System jest głodzony od lat

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Nie wierzę, że znajdzie się minister, który podniesie rękę na ustawę o wynagrodzeniach minimalnych – mówił podczas poniedziałkowej konferencji poświęconej kryzysowi finansowemu systemu ochrony zdrowia Tomasz Dybek, prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów. Maria Ochman, przewodnicząca NSZZ Solidarność Ochrony Zdrowia, podkreślała, jak wielką zdobyczą jest ustawa, i mówiła, że pracownicy będą jej bronić przed ewentualnymi zakusami.


Fot. Małgorzata Solecka / Kurier MP

  • W ostatnim czasie pojawiło się wiele opinii, że pośrednio za kryzys finansowy odpowiedzialność ponoszą pracownicy
  • Przedstawiciele pracowników ochrony zdrowia nie zgadzają się na taką narrację
  • Dzięki ustawie o wynagrodzeniach minimalnych zostały dostrzeżone zawody, które politycy gubili z pola widzenia
  • Procesu wzrostu wynagrodzeń w ochronie zdrowia nie można uznać za zakończony
  • Ustawa zabezpiecza warunki płacowe osób, które nie mają wystarczających możliwości negocjacyjnych
  • Od 2008 r. lekarze byli i są systematycznie wypychani przez pracodawców na kontrakty, bo pracując na etacie, nie byliby w stanie zabezpieczyć obsady dyżurowej placówek
  • Problemem systemu jest to, że dramatycznie mało wydajemy na zdrowie

Podczas konferencji „Kryzys finansowy systemu ochrony zdrowia – problemy, perspektywy”, zorganizowanej przez fundację Rzecznicy Zdrowia, na obecną sytuację systemu próbowano patrzeć z różnych perspektyw, jedną z nich była perspektywa pracowników. Jak mówił Wojciech Wiśniewski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich, w ostatnich nie tylko tygodniach, ale wręcz miesiącach pojawiło się wiele opinii, że pośrednio za kryzys finansowy odpowiedzialność ponoszą pracownicy, a konkretnie – wzrost wynagrodzeń w ochronie zdrowia. W 2022 roku mówiono o nim „historyczny” i „bezprecedensowy”, w tej chwili wydaje się, że najchętniej używano by określeń takich jak „niemający pokrycia w przychodach”, „zbyt kosztowny”, „nieproporcjonalny do możliwości płatnika”.

Przedstawiciele pracowników ochrony zdrowia nie zgadzają się na taką narrację – ani ze strony polityków, decydentów, ani menedżerów placówek leczniczych. – Wyższe wynagrodzenia to inwestycja w kadry. Dzięki temu nasi pracownicy nie wyjeżdżają od kilku lat za granicę. Nie jesteśmy tak bogaci, by kształcić za publiczne środki lekarzy czy pielęgniarki dla zamożniejszych krajów – podkreślała Krystyna Ptok z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Liderka pielęgniarek nie broniła obecnego kształtu ustawy, przypominając, że jej organizacja nie podpisała porozumienia jesienią 2021 roku. Pielęgniarki walczą w tej chwili o nowelizację ustawy podwyżkowej, we wtorek 19 listopada zapowiedziały protest w tej sprawie. Szanse na nowelizację, która by realizowała projekt obywatelski (jego pierwsze czytanie odbyło się rok temu) są w praktyce żadne, ale Ptok podkreślała, że pielęgniarki walczą nie tylko o korzystniejsze warunki finansowe, ale przede wszystkim o to, by systemowo została rozwiązana sprawa uznawania kwalifikacji. W tej chwili, jak podkreślała przewodnicząca OZZPiP, zdarza się, że w tej samej merytorycznie sprawie, w tym samym sądzie zapadają dwa różne wyroki. – Zaczynam wątpić w wymiar sprawiedliwości – mówiła z rozgoryczeniem.

Tomasz Dybek, przedstawiciel fizjoterapeutów, który reprezentował w dyskusji OPZZ, zwracał uwagę, że choć ustawa o wynagrodzeniach minimalnych nie jest idealna, jej największą wartością jest to, że jest i że dzięki niej zostały dostrzeżone zawody, które politycy gubili z pola widzenia, koncentrując uwagę tylko na lekarzach i pielęgniarkach. Jak mówił, w przestrzeni publicznej pojawiają się postulaty zamrożenia czy też wstrzymania działania ustawy, ale ministerstwo – pytane wprost – zaprzecza, by takie plany były. – Jesteśmy otwarci na dyskusję. W tej chwili największym problemem jest jednak to, że nie ma dialogu – mówił, podkreślając jednocześnie, że wątpi, by rzeczywiście znaleźli się politycy, decydenci, którzy „podnieśliby rękę na ustawę”.

W podobnym duchu wypowiadała się Maria Ochman, która stwierdziła, że procesu wzrostu wynagrodzeń w ochronie zdrowia nie można uznać za zakończony. Przedstawicielka Solidarności nie kryła, że czuje ogromną satysfakcję, gdy słucha protestów pracodawców, którzy – w jej opinii – przez wiele lat w ogóle nie chcieli słuchać postulatów płacowych większości zatrudnionych pracowników. Ochman mówiła też, że sygnały, jakie docierają w sprawie dalszych losów ustawy, podważają zaufanie do strony rządowej. Przypominała, że gdy jesienią 2021 roku trwały rozmowy w Zespole Trójstronnym, ówczesny premier Mateusz Morawiecki zadeklarował, że jeśli strona związkowa porozumie się z pracodawcami, znajdą się pieniądze na realizację podwyżek. Wyrazem tego porozumienia był zapis, że 50 proc. środków pochodzących ze wzrostu nakładów na zdrowie będzie przeznaczone na wzrost wynagrodzeń. – Tak by się stało, gdyby nie to, że Ministerstwo Zdrowia wybrało najdroższy wariant rekomendacji AOTMiT – komentował Wojciech Wiśniewski.

– Od prawie dwóch dekad narracja w przestrzeni publicznej jest taka, że przez podwyżki dla personelu medycznego czy dla lekarzy nie ma pieniędzy na leczenie pacjentów – zwracał uwagę Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, cytujący wybrane tytuły, informujące (na przykład), że przez podwyżki dla lekarzy dyrektorzy szpitali nie będą mieli za co leczyć pacjentów. – Ustawa o minimalnych wynagrodzeniach zabezpiecza warunki płacowe osób, które nie mają wystarczających możliwości negocjacyjnych – przypominał. Goncerz zwracał uwagę, że w takiej sytuacji, paradoksalnie, jest również część specjalistów. – Powinniśmy o nich dbać i starać się, by nie odeszli z publicznych szpitali. Jeśli to zrobią, kto będzie szkolił rezydentów? Kto zadba o kształcenie kolejnych roczników lekarzy? – pytał retorycznie.

Podczas takiej dyskusji nie mogło zabraknąć również tematu kontraktów. Jak mówiła Grażyna Cebula-Kubat, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, od 2008 roku lekarze byli i są systematycznie wypychani przez pracodawców na kontrakty, bo pracując na etacie, nie byliby w stanie zabezpieczyć obsady dyżurowej placówek. – W tej chwili wielu młodych lekarzy wręcz chciałoby pracować na podstawie umowy o pracę, ale nadal słyszą, że mogą pracować na kontrakcie – mówiła. W jej ocenie, biorąc pod uwagę wynagrodzenie specjalistów, pracujących na podstawie umowy o pracę, to kwota, jaką otrzymują oni za 160 godzin pracy w tygodniu, nie jest imponująca. – Mniej na etatach zarabiają tylko lekarze z Albanii – mówiła, posiłkując się europejskimi danymi. Sebastian Goncerz przypominał z kolei, że również w lecznictwie ambulatoryjnym pracodawcy chętnie podejmują współpracę z „kontraktowcami”, pozostałym proponując umowy zlecenia. – Umów o pracę w POZ praktycznie dla młodych lekarzy nie ma – mówił.

Lider PR OZZL podkreślał przy tym, że rozmowa o wynagrodzeniach i zarobkach jest wtórna, choć opinia publiczna jest epatowana wysokimi kwotami, jakie rzekomo mają zarabiać lekarze. – Problemem systemu jest to, że dramatycznie mało wydajemy na zdrowie – zwracał uwagę. Prowadzący dyskusję Wojciech Wiśniewski przywołał opublikowany w poniedziałek najnowszy raport OECD i Komisji Europejskiej, z którego wynika, że publiczne nakłady na zdrowie w Polsce w 2022 roku (najnowsze dane finansowe) realnie nie przekroczyły 5 proc. PKB (przy unijnej średniej przekraczającej 8 proc.). – System jest głodzony od lat – przypominał Goncerz.

19.11.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.