Studium kryzysu

Małgorzata Solecka
Kurier MP

Czy Rafał Trzaskowski podtrzyma swoje stanowisko z poprzednich wyborów prezydenckich, do których szedł pod hasłem: „6 proc. PKB na zdrowie, natychmiast”, czy też ten punkt zniknie z programu kandydata Koalicji Obywatelskiej?


Fot. Adobe Stock

  • Sprawdziliśmy, co prezydent Warszawy i jeden z niekwestionowanych liderów KO pięć lat temu mówił na temat sytuacji w ochronie zdrowia
  • Zmienia się świat, zmienia się Europa – a my ciągle na końcu, jeśli chodzi o poziom nakładów na ochronę zdrowia
  • Oczywiście jest jasne, że rządzący chcą dotrzymać obietnic wyborczych i byłoby to nawet chwalebne, gdyby ta determinacja nie była tak bardzo wybiórcza
  • Koalicja rządząca obroniła Izabelę Leszczynę, co było pewne jak to, że w zimie jest zimno
  • Jak to się stało, że „niebezpieczna społecznie reforma” została wpisana jako kamień milowy do Krajowego Planu Odbudowy?
  • Można się obawiać, że z niemieckiej lekcji politycy nad Wisłą wyciągną tylko jeden wniosek: Nieważne, jak dużo się wydaje na zdrowie, problemy są zawsze takie same, więc po co przepłacać?

Warte odnotowania. Rafał Trzaskowski o ochronie zdrowia. Prawybory w Koalicji Obywatelskiej rozstrzygnięte – polityk otrzymał ponad 75 proc. głosów i został oficjalnym kandydatem, który wystartuje w wyborach 2025 roku. Sprawdziliśmy, co prezydent Warszawy i jeden z niekwestionowanych – po wyborach 2020 roku – liderów Koalicji Obywatelskiej pięć lat temu mówił na temat sytuacji w ochronie zdrowia (z uwzględnieniem ówczesnych realiów, czyli rozpoczynającej się pandemii COVID-19). Bo w sumie naprawdę niewiele się zmieniło (poza tym, że wszystko).

– Będę oczekiwał od rządu, że już w 2021 roku wydatki te wzrosną do co najmniej 6 proc. PKB. Tylko realne zwiększenie wydatków na służbę zdrowia, między innymi na onkologię, przełoży się na skrócenie kolejek i szybszy dostęp do leczenia. Przeliczając to na głowę każdego Polaka, z obecnych 2757 zł wydatki wzrosną do 3676 zł – deklarował Trzaskowski w swoim programie wyborczym. Zwiększenie wydatków publicznych o jedną trzecią, rok do roku, byłoby rzeczywiście spektakularnym posunięciem. Taka skala wzrostu, o jakiej pisał zresztą Rafał Trzaskowski w programie, może świadczyć, że jako jeden z niewielu polityków zdawał sobie sprawę z tego, ile naprawdę Polska wydawała na zdrowie – jeśli wydatki musiałyby wzrosnąć o jedną trzecią, by osiągnąć poziom 6 proc. PKB, punkt wyjścia to ok. 4,5 proc. To dobra i zła wiadomość dla kandydata KO w przyszłorocznych wyborach. Dobra, bo może spokojnie przekopiować ten fragment – poza tymi wyliczeniami w przeliczeniu na głowę mieszkańca, bo inflacja zrobiła już swoje. Niewiele, prawie nic, nie zmieniło się w zakresie odsetka PKB, jaki wydajemy na zdrowie. Nadal jest to niewiele ponad 4,5 proc., więc i oczekiwania względem rządu można utrzymać w mocy. 6 proc. PKB to naprawdę niewiele. Zła, bo oczekiwania, jeśli Trzaskowski wystartuje i wygra wybory, będzie musiał kierować pod adresem „swojego” rządu, nie rządu PiS.

Największa klęska. Odsetek PKB na zdrowie. Raport OECD nie pozostawia złudzeń – trudno policzyć, ile razy już pisano (mówiono) w ten sposób, odkąd Polska jest w ogóle uwzględniana w raportach „Health at a Glance”. Zmienia się świat, zmienia się Europa – a my ciągle na końcu, jeśli chodzi o poziom nakładów na ochronę zdrowia. Praktycznie bez zmian, bo wahania rzędu 0,2-0,3 punktu procentowego PKB nie są żadną realną zmianą. Raport potwierdza to, co piszemy w zasadzie od 2018 roku – ustawa przychodowa stwarza miraż wzrostu, a ten, który notowaliśmy (i dawał się odczuć, bo sytuacja w ochronie zdrowia rzeczywiście poprawiła się w latach 2022-2023), nie wynikał z realnego wzrostu nakładów, tylko ze splotu okoliczności, z których dwie (pandemia i rozwiązanie funduszu zapasowego, który skumulował się właśnie przez pandemię) nie powtórzą się (oby). W 2023 roku wypłacono „premię” systemowi, wydając wszystkie pieniądze i jednocześnie zadłużając system na lata przez znowelizowanie ustawy podwyżkowej (2022 rok) bez zapewnienia źródła jej finansowania. Twierdzenia, że takie źródło zostało wskazane, mogłyby polegać na prawdzie, gdyby ówcześni decydenci nie byli świadomi, jakie skutki dla ustawy przychodowej będzie mieć wysoka inflacja w połączeniu z regułą n-2.

Wydajemy na zdrowie tylko śladowo więcej, niż wynosi połowa średniej UE. Odstajemy in minus praktycznie od wszystkich krajów europejskich, również tych, które do UE nie należą, choć aspirują (Mołdawia). Raport OECD w części dotyczącej finansowania (choć nie tylko) powinien być przetłumaczony na język polski, wydrukowany dużą czcionką i rozdany wszystkim parlamentarzystom i członkom rządu. Obecnej opozycji również, a może nawet zwłaszcza, jako dowód obnażający przekaz propagandowy, jakim opinia publiczna była karmiona przez kilka ostatnich lat. Jednak dla obecnie rządzących to również ostrzeżenie: można dowolnie kształtować przekaz medialny, ale są sposoby na ich weryfikację. Trzeba tylko chcieć się dowiedzieć.

Największy znak zapytania. Składka zdrowotna Nie wiadomo, czy lektura fragmentu raportu OECD i Komisji Europejskiej zmieniałaby coś w klimacie dyskusji i decyzjach dotyczących składki zdrowotnej, można mieć tylko nadzieję, że jednak – tak. Oczywiście jest jasne, że rządzący chcą dotrzymać obietnic wyborczych i byłoby to nawet chwalebne, gdyby ta determinacja nie była tak bardzo wybiórcza. Nie ma sporu wokół likwidacji składki od sprzedaży środków trwałych – to kompletnie niezrozumiałe rozwiązanie nigdy nie powinno wejść w życie. Można (a nawet trzeba) rozmawiać o zmianach dotyczących zasad finansowania ochrony zdrowia, w tym zasad naliczania składki zdrowotnej od poszczególnych grup ubezpieczonych. Wszystkich grup. Zaś wektor zmian powinien być przeciwny do tego, który proponuje rząd (i nie tylko) dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Składka na poziomie maksymalnie 9 proc. (wiadomo, że nie wszyscy płacą tak dużo, a rząd obiecuje, że płacić będzie jeszcze mniej ubezpieczonych), to o wiele za mało, zaś kondycja budżetu państwa nie jest, mówiąc bardzo oględnie, kwitnąca, więc trudno uznać go za pewny rezerwuar środków dla zdrowia.

Minister zdrowia zapewnia, że ma słowo ministra finansów dotyczące rekompensaty każdego miliona złotych ubytku w budżecie NFZ z tytułu zmian w składce zdrowotnej od przedsiębiorców. – Ja człowiek rzetelny – u mnie słowo droższe pieniędzy – kwestia Kazimierza Pawlaka („Nie ma mocnych”) to nie jest jednak właściwy mechanizm, przydałyby się zapisy ustawowe, regulujące – w szczegółach – kwestie obliczania i tryb przekazywania do NFZ rzeczonej rekompensaty.

Największy brak zaskoczenia. Wynik głosowania nad wotum zaufania. Koalicja rządząca obroniła Izabelę Leszczynę, co było pewne jak to, że w zimie jest zimno. Opozycja atakuje, rządzący zwierają szeregi, takie jest odwieczne prawo natury, chciałoby się zacytować nieodżałowanego „Misia”. A że i atak, i obrona trzymały równy poziom tabloidowej młócki, wynik głosowania wystarczy zaledwie wspomnieć.

Największa porażka. Mateusz Morawiecki o reformie szpitalnictwa. „Pan minister Adam Niedzielski proponował pewną reformę, która politycznie została zablokowana. Pamiętam kilka takich dyskusji w KPRM, do których zaprosiliśmy różnych fachowców, też innych ministrów, którzy interesowali się tą tematyką. I podjęliśmy decyzję, że reforma, która poszłaby w tym kierunku, byłaby niebezpieczna dla sporej części szpitali, zwłaszcza szpitali powiatowych. I dlatego ją zatrzymaliśmy” – mówił były premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z „Rynkiem Zdrowia”, jaka została opublikowana w minionym tygodniu. Dopytywany, czy nie chodziło raczej o kontekst wyborów, dodał: – Była bardziej niebezpieczna społecznie, nie tyle politycznie, wbrew DNA Prawa i Sprawiedliwości. Dla nas na pierwszym miejscu są przede wszystkim cele społeczne i to, co służy społeczeństwu. I jak przyjrzeliśmy się temu projektowi od strony społecznej, czyli w jaki sposób wpłynie na korzystanie z procedur medycznych, to doszliśmy do wniosku, że tej reformy nie możemy zaakceptować.

Aż ciśnie się na usta pytanie, w jaki sposób i za jaką przyczyną premier pozwolił przez ponad 2,5 roku absorbować publiczne środki na przygotowywanie „niebezpiecznej społecznie reformy”, czy może DNA Prawa i Sprawiedliwości nie wyczuło owego niebezpieczeństwa już na początku 2021 roku, gdy były przedstawiane koncepcje najdalej idących rozwiązań – przypomnijmy – odebrania samorządom szpitali i oddania ich ministrowi zdrowia, kategoryzacji placówek od A do D (przy czym szpitale kategorii „D” praktycznie byłyby przeznaczone do likwidacji, przynajmniej w zakresie dotychczasowej funkcji). A może to właśnie było zgodne z DNA partii, która straciła serce do rozwiązań pośrednich? Ministerstwo Zdrowia przygotowało w sumie bodaj trzy projekty ustawy, opracowanie każdego z nich to praca urzędników oraz ekspertów, angażująca również instytucje, które uczestniczą w konsultacjach publicznych.

Ale to niejedyny i w sumie nie najważniejszy znak zapytania. Jak to się stało, że „niebezpieczna społecznie reforma”, ustawa, której projekt nawet nie stanął w porządku obrad rządu (mrożony był na wcześniejszych etapach) została wpisana jako kamień milowy do Krajowego Planu Odbudowy? Kto za to ponosi odpowiedzialność i czy przez przypadek nie należałoby sformułować w tej sprawie zarzutów?

Największe (mimo wszystko) zaskoczenie. Reforma szpitalnictwa. Niemcy utorowały w piątek drogę dla największej reformy sektora szpitalnego w swojej historii. – Mamy najdroższy system szpitalny w Europie, koszty gwałtownie rosną, ale jakość się nie poprawia — powiedział minister zdrowia Karl Lauterbach. Onet (za Politico) donosi, że w tej chwili finansowanie niemieckich szpitali jest oparte na fee for service i zależy od liczby przeprowadzonych operacji. „W ramach nowego systemu 60 proc. kosztów będzie pokrywane ze stałej kwoty za zapewnienie personelu i sprzętu do konkretnych operacji. Nowy system ma wyeliminować zachęty do wykonywania coraz większej liczby zabiegów, ponieważ część z nich nie jest konieczna z medycznego punktu widzenia” – czytamy. To już, można powiedzieć, trochę przerabialiśmy – sieć szpitali, ryczałt, rok 2017. Brzmi znajomo? Owszem. Podobnie jak założenie, żeby po reformie (zacznie być wdrażana od stycznia 2025 roku, potrwa cztery lata) tylko duże, dobrze wyposażone placówki wykonywały skomplikowane operacje, takie jak leczenie raka. Fundusz transformacji ma wspierać reorganizację i pokrywać jej koszty. Część z nich obejmuje fuzje i zamknięcia ok. 1,7 tys. szpitali w Niemczech. Brzmi znajomo, choć jednocześnie nie do końca, bo „częścią reformy jest tzw. Fundusz Transformacji Szpitali w wysokości do 50 mld euro (216 mld zł) w ciągu 10 lat. Jego celem jest zwiększenie wydajności systemu i obniżenie kosztów”. – Ustawa została przyjęta przez Bundestag w połowie października i pokonała ostatnią przeszkodę w piątek rano, kiedy została zatwierdzona przez Bundesrat niewielką większością głosów – informuje Politico, podkreślając, że losy reformy – wobec której kraje związkowe, reprezentowane przez Bundesrat, są krytyczne, ważyły się do ostatniej chwili.

Trudno nie zauważyć podobieństw, ale też zasadniczej różnicy: Niemcy na zdrowie wydają w tej chwili najwięcej w Europie, ich wydatki publiczne oscylują wokół 11 proc., więc są ponad 2,5 razy wyższe, jeśli chodzi o sam odsetek PKB, niż polskie. Można się obawiać, że z niemieckiej lekcji politycy nad Wisłą wyciągną tylko jeden wniosek: – Nieważne, jak dużo się wydaje na zdrowie, problemy są zawsze takie same, więc po co przepłacać?

24.11.2024
Doradca Medyczny
  • Czy mój problem wymaga pilnej interwencji lekarskiej?
  • Czy i kiedy powinienem zgłosić się do lekarza?
  • Dokąd mam się udać?
+48

w dni powszednie od 8.00 do 18.00
Cena konsultacji 29 zł

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.
Poradnik świadomego pacjenta
  • Flebolog - czym się zajmuje, jakie choroby leczy?
    Flebolog to lekarz zajmujący się diagnostyką i leczeniem chorób żył. Zajmuje się m.in. żylakami, pajączkami naczyniowymi, zakrzepicą żył głębokich, obrzękami i przewlekłą niewydolnością żylną. Flebologia w Polsce nie jest osobną specjalizacją.
  • Ginekolog – czym się zajmuje, jakie choroby leczy
    Ginekolog to lekarz zajmujący się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem chorób żeńskiego układu rozrodczego. Opiekuje się pacjentkami w każdym wieku – przeprowadza regularne badania kontrolne, pomaga w doborze metod antykoncepcji, diagnozuje przyczyny zaburzeń miesiączkowania oraz niepłodności, rozpoznaje i leczy choroby nowotworowe żeńskiego układu rozrodczego. Dba również o prawidłowy przebieg ciąży, porodu i połogu.