Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Jarosław Kaczyński jest doświadczonym politykiem i wie, że wotum nieufności to najlepszy sposób na zapewnienie ministrowi (każdemu) kolejnych tygodni lub miesięcy urzędowania, bez obaw o dymisję. Nie o zmianę ministra chodzi, tylko o okazję do „przeczołgania” rządu i wytknięcia wszystkich problemów systemu ochrony zdrowia.

Konferencja prasowa PiS, 31 października 2024 r. Fot. x.com

  • Nie chcę, ale muszę – można byłoby streścić wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, gdy zapowiadał złożenie przez PiS wniosku o wotum nieufności wobec minister zdrowia
  • Trzeba przyznać, że w obecnych warunkach sama zmiana personalna jest pozbawiona większego sensu, a na pewno – znaczenia
  • Jest (już) awantura o zarobki lekarzy, będzie – o wynagrodzenia pielęgniarek, które na 19 listopada zapowiadają protest
  • Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że rząd policzył pieniądze, jakimi dysponuje system ochrony zdrowia i stwierdził, że na obecny kształt ustawy podwyżkowej po prostu nas nie stać
  • Wkrótce do Polski ma trafić dostawa kilkuset tysięcy dawek szczepionki przeciwko COVID-19 – czy będzie na nie popyt? Na pewno, jeśli poprawi się logistyka, bo na razie jest, po prostu, fatalnie

Największy brak zaskoczenia. Wotum nieufności. Nie chcę, ale muszę – można byłoby streścić czwartkowe wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego podczas konferencji prasowej, gdy zapowiadał złożenie przez PiS na najbliższym posiedzeniu Sejmu wniosku o wotum nieufności wobec minister zdrowia. To oczywiście nieprawda, lider opozycji bardzo chce, choć wcale nie musiałby składać wniosku o odwołanie Izabeli Leszczyny, a jeśli rzeczywiście uważa, że w tej chwili potrzebny jest minister, który ma plan, najlepszym wyjściem byłoby czekanie na ruch premiera.

Jednak nie o zmianę ministra przecież chodzi – Kaczyński jest doświadczonym politykiem i wie, że wotum nieufności, z debatą i całą listą mniej lub bardziej uzasadnionych zarzutów, to najlepszy sposób na zapewnienie ministrowi (każdemu) kolejnych tygodni lub miesięcy urzędowania, bez obaw o dymisję. Premier i koalicja rządowa będą bronić Izabeli Leszczyny tak, jak PiS broniło choćby Adama Niedzielskiego, który na dymisję zasługiwał co najmniej tak samo, jak obecna szefowa resortu. Nie o zmianę ministra chodzi, chodzi o okazję do „przeczołgania” rządu i wytknięcia wszystkich problemów systemu ochrony zdrowia. PiS wcale nie obawia się zarzutów, że przecież gros tych kłopotów wynika z decyzji, jakie były podejmowane w ostatnich kilku latach, zwłaszcza w ostatnich dwóch latach rządów tej partii. Dobrze, prawdopodobnie, definiuje nastroje społeczne – po blisko roku rządów opinia publiczna odpowiedzialność jest skłonna lokować już po stronie obecnego rządu. Zwłaszcza, że w zdrowiu nie było bilansu otwarcia z prawdziwego zdarzenia, a gabinet Donalda Tuska wszedł w koleiny narracji, wydeptane przez poprzedników („historyczny”, „znaczący”, „skokowy” wzrost nakładów na zdrowie).

Premier – pisaliśmy o tym już nie raz – nie do końca jest zadowolony z tego, jak idą sprawy w zdrowiu i poważnie bierze (brał?) pod uwagę zmianę na stanowisku ministra zdrowia, choć trzeba przyznać, że w obecnych warunkach (czyli bez perspektywy znaczącego wzrostu nakładów) sama zmiana personalna jest pozbawiona większego sensu, a na pewno – znaczenia. Jest jednak oczywiste, że gdy opozycja zażąda zmiany ministra, taką zmianę po prostu zablokuje.

Kaczyński o tym wie. I zakłada zapewne, że Tusk nie posunie się do tego, by powtórzyć jego własny manewr z grudnia 2017 roku, przeprowadzony nota bene o poziom wyżej, czyli na szczeblu premiera, gdy 7 grudnia ówczesna większość rządowa z dużym marginesem bezpieczeństwa odrzuciła wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec premier Beaty Szydło, a tego samego dnia sama zainteresowana została zmuszona do złożenia na Nowogrodzkiej swojej dymisji, by mógł ją zastąpić Mateusz Morawiecki.

Największe wyzwanie. Wynagrodzenia w ochronie zdrowia. Jest (już) awantura o zarobki lekarzy, będzie – o wynagrodzenia pielęgniarek, które na 19 listopada zapowiadają protest, bo nie chcą „odpuścić” walki o swój projekt nowelizacji ustawy podwyżkowej. To jednak dopiero preludium, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że rząd policzył pieniądze – obecne i przyszłe – jakimi dysponuje system ochrony zdrowia i stwierdził, że na obecny kształt ustawy po prostu nas nie stać. Właśnie o tym mówił premier, deklarując wzięcie na siebie politycznej odpowiedzialności za rozmowy, które mają zrównoważyć system ochrony zdrowia. Tusk bardzo wyraźnie podkreślał, że nie obwinia lekarzy o „pazerność”, natomiast nie ma możliwości utrzymania systemu, który generuje tak wysokie kominy zarobków w jednej grupie zawodowej.

Temat zarobków lekarzy jest najbardziej nośny dla opinii publicznej – decyduje o tym wysokość jednostkowych kwot, a porządkowanie tego obszaru nie będzie należeć do prostych (jest szereg czynników usztywniających, na przykład czas pracy lekarza, duża liczba szpitali czy oddziałów, której nie da się zredukować w krótkim czasie, jeśli w ogóle ta operacja tym razem po pierwsze zostanie podjęta, po drugie – ukończona, różne formy zatrudnienia, rozdrobnienie specjalizacji), natomiast porównywalnie wielkim wyzwaniem mogą być wynagrodzenia pozostałych pracowników ochrony zdrowia. Choć zarobki poprawiły się we wszystkich zawodach medycznych, nie ma żadnych wątpliwości, że ich poziom to zupełnie inna liga i szukanie tam oszczędności wywołać może o wiele większe emocje. Trzeba też pamiętać, że cała rzesza pracowników ochrony zdrowia zarabia niewiele więcej niż minimalna krajowa (część szpitali mówi o tym otwarcie, zaznaczając, że borykają się z problemem podwyżek dwa razy w roku, w styczniu – gdy zmienia się stawka minimalna w gospodarce, i w lipcu – gdy muszą podwyższać wynagrodzenia według ustawy dotyczącej ochrony zdrowia).

Największy znak zapytania. Minister o sytuacji w zdrowiu. „Potrzeby pacjentów są każdego roku wyższe. Do niedawna nie leczyliśmy bardzo drogą terapią genową dzieci chorych na SMA, ponieważ nie było badań przesiewowych. Teraz je leczymy, a to dodatkowy koszt od przyszłego roku dla Funduszu”. Opublikowany w środku tygodnia przez PAP wywiad z Izabelą Leszczyną roi się od – trzeba wierzyć – skrótów myślowych, które aż proszą o wyjaśnienie. Choćby właśnie leczenie SMA, które od początku urzędowania obecnego gabinetu pojawia się, regularnie, deus ex machina, wywołując niemałe zamieszanie.

Jaki „dodatkowy koszt od przyszłego roku” minister ma na myśli w kontekście programu badań przesiewowych, który całą Polskę objął w marcu 2022 roku? Już praktycznie w 2022 roku i w całym 2023 Narodowy Fundusz Zdrowia ponosił koszty leczenia – najpierw jedynie nusinersenem, potem również terapią genową noworodków, u których w przesiewie potwierdzono SMA. Można odnieść wrażenie, że obecnie rządzący nie mogą pogodzić się z faktem, że lwia część decyzji dotyczących tego programu, który jest niewątpliwym i niekwestionowanym sukcesem polskiej ochrony zdrowia, zapadła w czasach, gdy rządzili poprzednicy. Dotyczy to również leczenia „bardzo drogą terapią genową”.

Izabela Leszczyna mówi również w wywiadzie, że nie zgadza się z sugestią, że „w 2023 r. potrzeby zdrowotne były zaspokajane lepiej niż w roku 2024, czy będą w roku 2025”. – Jest odwrotnie. Opieka zdrowotna w Polsce każdego roku jest na coraz wyższym poziomie, a potrzeby zdrowotne pacjentów są każdego roku zaspokajane coraz lepiej – przekonuje. Gdyby temat nie był tak skrajnie poważny, można byłoby rzucić jakimś sarkastycznym bon-motem. Tu jednak nie ma miejsca na sarkazm. Wystarczy może przypomnieć, że niespełna dwa tygodnie wcześniej szefowa resortu zdrowia przekonywała (zresztą ślad tego myślenia można odnaleźć również w rozmowie z PAP), że gdy „mamy tyle pieniędzy, ile mamy”, trzeba wyznaczać priorytety, a resztę pacjentów „kolejkować”, co w dużej części oznacza po prostu odesłanie do prywatnego sektora, gdzie mogą nie tyle lepiej, co w ogóle, zaspokajać swoje potrzeby zdrowotne.

Największa porażka. Szczepienia p. COVID-19. „Małe zainteresowanie szczepieniami przeciw COVID-19” – sygnalizuje radio RMF FM, informując, że do tej pory zaszczepiło się około 90 tys. osób. Wkrótce do Polski ma trafić dostawa kilkuset tysięcy dawek szczepionki – czy będzie na nie popyt? Na pewno, jeśli poprawi się logistyka, bo na razie jest, po prostu, fatalnie. Z aptek, które szczepią, dochodzą informacje o nagminnym dublowaniu zapisów – jednoczasowo potrafią się pojawić dwie lub nawet trzy osoby. I problemem nie jest wcale tłok w punkcie szczepień, a to, że przy ograniczonej puli dawek – apteki otrzymują ich po sto – na szczepienie tą pulą zapisanych jest, na przykład, 120 osób – i wszystkie się stawiają, niezwykle szczepieniem zainteresowane.

Zainteresowani szczepieniami są seniorzy. W jednym z największych miast 87-latkowi i 76-latce, po kilku telefonach do okolicznych poradni POZ (nagminna odpowiedź: „szczepimy tylko pacjentów z naszych list aktywnych”) oraz aptek udało się, pod koniec października, zapisać na 25 listopada. Brak możliwości zapisu przez infolinię to duży problem dla osób nieposiadających aktywnego IKP. Z drugiej strony, przynajmniej do początku listopada, mimo wystawionego skierowania, niemożliwe było umówienie terminu szczepienia dla starszych nastolatków. „Brak dostępnych terminów” – odpowiadał system.

Wiele wskazuje, że to nie zainteresowanie jest mikre, lecz poziom przygotowania do operacji szczepień p. COVID-19. Fakt, że nie jest to już operacja przeprowadzana z ogromnym rozmachem, przy zaangażowaniu ogromnych środków i dużej mobilizacji, nie znaczy, że nie trzeba jej odpowiednio przygotować. Oczywiście, pod warunkiem, że chcemy jako państwo osiągnąć jakiś cel, a nie tylko odhaczyć zadanie w tabeli.

02.11.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.