Mechanizm, który został zaproponowany przez zespół ds. preskrypcji i realizacji recept, naszym zdaniem spowoduje utrudnienie w pracy, a nie zautomatyzowanie refundacji, jakie my mamy na myśli – mówi Tomasz Zieliński, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.
Tomasz Zieliński. Fot. Marcin Kmieciński / PAP
- Dla nas zautomatyzowanie orzekania o refundacji oznacza, że lekarz zajmuje się stwierdzeniem, jak leczyć pacjenta, wystawia receptę, a o tym, ile pacjent ma zapłacić, decyduje system
- Z propozycji zawartych w raporcie zespołu wynika, że lekarz będzie zamieszczał podczas wystawiania recepty szereg informacji, które w wielu przypadkach przysporzą mu pracy
- Nie wszyscy widzą w tym mechanizmie problem, np. NIL poparła rozwiązanie proponowane przez zespół
- Nie podważamy całego raportu. Natomiast w naszej ocenie część dot. automatyzacji refundacji powinna być przedyskutowana i przemyślana wspólnie raz jeszcze
- Temat automatyzacji refundacji nie jest zamknięty, a jeśli za taki zostanie uznany, zmarnujemy pieniądze na budowanie systemu, który nie rozwiąże naszych problemów
- Każdy, kto choć trochę się orientuje w systemie refundacji, wie, że tu nie ma prostych spraw. Obwieszczenia refundacyjne są niejednoznaczne, poza tym musimy pamiętać o ChPL-ach
- Liczyłem, że uda się nam zbudować rozwiązanie, które uprości pracę lekarza, ale też sprawi, że stanie się ona mniej ryzykowna od strony finansowej
- Możemy się starać pracować zgodnie ze wszystkimi zasadami refundacji, ale naprawdę nie wiem, czy nie wisi nade mną kara w wysokości nie tylko kilkudziesięciu, ale kilkuset tysięcy złotych, albo miliona
Małgorzata Solecka: „Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, zrzeszeni w Federacji Porozumienie Zielonogórskie, są przeciwni rekomendacjom zawartym w opublikowanym raporcie zespołu ds. preskrypcji i realizacji recept. Mimo dwunastomiesięcznej pracy zespołu, który miał na celu usprawnienie systemu recept, w dokumencie brak kluczowych zmian, takich jak automatyczne ustalanie poziomu refundacji leków, które miały zmniejszyć biurokrację”. Skąd ten sprzeciw, skoro byliście zaangażowani w prace nad rozwiązaniami, opisanymi w raporcie?
Tomasz Zieliński: Mechanizm, który ostatecznie został zaproponowany, naszym zdaniem spowoduje utrudnienie w pracy, a nie zautomatyzowanie, jakie my mamy na myśli. Dla nas zautomatyzowanie orzekania o refundacji oznacza, że lekarz zajmuje się stwierdzeniem, jak leczyć pacjenta, wystawia receptę, a o tym, ile pacjent ma zapłacić, decyduje system, który automatycznie na podstawie zgromadzonych danych orzeknie, jaka powinna być odpłatność – i przekaże tę informację do apteki. My nie wnikamy, czy system powinien to stwierdzać na etapie wystawiania recepty, czy dostarczania jej do apteki.
Zespół w raporcie zapisał natomiast, że lekarz będzie zamieszczał podczas wystawiania recepty szereg informacji, które w niektórych sytuacjach ułatwią określenie poziomu refundacji, ale w wielu przypadkach odwrotnie – przysporzą lekarzowi pracy, bo będzie musiał odpowiadać na pytania, wybierać z listy wskazania i szukać, które będzie właściwe dla konkretnego leku.
My dziś właśnie to robimy, w naszych programach gabinetowych. Zmiana miałaby polegać na tym, że będziemy to robić, korzystając z platformy P1. Co już samo w sobie będzie oznaczać zmianę na gorsze, bo jednak aplikacje gabinetowe działają szybciej, a gdy uwzględnimy, że jednoczasowo z P1 będą korzystać, wysyłać zapytania, tysiące – może dziesiątki tysięcy – lekarzy, to oczywiste jest, że praca platformy przy takich obciążeniach jeszcze zwolni. Nic nie będzie prostsze, a cały proces wystawiania recepty tylko się wydłuży...
Jednak był Pan przecież członkiem tego zespołu. Na jakim etapie prac okazało się, że sprawy – z punktu widzenia lekarzy, przede wszystkim podstawowej opieki zdrowotnej, gdzie recept wystawia się najwięcej – nie idą po waszej myśli?
Raport jest bardzo szeroki i zawiera mnóstwo wątków, które oceniamy pozytywnie. Na przykład kwestię recepty rocznej, która zostaje uwolniona z przypisania do konkretnej apteki i pacjent może ją realizować etapami w różnych aptekach. Jednak dla POZ kluczowa jest właśnie automatyzacja refundacji. To jest jeden z największych, jeśli nie największy problem dla nas, jako lekarzy.
I muszę powiedzieć, że od początku prac nad tym rozwiązaniem zwracałem uwagę, że obrana ścieżka nie jest właściwa.
Obrana ścieżka, czyli?
To, że lekarz wprowadza dane, a platforma P1 odsyła nam listę pytań czy informacji do ponownego odesłania. Ten mechanizm, który miałby być zdaniem zespołu rozwiązaniem problemu, jako praktyk, jako lekarz, który wystawia mnóstwo recept, i jako reprezentant lekarzy POZ, wystawiających lwią część recept w systemie i również płacących lwią część kar za tzw. nienależną refundację, oceniam po prostu źle. Podobnie jak prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej.
W zespole byli też inni lekarze.
Tak, i nie wszyscy widzą w tym mechanizmie problem, ostatecznie na przykład Naczelna Izba Lekarska poparła rozwiązanie proponowane przez zespół.
Co teraz? FPZ się sprzeciwia rozwiązaniu proponowanemu przez zespół, wskazujecie uzasadnienie...
Chcemy zapobiec brnięciu w ślepą uliczkę. Naszym zdaniem, jeśli rozpocznie się wdrażanie tej chybionej propozycji, będzie musiało zostać wykonane mnóstwo pracy – zarówno przez Centrum e-Zdrowia, jak i naszych dostawców oprogramowania. Zmarnujemy czas informatyków i nasze pieniądze (nasze – podatników, nasze – lekarzy) i na końcu okaże się, że to jednak nie działa tak, jak powinno.
Nie podważamy, podkreślę raz jeszcze, całego raportu. On jest bardzo potrzebny na przykład farmaceutom w części dotyczącej aptek. I te rozwiązania powinny być realizowane bez zwłoki. Natomiast w naszej ocenie część dotycząca automatyzacji refundacji powinna być przedyskutowana i przemyślana wspólnie raz jeszcze. Powinni razem usiąść przede wszystkim praktycy, ale też osoby zajmujące się wdrażaniem tego zagadnienia, czyli informatycy. Nie tylko z CeZ, ale też ci, którzy wdrażają przygotowane rozwiązania od strony gabinetów. Na pewno przy tak skomplikowanej materii łatwiej będzie realizować rozwiązania, jeśli wcześniej zostaną omówione i uzgodnione.
Chcemy wrócić do rozmowy. Temat automatyzacji refundacji nie jest zamknięty, a jeśli za taki zostanie uznany, zmarnujemy pieniądze na budowanie systemu, który nie rozwiąże naszych problemów. My, czyli lekarze, nadal będziemy niezadowoleni.
Rozumiem, że proponujecie wycofanie się do punktu wyjścia. Nie chodzi o poprawianie rozwiązania, które zostało wybrane, tylko zrobienie jeszcze kroku wstecz?
Tak. Uważamy, że pomysł z pytaniami, które miał podsuwać system, niczego nie zmienia. Jeśli ktoś nie wystawia recept w dużej liczbie, może się mu wydawać, że to jest jakieś rozwiązanie. Jeśli ktoś nie wystawia recept w ogóle, w ogóle też nie rozumie problemu, bo może się mu wydawać, że pacjentowi X lek Y się należy albo nie należy. Prosta sprawa.
Tylko że każdy, kto choć trochę się orientuje w systemie refundacji, wie, że tu nie ma prostych spraw. Obwieszczenia refundacyjne są niejednoznaczne, poza tym musimy pamiętać o ChPL-ach. W dodatku lekarze POZ wystawiają recepty pacjentom jako kontynuację – na przykład po tym, jak pacjent został wypisany ze szpitala. Nie mamy dostępu do całości dokumentacji medycznej. Czasami słyszę rady, żeby wtedy, gdy mam wątpliwości, czy recepta refundowana się pacjentowi należy, po prostu wystawiać receptę pełnopłatną. Ale przecież wiemy, że część pacjentów pełnopłatnych leków nie wykupi.
Automatyzacja refundacji miała dwa główne cele. Z jednej strony zmniejszenie obciążenia pracą, z drugiej – zredukowanie zagrożenia karami za tzw. nienależną refundację. Może należałoby, zakładając, że systemu nie da się tak łatwo uprościć, zawalczyć o to, by lekarze nie byli po prostu karani, jeśli nie odnoszą żadnych korzyści z tytułu wystawiania recept?
Rzeczywiście, liczyłem, że uda się nam zbudować rozwiązanie, które uprości pracę lekarza, ale też sprawi, że stanie się ona mniej ryzykowna od strony finansowej, bo odpowiedzialność za poziom refundacji będzie po stronie autoryzowanego przez państwo systemu. Z tą myślą proponowaliśmy pewne uproszczenia w samym podejściu do refundacji – jestem pewny, że gdyby nawet z tego powodu wydatki na refundację nieco wzrosły, ostatecznie i tak byśmy wyszli na plus, oszczędzając czas – a więc i konkretne pieniądze – pracy personelu, lekarzy, ale też pielęgniarek.
Nie mam żadnej wątpliwości, że lekarz powinien ponosić odpowiedzialność zawodową, w ramach izby lekarskiej, za wystawianie recept. Za to, mówiąc wprost, czy leczy pacjentów zgodnie ze sztuką, z wiedzą medyczną. Ale czy powinien odpowiadać finansowo, ponosić karę, za refundację? W mojej ocenie nie, ale obawiam się, że woli politycznej, by tę odpowiedzialność znieść, nie ma i nie będzie.
Porozumienie Zielonogórskie bardzo donośnie mówi o automatyzacji refundacji. Ale czy z punktu widzenia zwykłych lekarzy to rzeczywiście jest tak istotna kwestia?
Tak jak mówiłem, z punktu widzenia lekarza praktyka, a nie działacza FPZ – to jedna z największych bolączek systemowych. Oczywiście, podkreślam, z punktu widzenia lekarza, nie pacjenta. Potwierdzają to rozmowy z lekarzami, którzy żyją i pracują w nieustającym lęku przed karami finansowymi. My, proszę pamiętać, nie mamy nad tym żadnej kontroli. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy, kiedy i w jakim zakresie NFZ będzie chciał nas kontrolować. Możemy się starać – ja się staram – pracować zgodnie ze wszystkimi zasadami refundacji, ale naprawdę nie wiem, czy nie wisi nade mną kara w wysokości nie tylko kilkudziesięciu, ale kilkuset tysięcy złotych, albo miliona. Do naszego życia w każdej chwili może wkroczyć kontroler Funduszu i całkowicie nas zrujnować.
I jest dokładnie tak – na naszych decyzjach korzysta pacjent, który dostaje tanio leki. Zarabia apteka, firma farmaceutyczna, cały łańcuch pośredników, a lekarz, który żadnej korzyści nie ma, ponosi karę.
Minister zdrowia mówi o odwracaniu piramidy świadczeń, stawianiu systemu z głowy na nogi – wydaje się, że w tym obszarze również przydałby się taki manewr. Oczywiście, jeśli dochodzi do umyślnych nieprawidłowości, nadużyć, kara jest oczywistością...
Takimi przypadkami powinien się zajmować prokurator. Mówimy o błędach nieumyślnych, o pomyłkach, o które bardzo łatwo w tym skomplikowanym, nieczytelnym wręcz systemie. Weźmy przykład refundacji preparatu mlekozastępczego, bo on dobrze pokazuje problem. Tam było jasne kryterium wieku. I już po pierwszej nieprawidłowo, zdaniem NFZ, wystawionej recepcie Fundusz powinien zaalarmować lekarzy, rozwiązać tę kwestię. A przecież tak nie było – całymi latami NFZ płacił aptekom kwoty refundacji, a potem skontrolował lekarzy i zażądał jeszcze gigantycznych odsetek.
Jak rozumiem, publikacja stanowiska w sprawie automatyzacji to nie wszystko? Będą jakieś kolejne działania?
Już je podjęliśmy. W ubiegłym tygodniu udało mi się na ten temat chwilę porozmawiać z minister zdrowia Izabelą Leszczyną. Rozmawiamy z OZZL. Chcemy doprowadzić do spotkania, nie żadnych wielkich rozmów politycznych, tylko technicznego spotkania, podczas którego poszukamy wspólnie sposobu rozwiązania tego problemu.
Rozmawiała Małgorzata Solecka