W środę tematem ustawy o jakości, o której duża część ekspertów – również w ostatnich tygodniach – mówi: „martwa”, zajęła się sejmowa Komisja Zdrowia. Choć temat no fault nie wybrzmiał szczególnie mocno podczas środowego posiedzenia, w ostatnich dniach pojawiły się w tej kwestii nowe informacje.
Posiedzenie sejmowej Komisji Zdrowia, 18 grudnia 2024 r. Fot. Sejm
- Problematyczne było samo uchwalanie ustawy, nad którą prace zaczęły się już w 2016 r. i obfitowały w liczne punkty zwrotne
- Przynajmniej w niektórych obszarach wskaźników mierzenia jakości jest za mało lub są zbyt ogólne
- Mankamentem ustawy jest to, że koncentruje się ona na szpitalach
- Dominuje jednak pogląd, że wskaźników jest w tej chwili wręcz za dużo
- Zbieramy sporo danych, ale z nich nie korzystamy, nie wyciągamy wniosków, nie prowadzimy żadnych działań naprawczych
- Będziemy wykonywać wskaźniki, a jakość będzie gdzieś zupełnie z drugiej strony
- Na bezpieczeństwo personelu składa się również kwestia rozwiązań no fault
Wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz przypominał, że ustawa o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta weszła w życie 8 września 2023 roku, z wyłączeniem nowych zasad udzielania przez ministra zdrowia akredytacji, które weszły w życie 1 stycznia 2024 roku, oraz przepisów dotyczących funkcjonowania systemu monitorowania wniosków o udzielenie akredytacji, które zaczną obowiązywać 25 sierpnia 2025 roku. Problematyczne było samo uchwalanie ustawy, nad którą prace zaczęły się już w 2016 roku i obfitowały w liczne punkty zwrotne, z których warto przypomnieć podtrzymanie przez Sejm „weta” Senatu do ustawy pod koniec kadencji, co skutkowało zastąpieniem ustawy „rządowej” projektem poselskim, który ostatecznie został uchwalony. Do tej ustawy wydano siedem aktów wykonawczych, z czego jedno obwieszczenie dotyczące standardów akredytacyjnych dla szpitali i jedno dotyczące podstawowej opieki zdrowotnej.
– Założenia ustawy to sześć podstawowych punktów: systemy monitorowania jakości, autoryzacja, obligatoryjne monitorowanie zdarzeń niepożądanych, obowiązkowe zbieranie opinii i doświadczeń pacjentów za pomocą ankiet, zmiany w procesie akredytacji, m.in. rekontrola i możliwość odebrania akredytacji szpitalowi, który nie spełnia odpowiednich wymogów, i utworzenie systemu monitorowania akredytacji – mówił Jerzy Szafranowicz.
Zakres pytań posłów był bardzo szeroki. Czesław Hoc (PiS) pytał o autoryzację szpitali, o wyjęcie z ustawy kwestii no fault, o ankiety pacjentów, którzy mieli wypowiadać się na temat jakości opieki zdrowotnej. Jego klubowa koleżanka, Józefa Szczurek-Żelazko pytała, na jakim etapie są prace dotyczące standardów akredytacyjnych. Chciała też wiedzieć, jakie plany MZ ma wobec Centrum Monitorowania Jakości. – W przestrzeni publicznej pojawiają się różne informacje na ten temat – mówiła. Warto przypomnieć, że jednoznaczne plany likwidacji CMJ miał minister zdrowia Adam Niedzielski i kwestia CMJ była jednym z punktów, które w trakcie prac budziły największy opór ekspertów.
Marcelina Zawisza (Razem) pytała natomiast między innymi o monitoring zdarzeń niepożądanych, a także o to, czy MZ dokonało w jakiś sposób pomiaru punktu wyjścia, żeby móc mierzyć progres, jaki ewentualnie zanotują świadczeniodawcy. – Jeżeli zaczynamy wdrażać wskaźniki z marszu, to efektem jest: „dostajesz to, co mierzysz”. Jak Ministerstwo Zdrowia zmierzyło punkt wyjścia dla pomiarów jakości? Czy jest plan na to, jak te wskaźniki, którymi dysponujemy, włączyć do praktyki NFZ, tak aby uniknąć niepożądanych efektów? – pytała.
Zdaniem Zawiszy, przynajmniej w niektórych obszarach wskaźników mierzenia jakości jest za mało lub są zbyt ogólne – podała tu przykład psychiatrii.
Mankamentem ustawy jest to, że koncentruje się ona na szpitalach. Zawisza oceniła, że świat leżący poza szpitalem jest niewidzialny, w związku z tym nie da się ocenić systemu, tylko jego jeden wycinek. – Pacjent po wyjściu ze szpitala po prostu znika. Dlatego kolejnym rozwiązaniem byłoby włączenie do monitoringu POZ oraz opieki specjalistycznej i aptek – stwierdziła. – Niewidzialne dla obecnej ustawy jest także bezpieczeństwo personelu medycznego oraz badanie jakości pracowniczej, czyli opinii personelu o poszanowaniu jego praw. To bardzo istotne kwestie, bo w szpitalu, który łamie prawa pracownicze, w którym jest mobbing, nie będzie dobrej jakości leczenia.
W dyskusjach na temat ustawy o jakości, również podczas posiedzenia Komisji Zdrowia, dominuje jednak pogląd, że wskaźników jest w tej chwili wręcz za dużo (co nie wyklucza „wybrakowania” niektórych obszarów). – Skończmy z mnożeniem wskaźników i nakładaniem dodatkowych obowiązków na szpitale – mówiła Elżbieta Gelert (KO). – Niech te wskaźniki będą rozsądne i będzie ich tyle, ile naprawdę potrzeba, albo niech je pozyskuje Narodowy Fundusz Zdrowia, który ma największą skarbnicę informacji. Uporządkujmy to, co szpitale powinny sprawozdawać. Podobnie POZ-ety, które są w opiece koordynowanej. Niedługo „udusimy się” w placówkach ochrony zdrowia ze względu na rosnącą liczbę wskaźników i obowiązek sprawozdawczości.
Krzysztof Zdobylak, ekspert ds. transformacji systemu ochrony zdrowia NIL, wskazywał, że problemem, który widać również w ustawie o jakości, jest systemowa sprzeczność. Z jednej strony borykamy się z nadmierną biurokracją, z drugiej – nie radzimy sobie z wykorzystaniem danych, które są dostępne. – Zbieramy sporo danych, ale z nich nie korzystamy, nie wyciągamy wniosków, nie prowadzimy żadnych działań naprawczych. Dlatego chciałem się dowiedzieć, jakie plany ma resort w tym kontekście, czy jest przewidziane ustrukturyzowane podejście do tego, co trzeba raportować, i upewnić się, że to, co jest raportowane, jest naprawdę niezbędne – podkreślał. W jego ocenie fakt, że rozporządzenie do ustawy zawiera 63 mierniki jakości „w budowaniu kultury jakości nie pomoże, a wręcz to utrudni”.
– Wskaźniki kliniczne, które w tej chwili mamy, są tak bardzo ogólne, że kierują nasz system w stronę wskaźników, a nie jakości – mówiła z kolei Anna Gołębicka, ekspertka OZZL. – Będziemy wykonywać wskaźniki, a jakość będzie gdzieś zupełnie z drugiej strony. Nie ma dla nich punktu wyjścia, a przecież żeby coś oceniać, trzeba zawsze ocenić stan wejściowy. Z drugiej strony nie uwzględniamy specyfiki danej placówki, nie uwzględniamy tego, że szpital szpitalowi jest nierówny oraz że profile pacjentów są także nierówne – podkreśliła Gołębicka. Co więcej, istotna składowa pomiaru jakości, czyli ocena konsumencka, formułowana na podstawie ankiet, może być fikcyjna, a na pewno w tej chwili niemierzalna, choćby dlatego, że szpitale zbierają ankiety „jak chcą”, a ich wyniki nie są standaryzowane czy monitorowane (o konieczności uporządkowania kwestii oceny jakości z punktu widzenia konsumenta czy też pacjenta mówiła też Dorota Korycińska z Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej). – Apelujemy również o to, żeby spojrzeć na jakość ochrony zdrowia także z punktu widzenia jakości i bezpieczeństwa personelu. Tego jeszcze ciągle we wskaźnikach jakościowych brakuje – podsumowała.
Na bezpieczeństwo personelu składa się również kwestia rozwiązań no fault. W procedowanej w ubiegłej kadencji ustawie na wprowadzenie ich nie było zgody ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. „Kompromisowe” rozwiązania, które środowisko lekarskie nazwało „ustawą o donosicielstwie”, były tak krytykowane, że resort zdrowia ostatecznie z nich zrezygnował, odkładając uregulowanie tej kwestii na kolejne lata. I choć ten temat nie wybrzmiał szczególnie mocno podczas środowego posiedzenia, w ostatnich dniach pojawiły się nowe informacje. Minister zdrowia Izabela Leszczyna podczas spotkania z dziennikarzami, które poświęcone było ocenie pierwszego roku urzędowania, poinformowała, że powstał „mały, roboczy” zespół, powołany przez resorty zdrowia i sprawiedliwości, który ma zaproponować konkretne rozwiązania legislacyjne. Sprawa została też poruszona w tym tygodniu, podczas spotkania minister zdrowia Izabeli Leszczyny z prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej Łukaszem Jankowskim.
Wyjaśnienia dotyczące samej ustawy o jakości i tego, jak przekłada się ona na rzeczywistość systemu, przedstawiane przez urzędników resortu zdrowia mogą sugerować, że MZ żadnego z podnoszonych – przez posłów czy ekspertów – problemu nie dostrzega.
– Konstruując to rozporządzenie (dotyczące wskaźników jakości – red.), musieliśmy wyważyć między tym, co jest przydatne do mierzenia jakości, zwracając uwagę na te, które dotyczą bezpieczeństwa pacjenta, a dodatkowymi czynnościami, które muszą realizować podmioty i sprawozdawać dodatkowe informacje – mówił Maciej Karaszewski, dyrektor Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia. – Jeśli chodzi o kwestie tzw. punktu wyjścia, to będzie on opublikowany 30 kwietnia przyszłego roku. Każdy z podmiotów będzie mógł sprawdzić, w jakim jest miejscu i porównać się z innymi placówkami. To będzie dostępne na stronie NFZ i każdy będzie mógł tam zajrzeć. Na razie nie wiemy, jaki jest ten punkt wyjścia, bo moment jego określenia dopiero nastąpi.