Plan finansowy NFZ na 2025 rok nadal nie zyskał akceptacji ministra finansów, co trzeba odnotować z kronikarskiego obowiązku. Ten fakt nie jest jednak, w kontekście sytuacji systemu ochrony zdrowia – przynajmniej na razie – najważniejszy.
Posiedzenie rządu, 7 stycznia 2025 r. Fot. KPRM
Największy (niestety) brak zaskoczenia. Finanse. Prace nad obniżeniem składki zdrowotnej płaconej przez przedsiębiorców ruszyły – może nie z kopyta, ale ruszyły. Podkomisja sejmowa przyjęła harmonogram prac i można się spodziewać, że za miesiąc, na pierwszym lutowym posiedzeniu Sejmu, odbędzie się kierunkowa dyskusja na temat zmian w składce. – Oczekiwanie rynku jest takie, aby strona społeczna mogła się wypowiedzieć, stąd proponuję, by w terminie dwóch tygodni, do następnego posiedzenia Sejmu, zebrać wszelkie uwagi zainteresowanych – mówiła na czwartkowym posiedzeniu podkomisji jej przewodnicząca Krystyna Skowrońska. W drugim kroku, za kolejne dwa tygodnie, miałoby się odbyć posiedzenie z udziałem strony społecznej, w celu wysłuchania przez posłów „uwag, wniosków i propozycji”. Jak podkreślała posłanka, termin przedstawienia sprawozdania dla Komisji Finansów Publicznych mija w kwietniu, ale być może uda się prace zakończyć wcześniej.
Harmonogramu prac nie przyjęła inna podkomisja, również pochylająca się nad finansami systemu – tyle że od strony kosztowej, nie przychodowej. Co prawda w planie prac Komisji Zdrowia uwzględniono punkt dotyczący sprawozdania prac nad obywatelskim projektem nowelizacji ustawy o wynagrodzeniach minimalnych w ochronie zdrowia, jednak sama podkomisja w ciągu jedenastu miesięcy od powołania zebrała się cztery razy, jej ostatnie posiedzenie odbyło się w czerwcu, a w najbliższym czasie – jak informuje strona Sejmu – posiedzenie nie jest zaplanowane (co oczywiście może ulec zmianie do kolejnego posiedzenia Sejmu, które odbędzie się 22-24 stycznia).
Trudno nie zauważyć, że i w tej sprawie jest „oczekiwanie rynku”, cokolwiek miałoby to znaczyć. Wszyscy partnerzy społeczni oczekują decyzji dotyczących zarówno obecnie obowiązującej ustawy, jak i jej nowelizacji – choć wektory tych oczekiwań są bardzo rożne. – Planowane lipcowe podwyżki wymagają 14 mld zł, podczas gdy pojawiają się informacje o możliwości przedstawienia rekomendacji na zaledwie 7 mld zł. Tak duży niedobór finansowy może doprowadzić do zupełnej katastrofy finansowej szpitali, które już teraz w większości przeznaczają ponad 80 proc. swoich budżetów na wynagrodzenia. Bez jasnego planu na przyszłość trudno mówić o skutecznej działalności leczniczej, a także o zaspokojeniu potrzeb zarówno pacjentów, jak i pracowników ochrony zdrowia – przypomniał w minionym tygodniu Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych, a to zaledwie jeden głos w sprawie przepisów „podwyżkowych”. A skoro już o planie mowa – plan finansowy Narodowego Funduszu Zdrowia na 2025 rok nadal nie jest podpisany.
Można założyć, że zarówno ustawa o wynagrodzeniach minimalnych, jak i propozycje dotyczące tzw. reformy szpitalnictwa będą tkwić w politycznej, rządowo-sejmowej zamrażarce, by na czas kampanii nie podnosić trudnych w społecznym odbiorze tematów. Co prawdopodobnie niczego nie rozwiąże, bo problemy systemu ochrony zdrowia, wynikające w dużej części z zamiatania pod dywan i chowaniu w zamrażarkach „trudnych tematów”, nie znikną w pierwszym półroczu, żadna czarodziejska różdżka nie ma takiej mocy. Ministerialna również.
Największe wyzwanie. Zdrowie publiczne. Czy planowane przez Ministerstwo Zdrowia ograniczenia dotyczące dostępności alkoholu (a także innych używek) przejdą z fazy planów do fazy realizacji, czy też podzielą los powyższych newralgicznych projektów, choć może niekoniecznie z takich samych przyczyn? Czy uda się przełamać impas między resortami zdrowia oraz gospodarki (a może nie impas, ale „odmienne podejście”, które mocno wybrzmiało podczas wspólnego posiedzenia komisji sejmowych, na którym w minionym tygodniu dyskutowano o możliwościach ograniczeń sprzedaży alkoholu)? I – co może nawet ważniejsze – czy znajdzie się większość gotowa poprzeć rozwiązania bardziej radykalne niż te, które rządowi proponuje resort zdrowia, a które realnie przełożyłyby się na zmniejszenie dostępności alkoholu (na przykład zakaz sprzedaży w godzinach nocnych w punktach handlowych czy uregulowania dotyczące ekspozycji napojów alkoholowych w sklepach)? – Nie będzie potęgi gospodarczej, jeśli Polska będzie stać alkoholem – przekonywała posłów Maja Herman, specjalistka w dziedzinie psychiatrii, przywołując argumenty nie tyle medyczne, co właśnie ekonomiczne – choćby wydajność pracowników. Można powiedzieć, że nie będzie ani potęgi gospodarczej, ani rosnącego PKB i przychodów budżetu państwa, jeśli Polska będzie alkoholem płynąć.
Największy znak zapytania. Skąd te kolejki? Najnowsza edycja „Barometru kolejkowego” Fundacji WHC robi wrażenie – wydłużenie czasu oczekiwania na świadczenia zdrowotne o 0,7 miesiąca (w ciągu zaledwie roku) i najgorszy wynik od początku „Barometru” to sygnały – abstrahując od przyjętej metodologii – wpisujące się w dość powszechne, wśród ekspertów i interesariuszy, przekonanie, że „lepiej już było”. Co do metodologii, przedstawiciele fundacji zgodnie przypominali, że jej poprawność (ankiety telefoniczne przeprowadzane przez „tajemniczych pacjentów”) i miarodajność wyników nie budzą wątpliwości polityków… dopóki są oni w opozycji. Obóz rządzący od lat opatruje wyniki „Barometru” potężnym znakiem zapytania, przywołując dane Narodowego Funduszu Zdrowia, z których wynika, że kolejki nie są aż takie długie, albo wręcz ich nie ma.
Zresztą, nie tylko w sprawie oceny wiarygodności „Barometru” punkt widzenia polityków zależy mocno od punktu siedzenia. Również, w dużym stopniu, w sprawie samych kolejek. Politycy opozycji (niezależnie od barw politycznych) grzmią o dolegliwości i szkodliwości długiego czasu oczekiwania na świadczenia, gdy zaś są po stronie rządowej – zaczynają sobie „przypominać”, że dostępność świadczeń jest ograniczona we wszystkich krajach, niezależnie od poziomu zamożności, (co tylko częściowo jest prawdą), a tak w ogóle – kolejki wydłużają sami pacjenci, którzy nie odwołują wizyt albo za wszelką cenę chcą się leczyć u specjalistów, choć powinni poprzestać nad podstawowej opiece zdrowotnej.
Jest jednak coś, co polityków w sposób absolutnie zaskakujący łączy – milczenie, może nawet zmowa milczenia wokół związku kolejek (a więc dostępności świadczeń) z wysokością publicznych wydatków na zdrowie. Politycy są w tej sprawie zresztą zgodni – ponad politycznymi podziałami, co też jest symptomatyczne, i skłonni twierdzić, że w ostatnich latach wydatki na zdrowie „dynamicznie”, „historycznie” i „bezprecedensowo” rosły. Przynajmniej politycy największych partii politycznych, bo wśród mniejszych można dość łatwo znaleźć zdania odrębne. Jeśli czymś się różnią, to rozłożeniem akcentów – kiedy ten wzrost był bardziej „bezprecedensowy”. W ten chór wpisał się zresztą również Krzysztof Łanda, wprost mówiąc, że wydatki na zdrowie ogromnie wzrosły, co nie przekłada się na dostępność leczenia. Trudno jednak nie przypomnieć, że wydatki te nadal wynoszą poniżej 5 proc. PKB, więc trudno mówić o dynamicznym czy odczuwalnym wzroście. Oczywiście, pieniędzy jest więcej – bo inflacja, bo wyższe PKB (ale to oznacza również wyższe koszty, choćby koszty pracy). Wydaje się, że brak jakościowej zmiany, jeśli chodzi o wydatki na zdrowie, jest podstawowym (choć na pewno nie jedynym) wyjaśnieniem zagadki kolejek.
Warte odnotowania. Jakość kształcenia. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i Uniwersytet Medyczny w Poznaniu podpisały umowę dotyczącą współpracy w kształceniu studentów na kierunkach lekarskich prowadzonych przez Instytut Nauk Medycznych w Pile. Ta informacja nie wpisuje się wprost w dyskusję na temat jakości kształcenia na nowych kierunkach lekarskich – stronami umowy są renomowane uczelnie, którym trudno zarzucić brak dbałości o jakość kształcenia. Jednak z pewnością ożywi temat kontroli szkół prowadzących kierunki lekarskie, nieco zapomniany od ubiegłego roku. Zwłaszcza, że już wkrótce, być może w nadchodzącym tygodniu, poznamy nazwisko nowego ministra nauki, desygnowanego przez Lewicę. To będzie nowe otwarcie, również w obszarze kształcenia na kierunkach lekarskich (i szerzej, medycznych). Można się spodziewać również szerszej dyskusji o standardach kształcenia.