To nie my, lekarze, doprowadziliśmy do patologii, która jedną procedurę docenia, a drugą traktuje po macoszemu, zaś lekarza na umowę o pracę traktuje jak gorszej kategorii – stwierdziła Grażyna Cebula-Kubat, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. W środę OZZL zaprezentował raport z badania ankietowego, przeprowadzonego w listopadzie na portalu MP.PL.
Przewodnicząca OZZL Grażyna Cebula-Kubat. Fot. Twitter / NaczelnaL
- To, co łączy zdecydowaną większość lekarzy, to brak zgody na odgórne wyznaczanie limitów zarobków, niezależnie od tego, jak wysoko byłaby ustawiona poprzeczka
- Rozmowa o limitach zarobków nie jest w ogóle rozmową o pieniądzach, ale o wolności zawodu lekarza – stwierdziła Anna Gołębicka
- OZZL niezmiennie stoi na stanowisku, że specjaliści powinni zarabiać minimum trzy średnie krajowe. Nie ma natomiast zgody na ewentualne powiązanie takiego rozwiązania np. z likwidacją kontraktów
- MZ powinno zaproponować takie warunki, w których lekarze chcieliby dobrowolnie zamienić etaty na kontrakty
- Raport OZZL zwraca uwagę na znaczący wzrost odsetka lekarzy, którzy doceniają publiczną ochronę zdrowia za możliwości lepszego leczenia pacjentów
– Choć badanie ankietowe nie jest reprezentatywne, można z niego wyciągnąć szereg wniosków. Najważniejszy jest chyba taki, że nie ma już mowy o „standardowym lekarzu”. Rozmawiając o problemach tej grupy zawodowej, trzeba brać pod uwagę, o kim, konkretnie, mówimy – podkreślała Anna Gołębicka, ekonomistka, ekspertka OZZL. W badaniu widać bowiem duże różnice między – na przykład – lekarzami pracującymi na podstawie umowy o pracę i lekarzami kontraktowymi, a także między specjalistami i lekarzami rezydentami.
To, co łączy zdecydowaną większość lekarzy, to brak zgody na odgórne wyznaczanie limitów zarobków, niezależnie od tego, jak wysoko byłaby ustawiona poprzeczka. Co ciekawe, jak podkreślała Anna Gołębicka, grupą, która sprzeciwia się temu najbardziej, są rezydenci. – Tak naprawdę, rozmowa o limitach zarobków nie jest w ogóle rozmową o pieniądzach, ale o wolności zawodu lekarza. Być może wręcz o jakichś naszych cechach narodowych, które nie znoszą ograniczeń – stwierdziła ekspertka.
Lekarze widzą jednak problem zróżnicowania zarobków – między lekarzami pracującymi na etatach i tymi, którzy pracują na kontraktach, a także między lekarzami poszczególnych specjalizacji. – To nie my, lekarze, tworzymy ten system, to nie my doprowadziliśmy do patologii, która jedną procedurę docenia, a drugą traktuje po macoszemu, zaś lekarza na umowę o pracę traktuje jak gorszej kategorii – przypomniała jednak Grażyna Cebula-Kubat, przewodnicząca OZZL. – Żądamy stworzenia realnych reform, które przestaną sprowadzać lekarzy do przedmiotu dyskusji o pieniądzach. Lekarz jest od leczenia i ma zarabiać sprawiedliwie, adekwatnie do umiejętności, wiedzy i odpowiedzialności i być wynagradzany za efekty pracy.
OZZL niezmiennie stoi na stanowisku, że specjaliści powinni zarabiać minimum trzy średnie krajowe. Nie ma natomiast zgody – ani środowiska, ani związku – na ewentualne powiązanie takiego rozwiązania np. z likwidacją kontraktów. – Lekarze do 2008 roku w większości pracowali na etatach. System wypchnął ich na umowy kontraktowe z powodu braków kadrowych. Ministerstwo Zdrowia powinno zaproponować takie warunki, w których lekarze chcieliby dobrowolnie zamienić etaty na kontrakty – mówiła przewodnicząca OZZL. Umowy o pracę – choć ze względów podatkowych wydają się mniej korzystne – mają też swoje plusy, w tym ochronę płynącą z prawa pracy. Dają też pewność, że pracownik otrzyma wynagrodzenie (w tej chwili perturbacje z regulowaniem płatności przez NFZ powodują, że część lekarzy kontraktowych nie dostaje wynagrodzenia, co skutkuje z kolei problemami szpitali z zapewnieniem kadry, bo po dwóch, trzech miesiącach oczekiwania na płatności lekarze odchodzą do innych placówek, które „jeszcze płacą” – to wprost artykułowano kilka tygodni temu na jednym z posiedzeń Komisji Zdrowia).
Raport OZZL zwraca uwagę na znaczący wzrost odsetka lekarzy, którzy doceniają publiczną ochronę zdrowia za możliwości lepszego leczenia pacjentów. – Tak naprawdę atuty publicznej i prywatnej ochrony zdrowia to chyba jedna prawdziwa odwrócona piramida – żartowała Anna Gołębicka. Atuty publicznej ochrony zdrowia (możliwości leczenia pacjentów, warunki do rozwoju zawodowego), które wskazuje połowa badanych lekarzy, są na samym dole rankingu atutów prywatnego sektora. I odwrotnie: najmocniejsze strony „prywaty”, czyli wynagrodzenia, organizacja pracy i stosunek do pracownika „dołują” w zestawieniu mocnych stron publicznego sektora. – To wydaje się mało spójne, ale jest faktem, że w rozsypującym się, również finansowo, systemie publicznym może być i jest realizowana najnowocześniejsza medycyna – zwracała uwagę ekspertka.
– Oczekujemy przedstawienia przez Ministerstwo Zdrowia systemu, w którym odbuduje się wzajemne zaufanie i szacunek, a my będziemy mieć wreszcie czas dla pacjenta, aby móc traktować go po partnersku – podsumowała z kolei Grażyna Cebula-Kubat, zwracając uwagę, że duża część lekarzy chciałaby móc pracować w jednym miejscu, poświęcać czas pracy swoim pacjentom. Lekarze wręcz wskazują, że konieczność pracy w więcej niż jednym miejscu postrzegają jako największą uciążliwość. Jednocześnie uzasadniają tę konieczność względami finansowymi (częściej ten argument przywołują lekarze etatowi).