Edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa – uważają lekarze, którzy w tej sprawie zabierają głos w ostatnich dniach. – W dobie skrajnej dezinformacji w obszarze medycyny konieczne jest tworzenie narzędzi do walki z tym zjawiskiem – uważa Porozumienie Rezydentów OZZL.
Fot. Adobe Stock
– Jako zarząd Porozumienia Rezydentów OZZL stoimy na stanowisku, że edukacja zdrowotna powinna być przedmiotem obowiązkowym w szkołach. W dobie skrajnej dezinformacji w obszarze medycyny konieczne jest tworzenie narzędzi do walki z tym zjawiskiem – czytamy w stanowisku, w którym młodzi lekarze zwracają uwagę, że „dezinformacja oraz znikoma reakcja państwa na nią prowadzą do rosnącej liczby uchyleń od szczepień — według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w 2019 roku było ich 48,6 tys., podczas gdy pięć lat później, w 2023 roku, już 87,3 tys.”.
Rezydenci nie kryją, że deklaracje polityków dotyczące fakultatywności przedmiotu, są niepojące. – Odbieramy to jako swego rodzaju poddanie się naporowi środowisk antynaukowych – napisali. – Wszelka forma profilaktyki jest korzystniejsza niż leczenie późniejszych chorób i powikłań. Kultywując zachowania prozdrowotne u dzieci, jesteśmy w stanie zapobiec potencjalnej konieczności leczenia ambulatoryjnego lub szpitalnego w przyszłości. Pozbawienie części dzieci tej możliwości redukcji ryzyka uznajemy za krzywdzące. Liczymy, że przedstawiciele rządu staną na wysokości zadania i uczynią ten przedmiot obowiązkowym.
To niejedyny głos, płynący ze środowiska lekarskiego. Już w poniedziałek w mediach społecznościowych pojawiły się komentarze dotyczące wypowiedzi polityków – przede wszystkim wicepremiera, ministra obrony narodowej, Władysława Kosiniaka-Kamysza, który jako pierwszy oświadczył, że edukacja zdrowotna nie tylko powinna, ale będzie przedmiotem nieobowiązkowym. W wielu z tych komentarzy przewijało się ubolewanie związane z faktem, że Kosiniak-Kamysz jest lekarzem.
– To się nie dzieje naprawdę! Gdziekolwiek na świecie nie jesteśmy i wspominamy, że w Polsce ma być edukacja zdrowotna w szkołach, pytają, jak udało się to zrobić i czy jest już znany program. A tymczasem lekarz nie chce, by dzieci wiedziały o czynnikach ryzyka chorób serca i naczyń i chorób cywilizacyjnych, jak skutecznie z nimi walczyć poprzez zmianę stylu życia, odpowiednią dietę, wysiłek, brak używek, by umiały się samobadać, w kontekście wczesnego wykrycia nowotworów, by wiedziały, dlaczego szczepienia i badania profilaktyczne są ważne, dlaczego należy słuchać lekarzy i regularnie brać leki. By tę wiedzę przyniosły do domu do swoich rodziców i dziadków. Nie wierzę, by Pan wicepremier – lekarz z wykształcenia – na to ostatecznie przystał – komentował prof. Maciej Banach, kardiolog.
– Rodzice 3,5-letniej Helenki też zadecydowali o jej życiu i zdrowiu. Jak Pan może uważać, że rodzice będą w stanie podejmować kompetentne decyzje, gdy sami mają wyprane głowy dezinformacją z internetu? – pisała, zwracając się bezpośrednio do Kosiniaka-Kamysza Maja Herman, specjalistka w dziedzinie psychiatrii.
Takich głosów jest więcej, jednak nie wszyscy lekarze są zwolennikami edukacji zdrowotnej w proponowanym przez MEN kształcie. – Przecież to, co chcą wprowadzić obecnie rządzący, to program deprawacji dzieci pod pretekstem edukacji zdrowotnej. Zło zawsze potrzebuje jakiegoś pozoru dobra. To tak jak propagowanie demoralizującego „róbta co chceta” pod hasłem pomocy chorym dzieciom – napisał były przewodniczący OZZL Krzysztof Bukiel.
Wprowadzenie edukacji zdrowotnej do szkół jest jednym z postulatów zgłaszanych przez ostatnich kilka lat m.in. przez lekarzy, ekspertów z zakresu zdrowia publicznego, rzecznika praw pacjenta i organizacje pacjentów.
Edukacja zdrowotna według wcześniejszych zapowiedzi miała być obowiązkowa i pojawić się w szkołach od roku szkolnego 2025/2026. Zgodnie z założeniami ma traktować szeroko pojęcie zdrowia i odnosić się do wszystkich sfer funkcjonowania, zarówno zdrowia fizycznego, psychicznego, seksualnego, społecznego, jak i środowiskowego na wszystkich etapach życia. Po niedzielnej wypowiedzi Kosiniaka-Kamysza, a zwłaszcza po poniedziałkowej deklaracji Rafała Trzaskowskiego można się spodziewać, że ten scenariusz się nie zrealizuje. Prawdopodobne jest zarówno wejście przedmiotu jako nieobowiązkowego, jak i odłożenie wejścia EZ do szkół o rok.