze na zdrowie, pieniądze w zdrowiu. Lewica chce zwiększenia przyszłorocznej dotacji budżetowej do NFZ o 21 mld zł, co miałoby pozwolić uniknąć scenariusza, jaki realizuje się w ostatnich miesiącach, czyli mniej lub bardziej punktowo wybuchających pożarów, które decydenci próbują gasić. Z naciskiem na słowo próbują.

W minionym tygodniu szczególnie dramatycznie wyglądała kwestia programów lekowych w neurologii, choć reakcja minister zdrowia („są pieniądze w NFZ, rozmawiałam z prezesem Filipem Nowakiem, Fundusz zapłaci za wszystkich pacjentów”) mogłaby świadczyć, że niepotrzebnie wywołano temat. Nie minęły dwie doby, gdy okazało się, że problem jednak był, w zasadzie można domniemywać, że ciągle jest. Wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny w Sejmie powiedział, że w tej chwili „przekazywana jest dodatkowa suma 500 mln zł w celu zasilenia NFZ w zakresie również zapłaty za świadczenia nielimitowane w programach lekowych”. – Zapewniamy ciągłość leczenia pacjentów już zakwalifikowanych, jak i nowych pacjentów – jeśli będą tego wymagać – zadeklarował Wojciech Konieczny. MZ szermuje argumentem o utrzymaniu ciągłości leczenia – ale ani w oświadczeniu Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, które zapoczątkowało burzę, ani w doniesieniach medialnych nie pojawiał się nawet cień sugestii, że z powodu braku środków terapie miałyby być przerywane. Problem jest (był?) z nowymi pacjentami. I choć PTN nagłośnił sprawę teraz, sygnały z odsyłaniem pacjentów z ośrodków z powodu problemów finansowych pojawiały się już wcześniej.

Trudno przypuszczać, by w kolejnych tygodniach nie wybuchały następne, mniejsze lub większe, pożary. Gdyby nie było takiej perspektywy, minister finansów sam z siebie nie deklarowałby, że pojawia się możliwość przekazania z budżetu do NFZ dodatkowych środków – jest więcej niż pewne, że chodzi o zapłatę za świadczenia nielimitowane wykonane w trzecim kwartale. Ministerstwo Zdrowia zapowiadało, że będzie się starać, by szpitale dostały te pieniądze – prawdopodobnie 2-2,5 mld zł – jeszcze przed końcem grudnia.

Rząd stosuje więc metodę kroplówki i raczej nie ma większych szans, by odpowiedział pozytywnie na apel Marceliny Zawiszy dotyczący autopoprawki do projektu przyszłorocznego budżetu i „przejęcia” postulatu Lewicy dotyczącego radykalnego zwiększenia dotacji podmiotowej. Przeciwnie, mimo że coraz bardziej oczywiste jest – dla wszystkich, którzy chcą liczyć – że wypełnianie ustawy 7 proc. PKB na zdrowie na minimalnym poziomie nie odpowiada rudymentarnym potrzebom systemu, minister finansów (i nie tylko) kontynuują narrację o rekordowo wysokim zasilaniu NFZ z kasy państwa.

Napięta sytuacja finansowa to jeden z powodów, dla których coraz częściej i coraz głośniej podnoszony jest temat wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Nie tylko wynagrodzeń zresztą, ale szerzej – kosztów pracy. Nieoficjalnie wiadomo, że Ministerstwo Zdrowia chciałoby podjąć rozmowy na temat ograniczenia wysokości kontraktów lekarskich do ustalonej wielokrotności średniego wynagrodzenia w gospodarce (taki postulat pojawił się w rekomendacjach ekspertów Federacji Przedsiębiorców Polskich, jakie zostały przedstawione w minionym tygodniu). Punktem wyjścia do negocjacji miałaby być, jak można usłyszeć, pięciokrotność średniego wynagrodzenia – ale to, jako górny pułap, nie wydaje się możliwe do zaakceptowania przez środowisko lekarskie (którego przedstawiciele jednocześnie twierdzą zgodnie, że nagłaśniane przez media przypadki faktur wystawianych przez lekarzy na kwoty rzędu 200-300 tys. zł za miesiąc pracy to absolutne, skrajne wyjątki, na podstawie których nie można rozmawiać o rozwiązaniach systemowych).

Największy znak zapytania. Krajowa Sieć Onkologiczna. – Jesteśmy na końcówce prac zakładających kompleksowe zmiany. Na przełomie sierpnia i września będziemy gotowi, by pokazać założenia do projektu – mówił na początku sierpnia Konrad Korbiński, wówczas wicedyrektor Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia. Urzędnik deklarował, że zmiany mają uwzględniać oczekiwania środowiska medycznego i pacjentów, przypominając, że od lat wiele założeń KSO, również mających odzwierciedlenie w ustawie, przyjętej w poprzedniej kadencji, było krytykowanych. – Samo podejście do standaryzacji, do stworzenia nowej struktury ośrodków onkologicznych jest działaniem w dobrą stronę. Na pewno nie powinniśmy z niej rezygnować, a jedynie poprawiać jej niedoskonałości. Podjęliśmy takie działania, które obecnie dyskutowane są wewnętrznie w ramach Krajowej Rady Onkologicznej. To rozwiązania, które przede wszystkim będą uzupełniały pewne braki sieci, a tych braków jest kilka – mówił Korbiński. Termin prezentacji projektu, podany publicznie, minął, zaś niedawno okazało się, że ministerstwo – poza korektą przepisów dotyczących karty e-DILO – nie zamierza nowelizować ustawy, z którą to nowelizacją eksperci wiązali ogromne nadzieje. Priorytetem ma być wdrażanie rozwiązań.

Jakich owoców można się spodziewać po wdrażaniu rozwiązań wybrakowanych i (lub) błędnych? Czy nie będzie to eksperyment na żywym organizmie, i nie chodzi tu tylko o ośrodki onkologiczne, ale przede wszystkim – o leczących się w nich pacjentów?

Na jednym z poprzednich posiedzeń Komisji Zdrowia Bolesław Piecha (PiS) zwracał uwagę na zauważalny brak aktywności legislacyjnej Ministerstwa Zdrowia, czyli po prostu na to, że do Sejmu nie trafiają projekty ustaw systemowych, w których realizowałyby się zapowiedzi i zamiary obecnej ekipy rządzącej. Przewodnicząca Marta Golbik (KO) ripostowała, że w poprzednich kadencjach resort zalewał komisję projektami niedopracowanymi, które były przepychane przez Sejm, a potem trzeba je było poprawiać, więc obecna koalicja woli procedować projekty wolniej, ale staranniej. Jak się okazuje są też inne, bardziej skuteczne sposoby na unikanie wpadek legislacyjnych. Jak w memach, nie przegra ten, kto nie zaczyna grać.

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Starcie o alkohol. – Chciałam zrobić więcej – stwierdziła w minionym tygodniu minister Izabela Leszczyna, odnosząc się do prac nad przepisami ograniczającymi dostępność alkoholu. Kurz po alkotubkach opadł (choć na moment wniósł się po ujawnieniu, że w niektórych sklepach okazjonalnie pojawiają się alkolody) i okazuje się, że wbrew nadziejom ekspertów w dziedzinie zdrowia publicznego czy walki z uzależnieniami, nie ma raczej szans na mocny pakiet antyalkoholowy. Ba, trzeba drżeć, czy Ministerstwu Zdrowia uda się przeprowadzić te dość ograniczone rozwiązania, które zapowiadało od miesięcy, w tym zakaz sprzedaży alkoholu nocą na stacjach benzynowych (wiele w tym czasie padło argumentów, dlaczego alkohol powinien ze stacji benzynowych zniknąć w ogóle, a nocna prohibicja powinna być krajową normą). Zastrzeżenia do pomysłów MZ zgłasza – nie bójmy się postawić kropki nad „i” – PSL. Minister rolnictwa nie chce podwyższenia granicy do 300 ml dla możliwości sprzedaży napojów alkoholowych wyłącznie w szklanych opakowaniach (proponuje utrzymanie 200 ml), minister rozwoju i technologii sprzeciwia się m.in. wprowadzeniu zakazu sprzedaży alkoholu przez internet oraz eliminacji sprzedaży na stacjach benzynowych w godzinach 22.00-6.00.

Największy (niestety) brak zaskoczenia. Zdrowie jako priorytet. W minionym tygodniu Sopot – za sprawą Europejskiego Forum Nowych Idei – przez trzy dni gościł obecnych i byłych premierów, ministrów (był również były prezydent Lech Wałęsa), ekspertów, przedsiębiorców. Jedna ze ścieżek tematycznych poświęcona była zdrowiu i niemal w każdym z paneli, zwłaszcza zaś w tych, które w jakikolwiek sposób łączyły kwestie zdrowia z gospodarką, wybrzmiewał refren: – Szkoda, że premier Donald Tusk, wygłaszając przemówienie otwierające EFNI, nie wskazał zdrowia jako obszaru strategicznego dla swojego rządu. Że szef rządu nie powiązał zdrowia z fundamentalną w obecnych czasach kwestią bezpieczeństwa naszego kraju.

Rzeczywiście, Tusk podczas swojego przemówienia wiele miejsca poświęcił bezpieczeństwu granic, bezpieczeństwu militarnemu, politycznemu (z naciskiem na politykę zagraniczną i umacnianie Polski w Europie), bezpieczeństwu energetycznemu i gospodarczemu.

O bezpieczeństwie zdrowotnym nie było wzmianki. A przecież te związki wydają się oczywiste. Kondycja zdrowotna starzejącego się społeczeństwa to jeden z najważniejszych czynników ryzyka dla polskiej gospodarki – młodych na rynku pracy będzie mniej, więc utrzymanie każdego pracującego w dobrym zdrowiu to być albo nie być. Ale jest też silna afiliacja między poziomem zdrowia i sprawności najmłodszych roczników (wyniki badań nie pozostawiają złudzeń, że jest on fatalny) a siłą militarną państwa. Wydatki na obronność są ważne, jak mówiono w Sopocie, i nikt ich nie podważa. Ale na końcu ktoś przecież musi latać tym F-16.

21.10.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.