Część przedsiębiorców zapłaci w 2025 roku niższą składkę zdrowotną, a w systemie ochrony zdrowia narasta niepewność co do stabilności finansowania i możliwości regulowania zobowiązań przez płatnika i w kończącym się roku, i w kolejnym.
Fot. Adobe Stock
Największy problem. Ochrona dzieci. 3,5-letnia dziewczynka, która w stanie zagrażającym życiu z powodu niedożywienia trafiła do szpitala, pozostawała dla służb publicznych praktycznie niewidoczna. Również z powodu problemów z monitoringiem realizacji programu szczepień ochronnych. Dziecko, jak wynika z informacji przekazywanych przez prokuraturę, nie pozostawało pod opieką lekarza publicznego systemu, co samo w sobie nie jest uchybieniem ani przestępstwem, ale brak stałego lekarza prowadzącego (dziewczynkę rodzice sporadycznie konsultowali w ramach wizyt prywatnych) niewątpliwie jest czynnikiem ryzyka zaniedbań. Rodzice – według relacji nie tylko rodziny, ale i lokalnej społeczności – których z pozoru trudno byłoby uznać za dysfunkcyjnych czy patologicznych, za swoje decyzje prawdopodobnie odpowiedzą przed sądem w procesie karnym. Jednak w jaki sposób rozliczyć ewidentne zaniedbania państwa?
W październiku 2021 roku NIK opublikowała wyniki kontroli placówek POZ pod kątem realizacji programu zapobiegania otyłości wśród dzieci i młodzieży. Te dwa tematy tylko pozornie nie mają punktów wspólnych: różnią je tylko szczegóły, istota pozostaje ta sama. Istota, czyli systemowy brak monitoringu stanu zdrowia dzieci i młodzieży „po PESEL-u”. „Obowiązkowymi badaniami bilansowymi, realizowanymi w ramach POZ, będącymi głównym źródłem informacji o stanie zdrowia, umożliwiającym wczesne wykrywanie nadwagi i otyłości, objęto tylko nieco ponad 60% dzieci i młodzieży, tj. o ok. 30 punktów procentowych mniej niż w 2013 r. Mimo tak dużego spadku liczby przeprowadzonych badań bilansowych, Minister nie podjął działań zmierzających do odwrócenia tego niekorzystnego trendu” – konkludowali inspektorzy NIK, oceniając lata 2018-2020.
Nad wynikami raportu pochyliła się sejmowa Komisja Zdrowia, a w trakcie dyskusji nie brakowało cennych uwag i obserwacji. Wskazywano na przestarzały sposób sporządzania bilansów zdrowia dzieci i młodzieży i postulowano, by również one zostały poddane cyfryzacji. Podnoszono, że wraz z upływem czasu rodzice w coraz większym stopniu zaniedbują obowiązek zgłaszania się na wizyty „bilansowe”, a między medycyną szkolną a publicznym systemem nie ma praktycznie żadnych ścieżek komunikacji. Apelowano o jak najszybsze wdrożenie e-karty szczepień, jako istotnego elementu zwiększającego szanse na terminowe zgłaszanie się rodziców z dziećmi na wizyty szczepienne (które można wykorzystać do prowadzenia bilansów zdrowotnych). Każda profilaktyczna wizyta dziecka w gabinecie lekarza czy pielęgniarki jest – a w każdym razie może i powinna być – okazją do dokonania oceny rozwoju dziecka.
Z tych dyskusji niewiele wyniknęło. Największy grzech zaniechania to brak wdrożenia e-karty szczepień, która od strony technicznej jest od dłuższego czasu gotowa i mogła być wprowadzona jeszcze przez poprzedni rząd. Taka e-karta byłaby narzędziem, dzięki któremu instytucje publiczne – w tym przypadku sanepid, zaalarmowany przez inspekcję sanitarną ośrodek pomocy społecznej – mogłyby dostrzec dotychczas „niewidzialne” dziecko. Takich dzieci, jak mówią lekarze, jest całkiem sporo. Część rodziców korzysta tylko z prywatnego systemu i w nim wzorcowo realizuje obowiązek szczepień i bilansów, ale część ewidentnie wykorzystuje luki w przepisach, które pozwalają „zniknąć” dziecko z radarów (wypisując dziecko z poradni POZ nie ma obowiązku zapisania go do innej), by – najczęściej – skuteczniej unikać obowiązkowych szczepień. No i są wreszcie rodziny, które po prostu zaniedbują ten obowiązek, nie z premedytacją, nie ze względu na przekonania, ale niską świadomość i brak dojrzałości do roli rodzica.
Największy brak zaskoczenia. Decyzja prezydenta. Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o świadczeniach zdrowotnych, zmieniającą zasady obliczania składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. W nowym roku zniknie składka od sprzedaży środków trwałych, a część drobnych przedsiębiorców zapłaci składkę o ok. sto złotych mniejszą. Trudno mówić o zaskoczeniu, bo zmiany w parlamencie nie budziły kontrowersji, choć kontekst decyzji prezydenta jest szczególny: sytuacja finansowa ochrony zdrowia od lat nie budziła tak wielkiego niepokoju jak obecnie.
Największy znak zapytania. Finanse zdrowia. NFZ zapłaci za wszystkie świadczenia udzielone w ramach programów lekowych – zapowiadają zgodnie Fundusz i resort zdrowia. Zapewnienia są konieczne, bo część szpitali nadal czeka na pieniądze z tytułu realizacji programów lekowych w poprzednim kwartale. Programy lekowe są przy tym, jak podkreśla Fundusz, co do zasady świadczeniami limitowanymi (i dlatego część ośrodków wstrzymuje przyjęcia pacjentów do programów, argumentując wyczerpanie tegorocznych limitów).
Realizacja obietnic w sprawie programów lekowych (czyli drogich lub bardzo drogich terapii) byłaby niewątpliwie oczekiwanym, pożądanym wręcz, sygnałem względnej stabilizacji sytuacji finansowej płatnika, ale warto pamiętać, że dostępu do leczenia w ramach tych programów wcale poprawić nie musi. Pozostaje kwestia płatności za diagnostykę – podmioty lecznicze sygnalizują braki w płatnościach setek tysięcy wykonanych badań obrazowych. Kołdra nie tylko jest bardzo krótka, ale w ostatnich dwóch, trzech latach wydatnie się skurczyła. Jej przeciąganie zawsze przypominało wyszarpywanie, są obawy, że będzie ono coraz bardziej energiczne, by nie powiedzieć – nerwowe.
Nerwowość wzmaga niepewność, a ta rządzi na wielu poziomach. Choćby dlatego, że ciągle nie wiadomo, kiedy można się spodziewać finału „procesu dobrych rozmów” między resortami zdrowia i finansów w sprawie planu finansowego NFZ na 2025 rok.
Warte odnotowania. Porozumienie w sprawie płac. – Słowacki rząd i przedstawiciele związków lekarskich zawarli w piątek (20 grudnia) porozumienie, które oddala groźbę masowego składania wypowiedzeń z pracy przez pracowników ochrony zdrowia – poinformowała w weekend PAP. Umowa gwarantuje części środowiska lekarskiego, przede wszystkim zatrudnionym wyłącznie w publicznych szpitalach, że ich wynagrodzenia będą rosnąć zgodnie z wcześniej uzgodnionymi ustaleniami. Projekt ograniczenia wzrostu wynagrodzeń, który rząd chciał wprowadzić bez konsultacji z lekarzami, doprowadził do masowego składania rezygnacji. W efekcie, na początku 2025 roku od łóżek pacjentów mogła na Słowacji odejść ponad połowa lekarzy, co groziłoby paraliżem szpitali. W kontrze słowacki parlament uchwalił ustawę (nazywaną „batem na lekarzy”), która m.in. daje możliwość ogłoszenia w poszczególnych regionach i miastach sytuacji nadzwyczajnej z powodu krytycznego braku opieki zdrowotnej. Rząd może wprowadzić taki stan na 60 dni, z możliwością przedłużenia go na kolejny taki okres. W tym czasie zawieszony byłby bieg ewentualnie złożonych wypowiedzeń. To jednak nie wszystko: lekarzom, którzy odmówiliby udzielania opieki medycznej, groziłaby kara do roku więzienia, a w efekcie utrata uprawnień do wykonywania zawodu. Podczas debaty mocno wybrzmiewał argument, że „lekarzom zależy tylko na pieniądzach”. Jednak porozumienie, jakie właśnie zawarto, co prawda utrzymuje podwyżki na dotychczasowym poziomie (ok. 10 proc. rocznie), ale obejmuje też inne punkty, w tym dotyczące zasad finansowania szpitali czy kształcenia kadr medycznych.
Z danych z raportu „Health at a Glance. Europe 2024” wynika, że w 2022 roku słowaccy lekarze zarabiali średnio 2,5 średniej krajowej (zarówno GP, jak i specjaliści zatrudnieni w szpitalach).