Podczas czwartkowej debaty podsumowującej jesienne Forum Ochrony Zdrowia w Karpaczu nie mogło zabraknąć odniesień do zaostrzającego się od kilku miesięcy kryzysu w finansach systemu ochrony zdrowia. Choć posłowie opozycji chętnie obarczają winą obecny rząd, wiceprzewodnicząca Rady NFZ dr Małgorzata Gałązka-Sobotka nie pozostawiła nawet cienia wątpliwości, jaka jest prawdziwa geneza obecnych problemów.
Fot. Marcin Kmieciński / PAP
- Część świadczeniodawców nadal nie otrzymała płatności za nadwykonania w świadczeniach nielimitowanych
- Już dwa lata temu powinniśmy byli wiedzieć, jak będzie wyglądać sytuacja
- Pieniądze zgromadzone w funduszu zapasowym NFZ miały umożliwić przynajmniej częściową transformację systemu
- Złudzenie przyrostu nakładów na zdrowie pociągnęło za sobą „odważne” decyzje dotyczące finansowania nadwykonań
- Liczba udzielanych świadczeń zupełnie się rozjechała z możliwościami płatnika
- Sytuacja jest i będzie patowa, dopóki będziemy o finansach rozmawiać w oderwaniu od organizacji i celów systemu, jaki chcemy budować
- Planowanie finansowe płatnika od lat trudno uznać za satysfakcjonujące, skoro każdego roku plan zmieniany jest przynajmniej kilka razy
Jak mówiła dr Gałązka-Sobotka, wyrazem kryzysu w finansach systemu ochrony zdrowia jest np. fakt, że część świadczeniodawców nadal nie otrzymała płatności za nadwykonania w świadczeniach nielimitowanych, co przekłada się na decyzje placówek również o przyjmowaniu pacjentów do programów lekowych, także onkologicznych. – Takie komunikaty pacjenci słyszą – podkreśliła ekspertka, oceniając, że jest to sytuacja trudna do zaakceptowania z moralnego, ale też prawnego punktu widzenia, bo naruszająca wprost prawa konstytucyjne: leczenie onkologiczne ratuje życie, więc o żadnej zwłoce mowy być nie może.
I choć posłowie opozycji chętnie obarczają winą obecny rząd (PiS, w ramach oceny rocznej pracy minister zdrowia Izabeli Leszczyny przywołał słowa byłego ministra finansów z rządu PO: „pieniędzy nie ma i nie będzie”), wiceprzewodnicząca Rady NFZ nie pozostawiła nawet cienia wątpliwości, jaka jest prawdziwa geneza obecnych problemów. – Już dwa lata temu powinniśmy byli wiedzieć, jak będzie wyglądać sytuacja – mówiła. Bo wprawdzie baza, od której obliczana jest składka zdrowotna, dynamicznie rosła, NFZ zgromadził też potężny fundusz zapasowy, jednocześnie jednak podjęto decyzje, które bardzo szybko – już na początku 2023 roku – poskutkowały rozdysponowaniem miliardów złotych z funduszu zapasowego. – Jako Rada NFZ zwracaliśmy się z pytaniami dotyczącymi stanu funduszu zapasowego – przyznała ekspertka.
Pieniądze zgromadzone w funduszu zapasowym miały umożliwić przynajmniej częściową transformację systemu w kierunku jego większej efektywności – na przykład przez wprowadzenie opieki koordynowanej do POZ, poprawę dostępu do AOS, czy implementację elementów koordynacji w onkologii i kardiologii. I takie decyzje zostały podjęte. Niestety, jak mówiła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, równolegle podjęto inne, w tym dotyczące przesunięcia finansowania świadczeń o wartości ok. 7 mld zł z budżetu państwa do NFZ, co poskutkowało zwiększeniem puli sztywnych wydatków Funduszu. – Złudzenie przyrostu nakładów na zdrowie pociągnęło za sobą „odważne” decyzje dotyczące finansowania nadwykonań. Świadczeniodawcy odebrali wyraźny przekaz, że należy zintensyfikować udzielanie świadczeń ze względu na konieczność spłaty pandemicznego długu zdrowotnego. Nie daliśmy w odpowiednim momencie sygnału, że to należy wyhamowywać. Liczba udzielanych świadczeń zupełnie się rozjechała z możliwościami płatnika – powiedziała wprost.
W ocenie ekspertki sytuacja jest i będzie patowa, dopóki będziemy o finansach rozmawiać w oderwaniu od organizacji i celów systemu, jaki chcemy budować. I dopóki nie zdefiniujemy priorytetów, nie określimy tego, na co pieniądze w systemie publicznym muszą się znaleźć – tu wymieniła na przykład opiekę koordynowaną w POZ, ale też finansowanie programów lekowych, zwłaszcza w dziedzinach takich jak onkologia. – Część świadczeń można odłożyć, zaplanować wykonanie później. Części odkładać nie można – podkreśliła.
W podobnym duchu wypowiedział się dr Robert Mołdach, ekspert ochrony zdrowia. W jego ocenie fakt, że finanse systemu ochrony zdrowia nagle się „rozjechały”, może być trudny do zrozumienia, skoro NFZ przygotowuje systematycznie trzyletnią projekcję finansowania. Jednak, w jego ocenie, ten dokument ma wartość jedynie formalną, powstaje po to, by zadość się stało zapisom ustawy. Planowanie finansowe płatnika od lat trudno uznać za satysfakcjonujące, skoro – zwracał uwagę – każdego roku plan zmieniany jest przynajmniej kilka razy. System się też nie spina finansowo, bo przy obecnym poziomie nakładów (warto przypomnieć w tym kontekście raport OECD – realnie niespełna 5 proc. PKB, choć w trakcie czwartkowej debaty ta informacja nie wybrzmiała) w debacie publicznej nadal nie pojawia się pytanie (a tym bardziej odpowiedź), na jaki zakres finansowania świadczeń nas stać, a o co pacjenci (obywatele) powinni zatroszczyć się na własną rękę. – Pacjenci indywidualnie codziennie się tego dowiadują. To jest powszechne doświadczenie, przekaz, że takie czy inne świadczenie nie może zostać sfinansowanie – mówił dr Mołdach. Nie ma to jednak żadnego przełożenia na dyskusje o systemie. Tu nadal obowiązuje domniemanie, że wszystkim należy się wszystko.