Coraz więcej Polaków decyduje się na leczenie w sektorze prywatnym, co jest jeszcze jednym wskaźnikiem narastania kryzysu w publicznym systemie ochrony zdrowia. Raport GUS za 2023 rok, gdy w publicznym systemie, patrząc z dzisiejszej perspektywy, trwało eldorado, powinien dawać do myślenia tym, którzy podejmują decyzje.
Minister zdrowia Izabela Leszczyna. Fot. x.com/MZ_GOV_PL
Warte odnotowania. Głosowanie w sprawie składki zdrowotnej. Likwidacja składki od sprzedaży środków trwałych i ulga dla najsłabszych przedsiębiorców już w 2025 roku – w minionym tygodniu Sejm uchwalił jeden z dwóch rządowych projektów, drugi trafił do podkomisji. Głosowanie w Sejmie trudno uznać za zaskakujące (choć nieodmiennie śmieszy żarliwość, z jaką posłowie PiS walczyli od odwrócenie skutków Polskiego Ładu, który trzy lata wcześniej sami wprowadzali), ale warto odnotować decyzję minister zdrowia, która w głosowaniu udziału nie wzięła.
Pozornie wszystko jest logiczne: będąc w rządzie, trudno głosować przeciw rządowemu projektowi. Będąc ministrem zdrowia, trudno głosować za projektem, który – mimo zapewnień, że jest słowo ministra finansów o rekompensowaniu ubytków – jednak oznacza pomniejszenie przychodów NFZ – w dodatku nie do końca wiadomo, o ile. Nieoddanie głosu wydawać by się mogło jedyną słuszną decyzją, gdyby nie jeden fakt – to przecież resort zdrowia odpowiadał za autopoprawkę do projektu, który wcześniej dotyczył wyłącznie składki od sprzedaży środków trwałych. Dlaczego MZ się tego podjęło? Czy nie lepiej (czytelniej) by było, gdyby za projekt odpowiadał jednak od A do Z minister finansów?
Ktoś powie: drobiazg. Jednak symboliczne drobiazgi w polityce bywają ważne. Tym ważniejsze, że przecież sprawa składki zdrowotnej nie jest zamknięta – będą się toczyć prace nad drugim projektem, będą trwały dyskusje nie tyle czy, ale w jakim stopniu jest on dewastujący dla finansów ochrony zdrowia (przy okazji zaś dla polityki społecznej i rynku pracy). Czytelne i zrozumiałe stanowisko szefowej Ministerstwa Zdrowia w tej sprawie byłoby co najmniej przydatne. Bez niego trudno sobie natomiast wyobrazić wiążącą, merytoryczną dyskusję i o składce zdrowotnej, i o przyszłości (i teraźniejszości) finansowania ochrony zdrowia. I w sumie, o całym systemie – również.
Największe wyzwanie. Jak rozmawiać o zmianach? Konsultacje publiczne projektu ustawy o szpitalnictwie trwają i będą jeszcze trwać. Jednak to tylko niewielki fragment dyskusji, jaka toczy się (a w każdym razie toczyć się powinna) na temat koniecznych (lub nieuniknionych) zmian w systemie ochrony zdrowia, w różnych jego aspektach. Tymczasem po stronie pracowniczej (nie chodzi tylko o związki zawodowe) daje się wyczuć pewne zniecierpliwienie. Dała temu wyraz w ostatnim tygodniu, podczas konferencji programowej Polskiej Federacji Szpitali, przewodnicząca NSZZ Solidarność ochrony zdrowia Maria Ochman, zwracając uwagę (nie po raz pierwszy zresztą), że Ministerstwo Zdrowia o istotnych systemowych problemach i rozwiązaniach rozmawia tylko z zarządzającymi podmiotami leczniczymi – również wtedy, gdy dotyczą one kwestii pracowniczych (takich jak choćby ustawa o wynagrodzeniach minimalnych). – To zły kierunek, to nie buduje zaufania i będzie miało skutek w postaci podniesienia temperatury sporu społecznego – Maria Ochman nawet nie starała się ukryć ostrzeżenia, sformułowanego pod adresem rządu.
Czy zapewnienie przez Urszulę Demkow, że to ona (a nie wiceminister Jerzy Szafranowicz) będzie reprezentować resort zdrowia na najbliższym posiedzeniu Zespołu Trójstronnego, złagodzi napięcie? Można się spodziewać, że wręcz odwrotnie – strona społeczna (dotyczy to zarówno pracowników, jak i pracodawców) chciałaby – nareszcie – rozmawiać o konkretach, optymalnie z Izabelą Leszczyną. Trudno oprzeć się wrażeniu, że oprócz dryfującego (od lat) systemu, w dryfie znalazł się również dialog, bez niego zaś trudno wyobrazić sobie przejście suchą stopą przez sytuację narastającego kryzysu.
Największa porażka. NIK o szczepieniach. Ponad 87 tys. – tyle uchyleń od obowiązkowych szczepień ochronnych zaraportowano w 2023 roku. Wkrótce zapewne poznamy wstępne szacunki za 2024 rok i można się tylko domyślać, że nie będzie powodów do świętowania. Od lat eksperci ostrzegają, media alarmują, zaś przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za zdrowie publiczne dyskutują o czynnikach, jakie mają wpływ na pogarszające się statystyki dotyczące poziomu zaszczepienia. Co ciekawe, w publicznej narracji współistnieją (zgodnie) dwa przekazy. Pierwszy – pełen niepokoju – zwraca uwagę na rosnącą gwałtownie liczbę odmów szczepień, drugi optymistycznie podkreśla, że mimo to Polska ma całkiem dobrą wyszczepialność dzieci i młodzieży. Przekraczającą nadal 90 proc. Jeśli zaś mowa o powodach tego, że coraz większa liczba młodych rodziców decyduje się nie szczepić dzieci, najczęściej wskazuje się dezinformację w Internecie, aktywność ruchów antyszczepionkowych, brak edukacji zdrowotnej i problemy z komunikowaniem się przez profesjonalistów medycznych.
Opublikowany w minionym tygodniu raport NIK każe jednak do tej listy przyczyn, i to na poczesnym miejscu, dopisać działania inspekcji sanitarnej oraz jakość nadzoru nad systemem szczepień, która – można zaryzykować tezę – w ostatnich latach (również za sprawą pandemii) uległa pogorszeniu. Było źle, jest (jeszcze) gorzej – choć oczywiście raport NIK dotyczy lat 2021-2023. Nie od dziś wiadomo, że reguły gry zmieniłaby e-karta szczepień, rozwiązanie gotowe, będące w zasięgu ręki, ale wciąż tylko teoretyczne, na pewno w zakresie szczepień obowiązkowych. Krztusiec „lubi to” i w ostatnich miesiącach i tygodniach daje to mocno odczuć. Czy Ministerstwo Zdrowia, GIS i wszyscy inni decydenci przyjmą do wiadomości, że czas teoretycznych dyskusji i planowania rozwiązań się skończył?
Rozważania na temat walki z dezinformacją, skutecznego neutralizowania wpływu antyszczepionkowców na rodziców podejmujących decyzję o szczepieniu, podnoszenia wiedzy zdrowotnej społeczeństwa są ważne, podobnie jak ważna jest poprawa kompetencji komunikacyjnych profesjonalistów medycznych (tak, by w przystępny i kompetentny sposób potrafili rozmawiać z pacjentami o szczepieniach i chcieli to robić, posiadając wiedzę dotyczącą korzyści płynących z immunizacji, skuteczności szczepień oraz ich bezpieczeństwa), ale jeśli instytucje i procedury państwa będą zawodzić, ogromny wysiłek może pójść na marne.
Największy (niestety) brak zaskoczenia. Polak leczy depresję prywatnie. Rośnie liczba gospodarstw domowych, korzystających z usług medycznych, które nie są finansowane przez NFZ – wynika z raportu „Ochrona zdrowia w gospodarstwach domowych 2023”, opublikowanego w minionym tygodniu przez GUS. Choć z danych GUS dotyczących nakładów na zdrowie (wstępna informacja) wynika, że wydatki prywatne na cele zdrowotne zmniejszyły się w ubiegłym roku (w stosunku do 2022 roku) o kilka miliardów złotych, jednocześnie GUS zauważa, że odsetek gospodarstw, które korzystały ze świadczeń poza systemem publicznym, wzrósł do poziomu 40,4 proc. W 2020 r. takich gospodarstw było 38,1 proc., w 2016 r. – 37,2 proc., w 2013 r. – 35,1 proc., a w 2010 r. – 31 proc.
Najczęściej korzystanie z usług finansowanych z innych źródeł niż NFZ deklarowały osoby chorujące na depresję (34,2 proc.), choroby tarczycy (27,5 proc.) oraz chorobę niedokrwienną serca (18,2 proc.). Warto zauważyć jednocześnie, że o ile choroby tarczycy i choroba niedokrwienna serca występują (są diagnozowane) w populacji często, depresję w ubiegłym roku (według tego samego raportu) zdiagnozowano u niespełna 3 proc. Polaków. Możliwości jej leczenia w ramach publicznego systemu, jak pokazują te dwie dane czytane łącznie, są więc niezwykle ograniczone.
70 proc. korzystających z usług medycznych (poza stomatologią) jako pierwszą przyczynę wskazuje czas oczekiwania na wizytę w podmiotach mających kontrakt z NFZ. Co dziesiąte gospodarstwo ocenia, że „prywatna” wizyta jest realizowana przez lepszych specjalistów. W stosunku do roku 2020, w którym poprzednio prowadzono badanie, radykalnie wzrósł odsetek tych, którzy jako powód wskazują czas oczekiwania (z niespełna 52 proc.) i zmalał (z 15 proc.) odsetek wyżej oceniających kompetencje specjalistów.