Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Niech 2025 rok będzie rokiem uczciwości – apelował w minionym tygodniu prezes lekarskiego samorządu. Dobry pomysł, jednak po co zwlekać? W myśl zasady: „co masz zrobić jutro, zrób dziś” warto przez pryzmat uczciwości spojrzeć na kilka odsłon rzeczywistości ochrony zdrowia z ostatnich dni.


Fot. Adobe Stock

  • Pieniędzy więcej nie będzie. Będziemy więc dokonywać wyborów
  • Onkologia albo operacje endoprotezoplastyki – tak postawiony dylemat to po prostu krzywe zwierciadło, w którym przegląda się system
  • Narracja o „rekordowej”, „gigantycznej” ilości środków, którymi dysponować będzie system, ma się tak samo dobrze, jak za poprzedników
  • Coraz trudniej, we mgle nakładowej, cały czas wytwarzanej przez funkcjonującą metodę n-2, rozmawiać uczciwie o pieniądzach na zdrowie
  • Coraz częściej o szczepieniach przeciwko HPV w ich nowej odsłonie mówi się z niepokojem
  • Przetrwała i rozkwitła – mowa oczywiście o instytucji Rzecznika Praw Pacjenta, która właśnie obchodzi 15-lecie
  • Bartłomiej Chmielowiec wywalczył dla kierowanej przez siebie instytucji pewną odrębność, ale nie zrobiłby tego, konfrontując się z kolejnymi ministrami zdrowia
  • Lista zasług obecnego RPP jest wystarczająco długa i nie warto jej na siłę powiększać

Największa porażka. Onkologia kontra endoprotezy. – Powinniśmy zaproponować sobie poważną debatę o tym, co musimy i chcemy finansować na pewno, a przy czym musimy mieć świadomość, że obowiązuje nas plan finansowy. W mojej ocenie ważniejsze jest leczenie onkologiczne, bo dzięki niemu mamy szansę uratować pacjenta czy przedłużyć mu życie o kilka, czasem kilkanaście lat, niż wszczepienie endoprotezy. Gdybyśmy mieli budżet bez ograniczeń, robimy wszystko. Trzeba podejmować decyzje: mamy tyle pieniędzy i więcej ich nie będzie – mówiła podczas debaty otwierającej XX Forum Rynku Zdrowia minister zdrowia Izabela Leszczyna i ten fragment jej wypowiedzi jest mocnym kandydatem do zwycięstwa w kategorii „najsmutniejsza deklaracja roku 2024” – oczywiście w ochronie zdrowia. Walka o laur będzie zażarta, bo w tej samej dyskusji Leszczyna przyznała, że choć pieniędzy w systemie jest dramatycznie mało (przywołała przykład Czech, ponad 9 proc. PKB na zdrowie, z czego ok. 8 proc. wydatków publicznych), nie jest w stanie przekonać premiera i ministrów do podwyższenia składki.

Pieniędzy więcej nie będzie. Będziemy więc dokonywać wyborów. Minister zdrowia, wskazując z góry przegranych – czyli pacjentów czekających na zabiegi wszczepienia endoprotez – zapomina o jednej, bardzo ważnej, kwestii. Polska w tym obszarze jest już w tej chwili absolutnym pariasem krajów wysokorozwiniętych – przynajmniej biorąc dane za 2021 rok, bo takie uwzględnia raport „Health at a Glance”, przygotowany w 2023 roku przez OECD. W raporcie tym od lat uwzględnione są zarówno liczba wykonywanych procedur wszczepienia endoprotez stawu kolanowego i biodrowego, jak i czas oczekiwania na te zabiegi. Oprócz operacji zaćmy są to, można powiedzieć, punktowe wskaźniki wydolności organizacyjnej (i finansowej) systemów opieki zdrowotnej. I choć zabiegi te nie mają wprost statusu „ratujących życie”, autorzy kluczowego dla krajów rozwiniętych raportu piszą: – Odraczanie oczekiwanych korzyści z leczenia oznacza, że pacjenci nadal żyją z bólem i niepełnosprawnością dłużej niż to konieczne. Może też pogorszyć wyniki zdrowotne pacjentów po interwencji.

Zanim dowiemy się z raportu „Health at a Glance”, na ile sytuacja w Polsce zmieniła się w kolejnym roku, spójrzmy na te dane, które opublikowano rok temu. Mediana liczby dni oczekiwania na wymianę stawu biodrowego w Polsce – 780. W Hiszpanii i Portugalii, a więc krajach, które są zbliżone do Polski, jeśli chodzi o poziom PKB – odpowiednio 74 i 147. Węgry biją nas na głowę – 186! Czas oczekiwania na wymianę stawu kolanowego – 921 dni. Hiszpania – 92, Portugalia – 185, Węgry – 225.

Mediana liczby dni nie mówi wszystkiego. Ważny jest też odsetek pacjentów, którzy czekają – od momentu dostania się do specjalisty do otrzymania świadczenia – dłużej niż trzy miesiące. Ten wskaźnik nie jest dla Polski tak niekorzystny. W przypadku stawu biodrowego to 42 proc. pacjentów, w przypadku stawu kolanowego – 54 proc., i co ważniejsze, od roku 2014 nastąpiła wyraźna, skokowa wręcz redukcja tego odsetka. Można domniemywać, czytając dane łącznie, że w krajach, w których odsetek czekających powyżej trzech miesięcy jest wyższy niż w Polsce, a mediana dramatycznie niższa (dotyczy to na przykład Hiszpanii czy Szwecji), prawie wszyscy muszą czekać nieco ponad trzy miesiące na operację. W Polsce większość pacjentów nie czeka nawet trzech miesięcy, ale ci, którzy czekać muszą – można snuć hipotezy, dlaczego – czekają w nieskończoność. Minister w tej sytuacji „obiecuje”, że będą czekać jeszcze dłużej?

Onkologia albo operacje endoprotezoplastyki – tak postawiony dylemat to po prostu krzywe zwierciadło, w którym przegląda się system.

Największy (niestety) brak zaskoczenia. 6,5 proc. PKB na zdrowie. „Dbamy o polskich pacjentów! Rekordowe środki na opiekę zdrowotną w 2025 roku. To 6,5 proc. PKB, czyli co najmniej 221,7 miliardów złotych” – infografika z taką dezinformacją (bądźmy uczciwi, po prostu kłamstwem) pojawiła się w minionym tygodniu w mediach społecznościowych Koalicji Obywatelskiej. Ciekawostką jest, że grafikę udostępniła na platformie X prof. Alicja Chybicka, ale – przynajmniej na razie – próżno jej szukać zarówno na profilu Izabeli Leszczyny, jak i oficjalnym – Ministerstwa Zdrowia. Być może dlatego, że Leszczyna publicznie obiecała – na pierwszym posiedzeniu Komisji Zdrowia, w jakim wzięła udział w roli ministra, że zawsze będzie opatrywała odsetek PKB, liczony na podstawie ustawy 7 proc. PKB na zdrowie, „gwiazdką”, przypominając, że punktem odniesienia jest PKB sprzed dwóch lat.

Metoda n-2, wpisana do ustawy przez Prawo i Sprawiedliwość, to oszustwo, ale KO nie ma żadnych hamulców, by w oszustwie tkwić. Jednak nawet w tej zafałszowanej rzeczywistości 6,5 proc. PKB na zdrowie nie jest żadnym rekordem. W 2023 roku było więcej – przekroczyliśmy 7 proc. PKB, i to jest jednym ze źródeł obecnego kryzysu. W wydatkach na zdrowie nastąpiło ogromne tąpnięcie, a poziomu sprzed roku nie można utrzymać – bo nie ma w NFZ rezerw. Dlatego minister zdrowia przedstawia opinii publicznej fałszywe dylematy (onkologia kontra endoprotezy), dlatego szpitale z niepokojem patrzą, czy pojawią się jakiekolwiek płatności za świadczenia wykonane ponad limit, dlatego pacjenci nie mogą być pewni, że leczenie rozpoczną w optymalnym momencie lub że na czas zostaną zdiagnozowani.

Tkwienie w fałszu – eksperci przestrzegali przed tym scenariuszem już na początku roku – ma swoje konsekwencje. Narracja o „rekordowej”, „gigantycznej” ilości środków, którymi dysponować będzie system (ciekawostka, w tym roku tonie w nędzy, co widać gołym okiem, skoro nawet minister finansów nie wyklucza kolejnej „zrzutki” i zasilenia kasy NFZ pod koniec roku, w przyszłym nakłady będą „rekordowe”), ma się tak samo dobrze, jak za poprzedników, a nastrój udziela się nawet osobom, które system znają od podszewki. Podczas panelu otwarcia wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny z Lewicy nie ukrywał zdumienia, a nawet szoku po przedstawieniu wyników ankiety, w której udział wzięła część uczestników Forum Rynku Zdrowia (jak przekazali nam organizatorzy, wypełniło ją ok. 500 osób z zarejestrowanych niemal 3 tysięcy). Na pytanie, co poprawiłoby sytuację finansową systemu ochrony zdrowia, blisko połowa ankietowanych odpowiedziała, że… lepsza organizacja systemu (premier Donald Tusk lubi to!). 15 proc. wskazało wprowadzenie współpłatności za wizyty (postulat równie stary, co nierealny politycznie), niewiele mniej – zamrożenie podwyżek dla pracowników ochron zdrowia. Niespełna co dziesiąty (!) wybrał zwiększenie nakładów z budżetu państwa, jeszcze mniejszą popularnością cieszyły się odpowiedzi „dodatkowe ubezpieczenia” i „wyższa składka zdrowotna”.

Coraz trudniej, we mgle nakładowej, cały czas wytwarzanej przez funkcjonującą metodę n-2, rozmawiać uczciwie o pieniądzach na zdrowie – nawet wśród profesjonalistów medycznych. Coraz łatwiej – ignorować fakty, które są bezwzględne, dlatego, że są. Kolejny raport OECD, w którym znów poznamy swoje miejsce w szeregu wśród krajów europejskich, zostanie (po raz kolejny) przez decydentów przemilczany. Temat nakładów może podejmie Lewica, może o przepaści, jaka dzieli nas od krajów, z którymi chcielibyśmy się porównywać, będzie mówić część ekspertów – ale na więcej ochrona zdrowia liczyć nie może, bo przecież rząd „dba o polskich pacjentów!”.

Największy znak zapytania. Szczepienia przeciwko HPV. Od 1 września do 20 października, a więc przez niecałe dwa miesiące od „przełomu”, czyli wprowadzenia szczepień przeciw HPV do szkół zaszczepionych zostało, w poszczególnych rocznikach:

  • 2010 – 1,11% dzieci
  • 2011 – 2,77%
  • 2012 – 4,8%
  • 2013 – 3,41%
  • 2014 – 2,79%
  • 2015 – 1,72%.

To czysta informacja, ale zestawiona z dwoma danymi z ubiegłego roku, dotyczącymi dwóch roczników uprawnionych wtedy do korzystania z powszechnych szczepień, daje do myślenia.

W pierwszych dwóch miesiącach funkcjonowania programu, czyli w czerwcu i lipcu 2023 roku zaszczepiło się 5,67 proc. rocznika 2010 i 4,47 proc. rocznika 2011 – mimo wakacji i wszystkich utrudnień, które wówczas towarzyszyły szczepieniom. Z kolei od 1 września do 20 października w tych samych rocznikach zaszczepiono po nieco ponad 3 proc. uprawnionych – mimo, że wtedy zaczęły już występować gdzieniegdzie problemy z dostępnością chętniej wybieranej szczepionki.

Miał być przełom, jest – co przyznają eksperci – buksowanie. Coraz częściej o szczepieniach przeciwko HPV w ich nowej odsłonie mówi się, podczas dyskusji eksperckich z niepokojem, a w mediach nie brakuje informacji, które stawiają pod znakiem zapytania nie tyle sensowność przyjętych rozwiązań, co poziom ich zrozumienia przez instytucje, które miały je wdrożyć. Choćby fakt, że w niektórych miastach (tu wskazana jest Warszawa), rodzice, którzy chcą szczepić dziecko indywidualnie, słyszą w poradniach POZ, że teraz szczepienia organizowane są wyłącznie w szkołach. Szczepienia w szkołach zaś oznaczają – bardzo często – wyłącznie informację, do której przychodni (z którą porozumiał się dyrektor placówki) rodzice mają się zgłosić, w jakim terminie i godzinach.

Jeszcze większym problemem jest to, że nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji. A konkretnie, tego, że aktywiści antyszczepionkowi nie przegapią okazji do wystrzelenia całego arsenału kłamstw i manipulacji. Choć już w sierpniu wiadomo było, że do szkół zaczynają trafiać pisma antyszczepionkowców, zaś na początku września rodzice zostali wręcz nimi zalani (nie wiadomo, czy można wierzyć we wszystkie wiadomości, jakie na ten temat dochodzą, ale są placówki, w których listy antyszczepionkowców były traktowane na równi z oficjalnymi pismami w sprawie szczepień), nie ustawiono żadnej tarczy ochronnej. Ani MEN, ani MZ nie czuły się najwyraźniej odpowiedzialne za podjęcie kontrofensywy – i w tej chwili eksperci mogą tylko diagnozować, że aktywność antyszczepionkowców zdecydowanie wpłynęła na realizację programu szczepień (pomijając kłopoty organizacyjne, których również nie brakuje).

Warte odnotowania. 15-lecie RPP. Gdy powstawała, była – z punktu widzenia systemu i pacjentów – kompletnie pozbawiona znaczenia. Pojawiały się pomysły, by ją zlikwidować, albo przenieść do Rzecznika Praw Obywatelskich (na co politycy nigdy by się nie zgodzili, bo RPO wyposażony jest w narzędzia, które sprawiłyby systemowi ochrony zdrowia, a pośrednio również im zbyt wiele problemów). Przetrwała i rozkwitła – mowa oczywiście o instytucji Rzecznika Praw Pacjenta, która właśnie obchodzi 15-lecie.

Nie ma wątpliwości, że od 2017 roku, gdy Rzecznikiem Praw Pacjenta został Bartłomiej Chmielowiec, trendy się odwróciły. Choć wiele osób wskazuje, że boosterem RPP była pandemia, warto zauważyć, że nowy rzecznik wszedł na scenę już wcześniej. Niespełna rok po swojej nominacji dał się zauważyć podczas debaty „Wspólnie dla zdrowia” i można było już wtedy domniemywać, że zacznie odgrywać ważną rolę w systemie, skoro przedstawił przynajmniej dwa rozwiązania, które w kolejnych latach były tematem debat (edukacja zdrowotna w szkołach, system no fault), choć na ich realizację jeszcze czekamy. Nowy RPP zbudował swoje Biuro i swoją pozycję, stosując taktykę rozpychania się w systemie. Stopniowego rozpychania się i znajdowania niezagospodarowanych lub źle zagospodarowanych nisz, przejmowania kiepsko realizowanych idei (wojewódzkie komisje orzekające o odszkodowaniach). Nieco w myśl zasady, że nie nalewa się nowego wina do starych bukłaków – proponował nowe rozwiązania i (co nie jest regułą i na pewno nie jest łatwe) pilnował, by zostały zrealizowane.

Są powody do wyróżnień i nagród? Oczywiście, i to liczne. Ale czy na pewno należą się one za „niezależność” i „walkę o prawa reprodukcyjne kobiet”, co znalazło się w uzasadnieniu wyróżnienia przyznanego podczas gali Forum Rynku Zdrowia?

Rzecznik Praw Pacjenta jest tytułowany „ministrem”, jest powoływany przez premiera, i choćby dlatego jego niezależność instytucjonalna jest wątpliwa. Bartłomiej Chmielowiec wywalczył dla kierowanej przez siebie instytucji pewną odrębność, ale nie ma żadnej wątpliwości, że nie zrobiłby tego, konfrontując się z kolejnymi ministrami zdrowia, z którymi współpracował, czy wręcz – z rządzącą większością. Najważniejszym tematem systemowym, na którym test na niezależność wypadł niepomyślnie dla RPP, jest oczywiście ustawa o jakości i bezpieczeństwie pacjenta, w której najpierw całkowicie wypaczono ideę no fault, a następnie ją z projektu usunięto (na szczęście) – RPP, choć mocno się zaangażował (duży plus) w forsowanie dobrych, albo przynajmniej akceptowalnych, rozwiązań, ostatecznie wywiesił białą flagę, następnie autoryzował wadliwą ustawę, stawiając kropkę nad „i” podziękowaniami pod adresem byłego ministra zdrowia, odwołanego kilka tygodni wcześniej, za doprowadzenie do uchwalenia ustawy (Karpacz 2023). Ten ostatni gest na pewno świadczy dobrze o lojalności, trzeba przyznać. O czym natomiast może świadczyć długotrwała i znacząca cisza ze strony RPP wokół tematu ujawnienia przez Adama Niedzielskiego wrażliwych informacji na temat pacjenta na początku sierpnia 2023 roku i czy na pewno o niezależności?

A walka o prawa reprodukcyjne kobiet, za którą dziękował w trakcie jubileuszu wiceminister Wojciech Konieczny (Lewica)? Czy chodzi o stanowisko, wydane po interwencjach jednej z organizacji walczących o respektowanie przepisów ustawy antyaborcyjnej (maj 2023), że zagrożenie zdrowia psychicznego powinno być traktowane na równi z innymi stanami zagrożenia zdrowia kobiety? To można oczywiście byłoby uznać za realne dokonanie, gdyby nie okoliczności. Po pierwsze, trwająca długi czas batalia o wydanie takiego stanowiska, po drugie – kontekst polityczny: nie tyle rząd PiS, co minister zdrowia, walczący o miejsce na listach wyborczych, oraz część polityków partii rządzącej zorientowała się, jak wielkie znaczenie w nadchodzących wyborach może mieć wyrok TK Julii Przyłębskiej z października 2020 roku. Niedzielski, zwłaszcza po wydarzeniach w Nowym Targu, stanowiska RPP w sprawie zdrowia psychicznego używał jako dowodu, że tak naprawdę dostęp do legalnej aborcji jest identyczny, jak przed wyrokiem.

Czy za „walkę o prawa reprodukcyjne kobiet” można uznać kontrole post factum, przeprowadzane w szpitalach, w których doszło do zgonów ciężarnych, u których nie zakończono zagrażających ich życiu ciąż? Warto przypomnieć, w tym kontekście, o interwencjach ze strony Rzecznika Praw Obywatelskich – w 2017 roku Adam Bodnar zwracał się zarówno do NFZ, jak i RPP o wyjaśnienia i kontrolę sytuacji w województwach, w których na przestrzeni lat nie wykonano żadnego zabiegu aborcji – sztandarowym przykładem było oczywiście Podkarpacie.

Lista zasług obecnego RPP jest wystarczająco długa i nie warto jej na siłę powiększać o to, czego w „trudnych” czy wręcz „ponurych” (Wojciech Konieczny) czasach RPP się zasadniczo nie podejmował. Nie ma powodu, by robić z tego zarzut, ale tym bardziej nie ma co przypisywać zasługi.

28.10.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.