Projekt zmian w szpitalnictwie trafi ponownie do konsultacji publicznych – zdecydował w środę rząd. Nie ma też ostatecznej (jest „kierunkowa”) decyzji dotyczącej zmian w składce zdrowotnej, która za tydzień znów będzie przedmiotem obrad Rady Ministrów. Za wiadomość dnia, a może nawet dni, jakie zostały nam do końca roku, można uznać fakt, że minister finansów nie zatwierdził planu finansowego NFZ na 2025 rok.
Fot. KPRM
Oczekiwania wobec środowego posiedzenia rządu były ogromne: miała zapaść decyzja dotycząca nowelizacji ustawy o świadczeniach zdrowotnych, wprowadzającej tzw. reformę szpitalnictwa. I w sumie można powiedzieć, że zapadła, choć sam punkt spadł z porządku obrad: po wysłuchaniu informacji minister zdrowia Izabeli Leszczyny rząd zdecydował, że projekt ten ponownie trafi do konsultacji. Potwierdza to pośrednio nasze środowe doniesienia o braku zgody koalicjantów na przedstawiony przez Leszczynę pomysł na zmiany w szpitalnictwie.
Rząd dyskutował też o zmianach w składce, ale decyzji w tej sprawie nie podjął – ma ona zapaść za tydzień. Chodzi o uzupełnienie rządowego projektu zmian w przepisach, który już znajduje się w Sejmie (i który ma być procedowany na najbliższym posiedzeniu, czyli w przyszłym tygodniu). Rząd początkowo zakładał, że w 2025 roku jedyną ulgą dla przedsiębiorców będzie – w zakresie składki zdrowotnej – zwolnienie z niej przychodów ze sprzedaży środków trwałych, jednak rozmowy koalicjantów (głównie KO i Trzeciej Drogi) pchnęły sprawę realizacji kluczowej dla tych ugrupowań obietnicy wyborczej nieco dalej. Zgodzono się, że zmiany w składce będą wprowadzane dwuetapowo (czyli przedsiębiorcy otrzymają teraz swego rodzaju promesę większych ulg w 2026 roku), w 2025 roku skorzystać mają najmniej zarabiający, bo minimalna wysokość składki zdrowotnej będzie obliczana nie od 100, ale od 75 proc. najniższego wynagrodzenia, co obniży składkę o ok. 100 zł miesięcznie. Lewica w rozmowach koalicyjnych odgrywała rolę hamulcowego, wykluczając zgodę na zmiany zmniejszające przychody NFZ, ale po odejściu posłów Razem o kompromis było łatwiej – bez entuzjazmu, ale i ten koalicjant zaakceptował rozwiązanie ustalone z ministrem finansów.
Te ubytki mają być zrekompensowane z budżetu państwa, gdzie – jak zapewnia minister finansów – na ten cel jest zarezerwowane 5 mld zł. Czy to wystarczy? Resort finansów nie ma dokładnych wyliczeń, tylko szacunki. Zwolnienie ze składki zdrowotnej przychodów ze sprzedaży środków trwałych ma kosztować niecały miliard złotych, proponowana ulga dla drobnych przedsiębiorców – nie więcej niż 2,5 mld zł.
O wiele bardziej kosztowne są dwa poselskie projekty, którymi – podobnie jak projektem rządowym – ma się zająć, zgodnie z proponowanym porządkiem obrad, na najbliższym posiedzeniu Sejm. Projekt, za który odpowiada Ryszard Petru (TD Polska 2050), przewiduje zmiany w składce zdrowotnej o wartości 15 mld zł, zaś projekt złożony przez posłów Prawa i Sprawiedliwości, którego celem jest „przywrócenie stanu sprzed 2021 roku” (czyli sprzed wprowadzenia flagowego dla rządu Mateusza Morawieckiego programu Polski Ład), miałby kosztować „tylko” 9 mld zł.
Jakimkolwiek zmianom w składce zdrowotnej, nawet zniesieniu składki od sprzedaży środków trwałych, sprzeciwia się konsekwentnie Razem. Marcelina Zawisza w mediach społecznościowych pisała w ostatnich dniach o konkursie na powiększanie dziury w budżecie NFZ i przypominała, że jej koło złoży poprawkę do projektu budżetu na 2025 rok, zwiększającą dotację podmiotową z budżetu państwa do NFZ o ok. 21 mld zł (planowana wysokość dotacji to nieco ponad 18 mld zł).
Patrząc wyłącznie od strony budżetu NFZ, zwiększenie dotacji miałoby sens. Równolegle z obradami rządu trwało w środę posiedzenie Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, podczas którego pojawiła się informacja – przekazał ją w mediach społecznościowych Wojciech Wiśniewski z Federacji Przedsiębiorców Polskich – że minister finansów nie zatwierdził planu finansowego NFZ. Uzasadnienia tej decyzji nie ma, ale nieoficjalnie mówi się, że w ocenie resortu finansów plan finansowy się nie bilansuje. Ponieważ to minister finansów ostatecznie określa stronę przychodową planu NFZ – mając choćby decydujący głos w sprawie wysokości dotacji podmiotowej – można wnioskować, że resort finansów kwestionuje stronę kosztową i oczekuje zmian (zmniejszenia) kosztów w 2025 roku. Jednym z głównych powodów, dla których MF nie podpisuje się pod przygotowanym planem, jest z pewnością procedura nadmiernego deficytu, którą Polska została objęta – budżet NFZ jest potencjalną bombą, zawierającą deficyt o trudnej do wyliczenia skali, a konieczność zasilania płatnika przez budżet centralny w trakcie roku może poważnie utrudnić wywiązywanie się przez Polskę z obowiązku redukowania deficytu finansów publicznych. Jest obawa, że dopóki MF nie zatwierdzi planu, NFZ będzie działać w warunkach prowizorium, co znacząco utrudnia zarządzanie.
Kluczowym zagadnieniem w tym układzie będzie realizacja ustawy o minimalnych wynagrodzeniach. Do 10 stycznia AOTMiT ma zebrać od świadczeniodawców nowe dane dotyczące kosztów pracy, w tym – kontraktów. Tym razem mają być one bardziej szczegółowe, bo Agencja będzie chciała uzyskać informacje również o tym, czy kontrakt jest oparty o stawkę godzinową, czy też obliczany jako procent od wartości wykonywanych procedur. Można domniemywać, że kontrakty staną się pierwszym obszarem, który będzie podlegać zmianom – bo w latach 2022-2024 to nie sama ustawa, ale wariant rekomendacji prezesa AOTMiT, akceptowany przez kolejnych ministrów zdrowia (nakładający na NFZ obowiązek pokrywania całego wzrostu kosztów podmiotów leczniczych), generował ogromną część kosztów, tylko pośrednio wynikających z ustawy. Jak szacują eksperci, gdyby ministrowie zdrowia decydowali się na wariant minimalny – pokrywanie wyłącznie kosztów podwyżek obejmujących umowy o pracę, koszty byłyby nawet o połowę niższe.